Dokładnie 82 lata temu wystrzeliły pierwsze pociski, rozpoczynające II wojnę światową. Największy konflikt zbrojny w dziejach zebrał najkrwawsze żniwo w historii, pozbawiając życia około 60 milionów ludzi. Pierwszy akt sześcioletniej tragedii rozegrał się na niewielkim Westerplatte, gdzie sygnał do ataku dał 43-letni komandor, który dzieciństwo i młodość spędził w miejscowości Fiddichow nach Oder. Poniżej publikujemy artykuł, który rok temu ukazał się na łamach Gazety Gryfińskiej
Ignacy Skowron do ostatnich dni życia, a przeżył aż 97 lat, doskonale pamiętał pierwszy wystrzał II wojny światowej. Miał 24 lata i niespełna cztery miesiące wcześniej awansował na kaprala. Pierwszego września 1939 roku, około 4.40, jako zastępca dowódcy warty na wartowni numer 2, udał się na obchód po Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte. Pięć minut później usłyszał pierwszy huk.
- Żołnierz dał mi lornetkę. Spojrzałem w prawo, w lewo, na zatokę, na niemiecki okręt „Szlezwig-Holstein”. Miał odpłynąć 28 sierpnia, ale nie odpłynął. I w tym momencie zobaczyłem błysk i zaraz pierwszy pocisk spadł na bramę. Tak zaczęła się dla nas wojna – mówił dla portalu echodnia.eu w 2009 roku.
Kapitan Skowron był wówczas ostatnim z żołnierzy, którzy 70 lat wcześniej bronił Westerplatte. Chociaż, zgodnie z planem dowódców III Rzeszy, zdobycie obiektu miało zająć od sześciu do dwunastu godzin, polscy żołnierzy bronili się przez siedem dni. Gdy zaczęło widnieć, wyczekiwali pomocy Brytyjczyków, ktoś puścił plotkę, że angielska flota płynie z odsieczą. Wkrótce wątpliwości żołnierzy zostały rozwiane. Wtedy też dowiedzieli się, że Niemcy atakują nie tylko Westerplatte, ale też inne obiekty w kraju.
- A więc wojna – pomyślała 182-osobowa załoga. Przeczuwając, że wizyta Szlezwig-Holsteina nie ma pokojowego wydźwięku, wiosną i latem 1939 roku powiększono liczbę żołnierzy na terenie Składnicy Tranzytowej. Do służby w Wolnym Mieście Gdańsk trafili wyłącznie najlepsi z najlepszych, ścisła elita Wojska Polskiego, żołnierze o nienagannym przebiegu służby.
Mimo to, podział sił nie był równy. Wróg dysponował nie tylko większymi zasobami ludzkimi, miał też sporą przewagę sprzętową. Kapitulacja nastąpiła siódmego dnia walk. Major Henryk Sucharski złożył ją na ręce Gustawa Kleikampa, 43-letniego dowódcy wroga, który 8 marca 1896 roku przyszedł na świat w miejscowości Fiddichow nach Oder, dzisiejszej Widuchowej.
Rozkwit kariery za Hitlera
- Feuer – wykrzyknął Kleikamp 1 września o godzinie 4.45. Dowódcą pancernika Szlezwig-Holstein został dokładnie dwa miesiące wcześniej. Wktrótce po tym wyznaczono go do złożenia „wizyty” w Gdańsku. Jej oficjalnym celem było uczczenie pamięci poległych na Bałtyku w sierpniu 1914 roku oraz pochowanych w Gdańsku marynarzy z krążownika Magdeburg. Kleikamp znał jednak prawdziwe plany Adolfa Hitlera. Wizyta w Wolnym Mieście Gdańsk miała dać zaczątek światowej ekspansji III Rzeszy, doprowadzając do podbicia całego świat oraz zniewolenia mieszkańców podbitych ziem. Pierwszym celem, na drodze do wszechwładzy, była Polska.
Chociaż w ataku na Westerplatte uczestniczył nie tylko osławiony pancernik, lecz także wojska lądowe, dwa dywizjony Luftwaffe oraz mniejsze jednostki (nawet milicjanci SS), całkowite dowództwo nad atakiem na polską składnicę spoczywało właśnie w rękach Gustawa Kleikampa. Przejście do historii, jako ten, który rozpoczął największy konflikt zbrojny w dziejach, fiddichowianin zapracował sobie wzorową służbą. Swoją służbę w marynarce rozpoczął jeszcze przed uzyskaniem pełnoletniości. Szkolenie podstawowe odbył na pokładzie krążownika ciężkiego „Vineta” między 1 kwietnia 1913 roku a 31 marca 1914 roku.
- W okresie 1 kwietnia 1914-1 sierpnia 1914 w szkole morskiej w Mürwik. Następnie radiooficer na krążowniku liniowym "Derfflinger" (2 sierpnia 1914-17 marca 1918). Od 18 marca 1918 do października 1918 przeszedł szkolenie w szkole podwodniaków i był oficerem wachtowym na SM U-9 – podaje Wikipedia, opisując drogę, jaką przeszedł z malutkiej Widuchowej do Westerplatte.
Dla potrzeb tego artykułu ograniczymy się wyłącznie do odnotowania kolejnych awansów: porucznikiem marynarki został 7 stycznia 1920 roku, zaś pięć lat później odebrał stopień kapitański. Rozkwit jego kariery nastąpił w latach 30. XX wieku, gdy stał się kolejno: komandorem podporucznikiem (1 X 1932) i komandorem porucznikiem (1 X 1936). Dowództwo na Szlezwig-Holstein odbierał już jako komandor. Z okrętem był związany był od września 1935 roku, gdy został pierwszym oficerem liniowym. Wtedy jeszcze Szlezwig-Holstein pełnił funkcję liniowca, czyli… statku pasażerskiego. Wraz z dojściem do władzy w Niemczech Adolfa Hitlera stwierdzono jednak, że będzie zdecydowanie lepiej się spisywał w roli okrętu szkolnego dla kadetów. Do historii przeszedł zaś, jako „potwór z Westerplatte”. We wrześniu pancernik wystrzelił 96 pocisków 280 mm, 407 pocisków 150 mm oraz 366 pocisków 88 mm. To ogromna amunicja, której używa się przeciwko innym okrętom, nie żołnierzom na lądzie…
Hitler nie wszedł na pokład
Mimo wszystkich przeciwności i nierównego podziału sił, Polacy dzielnie odpierali ataki wroga. Dla utrzymania wysokiego morale, czwartego dnia heroicznej walki cała załoga Westerplatte otrzymała od Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych order Virtuti Millitari. Dlatego też wielu żołnierzy z niedowierzaniem przyjęło wiadomość o kapitulacji. Nie dowierzali również Niemcy, którzy podczas siedmiodniowej bitwy nie byli w stanie ocenić liczebności polskich wojsk na półwyspie.
- Jakie ponieśliście straty? – spytał Kleikamp polskich dowódców.
- Dwudziestu – odpowiedział kapitan Dąbrowski, który po załamaniu, jakie przeszedł major Sucharski, przejął dowodzenie.
- My pięciokrotnie więcej – przyznał dowódca Niemców, dopytując następnie o kopuły pancerne, które Niemcy widzieli na zdjęciach lotniczych. Pytanie to rozśmieszyło Dąbrowskiego.
- To nie kopuły, lecz… stopki siana – odrzekł po chwili.
Polscy obrońcy Westerplatte zostali przyjęci przez Niemców z wielkimi honorami, nazywając wrześniową bitwę „małym Verdum”. Zdobycie WST potraktowali jednak propagandowo, jako wielki tryumf Rzeszy. Wprawdzie agresor zwyciężył, lecz dokonał to ze znacznie większymi stratami, niż zakładał. Wynikały one z błędów strategicznych.
- Po 10 minutach ogień z okrętu „Schleswig-Holstein” ustał, a na Westerplatte ruszył pierwszy szturm niemieckiej piechoty. Nieprzyjaciel był tak pewny siebie, że nie zachował należytej ostrożności. Polska placówka „Wał” jako pierwsza otworzyła ogień, gdy Niemcy znaleźli się w pułapce. Na wycofujących się żołnierzy spadł silny ostrzał ze skrzydła prowadzony przez placówkę „Prom”. Podsumowując pierwszy dzień walk, można stwierdzić, że miał on ogromne znaczenie dla załogi Westerplatte i jej dalszego oporu. Niemcy skompromitowali się, gdyż mimo olbrzymiej przewagi, nie udało im się zadać poważniejszych strat obrońcom, nie wspominając już o zajęciu terenu WST. Miało to bardzo duże znaczenie dla morale broniącej się załogi – w artykule nt. 1 września pisze Alicja Rosłon.
Prawdopodobnie z tego powodu wizyta Adolfa Hitlera, który przybył do Gdańska 19 września, nie przebiegała, tak jak powinna.
– Hitler, dając wyraz swojej dezaprobaty dla niemieckich żołnierzy, nie wszedł na pokład pancernika Schleswig-Holstein, choć wszystko było gotowe, żeby on na ten pokład wszedł – powiedział w rozmowie z TVP Info Tomasz Miegoń, dyrektor Muzeum Marynarki Wojennej.
Zmarł jako wiceadmirał
Nieefektowne zwycięstwo nie wpłynęło na rozwój kariery Gustawa z Fiddichow. W kwietniu 1942 roku został on mianowany kontradmirałem Kriegsmarine, zaś w październiku 1943 roku – wiceadmirałem. Był wówczas dowódcą floty w rejonie Niderlandów, zaś od marca 1945 . dowódcą floty Zatoki Niemieckiej Jeszcze wcześniej pełnił rolę
dowódcy 7 grupy okrętów w Operacji „Weserübung”, szefa dowództwa morskiego Calais (29 sierpnia 1940-27 października 1940) i równolegle szefa Flotylli Transportowej C w operacji „Seelöwe” (29 sierpnia-10 grudnia 1940). Po kapitulacji III Rzeszy i zakończeniu II wojny światowej, Gustaw Kleikamp trafił do niewoli. Przebywał w niej od 7 maja 1945 r. do 18 kwietnia 1947 r. Zamieszkał w Mülheim an der Ruhr, mieście powiatowym w rejencji Dusseldorf, na terenie Zagłębia Ruhry. Po latach, w swoich wspomnieniach uwiecznił go prof. Carl Burckhardt, szwajcarski dyplomata, który w latach 1937-1939 pełnił funkcję Wysokiego Komisarza Ligi Narodów w Gdańsku. W swoich powojennych wspomnieniach odnotował on rozmowę, którą w sierpniu 1939 roku odbył z Gustawem Kleikampem.
- Złożyłem również rewizytę na pokładzie pancernika, ale nie tam, lecz na przyjęciu w moim domu, dowódca okrętu, zmieszany na twarzy, uczynił mi nagle niespodziewane wyznanie: „Otrzymałem straszne polecenie, którego nie mam po prostu sumienia wykonać”. Gdyby o tym wyznaniu ktoś się dowiedział, dowódca okrętu za zdradę stanu prawdopodobnie zostałby skazany na karę śmierci przez rozstrzelanie. Ale wczesnym rankiem 1 września wykonał on otrzymany rozkaz i działa pancernika otworzyły ogień na Westerplatte – odnotował dyplomata i późniejszy prezes Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża.
Kleikamp zmarł 13 września 1952 roku, trzynaście lat po rozpoczęciu II wojny światowej. Miał 56 lat.
Grzegorz Racinowski
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze