Reklama

Śmierć Wernera Reinecke: Tragiczna historia i tajemniczy nagrobek - 22-letni syn niemieckiego przedsiębiorcy zginął w nieszczęśliwych okolicznościach w Brazylii w 1924 roku, a jego nagrobek przetrwał na gryfińskim cmentarzu.

Dziś (25.05) przypada setna rocznica śmierci mieszkańca Greifenhagen, przedstawiciela jednej z najsłynniejszych tutejszych rodzin

 

Werner Reinecke zmarł 25 maja 1924 roku. Wiemy o tym właśnie dzięki nagrobkowi, który szczęśliwie dotrwał do naszych czasów. Stało się to zupełnym przypadkiem, na przekór losowi.

Cmentarz, na którym dziś chowamy naszych zmarłych, powstał na początku XX w. W większości terenów, na których znajdują się polskie groby, przed wojną pochowani byli niemieccy mieszkańcy miasta.

Ich nagrobki zniknęły z prozaicznego, choć tragicznego powodu: gdy w latach 70 Gryfino rozbudowywało się, na gryfińskiej nekropolii zaczynało brakować miejsca na pochówki. Zlikwidowano więc niemiecką część cmentarza, wraz z pozostałymi płytami nagrobnymi. Kamień upamiętniający Wernera Reinecke jest jednym z niewielu, które przetrwały.

Reklama

Stało się tak, gdyż został… wyniesiony.

- Podczas powstawania lapidarium płytę ukrytą dotychczas w okolicach ulicy Łużyckiej przewieziono i ustawiono na cmentarzu – czytamy na stronie gminy, z której możemy dowiedzieć się również nieco więcej o samym Wernerze.

W momencie śmierci miał zaledwie 22 lata. Co ciekawe, nie został pochowany w Greifenhagen. Syn lokalnego przedsiębiorcy (wyrabiał dżemy i soki) zginął bowiem w tragicznych okolicznościach w… brazylijskim Rio de Janeiro.

- Werner wyjechał do Brazylii aby w znanej fabryce konserw wzbogacić swoją wiedzę przydatną dla dalszych przedsięwzięć w firmie. W pierwszą niedzielę swojego pobytu w Rio poszedł na spacer wzdłuż plaży. Tam ujrzał w oddali wywróconą żaglówkę, niewiele myśląc zrzucił z siebie ubranie i skoczył do wody. Z trudem przedarł się przez ogromne fale i dotarł do tonących ludzi.

Reklama

Jednego z nich złapał i zaczął płynąć do brzegu. W międzyczasie inni ludzie zauważyli wypadek i jeden z nich, też młody człowiek, płynął na pomoc. Nie przedostał się jednak przez fale i utonął. Wtedy Werner doznał ataku serca, musiał puścić chłopaka i zdołał jeszcze złapać koło ratunkowe, które mu rzucono. Gdy wyciągnięto go na brzeg, już nie żył. W tym nieszczęściu zginęło trzech chłopców z żaglówki i dwóch, którzy rzucili się na pomoc.

Wiadomość o śmierci Wernera spadła na rodzinę jak grom z jasnego nieba. Podczas oficjalnej uroczystości żałobnej, na którą przyszły tłumy ludzi, postawiono Wernerowi kamień nagrobny w ogrodzie a on został oczywiście pochowany w Rio – ustalił przed laty, podczas rozmowy z rodziną Reinecke, śp. Marian Anklewicz.

Reklama

 

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 26/05/2024 12:56
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama