Reklama

Greifenhascy Żydzi poza Greifenhagen

Wywózka z lutego 1940 r. oznaczała koniec świata pomorskich Żydów, a zarazem początek akcji, która miała doprowadzić do „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”. Żydzi z Greifenhagen znaleźli się w niemal każdym obozie zagłady na terenie Europy. Większość, w okupowanej przez nazistów Polsce. Nieco więcej czasu i szans na ucieczkę mieli ich krewni i sąsiedzi, których opuścili miasto zanim nabrało brunatnych odcieni. Prezentujemy część III i IV naszego cyklu

Już w latach 30. XX wieku naziści rozważali kilka możliwości poradzenia sobie z „żydowskim problemem” w Niemczech. Wśród nich przebijał pomysł zgrupowania członków tej społeczności w jednym miejscu, położonym jak najdalej III Rzeszy. Chociaż już jesienią 1939 r. Adolf Eichmann dokonał wywózki Żydów z terenów Polski, które zostały włączone do III Rzeszy (z Górnego Śląska, Pomorza i Wielkopolski do Generalnego Gubernatorstwa), wydarzenia z nocy 12 na 13 lutego 1940 r. stanowią ewenement. Była to bowiem pierwsza deportacja Żydów mieszkających na terenie III Rzeszy. Jakby nie patrzeć, obywateli niemieckich.

Hitler nie działał po omacku. Chociaż ustawy uderzające w społeczność żydowską powstawały przez całą dekadę lat 30. XX wieku, naziści przygotowali się do tego ruchu długo i dokładnie obserwowali sytuację społeczną.

Reklama

- Poparcie dla Hitlera miało charakter masowy, ale nie było powszechne. Dlatego Führer nie był obojętny wobec społecznej rzeczywistości i nastrojów panujących u opinii publicznej – zaznacza prof. Eryk Krasucki z Uniwersytetu Szczecińskiego.

Dlaczego jednak padło na pomorskich Żydów? Można zakładać, że chodziło nie tylko o położenie regionu, ale przede wszystkim atmosferę w nim panującą. Większym poparciem społecznym, niż w Provinz Pommern, Hitler cieszył się tylko w nazistowskim mateczniku, swojej rodzinnej Bawarii. Decydujące w wyborze miejsca mogły okazać się też liczby. W 1933 r. na całym Pomorzu mieszkało 6 317 osób wyznania mojżeszowego, z czego 2 365 w Stettinie. Stanowili  zaledwie 0,33% wszystkich mieszkańców, a należy pamiętać, że w kolejnych latach nazistowskich rządów, ich liczba regularnie malała. Według spisu z maja 1939 r. na Pomorzu mieszkało już tylko 3 329 Żydów, z czego 1176 w Szczecinie.

Reklama

Zniknięcie tak „nieznacznej grupy”, w statystycznym ujęciu,

mogło pozostać niezauważone, a przynajmniej znacznie łatwiej wytłumaczalne niż w regionach kraju, w których procent Żydów był zdecydowanie wyższy.

Do tego dochodził czynnik ekonomiczny. Gdy 12 czerwca 1938 r. Adolf Hitler odwiedził Stettin, przy Hakenterrasse (dziś Wały Chrobrego) witały go dziesiątki tysięcy wiwatujących mieszkańców regionu. Wśród nich znajdowali się nie tylko działacze partyjni, ale również zwyczajni ludzie, wdzięczni Führerowi za to, co zrobił dla miasta i prowincji. Przed dojściem nazistów do władzy, z 270 tys. mieszkańców samego Stettina, aż 52 tys. osób nie miało zatrudnienia.

Reklama

- Naziści zjednywali sobie szczecinian w różny sposób. Od krzewienia narodowej dumy niemieckiej po pomoc socjalną. Istotne miejsce w kreowaniu pozytywnego klimatu wobec reżimu zajmowało tworzenie instrumentarium państwa socjalnego, w tym akcja pomocy zimowej, poprawiająca sytuację bytową obywateli i ciesząca się sporą popularnością. Ponadto, poparcie dla dyktatury zdobywały nowe inwestycje, takie jak osiedla domków na Gumieńcach (Scheune), Krzekowie (Kreckow) i Pomorzanach (Pommerensdorf), Elewator, autostrada z Berlina czy południowa obwodnica z przeprawami przez Odrę i Regalicę (dawna Autostrada Poznańska, dziś ul. Krygiera). Angażowano do nich tysiące pracowników, co w dużym stopniu przyczyniło się do likwidacji bezrobocia – tłumaczy dr Wojciech Wichert z IPN, dodając, że w ten sposób NSDAP zyskiwało coraz większe poparcie.

Wszystko to, złożone element po elemencie, pozwalało twierdzić, że społeczność żydowska z Provinz Pommern jest idealną grupą na dokonanie sprawdzianu. Określenia tego w książce Eichmann w Jerozolimie użyła Hannah Arendt, opisując deportację pomorskich Żydów, jako „wprawkę” przed dokonaniem zagłady na szerszą, europejską skalę.

Reklama

Później przyszedł czas na kolejne regiony.

 

MARCUSE

Sytuacja, jaka nastąpiła na Pomorzu stanowiła jasny sygnał ludności żydowskiej w pozostałej części III Rzeszy. Niemieccy Żydzi zauważyli, że naziści nie poprzestaną na ograniczaniu kolejnych praw obywatelskich, gdyż są w swoich działaniach gotowi na wszystko. W lutym 1940 r.  było już za późno na zdecydowane kroki.

O tym, że można było uniknąć najgorszego świadczy przykład Carla Marcuse, członka żydowskiej rodziny, która zamieszkiwała Greifenhagen od początków XVIII wieku. Carl urodził się w 1864 r. i spędził w nadodrzańskim miasteczku całe dzieciństwo i młodość. Dopiero jako dorosły mężczyzna wyjechał do Berlina. W stolicy kraju odbył służbę wojskową. Po wyjściu do cywila, został przedsiębiorcą, założył rodzinę. Najstarszym z jego dzieci był Herbert Marcuse, marksistowski filozof, jeden z ideologów rewolty studenckiej.

Reklama

- Według biografii Herberta, która znajduje się w Niemieckim Muzeum Historycznym, jego ojciec był właścicielem fabryki tekstylnej. Z kolei artykuł Douga Kellnera w American National Biography opisuje Carla jako „zamożnego żydowskiego kupca”, a dwanaście lat od niego młodszą żonę, Gertrud Kreslawsky jako „córkę bogatego niemieckiego właściciela fabryki z Landsberg an der Warthe”, czyli Gorzowa Wlkp. To samo można przeczytać w życiorysie Herberta Marcuse, zawartym w jego traktacie z 1922 r. – opowiada prawnuk Carla, prof. Harold Marcuse z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara.

Carl Marcuse, na mocy przepisów wprowadzanych w latach 30.,  utracił swoją fabrykę oraz dotychczasowe przywileje i prawa. Widząc, że sytuacja niemieckich Żydów staje się coraz bardziej tragiczna, postanowił wyprzedzić kolejny ruch nazistów i przedostać się dosyna, który od sześciu lat przebywał w USA.

Reklama

- To, jak Carlowi udało się uciec przed nazistami pokazują zdjęcia i dokumenty paszportowe. Dają też wskazówki na temat jego życia pod rządami NSDAP – opowiadał nam prof. Harold Marcuse, jako dowód wskazując na wydany 25 lutego 1939 r. paszport.

Zgodnie z ustawą z 5 października 1938 r., został ostemplowany czerwoną literą „J” (Jude). Widoczne jest też słowo „Israel”. To z kolei efekt obowiązującej od 1 stycznia 1939 r. ustawy, która nakazywała wpisywanie tego imienia we wszystkich dokumentach żydowskich mężczyzn. U kobiet była to Sara.

Reklama

- Pradziadek otrzymał wizę do Wielkiej Brytanii 27 lutego 1939 r. 13 marca, czyli dwanaście dni po swoich 75 urodzinach i na dzień przed wyjazdem do Londynu. Pozwolono mu wówczas przewalutować na funty zaledwie 10 marek. Udało mu się za to przemycić prawo jazdy. W 1938 r. żydowskie prawa jazdy straciły ważność i zostały skonfiskowane przez władzę, ale jak widać, Carlowi odpowiednio ukrył własne. Z lotniska Berlin Tegel wyleciał 14 marca 1939 r., tego samego dnia przybywając do Croydon. W Wielkiej Brytanii spędził ponad rok. 28 września 1940 r. uzyskał pozwolenie na jedną podróż do USA, pod warunkiem, że nastąpi przed 28 grudnia 1940 r. W ten sposób udało mu się przedostać do Stanów Zjednoczonych i uniknąć dalszych cierpień oraz tragicznego losu, który spotkał wielu jego rodaków – komentuje prof. Harold Marcuse.

 

Reklama

POSNER

Carl Marcuse zareagował w odpowiednim momencie, na kilka miesięcy przed katastrofą. Wywiezienie pomorskich Żydów do Generalnego Gubernatorstwa zapoczątkowało bieg spraw znany z podręczników do historii: budowę obozów koncentracyjnych i masowe deportacje Żydów z całej Europy. Te dokonywane były bowiem jeszcze przed styczniem 1942 r. i Konferencją w Wanasee, gdzie usankcjonowano dotychczasowe działania, wytyczając drogę i środki, które miały prowadzić do „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”.

Reklama

Marcuse opuścił więc kraj w  ostatniej chwili, jakby przeczuwając, co przynieść mogą kolejne miesiące i lata.  Nie wszyscy wykazali się identyczną przezornością. Wielu niemieckich Żydów, w obawie przed wilczym biletem, postanowiło pozostać w swoich mieszkaniach i miastach. Tak jak rodzina dra Gustava Posnera. Przyszedł na świat 13 marca 1885 r. w Greifenhagen i również przeniósł się w dorosłym życiu do Berlina. Od 1934 r. mieszkał ze swoją żoną Margarete i siostrą Elsą przy Sybelstraße 44. Ich przestronne mieszkanie mieściło się na trzecim piętrze frontowego budynku. Zajmowali je dokładnie przez osiem lat.

- 25 sierpnia 1942 r. Elsa Posner otrzymała do wypełnienia „Vermögenserklärung”, oświadczenie, które było wymagane od wszystkich Żydów. Wiedziała już wtedy, co to znaczy. Wcześniej cała procedura spotkała troje ich współlokatorów i innych sąsiadów, którzy następnie zostali wywiezieni w nieznane. Zapytana: „Którzy członkowie rodziny emigrują z tobą?”, Elsa odręcznie odnotowała wiecznym piórem: „Cała trójka” – pisał dziennikarz Helmut Lölhöffel.

Reklama

Finał sprawy był zaskakujący. Ostatecznie Posnerowie nie zostali deportowani. Zanim doszło do ich wywózki, cała trójka popełniła samobójstwo. W momencie śmierci Gustav miał 56 lat, Elsa 58 lat, zaś Margarete 51 lat. Mieli świadomość co ich czeka, wobec czego  postanowili sami zadecydować o swoim losie. Na sprawy, które nastąpiły później, nie mieli już jednak wpływu.

- 5 września 1942 r. Gestapo nakazało konfiskatę majątku Posnerów. Rodzina ta była zamożna, o czym świadczą przygotowane przez siebie zestawienia majątku. Z dokumentów Dresdner Bank wynika, że ​​Gustav Posner miał w depozycie dwie obligacje kolei Władykaukaz o wartości 3500 marek (RM) i jedną obligację kolei Moskwa-Kijów-Woroneż o wartości 2000 RM. Jego siostra Elsa, która była niezamężna i określiła swój zawód jako „pomoc w gospodarstwie domowym”, trzymała w Deutsche Bank papiery wartościowe o wartości 2400 marek niemieckich, 10 000 forintów węgierskich i 100 funtów szterlingów. Jak ujęły wówczas nazistowskie władze finansowe, środki te zostały „skonfiskowane na rzecz Rzeszy Niemieckiej”. Na dobrobyt wskazują również meble i przedmioty, które są wymienione w spisach inwentarzowych stron. Gustav Posner posiadał m.in. „1 leżankę, 9 krzeseł, 2 mostki, 13 poduszek”, Elsa Posner zarejestrowała „orzechową szafę z lustrem zewnętrznym, umywalkę z marmurowym blatem” oraz „ok. 150 książek bez znaczenia”. 3 marca 1943 mieszkanie zostało opróżnione przez firmę meblową Haberer, Alexanderstrasse 19 – odnotował Helmut Lölhöffel, cytując urzędowe pisma, które nawet w jednym zdaniu nie odnoszą się do losu, jaki spotkał właścicieli skrupulatnie spisanych przedmiotów.

 

PINCUS

Odwagi, by wykonać podobny krok, zabrakło spokrewnionej z Posnerami rodzinie Pincus. Obie familie zostały połączone za sprawą ślubu Amalie Posner (w niektórych źródłach pojawia się zapis Posener) z Abrahamem Pincusem. Oboje pochodzili z Greifenhagen i tam też wypowiedzieli słowa sakramentalnej przysięgi. Uroczystość miała miejsce 6 września 1881 r. Gdy mąż zajmował się kwestiami zawodowymi (był miejscowym kupcem), Amalie dbała o dom i wychowanie dzieci. Pincusowie również zdecydowali się na emigrację. Początkowo do Berlina, następnie do Hausberge, gdzie mieszkał ich dorosły syn Gustav, by w 1924 r. osiąść na stałe w Minden. To miasto w środkowej części Niemiec, w kraju związkowym Nadrenia Północna-Westfalia.

- Razem z Amalie i Abrahamem przyjechała tutaj ich córka Käthe. 5 września 1911 r. poślubiła w Berlinie Maxa Löwy, ale w momencie przeprowadzki z Hausberge do Minden była już wdową. Zamieszkała razem z rodzicami – usłyszeliśmy w tamtejszym urzędzie.

Na ślad ten natrafiliśmy za sprawą akcji sprzed kilku lat, gdy władze Minden upamiętniły troje Żydów, wywiezionych w 1942 r. do obozów koncentracyjnych.

- Abraham Pincus nie doczekał tego momentu. Zmarł w 1941 r. i został pochowany na tutejszym cmentarzu żydowskim. Wywózka spotkała jego żonę i córkę. 28 lipca 1942 r. Amalie Pincus została aresztowana i deportowana do Bielefeld. Trzy dni później znalazła się w obozie koncentracyjnym Theresienstadt, na terenie Protektoratu Czech i Moraw, w miejscowości Terezin. Jej córka Käthe jechała w tym samym transporcie. Obie nie wróciły już do domu. Po deportacji wyposażenie ich mieszkania zostało wywłaszczone i sprzedane miastu Minden, przez urząd skarbowy – dowiedzieliśmy się od inicjatorów projektu „Ścieżki Pamięci w Minden”.

Nasi rozmówcy posiadali też informacje na temat Gustava Pincusa, który w podobnym czasie został wywieziony wraz z żoną i dziećmi do warszawskiego getta. Jak zasygnalizowano nam jednocześnie, Abraham i Amalie mogli mieć jeszcze jedną córkę.

- Nie posiadamy niestety na jej temat żądnej dokumentacji, tylko relacje ustne, które pozwalają przypuszczać, że wyszła za mąż i posługiwała się nazwiskiem Meyer – usłyszeliśmy w Minden.

Korzystając z aktów urodzenia udało się nam ustalić, że to prawda. „Zaginioną” córką była Elsa. Na świat przyszła 22 czerwca 1882 r. w Greifenhagen i była siostrą bliźniaczką Käthe. Na początku XIX w. Wzięła ślub z Leopoldem Mayerem, a w 1911 r. doczekali się córki – Margot.

Mieszkali w Stettinie, skąd w lutym 1940 r. zostali wysłani do Generalnej Guberni.

 

HIRSCHFELDT

Pincusowie, podobnie jak Posenerowie, Jacobsohnowie i Marcusowie, należeli do znanych rodzin z Greifenhagen. Pod koniec XIX wieku, jeszcze przed masowym odpływem przedstawicieli tej społeczności, liczną gryfińską rodziną byli też Hirschfeldtowie. Wpłynęli na to przede wszystkim Michaelis i Lina Hirschfeldt, którzy doczekali się… trzynaściorga dzieci. Najstarsza z tego grona Rosalie przyszła na świat w 1857 r. w miejscowości Borin (dzisiejszy Borzym). Jej rodzeństwo „przypisane” jest już do Greifenhagen (Klara, Bertha, Hermann, Erna Emma, Mase, Julius, Pauline, Frieda, Siegmund, Willy Seelig, Richars, Minna), z wyjątkiem „czwartego w kolejności” Hermana (ur. 1862). Na przykładzie Hirschfeldtów również zobaczyć można, że żydowskie rodziny z Greifenhagen często łączyły się ze sobą. Żoną Siegmunda została Meta z d. Marcuse. Z kolei najmłodsza z całego grona Minna wyszła za Bruno Frankensteina, z innej znanej rodziny żydowskiej. W momencie, gdy naziści doszli do władzy, nie przebywali już jednak w Greifenhagen. W ostatnim spisie ludności żydowskim, dokonanym w maju 1939 r., na terenie miasta znajdowała się tylko Fredericke Frankenstein. 92-latka mieszkała niedaleko spalonej synagogi, przy Wittenstrasse (dziś ul. Kościuszki). We wspomnianym spisie próżno szukać także jakiegokolwiek z Hirschfeldtów. Rodzice: Michaelis i Lina zmarli odpowiednio w 1902 i 1912 r. Wybuchu II wojny światowej nie doczekała również szóstka ich potomstwa (Rosalie, Bertha, Mase, Julius, Pauline, Willy), zaś w 1940 r. zmarła druga najstarsza – Klara Klein.

Zbiec z III Rzeszy udało się dwóm braciom. Siegmund wraz z żoną Metą oraz dziećmi: Gerhardem i Ilse, polecieli do Stanów Zjednoczonych. Richard Hirschfeldt natomiast udał się ze swoimi bliskimi do Izraela. Pozostałą czwórkę spotkał los tożsamy z innymi przedstawicielami tej grupy. Hermann i Erna Emma Gotha zostali deportowani do Terezina, zaś Frieda Landecker i Minna Frankenstin, wyrwane z berlińskich mieszkań, znalazły się odpowiednio w Kulmhof (dziś Chełmno nad Nerem) oraz Auschwitz-Birkenau.

 

FRIEDEMANN

Również w Berlinie „sytuacja” zastała Elsę Friedemann. Była córką Isaaca Marcuse i Agnes z d. Jacobson, drobnych przedsiębiorców z niewielkiego Fiddichow, czyli dzisiejszej Widuchowej. Dzięki wniesionemu posagowi małżeństwo prowadziło sklep przy Bahnerstrasse 4, przemianowanej z czasem na Adolf-Hitler-Strasse (dziś ul. Grunwaldzka). Wychowywali dwie córki. Urodzona w październiku 1891 r. Margarete, po poślubieniu Alfreda Aharona Meinhardta, przeniosła się na drugi brzeg Odry i zamieszkała w Schwedt. Rok od niej młodsza Elsa związała natomiast życie ze stolicą Niemiec. Swojego przyszłego męża, Friedricha Friedemanna, poznała zresztą w berlińskiej księgarni przy Kantstraße, w której pracował.

-  Para wyszła za mąż na początku lat dwudziestych i przeniosła się do Berlina. 12 września 1921 r. urodziła się ich córka Gisela, a 26 października 1922 r. Ursula Brigitte. Rodzina początkowo radziła sobie bardzo dobrze finansowo. Friedrich Friedemann porzucił studia prawnicze i zajął się księgarnią. W księgarni na Kantstrasse stale piął się w górę. Z pomocą posagu, który Else Marcuse otrzymała od rodziców, para kupiła własną księgarnię w połowie lat dwudziestych. Biznes kwitł, ale przychody ze sprzedaży załamały się z powodu dewaluacji pieniądza w okresie inflacji. Friedrich Friedemann otworzył wówczas antykwariat na podstawie kilku cennych ksiąg, które udało mu się uratować z inwentarza swojej księgarni – mówi prof. Judith Hahn, która przed kilkoma laty opisała skomplikowane losy Friedemannów.

Wprawdzie Else i Friedrich pochodzili z rodzin żydowskich, lecz oboje nie praktykowali tej samej wiary.

- Friedrich Friedemann został ochrzczony jako protestant. Córki prawdopodobnie również zostały ochrzczone, zaraz po urodzeniu, a następnie wychowane w wierze chrześcijańskiej. Z drugiej strony Else Friedemann nawróciła się na chrześcijaństwo protestanckie dopiero w 1939 roku w Kaplicy Mesjasza przy Kastanienallee 22 w Prenzlauer Berg. Kaplica Mesjasza była siedzibą „Towarzystwa Krzewienia Chrześcijaństwa wśród Żydów”, które od stycznia 1933 do stycznia 1941 roku przyjęło do wspólnoty chrześcijańskiej ponad 700 osób – ustaliła profesor z Uniwersytetu w Bonn.

Podane przez nią liczby pokazują, na jakie kroki i ustępstwa decydowali się niemieccy Żydzi. Dopóki jednak pozostawali na terenie III Rzeszy, nie mogli czuć się bezpiecznie. Zmiana wiary nie uratowała rodziny Friedemann.

- Friedrich  został wyrzucony z Izby Literackiej Rzeszy w 1935 roku. W rezultacie dochody ponownie znacznie spadły. Pracował, jako robotnik budowlany, aby móc utrzymać rodzinę, ale wkrótce został zmuszony do pracy przymusowej w zakładach Pertrix w Berlin-Niederschöneweide. Nie oszczędzono tego również Else. Musiała pracować w Deutsche Waffen- und Munitionsfabrik AG w Berlin-Borsigwalde. Na początku lat 40. złożyła wniosek o rozwód z mężem. Powód tego nie jest znany, ponieważ para nadal mieszkała razem po prawnej separacji. 31 marca 1942 r. wypełniła oświadczenie majątkowe. Opisała swoje mieszkanie jako „mieszkanie w piwnicy” bez żadnego „komfortu”  - ustaliła niemiecka naukowczyni.

2 kwietnia 1942 r. Friedemannowie zostali deportowani do warszawskiego getta. Kilka dni później, w kolejnym transporcie do Warschau znalazła się ich starsza córka oraz jej świeżo poślubiony mąż – Manfred Kaliski.

 

ARBEIT MACHT FREI… NICHT

Los nie oszczędził też siostry Elsy Friedemann. Margarete Meinhardt trafiła w tym samym czasie do KL Auschwitz. Za bramą z napisem „Arbeit mach frei” znalazło się więcej Żydów z Greifenhagen. Między innymi wspomniana Minna Frankenstein (z d. Hirschfeldt) oraz jej bliscy: mąż Bruno i syn Martin.

- Cała trójka jest wymieniona w liście osób deportowanych do KL Auschwitz z Berlina, w transporcie z 26 lutego 1943 roku. Pani Margarete Meinhardt znajduje się natomiast na analogicznej liście deportowanych z Berlina 3 marca 1943 roku - mówi dr Wojciech Płosa, kierownik Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Niestety są to jedyne „adnotacje” na ich temat. 

- W naszym archiwum przechowywana jest tylko niewielka część całej dokumentacji wytworzonej w biurach obozowych w czasie funkcjonowania KL Auschwitz (wiosna 1940-styczeń 1945 roku). Większość akt została zniszczona przez nazistów w celu zatarcia śladów popełnionych przez nich zbrodni przed ostateczną ewakuacją i likwidacją obozu. Część dokumentacji została także wywieziona w głąb Rzeszy. Dodatkowo, wiele dokumentów, których nie udało się zniszczyć nazistom, wpadło po wyzwoleniu Auschwitz w ręce Armii Czerwonej i zostały one wywiezione do ówczesnego ZSRR. Dlatego dziś mamy poważne problemy z ustaleniem losów wielu więźniów, właśnie z powodu braku stosownej dokumentacji – wyjaśnia dr Płosa, odnosząc się w swojej wypowiedzi również do dwóch pozostałych „gryfińskich nazwisk”.

Mimo to,  udało nam się dowiedzieć nieco więcej o życiu Bruno Mosesa i Ericha Marcuse, dwóch „chłopaków z Greifenhagen”, którzy postanowili stawić czoła nazistowskim oprawcom.

 

KONIEC CZĘŚCI III

 

AUSCHWITZ, KULMHOF, SACHSENHAUSEM, RAVENSBRÜCK, THERESIENSTADT

 

Zbrodnie dokonane na ludności żydowskiej miały charakter planowy i systemowy. Nazwiska Żydów z Kreis Greifenhagen znajdują się w bazach danych niemal wszystkich obozów pracy i zagłady, działających na terenie okupowanej Europy. Nie każdego spotkał jednak identyczny los

 

O Holocauście mówi się, jako o nieludzkiej zbrodni. To błędne myślenie. Zagłada europejskich Żydów przez nazistów była dokonana przez ludzi. Richard L. Rubenstein, znany ze swojego wkładu w teologię Holocaustu, pisał o Zagładzie, że „Jest ona świadectwem cywilizacyjnego postępu”. Do jego słów, w książce Nowoczesność i Zagłada nawiązał Zygmunt Bauman. Wybitny polski socjolog, przedstawiał Zagładę – nie tylko społeczności żydowskiej, gdyż Zagłada nie należy wyłącznie do historii tego narodu – jako wytwór nowoczesnej cywilizacji.

- Zagładę obmyślono i przeprowadzono w naszym nowoczesnym racjonalnym społeczeństwie, w zaawansowanym studium jego cywilizacyjnego rozwoju, w szczytowej fazie rozkwitu naszej kultury u dlatego Zagłada jest problemem tego społeczeństwa, tej cywilizacji i tej kultury – tłumaczył Bauman, dodając, że „Zagłada była wynikiem wyjątkowego spotkania czynników całkowicie zwyczajnych i powszechnych”.

W całym „procesie” istotną rolę odgrywała biurokracja. Zanim przystąpiono do eksterminacji, wyceniono koszta i zastanowiono się nad najbardziej ekonomiczną kwestią rozstrzygnięcia kwestii żydowskiej.

-  Ten potężny aparat biurokratyczny, mimo że uczestniczył w masowym morderstwie na gigantyczną skalę, troszczył się o poprawność biurokratycznych procedur, o subtelności związane z precyzją definicji, o drobne szczegóły biurokratycznych przepisów i przestrzeganie prawa – konstatował Bauman w Nowoczesności i Zagładzie.

Naziści z niezwykłą skrupulatnością zapisywali poszczególne etapy, tworząc listy nazwisk deportowanych Żydów. Dzięki temu zachowały się ślady systemowej zbrodni, w której nie było miejsca na „spontaniczność” i nieprzemyślane (czyli zazwyczaj nieekonomiczne) działania. Wiele materiałów zostało zniszczonych, przez co nie uda się poznać losów wszystkich żydowskich mieszkańców Kreis Greifenhagen. „Zachowane przykłady” obrazują jednak los, jaki spotkał większość dawnych mieszkańców naszego miasta. Choć nie wszystkich...

 

AUSCHWITZ

Opuszczając KL Auschwitz, naziści zniszczyli większość akt. Nie udało im się jednak całkowicie zatrzeć śladów swojej działalności. Ostały się m.in. listy transportowe. Dzięki nim wiemy, którzy Żydzi z Kreis Greifenhagen trafili do obozu, uchodzącego dziś za jeden z najważniejszych symboli Holocaustu.

W Auschwitz życie straciła Margarete Meinhardt, znana z poprzedniej części córka Isaaca i Agnes Marcuse z Fiddichow. Za bramą z prześmiewczym „Arbeit Macht Frei” znalazła się również cała rodzina Minny Frankenstein (z d. Hirschfeldt), a także Käthe Heimann i Ella Tannenzapf. O obu wiemy jedynie, że urodziły się w Greifenhagen odpowiednio 26 maja 1889 i 11 października 1887 r. Niewiele więcej informacji znajduje się w archiwum Auschwitz.

- Kathe Heimann jest wymienione jedynie na liście nazwisk osób deportowanych do KL Auschwitz z Berlina w transporcie z 1 marca 1943 roku. Nazwisko Elli Tannenzapf Heimann znajduje się natomiast w spisie deportowanych z Berlina w dniu 4 marca 1943 roku – mówi kierownik, dr Wojciech Plosa.

Więcej udało się ustalić o dwóch mężczyznach, którzy pochodzili z naszego miasta. W transporcie do Auschwitz znalazł się również Bruno Moses, syn Siegfrida Mosesa - nauczyciela, kantora i rzezaka z Greifenhagen.

- Naziści prześladowali go jako Żyda, ale wcale nie był osobą religijną. Bruno Moses był komunistą - mówi dr Johannes Valentin Schwarz, niezależny członek personelu Niemieckiego Muzeum Żydowskiego w Berlinie, który przed kilkoma laty opracowywał biogram B. Mosesa.

- W grudniu 2014 r. byłem jedną z trzech ekip zaangażowanych w szkolny projekt poszukiwania śladów żydowskiego życia we Wriezen. W mieście tym, po przeprowadzce z Greifenhagen mieszkał Bruno wraz ze swoją żoną Charlotte i córką Edith. Jego ostatni adres, z maja 1939 r., to Frankfurter Strasse 51. W marcu 1942 r. znalazł się w obozie pracy przymusowej w Poczdamie, zaś w październiku 1943 r. przeniesiono go do Auschwitz-Birkenau. Tak jak mówiłem, Bruno Moses był bojownikiem komunistycznego ruchu oporu, ale mimo długich poszukiwań, nie udało się ustalić zbyt wiele o jego biografii. W nielicznych bazach danych, o żydowskich ofiarach nazizmu, podaje się tylko jego nazwisko oraz datę urodzenia i śmierci. Nie jest znany jego zawód, a nawet dokładna przynależność partyjna. Tylko tyle, że Bruno jest wymieniany jako „antyfaszystowski” bojownik ruchu oporu na dwóch pomnikach we Wriezen: na cmentarzu komunalnym, gdzie postawiono pomnik w 1949 r. oraz na posągu, który od 1975 r. stał na rynku, ale w latach 90. został zburzony – opowiada prof. Schwarz.

W przypadku Mosesa, w archiwum Auschwitz zachował się tylko jeden dokument. Jest nim akt zgonu, wystawiony przez lekarza obozowego 30 października 1943 r. Oświęcimskie zbiory milczą natomiast na temat innego Żyda z Greifenhagen. Erich Marcuse urodził się 26 stycznia 1921 r. Był synem Wally Marcuse i wnukiem Josepha, który prowadził manufakturę przy Wieckstrasse 10, naprzeciwko kościoła i ratusza. Szukając historii jego życia, dotarliśmy do Holandii i miejscowości Apeldoorn, w której postać Ericha Marcuse została upamiętniona. Z informacji, które udało się ustalić, przybył do Niderlandów z Bielefeld, poprzez szkołę lotniczą z Teuge. Miał zaledwie 18 lat, gdy zatrzymał się w placówce dla młodzieży, przeznaczonej dla zagranicznych uchodźców we wsi Gorssel, niedaleko Deventer. W historii gminy Werseelo zapisał się jako pionier stowarzyszenia „Palestine”.

- Pionierzy palestyńscy byli młodzieżą żydowską, która zawiązała się przez udział w szkoleniu rolniczym, przygotowującym do migracji do ówczesnej Palestyny. Wśród nich było wielu Żydów niemieckich, w tym Erich Marcuse, który w czerwcu 1939 r. przyjechał tutaj, jako uczeń rolniczy do rodziny Sandermanów – dowiedzieliśmy się w Wersello.

W listopadzie 1939 r. wyjechał do Renkum. Nie wiadomo kiedy dokładnie znalazł się w Apeldoorn. Na pewno przebywał w ty mieście na początku 1943 r., gdy hitlerowcy zlikwidowali Central Jewish Insane asylum the Apeldoornsche Bos at the Zutphensestraat, czyli żydowski zakład psychiatryczny. Erich nie był jednak jego pensjonariuszem.

- Był prawdopodobnie jednym z wielu żydowskich wolontariuszy, którzy zostali do tego zmuszeni przez nazistów, którzy w 1942 zwolnili wszystkich nieżydowskich pracowników. 19 stycznia 1943 r. dowódca SS Ferdinand aus de Fünten nakazał ewakuację całego kompleksu – czytamy w historii placówki.

Przestała istnieć w nocy z 21 na 22 stycznia 1943 r., gdy „niemieccy okupanci najechali i oczyścili Het Apeldoornsche Bosch”.  Blisko 1300 osób, w tym pacjenci i cały personel, zostało wysłanych do Auschwitz. Praca nie uczyniła nikogo z nich wolnym. Żadna osoba z tego transportu nie przeżyła pobytu w obozie.

 

KULMHOF

Auschwitz, ze względu na skalę mordów, stał się głównym miejscem masowej eksterminacji ludności żydowskiej. Pierwszym obozem zagłady, stworzonym ziemiach polskich zajętych przez nazistów, był jednak  Kulmhof. Działał na terenie tzw. Kraju Warty (okręgiem III Rzeszy złożonym z przedwojennego województwa poznańskiego, połowy łódzkiego oraz dwóch powiatów pomorskich i jednego warszawskiego), w miejscowości Chełmno nad Nerem.

- KL Kulmhof powstało jeszcze przed konferencją w Wanasee ze stycznia 1942 r. Masowe mordy Żydów rozpoczęto tutaj natomiast już na początku grudnia 1941 r. – tłumaczy Bartłomiej Grzanka, kierownik Muzeum byłego niemieckiego Obozu Zagłady Kulmhof w Chełmnie nad Nerem.

W obozie natychmiastowej eksterminacji na terenie Kraju Warty wykorzystano komory gazowe. Wówczas jeszcze traktowane były na zasadach eksperymentu. Ofiary zagazowywano bowiem w ciężarówkach.

- Do marca 1942 r. używano do tego tlenku węgla, tłoczonego z butli, a od marca 1942 e. ofiary gazowano spalinami z domieszką substancji chemicznych – mówi nasz rozmówca.

 Latem 1942 r. w Kulmhof stworzono pierwsze krematoria, co było reakcją na gnijące ciała, zakopywane w pobliżu obozu. Wylicza się, że podczas niespełna dwóch lat działalności obozu (został zlikwidowany w kwietniu 1943 r., by po roku wznowić „działalność”), zginęło w nim  ok. 150-200 tys. osób.

- Nie tylko pochodzenia żydowskiego, ale również ok. 4 300 Romów i Sintich, którzy trafili do tutaj z wydzielonego dla  nich obozu na terenie łódzkiego getta – opowiada kierownik Grzanka.

W jednym z tych transportów do Kulmhof przewieziona została Frieda Landecker, z niegdyś licznej greifenhaskiej rodziny Hirschfeldt. Na terenie Ghetto Litzmannstadt, stworzonego przez nazistów na terenie okupowanej Łodzi, znalazła się zapewne jesienią 1941 r. W tym czasie wysiedlono do niego Żydów z Niemiec, Austrii, Czech i Luksemburga.

- W naszej bazie danych zachowały się lakoniczne adnotacje. Poza datą i miejscem urodzenia (14 września 1870 r. w Greifenhagen) wiadomo, że do Łodzi trafiła z Berlina. W gettcie przebywała do 12 maja 1942 r., gdy trafiła do Kulmhof. Niestety, więcej informacji nie posiadamy – przyznaje kierownik muzeum.

Nie udało się nam ustalić, kiedy została zamordowana. Jak informuje jednak „Szlak Pamięci Ofiar Kulmhof”, ofiary z getta mordowane były drugiego dnia po wyruszeniu transportu z Łodzi. Zapewne taki właśnie los spotkał Friedę. Jedyna zachowana fotografia pani Landecker, do której udało nam się dotrzeć, przedstawia ją jako kobietę w późnym wieku. W momencie, gdy znalazła się nad Nerem, miała wszak 72 lata.

 

WARSCHAUER GHETTO

Getto stworzone na terenie Łodzi było pierwszym miejscem, na terenie okupowanej Polski, w którym społeczność żydowska została w pełni odizolowana od reszty społeczeństwa. Udało się to za sprawą wydzielenia specjalnego obszaru, w którym przebywać mogli wyłącznie przedstawiciele tej grupy wyznaniowej. Kolejne tego typu miejsce powstało w zajmowanej przez Niemców Warszawie. Warschauer Ghetto było największym gettem działającym na terenie ówczesnej Europy. Historycy wyliczają, że w kwietniu 1941 r., w jego murach mieszkało ok. 450 tys. osób. W tym Gustav Pincus. Urodził się 21 października 1885 r., jako syn Abrahama Pincusa i Amalie z d. Posener. Z Greifenhagen wyjechał jako dorosły mężczyzna. 3 marca 1922 r. wziął ślub w miejscowości Hausbegre (dystrykt Minden) z Heleną Windmüller. Małżeństwo doczekało się trzech córek. Helga i Marga Pincus mieszkały z rodzicami do momentu deportacji. Przed wywózką ocaliła się jedynie najstarsza z pociech. Inge, jako 16-latka wyjechała w marcu 1939 r. do Palestyny, co uratowało jej życie.

- Pozostała czwórka została wywieziona z Minden 30 marca 1942 r. Już 1 kwietnia 1942 r. Gustav, Helena, Helga i Marga przekroczyły mury getta w Warschau – dowiedzieliśmy się od autorów projektu „Ścieżki Pamięci w Minden”.

Dzień później, 2 kwietnia 1942 r., w odizolowanej od świata żydowskiej części Warszawy znalazła się Else Friedemann. Córka Isaaca i Agnes Marcuse, sklepikarzy z Fiddichow, została deportowana z stolicy III Rzeszy. Towarzyszył jej były mąż, berliński księgarz i antykwariusz, Friedrich Friedemann. Jak opowiadała na naszych łamach prof. Judith Hahn, krótko przed wywózką para wzięła rozwód. Else robiła wiele, by ocalić swoje życie. W 1939 r. zmieniła wiarę na protestantyzm, religię praktykowaną zarówno przez swojego męża, jak i ich dzieci. W przypadku rodziny Friedemann, również tylko jedną z dwóch córek udało się uchronić przed nazistowską machiną zagłady. 17-letnia Ursula Brigitte znalazła się w transporcie dzieci wysłanych do Wielkiej Brytanii. Starsza od niej o rok Ruth Gisela została z rodzicami w Berlinie. Krótko przed deportacją bliskich do Generalnego Gubernatorstwa stała się żoną 25-letniego Manfreda Kaliskiego.

- Wzięli ślub 8 kwietnia 1942 r. Trudno określić czym się kierowali. Mogli liczyć, że jako małżeństwo dostaną zgodę na wyjazd do Palestyny. Mógł to być jednak również środek zapobiegawczy, by nie zostać wywiezionym osobno, każde w inne miejsce – tłumaczy prof. Hahn, dodając, że siostra Manfreda, która przeżyła wojnę, nie wiedziała, że jej brat krótko przed śmiercią zmienił stan cywilny.

Jeżeli Ruth i Manfred kierowali się drugim względem, ich cel został spełniony. Sześć dni później Kaliscy zostali wywiezieni na wschód, dołączając do Elsy i Friedricha w stolicy Generalnego Gubernatorstwa. Nie wiadomo jednak, czy spotkali się na miejscu, ani jak długo przebywali w gettcie. Mogli zginąć już podczas „krwawego piątku”, jak nazwano noc z 17 na 18 kwietnia 1942 r. Podczas „próby” przed „Grossaktion Warschau” życie straciły 52 osoby. Niewykluczone, że doczekali wspomnianej „Wielkiej Akcji”, czyli likwidacji getta warszawskiego, które trwało od 22 lipca do 21 września 1943 r. To samo tyczy się Pincusów. Ich śmierć również nie została odnotowana w żadnych dokumentach, ani bazach danych. Może oznaczać to, że podobnie jak Friedemannowie i Kaliscy nie zostali wywiezieni do Treblinki, lecz zginęli w murach getta.

 

RIGA-KAISERWALD

Holocaust nie ograniczał się zasięgiem wyłącznie do ziem polskich i obozów działających w III Rzeszy. Zagłada Żydów rozciągała się również na terenach należących do innych krajów nadbałtyckich. Łotwa początkowo znalazła się w radzieckiej strefie wpływów. Gdy III Rzesza zaatakowała ZSRR w czerwcu 1941 r., została zajęta przez hitlerowców i włączona do Komisariatu Rzeszy Ostland.

Getta powstawały przede wszystkich w większych miastach, jak Ryga, Dyneburg, czy Lipawa. Encyklopedia Holocaustu podaje, że na początku 1943 r. na terytorium Łotwy pozostało tylko ok. 5 000 Żydów, co było efektem masakry większości przedstawicieli tej społeczności. Największym z obozów był mieszczący się w Kaiserwald koło Rygi. Z czasem został on oznaczony jako KL – obóz koncentracyjny.

Umieszczono w nim tysiące niemieckich i austriackich Żydów. W transporcie z 13 stycznia 1942 r. znalazła się Martha Engelhard, Żydówka urodzona w Greifenhagen (20.03.1868 r.), a mieszkająca w Berlinie. Dwanaście dni później to samo czekało Berthę Benningsohn (ur. 9.01.1876 r.) oraz Johannę Unger z d. Frankenstein (ur. 27.01.1884 r.). Do Rygi, w październiku 1942 r. trafił również Julius Marcuse. 61-latek prawdopodobnie był synem wielokrotnie przytaczanego Josepha Marcusa, przedsiębiorcy ze ścisłego centrum Greifenhagen. Jedno ze źródeł informuje, że także ojcem Ericha Marcuse, ofiary obozu Auschwitz. Życie stracił również Julius, lecz nie wiadomo w jakich okolicznościach.

Nie wszyscy Żydzi uwięzieni w „łotewskich obozach” pogodzili się ze swoim losem. W ryskim getcie kilkuset mieszkańców zorganizowało opór przeciwko Niemcom. Niektórzy starali się uciec z getta. Marcuse nie wrócił jednak z tego zesłania.

 

RAAISKU

Kolejnym miejscem, które zostało wyznaczone do przeprowadzenia Holocaustu, była Estonia. Sytuacja najmniejszego z nadbałtyckich krajów była analogiczna do Łotwy. Gdy hitlerowcy zajęli Tallin, zorganizowali na terenie podbitego kraju obozy pracy przymusowej. Od 1942 r. do Estonii zaczęły nadciągać transporty Żydów z Europy. Tysiące robotników zostało zmuszonych do budowania umocnień wojskowych oraz wydobywania ropy łupkowej.

Obozy znajdowały się na terenie całego kraju. Do Raaisku, niespełna półtora tysięcznego miasteczka na północy wywieziono Ilse i Roberta Abraham. Żydowskie małżeństwo było blisko związane z Bahn. Ona - 20 października 1898 r. – przyszła w tym miasteczku na świat, jako Ilse Cohn. On natomiast prowadził w dzisiejszych Baniach firmę. Jak w relacji o historii rodziny napisał ich syn, powstała na początku lat 20 XX wieku.

- Mój dziadek Wolff Abraham prowadził wraz z Hermannem Pieckiem handel zbożem i cementownię „Hermann Pieck OHG w Pyritz”. Po śmierci Piecka w 1906 r. firmę przejęli Robert Rudolf i jego brat Martin. W 1921 r. założyli oddział w Bahn, którym kierował Robert Rudolf, aż po 1933 r. zyski firmy znacznie spadły. W 1938 r. firma została sprzedana Fritzowi Bretzke i Aryanized – napisał w swoim życiorysie Gerd-Jürgen Abraham.

Przyszedł na świat 25 marca 1925 r. w Stettinie, lecz pierwsze lata życia spędził w Bahn. Jego rodzina wyprowadziła się do Pyritz trzy miesiące po narodzinach córki Lilly, w kwietniu 1928 r. Z prowincji Abrahamowie wyjechali jednak dopiero w 1937 r., przenosząc interesy do Berlina. W marcu 1939 r., zaledwie 14-letni Gerd-Jürgen i 11-letnia Lilly, za sprawą „Kindertransport”, uciekli przed nazistami do Anglii. Była to akcja ratunkowa, na skutek której w brytyjskich rodzinach zastępczych znalazło się blisko 10 000 żydowskich dzieci z III Rzeszy oraz okupowanych przez Hitlera terytoriów. Dzięki ucieczce, rodzeństwo Abraham przeżyło II wojnę światową.

Jak we wspomnieniach odnotował Gerd-Jürgen, rodzice utrzymywali z dziećmi kontakt, również licząc na możliwość emigracji. Wyjazd do Wielkiej Brytanii nie był już jednak możliwy. Zamiast tego, Robert i Ilse Abraham zostali deportowani z berlińskiej Spichernstraße 17, gdzie mieszkali w pokoju, w domku ogrodowym Ericha Salingera. 26 września rozpoczęła się ich podróż do Raasiku w Estonii.

- Zostali wpędzeni do jednego z około dziesięciu wagonów w zajezdni Moabit, które zostały dołączone do pociągu jadącego z Frankfurtu nad Menem. 31 września, po przybyciu na miejsce, spośród 1049 więźniów, w tym 108 dzieci poniżej 10 roku życia, około 200 młodszych mężczyzn i kobiet zostało wyselekcjonowanych i wysłanych do obozów pracy. Wszyscy inni zostali zabrani omnibusami do pobliskiej Harjumaa, gdzie zostali zabici – opowiada Marianne Heuwagen, która opisała tragiczną historię rodziny Abraham.

„Trop” urywa się właśnie wczesną jesienią 1942 r. Nie wiadomo więc, czy doczekali 1944 r., gdy wraz z nadejściem armii radzieckiej, zaczęto ewakuować estońskie obozy. Wówczas część żydowskich robotników przymusowych została przetransportowana do obozu koncentracyjnego Stutthof pod Gdańskiem. Wiele tysięcy zostało natomiast zmuszonych do marszów śmierci wzdłuż wybrzeża Bałtyku. Trudno określić, czy Ilse i Robert dotrwali do tego momentu. Wiadomo jednak, że nie przeżyli swojej gehenny.

 

THERESIENDSTADT

Przeprowadzając eksterminację ludności żydowskiej, naziści dbali o pozory. Przykład tego stanowi Getto Theresienstadt. Czeski Terezin miał być miejscem przeznaczonym dla słynnych i bogatych Żydów. Obszarem, który bez wstydu można pokazać przedstawicielom Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, odpierając zarzuty o zbrodnie, które dokonuje się na przedstawicielach tej społeczności. Szybko jednak porzucono ten plan, przeistaczając Theresienstadt w obóz koncentracyjny. Wciąż dbano jednak o „reputację”. Dlatego też wyremontowano część obiektu, aby pokazywać ją światu. Getto Theresienstadt składało się bowiem z dwóch części: obozu koncentracyjnego oraz obozu tranzytowego, z którego wysyłano Żydów do różnych części Europy.

Hanna Alice Cohen-Levy, urodzona w maju w 1889 r. w Bahn, mieszkała z mężem przed wojną w Amsterdamie, gdzie  prowadzili rodzinną piekarnię. Theresienstadt stanowił dla nich punkt postojowy w drodze do  Auschwitz-Birkenau.

Johanna Somersitz, która przyszła na świat w Greifenhagen, jako Johanna Marcuse (15.11.1869 r.), po kilkunastodniowym pobycie w Terezinie, znalazła się w Treblince. Przez cały ten czas towarzyszyła jej Josefina Leon. Obie panie były siostrami Carla Marcuse, któremu udało się uciec przed nazistowskim terrorem do mieszkającego w USA syna, słynnego filozofa Herberta.

Johanna i Josefina zginęły w bliżej nieznanych okolicznościach. Identyczny los spotkał Helene Hirschfeldt (z d. Arndt). Pochodząca z Fiddichow kobieta miała 83 lata, gdy w lipcu 1942 r. została przewieziona do Theresienstadt, skąd po dwóch miesiącach trafiła do Treblinki. Jej zaawansowany wiek nie był w tym przypadku niczym wyjątkowym. Do obozu regularnie trafiały wiekowe osoby. 10 września 1943 r. przeprowadzono nawet specjalny „Alterstransport”, czyli „transport osób starszych”.  

Trasę Theresienstadt-Treblinka pokonali też 80-letni Moritz i młodsza od niego o dwa lata Martha Hirschheim, którzy jeszcze w maju 1939 r. mieszkali w Bahn przy Untertorstraße 7 (dziś Targowa), prowadząc w centrum miasta sklep z konfekcją i wyrobami pasmanteryjnymi (ich córka Gertrud trafiła z Berlina do Rygi).

82 lata w momencie deportacji na terytorium Czech miała natomiast Amalie Pincus, mama zabitego w warszawskim gettcie Gustava.

- 28 lipca 1942 r. została aresztowana i deportowana do Bielefeld wraz z wieloma innymi Żydami. Trzy dni później przewieziono ich do obozu koncentracyjnego Theresienstadt. Jej córka Käthe Löwy również należała do tego samego transportu. Amalie Pincus została tam zamordowana około 22 marca 1944 r. Córka podzieliła los matki 7 kwietnia tego samego roku – usłyszeliśmy w Minden.

W KL Theresienstadt życie straciło też małżeństwo Jacobsohn. Będący z zawodu prawnikiem Nathan (syn Wolffa, brat Davida, Rosy, Maxa i Gustava z „Białego Domku” przy ul. Grunwaldzkiej) i Clara popełnili samobójstwo. W nieznanych okolicznościach zginął tam Louis Kupfer z Gartenstrasse 22 w Bahn (dziś Ogrodowa) oraz rodzeństwo Hirschfeldt: 80-letni Hermann i Emma Erna, po mężu Gotha. Przeżyła brata o dwa lata, odchodząc również jako 80-latka. Dopełniło to tragedii tej greifenhaskiej rodziny. Hermann i Emma byli bowiem rodzeństwem z Friedą Landecker i Minną Frankenstein, które znalazły się na listach ofiar z Kulmhof i Auschwitz.

 

KONIEC CZĘŚCI IV

 

Część I: TUTAJ

Część II: TUTAJ

Część V: TUTAJ.

 

 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama