Reklama

"Żelazny sekretarz". Tropami Kazimierza Milewskiego

Wiele osób, które wyjechały z Gryfina, opowiada o nim z estymą i rozrzewnieniem. Przekonaliśmy się o tym goszcząc w redakcji „gryfinianina z Odolanowa”. Tadeusz Milewski odwiedził miejsce, w którym spędził dzieciństwo pierwszy raz od 38 lat! Przez trzy dni podążał nie tylko własnymi śladami. Jednocześnie poszukiwał symboli Gryfina, w którym żył i działał jego ojciec, na przełomie lat 50. i 60. jedna z najbardziej znanych osób w regionie. To również opowieść o nim oraz o wielopokoleniowej miłości do miasta, które dzisiaj możemy oglądać wyłącznie na starych fotografiach

Poznaliśmy się w nietypowy sposób. Analizując materiały do książki o gryfińskiej piłce nożnej, natknąłem się na wspomnienie o Kazimierzu Milewskim, „żelaznym sekretarzu Polonii”. Przełom lat 50. i 60. nie jest najlepiej udokumentowanym źródłowo okresem w historii lokalnego sportu. Dlatego też, przeglądając kolejne dokumenty nie dowiedziałem się więcej o niegdysiejszym działaczu. Sam fakt nazwania go „żelaznym” wpływał jednak na wyobraźnię. Nie każda osoba doczekała się takiego wyróżnienia. Chwytliwy pseudonim to rzecz zarezerwowana raczej dla ludzi zasłużonych na pewnym gruncie. Jak jednak ustalić genezę, skoro

większość gryfinian, zajmujących się piłką nożną w tym okresie, nie ma już wśród nas? Sam Milewski opuścił Gryfino całe wieki temu, bo w marcu 1962 roku, osiedlając się w rodzinnym Odolanowie. Tylko tyle wiedziałem siadając do laptopa i szukając następnych tropów w internecie. Nie licząc, że trafię na samego pana Kazimierza (musiałby mieć około stu lat, co znacząco minimalizowało szansę, że regularnie korzysta z mediów społecznościowych), rozpocząłem poszukiwania jego rodziny. Po wpisaniu odpowiedniej frazy, wśród wyników znalazła się Auto Myjnia Tomasza Milewskiego. Wujek Google nie zawiódł. Już pierwszy trop okazał się trafny.

Reklama

- To mój dziadek, co prawda nie żyje, ale może pan porozmawiać z moim tatą – powiedział głos w słuchawce, przekazując ją w ręce (prawie) docelowego rozmówcy.

- To niesłychane, że pan do nas zadzwonił i to akurat teraz, bo kilka dni temu zaplanowałem podróż do Gryfina! - usłyszałem, zanim sam zdołałem wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk.

- Nazywam się Tadeusz Milewski i urodziłem się w 1955 roku w Gryfinie. Jestem rodowitym gryfinianinem, mój chrzest miał miejsce w gryfińskim kościele, biegałem po gryfińskich ulicach. Jestem już na emeryturze i coraz częściej myślę o przeszłości, o historii swojej rodziny. Stęskniłem się za rodzinnym miastem i muszę je odwiedzić – kontynuował głos w słuchawce, zdradzający, że misja odkopywania „żelaznego sekretarza” z odmętów gryfińskiej historii będzie bardzo emocjonalnym doświadczeniem.

Reklama

 

Cały reportaż znajduje się w aktualnym wydaniu Gazety Gryfińskiej.

 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama