„Był jedną z niewątpliwie najbardziej awanturniczych i zbrodniczych postaci pierwszego dziesięciolecia istnienia hitleryzmu”, pisał o nim profesor Bogusław Drewniak. Swoją działalność Edmund Heines prowadził m.in. na Pomorzu Zachodnim, gdzie sprawował funkcję dowódcy oddziału Roßbacha w Kreis Greifenhagen. Mija 90 lat od śmierci, którą poniósł w Noc długich noży
Wejścia do hotelowego pokoju nie poprzedziło pukanie.
- Röhm, jesteś aresztowany – miał powiedzieć Adolf Hitler, który wpół do siódmej rano pojawił się w drzwiach w asyście kilku uzbrojonych SS-manów.
Jak opowiadali świadkowie zdarzenia, szef SA nie robił scen. Powiedział: „Heil, mein Führer”, z pełnym zrozumieniem wstał z łóżka, ubrał się w niebieski strój, w hobelowym lobby wypił kawę i wypalił cygaro, po czym pod eskortą opuścił hotel Hanselbauer w Bad Wiessee. Aresztowanie nie musiało być dla niego zaskakujące. Kilka tygodni wcześniej, w kwietniu 1934 r. odbył bowiem rozmowę z Heinrichem Himmlerem i Karlem Wolffem, którą po latach przytoczył ten drugi. Zgodnie z własną relacją błagał Röhma, aby odciął się od swoich złych towarzyszy, których „marnotrawne życie, alkoholowe ekscesy, wandalizm i homoseksualne kliki sprowadzały cały ruch w spór”. Nieco później, bo 4 czerwca, pięciogodzinną rozmowę z Röhmem przeprowadził Hitler. Prawdopodobnie wówczas zapadła decyzja w sprawie szefa SA i jego najbliższej kliki. Na specjalnie przygotowanej liście wrogów znaleźli się m.in. Gregor Strasser, Kurt von Schleicher i Edmund Heines, który we wspomniany poranek 30 czerwca 1934 r. także znajdował się w tym hotelu. Heines, który uchodził za prawą ręką i jednego z najbardziej zaufanych współpracowników szefa SA, został nakryty w sąsiednim pokoju z młodym mężczyzną. Okazał się nim Erich Schiewek, jego 18-letni kierowca.
- Odrażająca scena, która przyprawiła mnie o mdłości – odnotował Joseph Goebbels.
Uczucie obrzydzenia nie przeszkodziło ministrowi propagandy w wielokrotnym odrysowaniu tej sceny, czy to na łamach niemieckich mediów, czy innymi kanałami. Cele był dwa: ukazanie moralnego upadku najwyższych przedstawicieli SA (Röhm był zdeklarowanym homoseksualistą, co nie podobało się wielu wyższym rangą politykom NSDAP oraz dowódcom wojskowym) i zdobycie uzasadnienia dla zabójstwa grupy, jakby nie patrzeć, partyjnych działaczy. W 1934 r. naziści liczyli się wszak jeszcze z opinią publiczną.
Nie wiadomo, czy Heines miał świadomość swojego położenia i zbliżającego się końca, lecz zareagował zgoła odmienny od Röhma. W kategoryczny sposób odmówił współpracy.
- Nie zwracając na mnie uwagi, Hitler wchodzi do pokoju Obergruppenführera SA Heinesa. Słyszę jak krzyczy: „Heines, jeżeli za pięć minut nie będziesz ubrany, zastrzelę cię na miejscu!”. Cofam się o kilka kroków, a oficer policji szepcze do mnie, że Heines był w łóżku z 18-letnim Obertruppführerem. Po pięciu minutach Heine nadal nie zastosował się do rozkazu. W rezultacie Hitler wpadł w furię i kazał esesmanom wyprowadzić Heinesa i chłopca na zewnątrz w celu egzekucji . W końcu Heines wychodzi z pokoju wraz z dreptającym przed nim 18-letnim blondwłosym chłopcem - przytoczył we wspomnieniach Erich Kempka, osobisty szofer Hitlera, dzięki któremu znany jest przebieg zatrzymania.
Heines został zastrzelony jeszcze 30 czerwca, stając się jedną z pierwszych ofiar wydarzenia, które przeszło do historii jako Noc długich noży. Analizując jego życiorys, to musiało się tak skończyć.
SYN „ARYSTOKRATY”
Edmund Heines nie pochodził z Pomorza Zachodniego. Urodził się 21 lipca 1897 roku w Monachium, w bawarskiej rodzinie robotniczej. Niektórzy autorzy, wchodząc w szczegóły podają, że był nieślubnym dzieckiem Helene Marthy Heines i Edmunda von Parisha. To również interesująca postać, potomek rodu, który swego czasu stawiany był na równi z rodzinami Grosvenors i Rotszyld. Wprawdzie Edmund Parish urodził się w mniej znaczącej gałęzi rodziny, jako syn prawnika Edmunda Sr., lecz nie mógł narzekać na biedę. Razem z dwoma swoimi braćmi byli wychowywani na „małych arystokratów”, w czym nie przeszkadzały zarówno kurczące się z czasem fundusze, jak i coraz mniejsze znaczenie rodziny w kręgach arystokratycznych. Ze względu na zawiłości genealogiczne (których zarysowanie, ze względu na inną tematykę tekstu, wydaje się bezcelowe), Edmund Parish Sr. i jego potomkowie nie mieli praw do noszenia tytułu szlacheckiego.
Edmund Jr. doznał dodatkowego ciosu, gdy po śmierci wuja nie odziedziczył rodowego zamku w Senftenbergu. Ten trafił w ręce jego młodszego brata – Oskara (polityk austro-węgierski, członek m.in. Landstagu, Rady Cesarskiej i Izby Panów). Zdaje się, że dokonując tej decyzji, starszyzna rodziny kierowała się charakterem Edmunda Parisha Jr, który dał o sobie znać w kolejnych latach.
- Był barwny, kapryśny i niespokojny, podobnie jak ówczesna Europa Środkowa, w tym wyjątkowym okresie nieokiełznanego przemysłu i kreatywności, przed I wojną światową. Życie Parisha znało zarówno chwalebne wzloty, jak i czarne jak smoła upadki, przenoszące go z błogości uprzywilejowanego wychowania w elitarnym zakątku Cesarstwa Niemieckiego, po upokorzenie przyjęcia do szpitala psychiatrycznego (zapewne z powodu alkoholizmu), od skąpanych w słońcu plaż Riwiery Francuskiej, po zakrwawione okopy błotnistej Flandrii podczas I wojny światowej– pisze jego biograf, Jan Dirk Blom, który zajął się twórczością Parisha ze względu na jego książkę Über die Trugwahrnehmung (wyd. 1894), pionierską publikację naukową dotyczącą halucynacji i iluzji.
WIELOLETNI ROMANS
Edmund Parish II poznał Helene Marthę Heines w rodzinnej posiadłości (zamku Wasserlos), gdzie pracowała jako pokojówka, lub niania. Połączyła ich trudna i długoletnia relacja. Edmund Heines nie był jedynym dzieckiem pochodzącym z tego „związku”. W 1899 r. na świat przyszła ich córka Martha, zaś w 1903 r. Oskar, w późniejszych latach również członek NSDAP. Nie wiadomo jednak, czy Edmund von Parish kiedykolwiek zamieszkał z Helene i jej dziećmi. Od 1890 r. był bowiem mężem Georginy Jung, którą poznał podczas pobytu w zakładzie psychiatrycznym (plotka głosi, że była córką strażnika, lub tamtejszego murarza). Gdy ta dowiedziała się o jego licznych zdradach, w 1900 r. doszło do rozwodu. Kilka lat później natomiast, w 1906 roku poślubił o dwadzieścia lat od siebie młodszą Hermine Viktorię Spitzer. Mieli jedną córkę i prowadzili ekstrawaganckie życie.
- Po pomyślnym złożeniu wniosku o obywatelstwo pruskie, został wcielony do arystokracji i od 1899 r. nadał prawo do noszenia starożytnego herbu rodowego. Tytuł dziedziczny pozwolił mu zmienić nazwisko na „von Parish”. Około 1907 roku odziedziczył po spokrewnionej rodzinie Godeffroyów tyle pieniędzy, że mógł sobie pozwolić na w pełni niezależne życie. Cała trójka wiodła czarujący, koczowniczy tryb życia, podróżując przez wiele lat po Europie i Afryce Północnej, zatrzymując się w najlepszych hotelach w Niemczech, Anglii, Francji, Włoszech, Algierze, Libii i Tunezji. Mieszali się z odrzutowcem i wydali znaczną część rodzinnej fortuny Edmunda na markowe ubrania, magazyny o modzie i książki, które kupowali w ogromnych ilościach. W końcu stały się one podstawą światowej sławy kolekcji, wystawionej dziś w bibliotece kostiumów Von Parish, mieszczącej się w willi Jugendstil w Monachium. Oprócz oddawania się ekstrawaganckiemu, artystycznemu stylowi życia Edmund odegrał również rolę w rozwijającym się niemieckim przemyśle lotniczym – pisze jego biograf, Jan Dirk Blom.
Można domyślać się, że w życiu Edmunda von Parisha brakowało miejsca dla dzieci z nieprawego łoża. Nietrudno dociec też jaki wywarło to wpływ na dzieciństwo oraz ich późniejsze życie i decyzje. Poczucie niesprawiedliwości, także dziejowej, leżało wszak w poglądach wyrażanych przez Edmunda Heinesa.
Tym co łączyło go z ojcem było wojsko. Obaj wzięli udział w I wojnie światowej. Parish walczył we Flandrii. Również na front zachodni wysłano Heinesa, który zaciągnął się do armii zaraz po ukończeniu gimnazjum i w 1915 r. został operatorem artylerii polowej. Podczas jednej z bitew doznał urazy głowy oraz otrzymał Krzyż Żelazny 1. i 2. klasy. Do cywila został zwolniony w 1918 roku w randze porucznika. Wcześniej w domu znalazł się jego ojciec, lecz ze zgoła odmiennych powodów. Jako porucznik, z Krzyżem Żelaznym 2. klasy przy piersi, został odesłany ze względu na chorobę nerek i serca, które 3 czerwca 1916 r. doprowadziły do jego zgonu. Edmund von Parish zmarł w swoim monachijskim domu, w wieku 54 lat.
U ROSSBACHA
Mimo, że Edmund Heines miał więcej szczęścia niż ojciec, czuł ogromne rozgoryczenie. Był gotowy walczyć, lecz decyzje na górze nie tylko tego zabraniały, ale jednocześnie nadawały mu status przegranego. Tymczasem Heines był przedstawicielem pokolenia Niemców, którzy uznawali, że ich kraj nie poniósł rzeczywistej porażki na frontach, przez co dalsze kontrybucje wojenne uznawał za haniebne. Podobnie jak miliony mu podobnych, czekał na moment, kiedy będzie mógł zrewanżować się za wszystkie doznane upokorzenia.
W 1918 r. opuścił wprawdzie armię, lecz zakończenie wojny nie okazało się jednak końcem jego wojaczki. Sytuacja w Europie prezentowała się niepewnie. Na gruzach wielkich mocarstw powstawały nowe państwa narodowe, zaś cesarstwa przeżywały swoje wewnętrzne problemy. Burzliwie było również w Niemczech. Już w maju 1919 r. Edmund Heines, jako członek ochotniczego korpusu „Oberland”, bronił swoich rodzimych stron, walcząc z lewicowymi socjalistami. Na fali rewolucji listopadowej, w kwietniu 1919 r. powołana do życia została Bawarska Republika Rad. Do walki z władzami socjalistycznej samozwańczej republiki prezydent Niemiec (socjaldemokrata Friedrich Ebert) zorganizował liczący 30 000 żołnierzy Freikorps, pod dowództwem generała Burgharda von Oven. Jego celem było odzyskanie Monachium. Wojsko wkroczyło do miasta 1 maja i w ciągu kilku dni dokonało krwawej likwidacji rewolucyjnych władz. Edmund Heines poznał wówczas Ernsta Röhma, swojego późniejszego współpracownika w Sturmabteilung (SA). Z kolei, gdy w październiku 1919 r. przeszedł do „Reichswehr-Jägerbataillon nr 37”, zetknął się z Oberleutnantem Gerhardem Roßbachem. Znajomość ta również okazała się niezwykle istotna dla Hinesa.
Roßbach przyszedł na świat w 1893 r. w Kehberg, czyli dzisiejszym Krzywinie w gminie Widuchowa. Pochodził z rodziny ziemiańskiej, podczas I wojny światowej walczył w Prusach Wschodnich i na froncie rosyjskim, a w 1915 r. został przeniesiony na front zachodni.
Po wojnie, 27 listopada 1918 r. założył oddział Sturmabteilung Roßbach, którego celem była obrona zagrożonych granic Prus Zachodnich. Należy pamiętać, że m.in. z terenów dawnego Cesarstwa Niemieckiego utworzone zostało państwo polskie, którego granice, kosztem nowoutworzonej Republiki Weimarskiej, kształtowały się jeszcze do 1921 r. Heines walczył pod Roßbachem przeciwko Polakom w rejonie Chełmna i Grudziądza, skąd batalion przeniósł się do Kurlandii, by wesprzeć wojska wycofujące się z terenów nadbałtyckich.
Chociaż oddział Roßbacha został rozwiązany przez władze pruskie w styczniu1920 r., formalnie wciąż funkcjonował. Paradoksalnie, sprzyjały temu rewolucyjne nastroje w kraju, które przecież zwalczali.
- Roßbach ulokował swoich
towarzyszy broni na majątkach w Meklemburgii. Miejscowi obszarnicy bardzo chętnie przyjmowali do siebie żołnierzy Roßbacha, pragnąć wykorzystać ich w celu tłumienia ruchów rewolucyjnych wśród miejscowej ludności. I rzeczywiście, w marcu 1920 r., w czasie puczu Kappa-Lüttwitza, korpus krwawo rozprawił się z rewolucjonistami Meklemburgii. Zaledwie w miesiąc później żołnierze Roßbacha, a wśród nich i Heines, brutalnie rozgromili powstanie robotników w Zagłębiu Ruhry – pisał Bogusław Drewniak w Początkach ruchu hitlerowskiego na Pomorzu Zachodnim.
Nie przeszkodziło to ministerstwu Reichswery w ponownym rozwiązaniu grupy. Z tym, że znów stało się to wyłącznie w teorii.
MORD W ROŻNOWIE
Roßbach zaprzyjaźnił się z Heinesem na tyle, że zaprosił go w swoje rodzinne strony, czyniąc dowódcą oddziału na terenie powiatu gryfińskiego. Mimo, że po przegranej wojnie państwa alianckie nakazały rozbrojenie Niemiec, w praktyce część odebranej niemieckim żołnierzom broni, wracała do nich już po kilku dniach.
- Oficerowie i podoficerowie Roßbacha otrzymali posady urzędników na majątkach, żołnierze pracowali jako robotnicy rolni. Junkierstwo Pomorza Zachodniego przyjęło „rossbachowców” bardzo chętnie. Nie tylko ze względu na rozległe stosunki towarzyskie Oberleutnanta Roßbacha w tych sferach. Wsią zachodniopomorską wstrząsały w tym czasie liczne ruchy rewolucyjne i strajki. Uzbrojeni po zęby „rossbachowcy” stanowili w tej sytuacji gwardię przyboczną junkierstwa, gotową w każdej chwili do rozprawienia się ze strajkującymi robotnikami. Mieli oni jednak jeszcze i inne poważne zadanie do spełnienie. Otóż w największej tajemnicy przed aliantami Reichswehrministerium przekazało niektórym właścicielom ziemskim na przechowanie duże składy broni i amunicji. Na jednym z majątków w Rożnowie koło Gryfina, obok innych rodzajów broni ukryto około 50 karabinów maszynowych. Podobnie jak w wielu innych majątkach – ustalił profesor Drewniak.
Nazwa „Rożnowo” (wówczas Rosenfelde) pada nieprzypadkowo. Latem 1920 roku, Edmund Heines wraz z kilkoma podwładnymi, zastrzelili w okolicznym lesie Willego Schmidta. 22-latek był robotnikiem, który dowiedział się o istnieniu nielegalnego składu broni i postanowił opowiedzieć o tym fakcie odpowiednim władzom.
Przebieg morderstwa został opisany w akcie oskarżenia. Według ustaleń śledczych, po „przesłuchaniu”: „Heines zbliżył się do Schmidta i strzelił mu z pistoletu w twarz. Schmidt upadł na ziemię rzężąc i wydając niezrozumiałe odgłosy. Heines nachylił się nad nim, a wtedy Schmidt zaczął wymachiwać rękoma i nogami, jakby się broniąc. Wtedy Heines strzelił mu w twarz po raz drugi. Ale i po tym strzale Schmidt wymachiwał rękoma i dalej rzęził”. Wówczas doskoczył do niego drugi z oprawców, nazwiskiem Ottow, oddając dwa dalsze strzały w twarz bezbronnego 22-latka. „Mimo to Schmidt miał jeszcze tyle sił, że przewrócił się na brzuch, a następnie uniósł swe ciało i uklęknął. W dalszym ciągu jęczał i rzęził i odnosiło się wrażenie, że chce wypowiedzieć słowo: „pomocy”. Głos uwiązł mu jednak w gardle. Wtedy Ottow chwycił gumowy pejcz, wzmocniony żelaznym rdzeniem i uderzył Schmidta w czaszkę około 10 razy. Już po pierwszy m uderzeniu Schmidt się przewrócił, ale nie przestał bronić się rękoma przed dalszymi uderzeniami. Ottow przewrócił Schmidta tak, aby ten leżał na brzuchu. Następnie stanął na plecach Schmidta, próbując ciężarem własnego ciała zgnieść mu klatkę piersiową. Na polecenie Ottowa również Fräbel (inny z uczestników mordu) stanął nogami na karku Schmidta. Po kilku sekundach rzężenie ustało, a ciało Schmidta zupełnie znieruchomiało”.
PUCH MONACHIJSKI
Sprawiedliwość nie od razu dosięgła Heinesa. Minęło bowiem kilka lat zanim stanął przed sądem, by odpowiedzieć za dokonaną zbrodnię. Po tym jak „rossbachowcy” starannie zakopali ciało 22-letniego robotnika w rożnowskim lesie, wykorzystali wspomnianą broń do walki przeciwko Polakom w III powstaniu śląskim. Heines objął wówczas funkcję Kreisleitera w Głogowie, skąd pod koniec 1921 r. udał się do rodzinnej Bawarii, gdzie jego losy przecięły się z inną ważną postacią nazizmu – Adolfem Hitlerem. Heines (jako dowódca oddziału), pod dowództwem późniejszego Führera i generała Ericha Ludendorffa, w 1923 r. wziął udział w puczu monachijskim. Nieudana próba przeprowadzenia zamachu stanu doprowadziła do aresztowania puczystów i postawienia im zarzutów. Edmund Heines zasiadł na ławie oskarżonych w znamienitym towarzystwie, bo nie tylko obok Hitlera, ale też Ernsta Röhma, Wilhelma Fricka, Gregora Strassera i Roberta Wagnera. Z Hitlerem odsiadywał zresztą wyrok w tym samym więzieniu. Zamknięcie Heinesa nie trwało jednak długo, bo zaledwie kilka miesięcy, po których wrócił do dotychczasowej działalności. Po wyjściu na wolność przejął rolę, którą sprawował dotąd Gerhard Roßbach. Nazista z Krzywina również budował swoje znaczenie przy boku Hitlera (Führer polecił mu m.in. budowanie struktur NSDAP w Berlinie), biorąc udział w przygotowaniach do puczu, lecz następnie przekreślił swoje szanse na świetnie zapowiadającą się karierę w nazistowskiej Rzeszy. W odróżnieniu od kompanów, nie został bowiem uwięziony, gdyż po klęsce przewrotu zbiegł do Austrii. Do Niemiec wrócił dopiero wiele lat później, nigdy nie uzyskując pozycji, którą posiadał w latach 1919-23. Od 1934 r. Gerhard Roßbach miał pracować jako agent ubezpieczeniowy, obserwując jak jego dawni podopieczni (m.in. generał SS Martin Bormann, prezydent berlińskiej policji Wolf-Heinrich von Helldorf, dowódca Ordnungspolizei Kurt Deluege, czy komendant obozu Auschwitz-Birkenau Rudolf Hoess) pną się po szczeblach władzy.
Heines, po wyjściu na wolność, również notował pasmo „partyjnych sukcesów”. W 1926 r. jego oddział został wcielony do SA. Był widoczny. Organizował w Bawarii „ruch młodzieżowy”, a także urządzał awantury i pogromy, za które kilkukrotnie lądował przed monachijską policją. Jego charakter dawał się we znaki również współpracownikom. Gdy popadł w konflikt z kierownictwem NSDAP, pod koniec maja 1927 r., Adolf Hitler wykluczył go z partii i struktur SA. Jak w książce Die Münchner NSDAP 1925-1933 pisze Mathias Rösch, nie poszło o ideologie, tylko względy ambicjonalne. Heines został bowiem jednym z przywódców rebelii przeciwko polityce prowadzenia NSDAP i niedostatecznym funduszom na finansowanie monachijskiego SA. Dla Heinesa rozpoczął się gorszy okres. Kilka miesięcy później policja ze Stettina wpadła na trop morderstwa z 1920 r, stawiając go przed wymiarem sprawiedliwości. Wielomiesięczny proces (Heinesa bronił znany szczeciński prawnik: dr Rudiger Graf von der Goltz, członek NSDAP) zakończył się wyrokiem skazującym. Za morderstwo 22-letniego robotnika Heines otrzymał piętnastu lat więzienia, lecz na skutek rewizji, ostatecznie wyrok został zmniejszony do pięciu lat.
„WYBRANIEC NARODU”
Myli się ten, kto sądzi, że w opisywanym momencie zakończyła się „brunatna kariera” (anty)bohatera niniejszego tekstu. Tak samo, jak w błędzie są wszyscy ci, którzy założyli, że Heines faktycznie odsiedział cały wyrok. Morderca z Rożnowa został wypuszczony już w lipcu 1929 r. Sytuacja uczyniła go bohaterem. Jak wynika z pisma policji, faszyści ze Stettina urządzili w dzień urodzin (21 lipca) wypuszczonego na wolność Heinesa wielką manifestację, na którą przyjechać miał sam Hermann Göring (późniejszy dowódca niemieckiego lotnictwa).
Heines miał sporo wyznawców, co pokazała już sytuacja z 1927 r. Gdy został wyrzucony z SA, założył niezależne struktury.
- Werbował do nich z sukcesem monachijskich funkcjonariuszy SA. Do nowych oddziałów Heinesa przeszło około 1/3 z trzystu członków organizacji – wyliczył Mathias Rösch, dodając, że w 1929 r. Heines został nie tylko zrehabilitowany i przywrócony do NSDAP, ale w sierpniu (czyli miesiąc po wyjściu na wolność), został też dowódcą
SA-Standarte w Monachiu!
Decyzja o tym nie dziwi, jeśli spojrzymy na poparcie społeczne, które wówczas posiadał. W 1930 r. mieszkańcy Bawarii wybrali go swoim przedstawicielem do Reichstagu. W niemieckim parlamencie szybko poznali charakter działacza SA. Jako poseł Heines w dalszym ciągu wywoływał awantury, a nawet burdy i bijatyki. Podczas publicznych spotkań afiszował się swoim wyrokiem za morderstwo w Rożnowie, tytułując się jako „Fememörder Heines”, co oznacza „morderca kapturowy Heines”.
Jego działalność odczuwano nie tylko w Monachium, Berlinie i Szczecinie (gdy ku euforii miejscowych faszystów przyjechał do miasta w grudniu 1930 r., socjaldemokratyczna gazeta Volksbote napisała w tekście o wymownym tytule Hańba Szczecina: „Na ich czele stoi skazany przez prawo za morderstwo ekspedient, morderca kapturowy i poseł do parlamentu Rzeszy Edmund Heines, który dla hańby Szczecina ośmielił się przemawiać na dwóch spotkaniach”), ale też na terenie Śląska, gdzie Heines również odcisnął swoje piętno. Decyzją Ernsta Röhma, od 1930 r. stał się członkiem najwyższych władz SA, od 1931 r. dowódcą organizacji na Śląsku, zaś od 1933 r. prezydentem policji w Breslau, czyli dzisiejszym Wrocławiu.
PAN NA ŚLĄSKU
Jak pisał prof. Drewniak, Heines bardzo szybko stał się znany w nowym miejscu działania.
- SA organizowała bowiem liczne pogromy, znęcając się bestialsko nad przeciwnikami hitleryzmu. W lecie 1932 r. sąd niemiecki w Bytomiu skazał na śmierć pięciu nazistów, którzy w miejscowości Potempa na Górnym Śląsku bestialsko zamordowali na oczach matki robotnika-komunistę Pietrzucha. Na sali sądowej Heines ze swoją bandą urządzili ordynarny tumult, protestując przeciwko „niesprawiedliwemu” wyrokowi. Skazani na śmierć, już po kilku miesiącach opuścili więzienie w aureoli bohaterów ruchu narodowosocjalistycznego – odnotował historyk, tytułując Heinesa „panem całego Śląska”.
O tym, że w powyższym określeniu nie ma krzty przesady, świadczy decyzja, którą Heines podjął wiosną 1933 r. Wykorzystując swoją pozycję i władzę, zorganizował wówczas we Wrocławiu KZ Dürrgoy, jeden z pierwszych koncentracyjnych obozów na terenie III Rzeszy.
- Obóz koncentracyjny na Tarnogaju był pierwszym na Dolnym Śląsku obozem dla przeciwników władzy Hitlera. Założono go wiosną 1933 r. przy ówczesnej ul. Strzelińskiej [obecnie Bardzkiej] w pobliżu zlikwidowanych zakładów chemicznych „Silesia”.
Pomysłodawcą utworzenia obozu był dowódca SA na Śląsku i szef policji wrocławskiej Edmund Heines. Obóz składał się z
kilku baraków blaszanych, mieszczących 200-250 osób, otoczonych drutem kolczastym i zasiekami. Strażnikami byli
członkowie SA dopuszczający się wobec więźniów różnych okrucieństw. Obóz został rozwiązany w sierpniu 1933 r., kiedy informacje o traktowaniu więźniów doszły do opinii międzynarodowej. Ponad 300 przetrzymywanych wywieziono do innych obozów koncentracyjnych – czytamy w historii miejsca, w którym wbrew woli i bez wyroku przetrzymywano m.in. Karla Mache (burmistrz Breslau), Hermanna Luedemanna (nadprezydent Dolnego Śląska), Fritza Voigta (były prezydent policji w Breslau), czy Paula Löbe, który był „specjalną zdobyczą” . Po byłego przewodniczącego Reichstagu (pełnił tę funkcję w latach 1920-32), znanego socjaldemokratę, Heines udał się osobiście, „odbijając” go z więzienia przy Alexanderplatz w Berlinie, gdzie polityk SPD przebywał od uzyskania władzy przez Hitlera. Heinesowi zależało na osadzeniu Löbego w swoim „dzikim” obozie koncentracyjnym, ze względu na słowa, które wielokrotnie wypowiadał wieloletni prezydent niemieckiego parlamentu. A mówił, że za każdym razem musiał rumienić się ze wstydu, gdy podczas obrad Reichstagu przyszło mu traktować Edmunda Heinesa jako przedstawiciela wybranego przez niemiecki naród.
CZŁOWIEK ZEMSTY
Powyższa sytuacja pokazuje, że Heines traktował KZ Dürrgoy, jako prywatne miejsce zemsty.
Charakteryzował się okrucieństwem i sadyzmem, wykorzystując fakt, że jako szefowi policji podlegały mu nie tylko oddziały SA, ale też SS. Jego ofiarami byli nie tylko przeciwnicy polityczni, ale również zdrajcy we własnych szeregach. To nawyk, który pozostał mu jeszcze z czasów działalności pod Roßbachem, w którego oddziałach regularnie dochodziło do samosądów. Odwety te były legitymowane przez instrukcje, stworzone specjalnie na tę okoliczność przez samego Roßbacha.
Można jedynie domyślać się, jak długa byłaby lista zbrodni Heinesa, gdyby dotrwał na wysokich stanowiskach do końcówki lat 30. XX w. i rozpoczęcia II wojny światowej. Jego działalność była jednak powszechnie znana, nie tylko w granicach III Rzeszy.
- Miał, jeśli chodzi o okrucieństwa, najbardziej złą i niezwykłą reputację w całych Niemczech – pisał brytyjski polityk Robert Bernays, którego w czerwcu 1933 r. szef wrocławskiej policji oprowadzał po „swoim obozie”.
- Heines wydawał się czarującym facetem: młody, około trzydziestu pięciu lat, jasne włosy, niebieskie oczy, uśmiechnięty, chłopięcy… Był tak piękną postacią mężczyzny, że przypominał mi angielskiego oficera sztabowego lub kapitana piętnastki rugby. Był cudownie pewny siebie, tak naiwnie uradowany swoim nowym poczuciem władzy... – wspominał Bernays, kórego szczególnie uderzyły słowa, że Europie grozi bardzo straszne komunistyczne niebezpieczeństwo oraz, że jego uzasadnienie dla ataku na Żydów („Za tym wszystkim stoją żydowskie pieniądze”).
Choć więc Heines wyrażał poglądy podobne do całej nazistowskiej wieruszki, czynił to nazbyt ostentacyjnie. SA uchodziło za zdemoralizowaną formację, złożoną z rozsmakowanych we władzy dewiantach. Jednocześnie posiadali spore zaplecze oraz poparcie społeczne, co czyniło z nich niezwykle potężną formację, która mogła zagrozić wewnątrzpartyjnemu ładowi. Noc długich noży nie była niczym innym, niż czystką w NSDAP, dokonaną z powodu zamachu stanu, planowanego rzekomo przez Röhma i jego współpracowników.
W ostatnich miesiącach życia Heines zdążył jeszcze zostać członkiem Preussische Staatstrat (pruska rada państwa) oraz dokonać czystki (na prośbę Göringa) w szczecińskim oddziale Stahlhelmu. Został wówczas pełnomocnikiem do spraw reorganizacji tej organizacji na Pomorzu Zachodnim, co wykorzystał do jeszcze jednego aktu zemsty za „przeszłość”.
- Przy okazji, wykorzystując fakt, iż podlegała mu na okres przejściowy cała policja, nie zapomniał również o dwóch funkcjonariuszach z prezydium policji w Stettinie, którzy kilka lat wcześniej prowadzili dochodzenie w sprawie morderstwa w Rożnowie – pisał B. Drewniak.
Zdaje się, że gdyby nie 30 czerwca 1934 r., prędzej, czy później Hinesa czekałby ten sam los. I to raczej prędzej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze