25 kwietnia przypadła 50 rocznica śmierci ks. Jana Palicy. Potraktowaliśmy tę datę jako pretekst do zastanowienia się, dlaczego pierwszy gryfiński duszpasterz opuścił nasze miasto. Pomogły nie tylko dokumenty, do których dotarliśmy, ale też ludzie, którzy znali „księdza z Kałusza”. Rozmawialiśmy m.in. z jego siostrzeńcem i siostrzenicą
W naszym mieście znana jest przede wszystkim opowieść o „Palicy gryfińskim”. Tymczasem, w momencie przyjazdu do Gryfina, był pięćdziesięcioletnim mężczyzną. Przyszedł na świat 2 stycznia 1895 roku w Kozłowie, w powiecie złoczowskim, w województwie tarnopolskim. Był synem Dominika Palicy i Marii z domu Żulińskiej-Jana.
- Wychował się w bardzo dużej rodzinie. Miał aż dziesięcioro rodzeństwa – opowiada Stanisław Zator, siostrzeniec Palicy.
Przyszły ksiądz był drugim najstarszym dzieckiem, synem „przekazanym Bogu”. W domu Paliców wiara i oddanie dla bliźniego była podstawową dewizą i życiowym drogowskazem.
- Moi dziadkowie, czyli rodzice ks. Jana, byli rolnikami. Z opowieści wiem, że dziadek Dominik szył kożuchy. Niestety nie dane mi było go poznać. Kozłowo znajdowało się pod zaborem austriackim. Gdy wybuchła I wojna światowa, dziadka wcielono do wojska. Zginał gdzieś na Bałkanach, nie wiemy nawet, w którym dokładnie miejscu znajduje się jego grób. Informacje o śmierci rodzinie przekazali żołnierze – opowiada nasz rozmówca.
Ks. Palica znajdował się wówczas w Seminarium Duchowym we Lwowie. Święcenia kapłańskie przyjął 29 maja 1919 r. z rąk ks. abp. Józefa Bilczewskiego. Wówczas arcybiskupie lwowskim, dziś świętym kościoła katolickiego. Wkrótce po tym 24-letni Palica rozpoczął posługę.
Więcej w aktualnej Gazecie Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze