Wczoraj opisaliśmy życiową drogę ks. Jana Palicy, do momentu, gdy w sierpniu 1945 r. stanął na ziemi gryfińskiej. Zastanawialiśmy się również dlaczego, po dziesięciu latach, postanowił opuścić nasze miasto. Na podstawie dokumentów, wspólnie z naszymi rozmówcami udało nam się odnaleźć co najmniej trzy powody, które mogły doprowadzić do wyjazdu pierwszego gryfińskiego proboszcza. Nasze ustalenia prezentujemy w drugiej – choć nie ostatniej - części cyklu
Historię pierwszej dekady gryfińskiego kościoła znany właśnie dzięki zapiskom Jana Palicy. Proboszcz – pisząc w trzeciej osobie – streścił ją w księdze parafialnej, za początek istnienia parafii uznając dzień odprawienia pierwszej mszy św.
- Pamiętny dzień 2 września 1945 r. można nazwać dniem narodzin gryfińskiej parafii, w tym bowiem dniu odbyło się uroczyste poświęcenie tutejszego kościoła pod wezwaniem Narodzenia Najświętszej Marii Panny, którego to poświęcenia dokonał nominowany proboszcz ks. Jan Palica, na mocy upoważnienia udzielonego mu wraz z nominacją przez Najprzew. Ks. Administratora Apostolskiego w asyście dwóch OO. Franciszkanów, którzy w tym dniu przypadkowo znaleźli się w Gryfinie. W uroczystości tej wzięło udział całe społeczeństwo nie tylko miasta, ale i powiatu gryfińskiego wraz z przedstawicielami władz państwowych, ze Starostą Powiatowym Ob. Janem Daszyńskim na czele, który osobiście wręczył podpisanemu klucze kościoła oraz urzędowy akt oddania tegoż kościoła poniemieckiego w tymczasową administrację dla kultu religii rzymskokatolickiej – odnotował proboszcz Palica.
2 września 1945 r. to również data pierwszego chrztu świętego. Do wspólnoty dołączył Wojciech Korkuś, urodzony… trzy dni wcześniej w Wełtyniu.
29 sierpnia proboszcz odprawił natomiast swój pierwszy „gryfiński pogrzeb”, żegnając do życia wiecznego Amelię Wojciechowską z domu Ripper, urodzoną w maju 1885 roku w… Wiedniu.
Ludzie rodzili się i umierali. Chcąc zapomnieć o wojnie i ruszyć „dalej”, zakładali nowe rodziny.
Już 6 września na ślubnym kobiercu stanęły dwie pary: Józef Żołnierczyk i Zofia Kabza oraz Adam Wawrzyniak i Marianna Kuryło. Obie z Żurawia.
„To ponad siły jednego człowieka”
Posługa ks. Palicy nie zamykała się wyłącznie w wyżej opisanych działaniach. Uruchomienie kościoła na dzisiejszym Starym Mieście nie stanowiło końca, a dopiero początek prac.
- Końcowe miesiące roku 1945 i cały rok 1946 poświęcone były na remont budynku kościelnego: naprawę dachów, naprawę podłóg, budowę trzech ołtarzy, remont wieży kościelnej i plebanii. O rozmiarach tych remontów świadczą cyfry. I tak: od września 1945 do końca 1946 r. wydatkowano na remont kościoła 260 000 zł, zaś na remont plebanii 32 000 zł, a na pokrycie tej sumy posłużyły tylko ofiary tak bardzo ubogich tutejszych parafian, składane jużto w kościele na tace, jużto z okazji kolędy, czy rozprowadzania opłatków religijnych. W 1947 r. wydatkowano na ten sam cel, a w szczególności na naprawę organów, 441 420 zł, uzyskanych również wyłącznie ze wspomnianych wyżej źródeł – odnotował ks. Palica, dodając iż pomimo tylu wydatków pozostało jeszcze wiele do zrobienia.
Prace, które wykonano w „pierwszym okresie”, dotyczyły wyłącznie najpilniejszych i najważniejszych kwestii.
A przecież gryfiński kościół nie był jedynym z parafii, której granice nie były wówczas oficjalnie ustalone.
- Zasięgiem swym obejmowała cały powiat, gdyż przez siedem miesięcy nie zjawił się tu żaden nowy kapłan do współpracy. Z konieczności proboszcz gryfiński musiał obsługiwać wsie i miasteczka powiatu odległe o 20-30 km, posługując się przy tym wyłącznie furmankami, gdyż koleje nie były tu jeszcze czynne, a nadto uczyć w gimnazjum, otwartym już w 1945 r. i szkole powszechnej – informował Palica, który poza religią prowadził również lekcje z matematyki.
Pisząc swoistą relację dla potomnych, przyznawał że „było to ponad siły jednego człowieka i nie dawało należytego rezultatu”.
- Rozumiejąc dobrze tę potrzebę sił kapłańskich na terenie tutejszego powiatu, najprzewielebniejszy ks. Administrator Apostolski, wiosną 1946 r. przysłał trzech ks. Salezjanów, którzy objęli trzy ważne ośrodki w powiecie: Banię, Widuchową i [Stare – przyp. red.] Czarnowo. W roku następnym przybył czwarty z tegoż Zgromadzenia, zaś w roku b. przybywa jeszcze jeden, tak iż obecnie w powiecie gryfińskim pracuje 5-ciu kapłanów ze Zgromadzenia Salezjanów – odnotował ks. Palica w 1948 r.
Większa liczba kapłanów wcale nie sprawiła, że gryfiński proboszcz miał więcej czasu dla siebie i gryfińskich owieczek.
- Pomimo to teren parafii gryfińskiej pozostał jeszcze bardzo rozległy. Oprócz kościoła parafialnego potrzeba było obsłużyć sześć kościołów filialnych, odległych od 6 do 14 km. Stan ten trwał do października 1947 r., w którym to miesiącu wydzielona została z dotychczasowego terenu nowa parafia w Chwarstnicy. Od tego czasu, można powiedzieć, praca duszpasterska w Gryfinie weszła na normalne tory – napisał proboszcz, przez kolejną stronę – zapisaną drobnym drukiem – wynotowywał liczbę obowiązków kościelno-szkolnych oraz związanych z koniecznością „nawracania społeczności”.
- Plagą tutejszego społeczeństwa, jakie się tu dopiero tworzy z różnych elementów ludnościowych, jest nadal pijaństwo, nielegalne i dzikie małżeństwa, obojętność religijna dużego procentu mieszkańców tej kresowej parafii oraz bardzo aktywne sekciarstwo. Aby temu złu choć w części zaradzić, projektuje się urządzenie gruntownych misyj parafialnych w roku następnym, zaś w okres czasu je poprzedzający obrócić na przygotowanie odpowiedniego gruntu, w duszach parafian, pod zasiew misjonarzy – zapisał pod datą 6 grudnia 1948 roku.
Krytyczny wobec wikariuszy
Co ciekawe, ogrom obowiązków, o których pisał ks. Palica, nie leżał wyłącznie na jego barkach. Już 1 sierpnia 1946 r. proboszcz otrzymał pomocnika. Tego dnia do parafii przybył 34-letni ks. Witold Piekarek. Jest to postać, której ks. Palica poświęca spory fragment, w którym próżno szukać ciepłych słów.
- Bawił w tutejszej parafii tylko do 15.05.1947 r., gdyż z powodu tak dawniejszych, jak i nowszych […….] tegoż kapłana, został on rychło zwolniony ze służby w Diecezji Gorzowskiej – informował ks. Palica, pisząc w dalszej części, iż pomimo był to dosyć gorący i bardzo pracowity okres w życiu kościoła (ze względu na codzienne nabożeństwa majowe, później czerwcowe, oktawę Bożego Ciała, przygotowania do I komunii świętej i bierzmowania): „wolałem sam ciągnąć niż mieć ww kapłana za współpracownika”.
Przez dekadę, którą Palica spędził w Gryfinie, pracowało z nim łącznie ośmiu wikariuszy.
Drugim (VII 1947) był ks. Teodor Ludkiewicz, były proboszcz greko-katolicki z Diecezji Lwowskiej, który 1 października otrzymał samodzielną placówkę - wydzieloną z parafii gryfińskiej – w Chwarstnicy.
40-letni ks. Wojciech Parygo ze Zgromadzenia XX Michaelitów, pracował tu do lipca 1948 r., po czym został przeniesiony na to samo stanowisko do Międzyrzecza. Jego miejsce zajął w Gryfinie ks. Franciszek Szwalewski, około 40-letni kapłan z Diecezji Kieleckiej, który w sierpniu 1949 r. trafił do parafii w okolicach Gubina.
- Wyżej wymienieni stosunkowo krótko przebywali w Gryfinie, z różnych powodów. Dopiero piąty z kolei, ks. Piotr Rozwadowski, ex. Kapucyn, w wieku ok. 36 lat, mianowany wikariuszem 15.08.1949 r., pracował tu pełne dwa lata. Do 15.08.1951 r., [gdy został wysłany na samodzielną placówkę w Goraju koło Skwierzyny – przyp. red.] pozostawiając po sobie pamięć statecznego i zrównoważonego kapłana – oceniał ks. Palica.
Brak podobnych dopisków u czterech wcześniejszych wikariuszy wydaje się w tym kontekście znamienne. Można to powiązać z charakterystyką gryfińskiego proboszcza, którą zawarliśmy w pierwszej części.
- Jestem w posiadaniu różnych dokumentów, w tym jego świadectw szkolnych i z czasów seminarium. Same „piątki”, od góry do dołu. Z materiałów archiwalnych wyłania się obraz wszechstronnie uzdolnionego kapłana. Budowniczego, który angażował się również w sprawy społeczne miejscowości, w których pełnił posługę – charakteryzował go siostrzeniec, Stanisław Zator, dodając iż ks. Palica miał wysokie wymagania nie tylko wobec siebie, ale również współpracowników.
Nie było jednak tak, że automatycznie podchodził krytycznie do wszystkich wikariuszy. Gryfiński proboszcz wysoko cenił również „nowo wyświęconego ks. Andrzeja Majewicza”, którego określił w kronice „gorliwym kapłanem”. W Gryfinie pełnił posługę od 29 czerwca 1952 do sierpnia 1954 r., gdy przeniesiono go do Chlebowa. Pomocnikiem proboszcza – od sierpnia 1954 r. - był również „nowo wyświęcony, młodziutki, gorliwy kapłan ks. Józef Wiśniewski”. Ostatnim, gdyż wkrótce po tym ksiądz Palica opuścił Gryfino na zawsze.
Ksiądz Palica w szpitalu
- Tak jak mówiłem, nie znałem swojego wujka. Znam go wyłącznie z opowieści mamy i ciotki, czyli jego sióstr oraz dokumentów, które przeanalizowałem pisząc biografię ks. Palicy. Wydaje mi się jednak, że parafia gryfińska, nawet pomimo wydzielenia osobnych parafii, była bardzo wymagającym miejscem posługi. Tak jak pisał w księdze parafialnej, cały czas pojawiały się nowe obowiązki i zadania – uznaje Stanisław Zator, siostrzeniec Palicy, autor książki o jego życiu.
Szukając śladów posługi ks. Jana Palicy w pierwszych powojennych latach, trafiliśmy również do Szczecina.
- Po wojnie opiekę duszpasterską nad parafią w Podjuchach miał ks. Dziekan Jan Palica z Gryfina, a z jego polecenia ks. dr Kazimierz Świetliński, TChr proboszcz parafii Szczecin Dąbie – czytamy na stronie tamtejszej parafii.
Należy bowiem pamiętać, iż po wojnie grancie powiatu gryfińskiego prezentowały się zupełnie inaczej niż aktualnie. Osobną jednostkę terytorialną stanowiła wprawdzie ziemia chojeńska, lecz do Gryfina pierwotnie przydzielone zostały: Kobylanka oraz szczecińskie: Śmierdnica, Załom, Zdroje, Podjuchy, a nawet Dąbie (wszystkie do 1948 roku).
- W dziesięcioleciu, który spędził w gryfińskiej parafii, prowadził remonty plebanii: Gryfino, Wełtyń, Wirów, a równocześnie przyjmował i święci dalsze kościoły w Starym Czarnowie, Mielenku, Bartkowie, Borzymiu, Baniach, Lubanowie, Sobieradzu i Swobnicy. W wielu miejscach kroniki, w różnych okresach, sam proboszcz pisał zresztą, że pracy jest więcej, jak dla jednego kapłana – mówi Zator, uznając spory obszar działalności duszpasterskiej za możliwą przyczynę wyjazdu Palicy.
Przepracowanie mogło wpłynął również na stan jego zdrowia. Latem 1955 roku ksiądz Jan Palica trafił do szpitala przy ulicy Unii Lubelskiej w Szczecinie. Opis tego wydarzenia również znalazł swoje miejsce w parafialnej kronice.
- 29 czerwca 1955 r., w samo święto Apostołów Piotra i Pawła, znalazłem się w szpitalu w Szczecinie, gdzie musiałem poddać się operacji. Operacja udała się szczęśliwie, tak że już 17 lipca mogłem powrócić do domu, ale jeszcze cały miesiąc potem odczuwałem znaczne dolegliwości pooperacyjne – napisał Palica, przechodząc do dalszego opisu życia religijnego miasta: 40-godzinnego nabożeństwa przed dorocznym odpustem parafialnym, naukach eucharystycznych, przygotowaniach do Bożego Narodzenia A.D. 1955.
Miał gorliwość, by dalej służyć
Na tym kończy się kronika pierwszych dziesięciu lat gryfińskiej parafii. W 1956 r. ks. Palica opuścił Gryfino, przenosząc się do Szczecin-Dąbia, w którym został proboszczem parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Dokładna data nie jest znana, lecz fakt, iż pisana przez niego historia gryfińskiej parafii „urywa się” w grudniu 1955 r., może sugerować, iż w Dąbiu znalazł się już w styczniu 1956 r.
- To była zdecydowanie mniejsza parafia – mówi Stanisław Zator, odsyłając do jubileuszowego tekstu, który opracowali Antoni Rak, Aleksander Woźniak i Krzysztof Szczur.
Z ich relacji wynika jednak, iż na prawym brzegu Szczecina ks. Palica wcale nie musiał posiadać mniej obowiązków, niż wcześniej.
- Kiedy parafia w Gryfinie mocno już stała za Chrystusem, Ten na dalsze dwa lata, skierował swego sługę do naprawy parafii w Szczecin Dąbiu. Tu m.in. dane było nowemu proboszczowi powitać i podejmować samego Prymasa Polski Kardynała Stefana Wyszyńskiego, zaproszonego przez ks. Teodora Benscha i miasto Szczecin dla uczczenia 5-tej rocznicy mianowania Go przez Ojca Świętego do godności kardynała. Wiadomość ta zastała wówczas Prymasa właśnie w Szczecina. W imieniu zgromadzonych (350) księży podziękował Prymasowi wzruszony ks. Dziekan Jan Palica: „Dziękujemy Ci, Księże Prymasie za słowa tak gorące, tak serdeczne, tak ojcowskie. Czujemy się nimi naprawdę pokrzepieni. To nie były tylko takie verba, ale to był prąd elektryczny, który nas przeniknął, który nas pobudza do dalszej gorliwości dla chwały Bożej i dla dobra dusz wiernych nam powierzonych” – zacytowali autorzy wspomnianego artykułu.
Jak dowodzili w dalszej części: słowa wypowiedziane przez ks. Palica świadczyły o dalszej gotowości do gorliwiej służby w miejscu, gdzie będzie tego największa potrzeba. Tym samym tłumaczą również przenosiny 63-letniego kapłana do kolejnej parafii. Dąbie opuścił w 1958 r., zostając proboszczem parafii pw. Macierzyństwa Najświętszej Marii Panny w Zbąszynku.
- Owocnie pracuje tu przez dziesięć lat i przechodzi na zasłużoną emeryturę 27.06.1968r. osiedlając się we własnym mieszkaniu w Zbąszynku – informuje tamtejszy kościół.
To miasto, którego mieszkańcy również traktują ks. Palicę z nadobną czcią. Podczas swojej dziesięcioletniej posługi dał się bowiem poznać z tej samej strony, co w Gryfinie, a wcześniej na niegdysiejszych Kresach Wsch.
- Już 28 września 1958 r. ks. Proboszcz Jan Palica dokonał poświęcenia przy kościele pw. Św. Apostołów Piotra i Pawła nowego Krzyża dębowego o wysokości 6m – informuje księga parafialna ze Zbąszynka, wymieniając chronologicznie cały szereg działań nowego kapłana.
Nie były to tylko prace doraźne.
- Z początkiem lipca 1959 r. ks. Proboszcz Jan Palica podjął trudu prac adaptacyjnych w prezbiterium. Za ołtarzem znajdowały się pomieszczenia przeznaczone na zakrystię i komórki. Prace związane z przesunięciem ołtarza w miejsce wymienionych wykonał mistrz murarski z Wolsztyna Piotr Cukier wraz ze swoimi parafianami. […] W tym czasie wykonano również prace związane z naprawą instalacji elektrycznej, przerobiono tablicę rozdzielczą, naprawiano urządzenia instalacyjne a miejscowi fachowcy, po godzinach swojej pracy, wykonali niezbędne prace stolarskie i ślusarskie – czytamy w rozdziale książki o „owocnej działalność ks. Prałata Jana Palicy jako Proboszcza Parafii Zbąszynek”.
Naraził się komunistom?
Do Gryfina już nie wróci. Ostatnie sześć lat życia, jako emeryt, spędził właśnie na ziemi lubuskiej. Tam też - 25 kwietnia 1974 r. -zmarł i został pochowany na miejscowym cmentarzu.
Jaka rzeczywiście była przyczyna jego wyjazdu? Niewykluczone, że zadziałała koincydencja kilku zdarzeń. Trzeci powód, który zasygnalizowaliśmy we wprowadzeniu do artykułu, jest mocno sensacyjny. Przed laty, na łamach „Gazety Gryfińskiej”, podał go śp. Kazimierz Kędziora.
- Ludzie mówią, że ks. Palica wyjechał z Gryfina, by uniknąć więzienia. Jedyną możliwością tego była zmiana parafii – opowiadał znany i ceniony mieszkaniec Pniewa, który jako 8-latek uczestniczył w ostatniej gryfińskiej mszy św., odprawionej przez ks. Palicę.
Działalność bohatera naszego tekstu miała miejsce w okresie PRL, wobec czego nie jest to wcale niedorzeczny powód nagłego opuszczenia miasta. Tym bardziej, że natrafiliśmy na materiały, które pokazują, iż w połowie lat 50. XX wieku lokalne władze miały gryfińskiego proboszcza „po dziurki w nosie”. To ciekawy wątek, który wymaga rozwinięcia.
Nasze ustalenia zaprezentujemy w ostatniej, trzeciej części cyklu, którą opublikujemy jutro, 26 grudnia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
cała społeczność a nie społeczeństwo Gryfina...

cała społeczność a nie społeczeństwo Gryfina...