Szczypiorniści KPR w dramatycznych okolicznościach pzegrali po rzutach karnych z ŚKPR Świdnica 30:30 (6-5 k.) pomimo prowadzenia przez większość spotkania. Wynik może rozczarowywać, rywale nie są ligowym potentatem.
- W pierwszej połowie wyglądaliśmy naprawdę soolidnie, zwłaszcza w ataku mieliśmy naprawdę wysoką skuteczność. Obrona też odpowiednio, reagowała, niewiele było goli rywala wynikąlących z naszej dekoncentracji, staliśmy mocno na nogach, dobrze zorganizowani, niestety ŚKPR miał też trochę sczzęścia - mówi lider gryfińskiej defensywy Radosław Wolski.
Po pierwszej połowie KPR prowadził dość pewnie 17:14.
- Początek drugiej części wyglądał podobnie, kontrolowaliśmy przebieg gry. Z czasem Świdnica zaczęła grać agresywniej w obronie, mocno nas masowali, częśto na pograniczu faulu co skutkowało dwuminutowymi karami. Niestety nie potrafiliśmy ich wykorzystać, choć w pewnym momencie graliśmy nawet z przewagą dwóch gaczy. Powinniśmy wtedy zamknąć ten mecz, zamiast tego rywal grał coraz lepiej i pod koniec wyszedł nawet na jedną bramkę przewagi, pomimo tego, że świetnie między słupkami spisywał się Radek Cyran.
Mecz musiały rostrzygnąć rzuty karne. Do wyłonienia zwycięscy potrzebne było 7 serii. Decydującego karnego zmarnował najskuteczniejszy gracz KPR Robert Terczyński.
Za tydzień KPR zagości na arcytrudnym terenie w Obornikach Śląskich, a 10.10 o godz. 17 zagra u siebie z Moto Jelcz Oława.
Roland Zymuła
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze