Reklama

Hiszpańska klątwa przełamana!

Dziesięć przegranych finałów, kolejne pokolenia zawodników i historia, która przez lata nie chciała doczekać się innego zakończenia. W niedzielę Nikolas Sanchez Izquierdo wreszcie je napisał. Hiszpan pokonał Thiago Monteiro 4:6, 6:3, 6:4 i został pierwszym reprezentantem swojego kraju, który zdobył singlowy tytuł szczecińskiego Challengera.

„Hiszpańska klątwa” należała do najbardziej niezwykłych opowieści szczecińskiego turnieju. Przez korty przy alei Wojska Polskiego przewijali się przecież zawodnicy pokroju Juana Carlosa Ferrero, Sergiego Bruguery czy Alexa Corretji. Ich dorobek budził podziw, lecz żaden nie zdołał dopisać Szczecina do listy swoich triumfów.

Jeszcze wymowniejsza była historia finałów. Alberto Martín przegrywał w nich w 2000 i 2005 roku, David Sanchez w 2002 i 2004. Bez tytułu odjeżdżali także Albert Portas, Albert Montanes, Inigo Cervantes, Pere Riba, Alejandro Davidovich Fokina oraz (przed rokiem) Pablo Llamas Ruiz. Łącznie ośmiu Hiszpanów poniosło w decydujących spotkaniach dziesięć porażek. Sanchez Izquierdo był dziewiątym finalistą z tego kraju, a jego występ oznaczał jedenastą próbę zdobycia trofeum.

Reklama

Zaledwie dwa z wcześniejszych finałów miały trzysetowy przebieg. Martín w 2005 roku wygrał pierwszą partię z Agustinem Callerim, ale przegrał dwie następne. W 2018 roku Davidovich Fokina doprowadził do trzeciego seta przeciwko Guidowi Andreozziemu, jednak również nie zdołał zwyciężyć. Pozostali Hiszpanie przegrywali bez ugrania seta.

W niedzielę po raz pierwszy to reprezentant Hiszpanii znalazł sposób, by rozstrzygnąć finał na swoją korzyść.

Zanim jednak rozpoczęła się walka o tytuł, uwagę organizatorów i kibiców przyciągało szczecińskie niebo. Prognozy zapowiadały opady, a deszcz nasilający się tuż przed południem stawiał pod znakiem zapytania terminowy początek spotkania. Ostatecznie po kilku minutach oczekiwania sędzia zarządził rozpoczęcie gry.

Reklama

Pierwsze wymiany były ostrożne. Obaj zawodnicy potrzebowali chwili, by oswoić się z wilgotną nawierzchnią i wyczuć zachowanie piłki. Szybciej odnalazł się Monteiro. Brazylijczyk w trzecim gemie przełamał przeciwnika i od tej chwili to Hiszpan musiał odrabiać straty.

Monteiro umiejętnie korzystał z tempa nadawanego piłce przez rywala, odpowiadając mocnymi uderzeniami i utrudniając Sanchezowi Izquierdo przejęcie inicjatywy. Hiszpan potrafił jednak zachwycić publiczność i najbardziej widowiskową akcję pierwszej partii wygrał dopiero po trzech kolejnych smeczach.

Reklama

Efektowny punkt nie wystarczył, by odmienić losy seta. W końcówce Sanchez Izquierdo popełnił więcej błędów, a Monteiro zwyciężył 6:4. Brazylijczyka od tytułu dzieliła już tylko jedna wygrana partia. Po krótkiej przerwie Hiszpan wrócił do gry skuteczniejszy. Z większą regularnością budował wymiany, a gdy pojawiła się okazja przy podaniu Monteiro, wykorzystał ją i uzyskał przewagę.

Tym razem nie pozwolił jej sobie odebrać. Wygrał drugiego seta 6:3 i sprawił, że losy najważniejszego meczu tygodnia znów pozostawały otwarte.

Reklama

- Spróbowałem przycisnąć trochę mocniej i zagrać bardziej ofensywnie. Warunki były bardzo wolne, więc starałem się narzucić większą presję i to przyniosło efekt. Zacząłem też lepiej serwować, dzięki czemu w tej dramatycznej końcówce przechyliłem szalę na swoją stronę – powiedział po meczu Sanchez Izquierdo. 

Decydująca partia przerodziła się w niezwykle pasjonujące widowisko, pełne zwrotów akcji i emocji, które z każdą minutą udzielały się trybunom. Szczecińska publiczność wyraźnie stanęła po stronie Sancheza Izquierdo – jego udane zagrania nagradzała burzą oklasków, a w trudniejszych chwilach dodawała mu otuchy głośnym dopingiem. Żaden z finalistów nie zamierzał jednak ustąpić. O wszystkim musiał rozstrzygnąć tie-break, który stał się godnym zwieńczeniem tego finału.

Reklama

Z tej ostatniej próby nerwów zwycięsko wyszedł Hiszpan. Sanchez Izquierdo wygrał trzecią partię 7:6(6), a całe spotkanie 4:6, 6:3, 7:6(6). Przy gorącym aplauzie szczecińskich trybun dokonał tego, na co jego rodacy czekali przez dekady, został pierwszym hiszpańskim mistrzem singla w historii szczecińskiego Challengera.

Sanchez Izquierdo przyjechał do Szczecina po raz czwarty. Wcześniej nie zdołał tu wygrać spotkania, tym razem zakończył tydzień z pięcioma zwycięstwami i najważniejszą nagrodą. Jego tegoroczna droga do finału prowadziła przez mecze z Dalim Blanchem, Danielem Elahim Galanem, Zdenkiem Kolarem i Luką Mikrutem. Żaden z tych rywali nie odebrał mu seta.

Reklama

Dla 27-letniego zawodnika pochodzącego z Barcelony to kolejne ważne wydarzenie w przełomowym sezonie. W maju w Ostrawie zdobył swój pierwszy tytuł ATP Challenger, pokonując w finale Kolara. Kilka miesięcy później dołożył do niego triumf w Szczecinie…zwycięstwo o szczególnym znaczeniu także dla historii turnieju.

Monteiro również miał za sobą znakomity tydzień. Były 61. tenisista świata wyeliminował Stefano Travaglię, Vitaliya Sachko i Diego Dedurę, a w półfinale pokonał po trzech setach Marco Trungellitiego. W finale długo pozostawał bliżej trofeum, lecz tym razem musiał ustąpić przeciwnikowi, który po stracie pierwszej partii znalazł sposób na skuteczną odpowiedź.

Reklama

- Wśród finałów, które rozegrałem to na pewno był mój najbardziej szalony mecz w karierze. Dobrze jest tu być pierwszym Hiszpanem w historii, który zwyciężył w turnieju. To świetne wydarzenie i turniej na bardzo wysokim poziomie. Jestem naprawdę dumny z pracy, jaką wykonujemy z moim zespołem – powiedział Hiszpan na konferencji prasowej. 

Przez lata „hiszpańska klątwa” wracała w rozmowach kibiców przy każdej kolejnej szansie na przełom. Od tej niedzieli będzie już wspomnieniem. Nikolas Sanchez Izquierdo przyjechał do Szczecina, by wreszcie wygrać tu mecz, a wyjeżdża jako mistrz, który zmienił zakończenie jednej z najdłużej opowiadanych turniejowych historii. 

Reklama

Wydarzenie odbywa się przy wsparciu finansowym Miasta Szczecin, Ministerstwa Sportu i Turystyki oraz ENEA.

Dominik Kwiatkowski

 

Czytaj nas w Google
Dodaj do Google
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama