Reklama

Rzeszowski - historia, współpraca z organami bezpieczeństwa, życie po kontrowersjach - artykuł w Gazecie Gryfińskiej

Wkrótce minie dziewięć lat, odkąd grupa gryfinian stara się upamiętnić Stanisława Rzeszowskiego. Mimo licznych prób, bezskutecznie. Czy w 2024 r. ulegnie to zmianie i ceniony nauczyciel-regionalista wróci na gryfińskie ulice? Są ku temu silne przesłanki. Warto zatem przybliżyć sylwetkę tego, jak napisał jeden z cenionych historyków, „człowieka o rozległych zainteresowaniach”, podczas wojny zaangażowanego w ruch oporu, wychowawcę gryfińskiej młodzieży, inwigilowanego przez Służbę Bezpieczeństwa

Czesław Piskorski, opowiadając o Rzeszowskim, mówił o „sylwetce trudnej do opisania”. Zdaje się, że taka pobudką kierowały się (przynajmniej oficjalnie) władze miasta, które poleciły sprawdzić, czy Rzeszowski, w swojej bogatej działalności społecznej, nie współpracował z organami bezpieczeństwa Polski Ludowej.

- Nie tylko nie współpracował, ale był inwigilowany przez SB. W archiwum IPN znajduje się teczka dotycząca sprawy operacyjnego sprawdzenia kryptonim „Pedagog”. Była prowadzona od maja do grudnia 1975 roku – zasygnalizował Wieliński.

Reklama

Sprawa, jak wyjaśnia notka informacyjna, dotyczyła sprawdzenie figuranta, Stanisława Rzeszowskiego, jako podejrzanego o współudział w nielegalnej organizacji młodzieżowej. W środku teczki znajdują się znane nazwiska: funkcjonariuszy Geislera i Osmolaka, ale też bardziej enigmatyczne:  Wśród  „TW (Tajny Współpracownik – przyp. red.) Hubert” oraz „KO (Kontakt Operacyjny – przyp. red.) Cyryl”.

- Notatki są tak precyzyjne, że udało się nam rozszyfrować kto krył się pod tymi kryptonimami. Były to osoby z otoczenia Rzeszowskiego. Jego koledzy, również z pracy, członek kółka teatralnego, które Rzeszowski prowadził w szkole. Wprost podane w dokumentach jest ponadto nazwisko nauczycielki, która udostępniała swoje mieszkanie, jako lokal konspiracyjny, do spotkań w rzeczonej sprawie – wyjaśnia Krzysztof Wieliński.

Reklama

 

--------------------------------------------

W temacie docenienia Rzeszowskiego, a raczej jego braku, znamienne wydają się ostatnie lata życia gryfińskiego pedagoga. Chociaż przeprosił, a SB zamknęła sprawę, cała sytuacja odbiła się na jego życiu zawodowym. Dla pewności postanowiono bowiem odsunąć Rzeszowskiego od młodzieży.

- W ten sposób trafił do biblioteki szkolnej. Nigdy więcej nie prowadził już zajęć z uczniami – mówi Ludwika Urbańska, która w 1976 r. została zatrudniona w szkole jako nauczycielka wf-u.

Reklama

Jego ostatnie lata nie należały do najłatwiejszych. 29 kwietnia 1980 r. Rzeszowski skończył 60 lat, osiągając wiek emerytalny. Kilka tygodni wcześniej, w piśmie do dyrekcji Zespołu Szkół Zawodowych, jak w omawianym czasie nazywała się szkoła przy Łużyckiej, prosił o przedłużenie okresu pracy do 31 sierpnia 1980 r.

- W dniu 1 września będę miał wysługę lat potrzebną do uzyskania 10% dodatku za pracę w PRL. W ciągu kilku miesięcy zdołam zgromadzić zaświadczenia potrzebne do uzyskania pełnej emerytury. Pragnę doprowadzić do końca zajęcia w zespole teatralnym i recytatorskim przy internacie – odnotował w piśmie, które sugeruje, że mógł mieć w tym czasie problemy finansowe.

Reklama

- Byłbym bardzo wdzięczny za utrzymanie w dotychczasowej ilości godzin nadliczbowych w internacie lub ew. zwiększenie ich wymiaru w kwietniu, maju i czerwcu, gdyż np. w pierwszych dwóch tygodniach kwietnia nie będę miał tam (w związku z feriami) ani jednej nadliczbówki – prosił Rzeszowski.

Odpowiedź była odmowna, wobec czego poprosił ponownie. Dyrekcja pozostała jednak nieugięta.

 

Cały artykuł znajduje się w aktualnym wydaniu Gazety Gryfińskiej, na stronach 16-19.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama