Reklama

Historia żołnierzy II wojny światowej w powiecie gryfińskim. Losy Edwarda Seredyńskiego i Józefa Malinowicza. Najkrwawsza bitwa i forsowanie Odry. Związek Kombatantów w Gryfinie. Myśląc o poległych, bohater Józef nadal pamięta. (149 znaków)

Od 14 do 20 kwietnia 1945 r. trwała akcja forsowania Odry. Po wojnie wielu uczestników akcji zamieszkało w naszym regionie. Wśród nich znajdował się Józef Malinowicz, prawdopodobnie ostatni gryfiński bojownik o naszą rzekę

Dokładnie przed rokiem umieściliśmy artykuł dotyczący historii jednej z najkrwawszych bitew II wojny światowej. Do tekstu dołączyliśmy znaleziony w Archiwum Państwowym w Szczecinie unikatowy spis żołnierzy, którzy po 1945 r. zamieszkali na terenie powiatu gryfińskiego. Po publikacji otrzymaliśmy telefon ze Związku Kombatantów Rzeczypospolitej Polskiej i Byłych Więźniów Politycznych Koło w Gryfinie.

- Dwóch osadników wojskowych, których wymieniliście cały czas żyje na terenie naszej gminy. Jednym z nich jest mój dziadek Edward Seredyński, a drugim Józef Malinowicz. Przez wiele lat mieszkał na Krasińskiego w Gryfinie, a teraz w Radziszewie. Obaj są członkami gryfińskiego związku – powiedział nam Radosław Ragan, członek wspomagający kombatantów.

Reklama

Losy wojenne obu weteranów różniły się od siebie. Edward Seredyński, który w czwartek 20 kwietnia będzie obchodził 97 urodziny (!), należał do organizacji podziemnych w rejonie samborskim. Józef Malinowicz natomiast przeszedł szlak bojowy, na którym znalazł się m.in. odcinek Odry na terenie powiatu gryfińskiego. Przypomnieliśmy sobie o tym kilkanaście dni temu, zbierając materiały do kolejnego jubileuszowego tekstu o forsowaniu Odry (16-20.04.1945). Niestety, czekała nas smutna informacja.

- Tata zmarł w sierpniu 2022 roku. Dożył pięknego wieku 95 lat – przekazał jego syn Edward.

Reklama

Nasz smutek pognębiła wizyta w siedzibie gryfińskiego związku kombatanckiego (szerzej opiszemy ją w kolejnym wydaniu), gdzie dowiedzieliśmy się, że Józef Malinowicz najprawdopodobniej był ostatnim żyjącym żołnierzem, który brał udział w forsowaniu Odry, a następnie zamieszkał na terenie gminy Gryfino…

 

Patrzył na niszczoną stolicę

Pan Józef odszedł, ale wraz z nim nie odeszła jego historia. Zadbał o to syn Marian, który wydał książkę o życiu ojca. „Podróże miedzy kresami. O Józefie Malinowiczu” opowiadają o drodze, którą przeszedł z utraconego Podola na „Ziemie Odzyskane”. Nieśmiało przyznajemy, że sami też dołożyliśmy małą cegiełkę do procesu zachowania pamięci. W 2014 r. opublikowaliśmy artykuł o wojennych losach byłego żołnierza 10 pułku 4 Dywizji Piechoty.

Reklama

- Ma za sobą długi i morderczy szlak bojowy, wliczając w to m.in. walki o przełamanie Wału Pomorskiego, zdobycie Kołobrzegu, czy forsowanie Odry. Pochodzi z terenów obecnej Ukrainy, już jako 17-latek razem z ojcem postanowił zgłosić się do wojska. W niedalekiej Stecówce formowano właśnie10 pułk piechoty wchodzący w skład 4 DP - pisał śp. Krystian Wawrzonek, opisując drogę, którą przeszedł 87-letni wówczas J. Malinowicz.

We wrześniu 1944 r. znalazł się pod Warszawą, gdzie jednostki WP, po opanowaniu brzegu praskiego miały być użyte do walki o stolicę.

Reklama

- Usłyszałem, że mamy zostać przekazani pod dowodzenie gen. Berlinga i brać udział w uchwyceniu przyczółków na Czerniakowie – opowiadał J. Malinowicz, który doskonale zapamiętał przebieg przeprawy żołnierzy na drugi brzeg.

- Raz po raz któryś z pontonów trafiony pociskiem, szedł na dno. Widok był przerażający. Później okazało się, że praktycznie całe te dwa bataliony przestały istnieć – opowiadał, dodając, że sam nie musiał przedzierać się przez niemieckie pozycje.

Rosyjskie dowództwo podjęło decyzję o tym, że nie wesprze powstańców warszawskich. Powstanie upadło, a skutki tego, bohater niniejszego artykułu, zobaczył na własne oczy podczas kolejnej „wizyty w stolicy”.

Reklama

- To co zobaczyłem podczas styczniowej operacji nie mieściło mi się w głowie. Wcześniej miałem już do czynienia z widokiem zniszczeń dokonanych przez wojnę, ale to po prostu było nie do opisania. W mieście nie było bowiem ulic, tylko wydeptane ścieżki w wielkich hałdach gruzu. Pośród zniszczonych domów praktycznie nie było żywego ducha, cały ten obszar przedstawiał się jako jeden wielki cmentarz – opisywał po latach, dodając, że w kolejnych miesiącach widział równie dużo śmierci towarzyszy broni.

Ze zrujnowanej Warszawy oddziały 1 Armii WP zostały skierowane do Złotowa, a po przełamaniu Wału Pomorskiego, dowództwo zarządziło zdobyciu cennego portu kołobrzeskiego.

Reklama

Sztuka ta udała się 18 marca 1945 r., po siedmiu dniach zaciętych walk. W bojach o Kołobrzeg 4 DP straciła 1040 żołnierzy.

- Żołnierze ginęli praktycznie w każdej godzinie. Sam straciłem dwóch kolegów z mojej miejscowości – mówił weteran.

Woda czerwona od krwi

Najcenniejsze, z perspektywy rocznicy walk w naszym regionie, są oczywiście wspomnienia dotyczące samego forsowania Odry. Oddajmy głos weteranowi:

 

Stamtąd dostaliśmy rozkaz przemieszczenia się w kierunku Odry. Przeszliśmy 200 kilometrów znad Bałtyku, maszerując nocami. 13 kwietnia znaleźliśmy się w Starych Łysogórkach i zastąpiliśmy jednostki Armii Radzieckiej. Nocą z 14 na 15 kwietnia przeprawiliśmy się na przyczółek radzieckiej 47 armii pod Gozdowicami. Z daleka słychać było huk artylerii i grzechot broni maszynowej. Już wiedzieliśmy, że czeka nas niełatwa przeprawa.

Reklama

Było jeszcze gorzej! Z drugiego brzegu biły karabiny maszynowe. Woda zabarwiła się na czerwono. Unosiło się już wiele ciał. Przed oczami stanął mi widok żołnierzy, którzy ginęli w Warszawie. Wiedziałem, że zaraz czeka mnie to samo… Padło rozkaz, by ruszyć do ataku. Mimo wielu godzin nie posuwaliśmy się nawet o krok. Dowódca kompanii por. Artiomienko wściekał się, bo w wodzie znajdowało się już pełno ciał jego żołnierzy, ale przepłynięcie na drugi brzeg było w ten dzień po prostu niemożliwe. Pociski z broni maszynowej padały tak gęsto, że wydawało się, iż to pada deszcz.

Przedostanie się na drugi brzeg rzeki okazało się możliwe dopiero kolejnego dnia, gdy nadciągnęła artyleria sojuszniczych oddziałów. Ruszyliśmy na miasto Wriezen, które zostało opanowane w dwa dni. Jednostki niemieckie broniły rubieży Starej Odry. Przeforsowanie jej okazała się równie ciężkie, jak w przypadku poprzedniej przeprawy. Razem z kolegami ze swojej kompani znaleźliśmy w okolicy parowy statek żeglugi rzecznej, który udało się uruchomić. Gdy znalazło się na nim kilkudziesięciu żołnierzy, postanowiliśmy rozpocząć próbę uchwycenia przyczółka po drugiej stronie.

Reklama

Nie upłynęliśmy nawet 15 metrów, kiedy pocisk artyleryjski rozerwał dziób parowca. Siedzący na rufie żołnierze wylecieli na kilka metrów w powietrze i w niekompletnym już składzie wrócili na brzeg. Odra znów zabarwiła się na czerwono… Uważam, że był to duży błąd ze strony dowódców. Rzeka w tym miejscu była nie do przekroczenia tego dnia, ale rozkaz był taki, by się nie zatrzymywać.

Ktoś zauważył załamanie w linii brzegowej, a po bliższych oględzinach wykopaną ziemiankę przykrytą gałęziami. W bunkrze znajdował się Niemiec z radiostacją, który swojemu dowództwu przekazywał dokładne pozycje próbujących przepłynąć żołnierzy. Nie było litości. Za tylu naszych, którzy pozostali na zawsze w tej rzece, został on natychmiast rozstrzelany.

Reklama

 

Zależało mu na pamięci

Po przekroczeniu rzeki 4 Dywizja Piechoty ruszyła dalej, przekraczając Łabę i kierując się na Berlin. Józef Malinowicz pozostawał na bojowym szlaku.

- Obecnie, wspomnienia te zacierają się, jednak jak mówi J. Malinowicz, twarze wszystkich swoich poległych towarzyszy broni wciąż ma przed oczami. Wielu z nich znał osobiście, z wieloma łączyła go przyjaźń nawiązana podczas wojny – pisaliśmy przed dziewięcioma laty, opisując kombatancką działalność bohatera tekstu.

- Obecnie, gdy kombatantów w naszym mieście pozostało już tylko kilku, najbardziej zależy mi na pamięci o tamtych czasach. Każda statystyczna cyfra poległych w tych walkach żołnierzy, oznacza indywidualne cierpienia i ból wielu rodzin. Zbrodnią byłoby zapomnieć o nich – mówił gryfiński weteran.

Reklama

 

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 20/04/2024 11:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama