- Odkąd pamiętam, lubiłem aktywnie spędzać czas. Zawsze potrafiłem znaleźć sobie zajęcie, w moim życiu nie było miejsca na siedzenie na kanapie i oglądanie telewizji. Moim największym hobby była jazda na rowerze. 13 lipca 2026 roku wszystko się zmieniło - mówi 49-letni Wojciech Jurek. Poniżej opis jego zbiórki
Rozpocząłem wtedy urlop, byliśmy na wyjeździe w okolicach Wałbrzycha. Z samego rana udałem się na przejażdżkę rowerową. Zjeżdżałem z górki po świeżo położonym asfalcie. Koła mojego roweru napotkały drobne kamyczki. Zacząłem hamować, ale wiedziałem, że już nie zdążę.
Aby zminimalizować ryzyko obrażeń, położyłem się na bok. Rower zatrzymał się na rowie, a ja przeleciałem przez kierownicę. Nie czułem nóg, nie mogłem się ruszyć. Mój telefon był przy rowerze, parę metrów dalej od miejsca, w którym leżałem. Ból był potworny.
Miałem przy sobie kask i kilka innych rzeczy. Zacząłem je wyrzucać na asfalt, żeby ktoś mnie zauważył. Trzymałem niezłamaną rękę w górze i wołałem o pomoc. W końcu ktoś do mnie podszedł i podał mi telefon. Zadzwoniłem po karetkę.
Trafiłem do szpitala. Mój kręgosłup był złamany w odcinku TH12, a rdzeń kręgowy uszkodzony. Złamałem również kilka żeber i miałem pęknięty obojczyk. Jeszcze tego samego dnia przeszedłem operację.
W drugim tygodniu po wypadku czułem, jak coraz ciężej mi się oddycha. Okazało się, że to zatorowość płucna. Zostałem przetransportowany do innego szpitala, gdzie założono mi dren w płucach. Niedługo potem poczułem się lepiej, oddech stał się łatwiejszy i mogłem wypowiadać już dłuższe zdania.
Dziś mam 8 śrub w kręgosłupie i niedowład nóg. Na szczęście pojawia się minimalne czucie w nogach, moje mięśnie drgają podczas napinania i lekarze mówią, że to dobry znak. Nikt jednak nie daje mi nadziei na to, że wrócę do pełnej sprawności. Jedyne, co słyszę, to że potrzebna jest rehabilitacja – już teraz, regularna i intensywna.
Wiem, że ten wypadek odciśnie piętno na całym moim dotychczasowym życiu. Ale wiem też, że będę walczył o sprawność i się nie poddam. Mam wsparcie w żonie i najbliższej rodzinie – to oni dodają mi sił w tym trudnym czasie.
Jedyną szansą na odzyskanie sprawności jest rehabilitacja, która prawdopodobnie będzie potrzebna przez bardzo długi czas. Choć mam w sobie siłę i motywację, przerażają mnie koszty. Cena za moją sprawność jest ogromna, a moje możliwości finansowe są bardzo ograniczone.
Dlatego zwracam się z ogromną prośbą o pomoc. Twój drobny gest, dobre słowo czy udostępnienie zbiórki to dla mnie nadzieja na powrót do zdrowia i odzyskanie choć namiastki dawnego życia. Proszę, pomóż mi!
Wojciech - wspomóc zbiórkę można TUTAJ
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze