- Wielki pożar pozostawił zgliszcza z byłego domu Stanisławy Siarkiewicz. Spłonęły niemal wszystkie pamiątki pozostawione po gryfińskiej poetce, malarce, wybitnej postaci, tworzącej polskie Gryfino. Dzieła o nieocenionej wartości dla historii naszej ziemi przepadły – pisaliśmy w pierwszym wydaniu 2016 r. Podczas zbierania materiałów do jubileuszowego artykułu okazało się jednak, że nie tylko historia Stanisławy – wbrew temu, co sugerował nasz tytuł sprzed ośmiu lat – nie poszła z dymem. Po wybitnej gryfiniance zachowało się też całkiem sporo pamiątek
Nie pytała nikogo o przeszłość, ani nie mówiła o swojej. Resentymenty, związane z koniecznością porzucenia rodzinnego majątku w Kałuszu, nie przeszkadzały jej jednak we wracaniu do „dawnych czasów”.
- Żyła dynamicznie rozwijającą się teraźniejszością i choć ciepło wspominała swój czas młodości, nigdy nie wyrażała chęci odwiedzenia Kałusza – mówi Artur Cembik, który jako młody nauczyciel spędził sporo czasu na rozmowach ze Stanisławą Siarkiewicz.
Podobnie zapamiętała ją jedna z „lokatorek”.
- W swoim domu, a zajmowała górną część willi przy ulicy Wojska Polskiego 8, miała pełno pamiątek rodzinnych. Pamiętam zastawę i wiele przedmiotów, które przywiozła po wojnie. W pokoju jej mamy, która również miała na imię Stanisława, na stoliku nocnym znajdowało się zdjęcie męża, mecenasa Stanisława Siarkiewicza – opowiada Danuta Markowska.
Gryfińską nauczycielkę oraz jej mamę miała możliwość poznać bliżej, gdy obie Stanisławy zaprosiły ją pod swój dach.
- Moje panieńskie nazwisko to Siarkiewicz. Mieszkałam z rodzicami w Mieszkowicach. Gdy zaczynałam naukę w gryfińskim liceum, to zaproponowały mi pokój – potwierdza Markowska.
Chociaż, wspominając gryfińską nauczycielkę, mówi: „ciocia Stanisława”, zdaje się, że nie była z nią spokrewniona.
- Moi bliscy pochodzili z Wielkopolski. Nie wiem, czy byli spokrewnieni z Siarkiewiczami z Kałusza. Jeśli tak, to było to odległe pokrewieństwo – przyznaje, opowiadając jak doszło do „połączenia rodzin”.
- Mój tata przyjechał do Gryfina, by załatwić coś w urzędzie. Przedstawił się jako Czesław Siarkiewicz, bo tak właśnie się nazywał. Wywołało to poruszenie. Pani, z którą rozmawiał, zaczęła krzyczeć: „Pan nie jest tym za kogo się podaje! Ja znam Czesława Siarkiewicza!” – przytacza jego córka Danuta.
Czesław był bowiem również brat Stanisławy Siarkiewicz, znany gryfiński lekarz weterynarii, który mieszkał na parterze willi przy Wojska Polskiego.
- Gdy sprawa została wyjaśniona, tata zapoznał się z gryfińskimi Siarkiewiczami, a ja zostałam potraktowana przez obie Stanisławy, jak ich daleka krewna – przytacza nasza rozmówczyni.
Dzięki temu miała możliwość poznać nauczycielkę z prywatnej, niemal nieznanej strony.
Trzecia, ostatnia część wspomnień o Stanisławie Siarkiewicz znajduje się w aktualnym wydaniu Gazety Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze