- Radziszewo ma swoich powstańców. Po upadku Powstania Warszawskiego los rozrzucił młodych żołnierzy Armii Krajowej po całym świecie. Niesamowitą historią był fakt, że dwóch z nich trafiło do Radziszewa - pisał dziesięć lat temu śp. Krystian Wawrzonek. Przypominamy jego tekst
Edward Kalita ps. Edek I urodził się w Warszawie. W czasie okupacji włączył się w działalność podziemnej konspiracji, co skutkowało zaprzysiężeniem go na początku lat czterdziestych do struktur Armii Krajowej. Powstanie zastało go w Śródmieściu, gdzie zgodnie ze swoim przydziałem, został włączony jako strzelec do kompanii „Lewara”, Batalionu „Gustaw”.
Wielki sukces, pomimo porażek
Gdy równo o dwunastej w nocy, 23 sierpnia 1944 roku zaczęto przygotowywać natarcie kompanii Lewara oraz innych na kościół św. Krzyża, nastroje w całym mieście nie były za dobre. Powoli zacieśniał się pierścień wokół Starego Miasta, a nieudany atak grupy "Kampinos" na Dworzec Gdański nie pozwolił dobrze zaopatrzonym w broń oddziałom z puszczy Kampinoskiej przebić się na Żoliborz. Jednak przeprowadzone z powodzeniem kilka dni wcześniej akcje w Śródmieściu, pozwoliły mieć nadzieję na sukces.
- Nie zastanawialiśmy się nad tym, po prostu taki był rozkaz - opowiada Bogusław Borysowicz, ps. Bybek, w czasie powstania łącznik zgrupowania Gozdawy, uczestnik walk o komendę policji.
Najpierw patrol minerów założył ładunki furtce, a po ich zdetonowaniu, utworzone wcześniej grupy szturmowe ruszyły do akcji. Wśród nich Edek I, czyli Edward Kalita, którego zadaniem było zdobycie kościelnej wieży oraz chóru.
Najpierw opanowano zakrystię kościoła, a następnie cały obiekt. Niemcy bronili się jeszcze w księżówce, nie było możliwości ataku na nich, bez wcześniejszego szturmu od strony przylegającej do kościoła komendy policji. Na dodatek Niemcy skontaktowali się z oddziałami na zewnątrz kościoła, które przystąpiły do szturmu przy pomocy czołgów. Po koncentracji swoich sił na dziedzińcu kościoła, przystąpiono do ataku na księżówkę. Powodzenie akcji było możliwe dzięki wcześniejszemu wyeliminowaniu niemieckiej „Pantery” celnym strzałem z Piata.
Po uporaniu się z wrogiem z zewnątrz powstańcy wspólnymi siłami zaatakowali komendę. E. Kalita wraz ze swoim kolegą, strzelcem „Norskim” w pierwszym szeregu ostrzeliwali pomieszczenia żandarmów ze swoich pistoletów maszynowych.
E. Kalita wspominał, że gdy wpadł do drugiego pokoju, to na pierwszy rzut oka wydał mu się pusty. Tylko olbrzymia szafa wyglądała podejrzanie. Razem z kolegą wystrzelili kilka krótkich serii z pistoletów maszynowych, potem otworzyli ją, a z szafy wypadł zabity już żandarm...
Komenda została zdobyta. Powstańcy uwolnili kilkudziesięciu cywilów, księży i wzięli do niewoli 80 Niemców. Po euforii ze zdobycia praktycznie wydawałoby się niemożliwych bastionów wroga, nastąpiły ciężkie czasy dla śródmiejskich batalionów. Niemcy rozpoczęli systematyczne natarcia na tę dzielnicę i wkrótce po jednym z nich E. Kalita został ciężko ranny. Podczas bombardowania stracił rękę i leżał w piwnicznym, prowizorycznym szpitalu w oczekiwaniu na śmierć. Tam znalazła go jego matka. Dzięki niej przeżył.
Pierwszy wójt Radziszewa
Pomimo ciężkich przeżyć, zaraz po przyjeździe na gryfińskie ziemie przejął rolę pierwszego wójta Radziszewa. Niedługo potem, poznał Hildegardę, Niemkę i rodowitą szczeciniankę, która później została jego żoną. Dla jego rodziny, która straciła jednego syna w powstaniu był to szok.
- Będąc już dorosłą, nie mogłam się nadziwić tak naprawdę, jak mogło do tego dojść - opowiada córka E. Kality.
Pochodzili z tak odmiennych i narodowościowo wrogo do siebie nastawionych środowisk, a pomimo tego nie przeszkadzało im to być ze sobą, praktycznie wbrew wszystkim. Strata ręki nie przeszkadzała Kalicie także aktywnie spędzać czas. Już w latach czterdziestych założył w Radziszewie wraz z innymi mieszkańcami klub piłkarski Odrzanka, którego był podstawowym graczem.
- Pamiętam Bola, Lola i Edka Kalitę, który był rozpoznawalny przez to, że nie miał ręki. Mimo tego był bardzo dobrym zawodnikiem, jak grał, Odrzanka nigdy nie przegrywała - opowiada radny z Radziszewa Zenon Trzepacz.
Za czasów, gdy był na urzędzie, otwarto także szkołę, pierwotnie z siedzibą w Daleszewie, a później przeniesioną do Radziszewa. Zaangażował się także w proces tworzenia środowisk związanych z Armią Krajową. Gdy było to już możliwe, wraz z innymi kolegami w grudniu 1981 roku założył klub Powstańców Warszawskich działający w strukturach ówczesnego ZBoWiD-u. Klub funkcjonował tylko przez pierwsze dwa tygodnie, następnie z powodu wybuchu stanu wojennego został zawieszony. Znów trzeba było czekać, a stworzony klub stał się na nowo niewygodny dla władzy. Dopiero po zakończeniu stanu wojennego można było rozpocząć działalność oraz, oczywiście przy ścisłej kontroli nadrzędnej organizacji, spotykać się.
- Wszyscy, łącznie z nim, angażowali się w ten proces, choć nie było to łatwe ze względu na panujący ustrój – opowiada. Zbigniew Moskot wiceprezes szczecińskiego Związku Powstańców Warszawskich.
Dzięki temu udało się osiągnąć pewne cele statutowe w postaci zwodowanego w szczecińskiej stoczni statku m/s Powstaniec Warszawski oraz nadania imienia Boh. Powstania Warszawskiego szkole pielęgniarskiej w Szczecinie. Wśród zebranych w klubie nie brakowało jego kolegów, którzy także brali udział w zdobyciu komendy policji. Jednym z nich był wspomniany już wcześniej B. Borysowicz, który oprócz powstańczej przeszłości, jest jednocześnie współtwórcą Odry i Gryfa, pionierem szczecińskiego rybołówstwa.
- Pamiętam Edka za czasów klubu. Był pogodny, a przede wszystkim bardzo tolerancyjny, nawet wobec Niemców i tego, że przez cały ten konflikt zbrojny stał się, jakby nie patrzeć, kaleką - opowiada B. Borysowicz
Edwardowi Kalicie nie udało się jednak dożyć sędziwego wieku. Niespodziewanie zmarł na zawał serca w sierpniu 1995 roku.
Anonimowy bohater
Teofil Żurowski ps. Biały Janek, niepozorny mieszkaniec Radziszewa powstańczej Warszawie dał się poznać jako doskonały saper i żołnierz pułku AK Baszta na Mokotowie. Ten urodzony w Aleksandrowie k.Warszawy, będąc w konspiracji działał w śródmiejskim I Obwodzie "Radwan" zgrupowania "Konrad".
- W konspiracji był od 1 lipca 1943 roku. W czasie wybuchu powstania nie zdążył na koncentrację swojego oddziału i przyłączył się do "Baszty" - opowiada Z. Moskot wiceprezes szczecińskiego koła ZPW.
T. Żurowski będąc w kompanii saperów brał udział w produkcji wyrzutni butelek zapalających, zwanej "Grażynką", a także w wydobywaniu niewypałów i produkcji z nich materiałów wybuchowych i granatów. 28 sierpnia plutonowi kompanii saperów, w którym był także T. Żurowski udało się wydobyć spośród gruzów kilkanaście dziewcząt przysypanych po ostrzale wyrzutni rakiet Nebelwerfer.
- Znałem Tośka, był to świetny kolega, mający bardzo ciężkie wspomnienia z Mokotowa z czasów powstania - opowiada Z. Moskot, który był jego towarzyszem broni.
Straty kompanii wyniosły bowiem ponad 50 procent. Po powstaniu trafił do Radziszewa. Jego brat Waldemar Żurowski był współzałożycielem Ochotniczej Straży Pożarnej w Radziszewie, a żona T. Żurowskiego była znaną w okolicy felczerką. Mieszkali na skrzyżowaniu pomiędzy Radziszewem a Daleszewem, obecnie rejon ulicy Akacjowej. Aktualnie jednak młodzi mieszkańcy Radziszewa nie mają żadnej wiedzy na temat życia tego powstańca.
- Opowiadali mi, że ktoś taki tu kiedyś mieszkał, jednak na temat jego przeszłości nic nie wiem - taka była najczęstsza odpowiedź pytanych mieszkańców.
Mało kto wiedział, że ten uhonorowany wieloma państwowymi odznaczeniami człowiek, prowadził ciche i spokojne życie frezera. Zmarł w styczniu 2000 roku.
Artykuł oparliśmy na ewidencji Związku Powstańców Warszawskich Koło Szczecin. Jeżeli ktoś zna osoby z Powstania, które po wojnie los rzucił na teren powiatu gryfińskiego, prosimy o kontakt z redakcją.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze