Minęły dwa lata od wywiadu, w którym Katarzyna Kotula opowiedziała Onetowi o molestowaniu seksualnym, którego Mirosław Skrzypczyński (były prezes PZT) miał dopuścić się w podczas pracy w Gryfinie. Jak usłyszeliśmy w Prokuraturze Okręgowej w Szczecinie, śledztwo w sprawie zostało umorzone z uwagi na odpowiednio: „brak danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu oraz przedawnienie karalności”
- Do kantorka wołał zawsze tylko jedną dziewczynę, pod pretekstem omówienia elementów, jakie możemy poprawić w swojej grze: forehandy, backhandy, serwowanie, poruszanie się po korcie… Wszystkie wskazówki, które mogłyby nam się przydać. Zaraz po wejściu do środka, zamykał drzwi. Wszystko, co działo się wewnątrz, pozostawało tajemnicą między nim a zawodniczką. Gdy miałam 14 lat, dotknął mnie po raz pierwszy.
Łapał za piersi, pupę, w miejsca intymne… Do dziś pamiętam ten jego śmiech. Traktował to jako dobrą zabawę. Ile razy to zrobił? Po latach większość wspomnień wyparłam. Jestem jednak przekonana, że obmacywał mnie co najmniej kilka razy. Starałam się przed nim uciekać, wymykać się. Z tego cholernego kantorka pamiętam szafki i ławkę… W okresie zimowym trenowaliśmy nie na korcie, a w szkole. Tam też był kantorek i też to się działo. Żadna z nas nie chciała się tam znaleźć.
Kombinowałyśmy na wszelkie sposoby, żeby nie być z nim w sytuacji sam na sam, ale nigdy nie rozmawiałyśmy o tym między sobą. Może się bałyśmy? Ja miałam wtedy czternaście lat i choć wiedziałam, że coś jest nie tak, to obwiniałam siebie. Może więc chodziło o wstyd? - powiedziała Katarzyna Kotula w rozmowie z Januszem Schwertnerem i Jackiem Harłukowiczem z Onetu.
Złożenie zawiadomienia
Publikacja wywołała debatę na temat molestowania seksualnego i przemocy w sporcie. Doprowadziła też do dymisji Mirosława Skrzypczyńskiego. W latach 90. XX w. był ojcem sukcesów gryfińskiego tenisa. W okresie od 2017 do 2022 r. zasiadał natomiast na stanowisku prezesa Polskiego Związku Tenisowego.
- Ja nie wyobrażam sobie, żeby człowiek, który skrzywdził tak wiele osób, seksualny predator, mógł dalej kierować polskim tenisem. To główny powód, dla którego zabieram głos publicznie – akcentowała przed dwoma laty Kotula, wówczas posłanka Lewicy.
Kilkanaście dni później stawiła się w Prokuraturze Okręgowej w Szczecinie, gdzie złożyła sześciogodzinne zeznania.
- Zdaniem Kotuli, a także naszych innych, anonimowych rozmówców, Skrzypczyński dopuszczał się przemocy także wobec innych młodych zawodników. W grudniu zeszłego roku posłanka zdecydowała się złożyć zeznania w tej sprawie w Prokuraturze Okręgowej w Szczecinie. Jak ustaliliśmy, mimo że karalność czynu, jakiego miał dopuścić się wobec niej Skrzypczyński, uległa przedawnieniu, śledczy w styczniu bieżącego roku i tak zdecydowali się wszcząć postępowanie – informował Onet.
Wkrótce pojawiło się oficjalne potwierdzenie ze strony szczecińskiej prokuratury.
- To ważna decyzja dla osób krzywdzonych przez trenera Skrzypczyńskiego, to ważna decyzja dla innych osób, które były i cały czas krzywdzone są w sporcie. W sprawie trenera Skrzypczyńskiego został zburzony mur milczenia. Myślę, że prokuratura przesłuchiwać będzie teraz innych świadków, których podałam. Te osoby gotowe są zeznawać – komentowała Kotula.
Wątek ten rozszerzyła na antenie radia TOK FM.
- W czasie, kiedy podejmowałam decyzję w sprawie ujawienia, to jednym z ważniejszych argumentów było to, że dowiedziałam się, że nie byłam jedyna. Bo przez lata żyłam w przekonaniu, że byłam jedyną krzywdzoną przez Skrzypczyńskiego – przyznała Kotula, dodając że „to co do tej pory ujawniono w sprawie, to dopiero początek”.
- Mam anonimowe sygnały, że są kobiety, są kolejni zawodnicy, którzy chcą swoje historie opowiedzieć, albo pojawić się w prokuraturze, żeby złożyć zeznania – przyznała w rozmowie z red. Anną Piekutowską.
Komisja PZT
Przyjrzeć się sprawie postanowiła nie tylko prokuratura. Na przełomie lutego i marca 2023 r. powołana do życia została Komisja Specjalna Polskiego Związku Tenisowego.
- Nie jesteśmy komisją śledczą. Nie mamy takich kompetencji, ani uprawnień. Każdy świadek przychodzi do nas na własne życzenie. Nie możemy nakładać żadnych sankcji, ani przymuszać do mówienia. Rozmowa z nami odbywa się na zasadach dobrowolności. Do każdej z nas zgłosiła się niezależnie zewnętrzna kancelaria prawnicza, wynajęta przez PZT. Jesteśmy znane w Polsce z naszej zawodowej i naukowej działalności. Posiadamy dorobek naukowy, wykładamy na uczelniach wyższych. Zostałyśmy wybrane, ponieważ żadna z nas nigdy nie miała związku z tenisem – usłyszeliśmy podczas rozmowy, którą 1 marca przeprowadziliśmy z mec. dr Moniką Strus-Wołos i mec. dr Moniką Brzozowską-Pasieką oraz psycholog dr Ewą Tokarczyk.
Chociaż Komisja Specjalna PZT obradowała w Gryfinie, Katarzyna Kotula nie zdecydowała się na rozmowę.
- Powstała wewnętrzna komisja w PZT, która jeździ po Polsce i przesłuchuje świadków. Wątpliwa jest podstawa prawna, na podstawie której ta komisja działa, i wątpliwe zasady. Wiemy, że częściowo oparta jest na przepisach Kodeksu cywilnego, ale korzysta tylko z części zapisów, innej części nie stosuje (…) Tymczasem prokuratura w Szczecinie prowadzi postępowanie w sprawie, byłam już przesłuchana. Dopóki prokuratura nie zakończy działania, nie będę podejmować żadnych decyzji – skomentowała w marcu 2023 r. w „Wysokich Obcasach”.
O tym, że nie zamierza uczestniczyć w pracach komisji PZT, informowała zresztą już w grudniu 2022 r., gdy pojawiły się pierwsze doniesienia o podjęciu działań przez związek.
- Co ważne, tak samo chcą postąpić inni zawodnicy Energetyka – powiedziała na antenie TOK FM.
Ostatecznie z członkiniami komisji PZT porozmawiało 20 byłych zawodników i zawodniczek tenisowej sekcji Energetyka. Nikt z tego grona nie potwierdził zarzutów, które dawna klubowa koleżanka wystosowała pod adresem ich trenera. Oskarżenia wobec byłego męża (w tekstach Onetu pojawił się też wątek przemocy domowej, którą miał stosować były prezes PZT) odrzuciła też Renata Skrzypczyńska.
- W tamtym czasie mieszkał w Gryfinie wraz z żoną Renatą Skrzypczyńską, która wtedy była czołową zawodniczką Polski. W Gryfinie trenowała do zawodów, ale także była trenerką innych zawodników. Wobec tego przebywali praktycznie cały czas razem, od wczesnych godzin porannych do późnego wieczora. Na obiekcie zawsze było 50-60 dzieciaków, 4-5 trenerów. „To, co się nazywa kantorek, ja nazywam biuro. Z nikim się nikt nie zamykał w biurze. Później był remont w 1992 r. i biuro było u góry, przeszklone, a zawodnicy mieli szatnie na dole. Tam można zrobić kawę, herbatę” – czytamy w rzeczonym raporcie, który przedstawiliśmy w tekście „Komisja Specjalna PZT nie potwierdziła zarzutów wobec Mirosława Skrzypczyńskiego. Posłanka podważa jej kompetencje i rzetelność”.
„Kiedy prokuratura zakończy działania, ja podejmę decyzję”
Mirosław Skrzypczyński stawił się przed Komisją Specjalną PZT, przez dwa dni odpowiadając na zarzuty, które padły pod jego adresem. Wraz z byłą żoną, jako jedyni wypowiadali się pod nazwiskami. Były prezes PZT zgodził się ponadto na włączenie kamery i nagranie spotkań z członkiniami komisji. Nie ukrywał, że dąży również do bezpośredniej konfrontacji z Katarzyną Kotulą.
W marcu 2023 r. do Sejmu wpłynął wniosek o uchylenie immunitetu posłanki Lewicy.
- Kolejny prywatny akt oskarżenia złożony. W tym wypadku konieczne było złożenie następnie wniosku do Marszałek Sejmu o wyrażenie zgody na pociągnięcie posłanki do odpowiedzialności karnej. Bardzo jestem ciekaw czy sama wyrazi zgodę, czy konieczne będzie, aby Sejm podjął stosowną uchwałę? Odmówiła stawienia się przed komisją PZT, czy teraz będzie zasłaniać się immunitetem poselskim? Zobaczymy, jak w praktyce będzie wyglądała deklarowana przez Panią poseł gotowość do weryfikacji przed sądem swoich oskarżeń wobec mnie i do ich konfrontacji z faktami - napisał Skrzypczyński za pośrednictwem Facebooka.
- Były już prezes postanowił uruchomić całą machinę, która działa według klasycznego schematu odwracania uwagi od sprawcy i przerzucania winy na ofiarę – skomentowała K. Kotula na łamach „Wysokich Obcasów”, poruszając również kwestię stawienia się w sądzie.
- Pan prezes pyta, czy zrzeknę się immunitetu. Na razie są prowadzone działania, wzywani są byli zawodnicy, zawodniczki i trenerzy. Kiedy prokuratura zakończy działania, ja podejmę decyzję – zaakcentowała.
Krytycznie odniosła się też do raportu podsumowującego prace Komisji Specjalnej PZT.
- Prowadzone przez prokuraturę śledztwo do tej pory nie zostało zakończone. Pragnę podkreślić, że prokuratura jest jedynym ukonstytuowanym organem do podejmowania wiążących decyzji. Dlatego oświadczam, że do momentu zakończenia postępowania prowadzonego przez prokuraturę nie będę komentować żadnych publikacji w tym zakresie. Dotyczy to również doniesień medialnych o rzekomych wynikach śledztwa wewnętrznej komisji PZT. Jednocześnie przypominam, że już wcześniej złożyłam zeznania w prokuraturze, a w przypadku konieczności ich uzupełnienia jestem w pełni do dyspozycji dla organów ścigania – napisała K. Kotula w oświadczeniu opublikowanym w lipcu 2023 r.
Prokuratura umorzyła
- Trudno mówić o niezależności takiej komisji. Jak twierdzą prawnicy, może służyć do tego, żeby przed działaniem w prokuraturze wyciągać informacje, zeznania świadków. Jestem przekonana, że ta komisja nie ma służyć do rzetelnego wyjaśnienia czegokolwiek. Ona może służyć do badania spraw wewnętrznych związku, natomiast inne sprawy niech bada prokuratura – akcentowała gryfińska posłanka w cytowanej już rozmowie z Anną J. Dudek z „Wysokich Obcasów”.
Innego zdania byli śledczy.
- Prokuratura Okręgowa w Szczecinie zwróciła się do nas o wydanie nie tylko raportu, ale też całego zgromadzonego materiału. Również o ujawnienie protokołu wraz z nazwiskami naszych rozmówców, co też uczyniłyśmy, przesyłając prokuraturze komplet materiałów - mówi Monika Strus-Wołos, przewodnicząca komisji PZT, była członkini Prezydium Naczelnej Rady Adwokackiej, wykładowczyni prawa, autorka podręczników akademickich.
Potwierdzenie tego uzyskaliśmy w prokuraturze.
- Śledztwo nadal pozostaje w toku i znajduje się w fazie in rem (nie toczy się przeciwko komukolwiek, to wstępne wyjaśnianie, czy można komuś postawić zarzut popełnienia przestępstwa – przyp. red.). Nadal trwa gromadzenie materiału dowodowego. Postępowanie znajduje się w końcowej fazie – usłyszeliśmy pod koniec maja br.
W poprzednim tygodniu dotarło do nas kolejne pismo w tej sprawie.
- Uprzejmie informuję, że śledztwo prowadzone przez Prokuratora Okręgowego w Szczecinie za sygn. akt 3040-4.Ds.72.2022 w sprawie doprowadzenia do poddania się innych czynności seksualnych wobec małoletnich zostało umorzone w dniu 26 czerwca 2024r. z uwagi na odpowiednio: brak danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu oraz przedawnienie karalności. Postanowienie jest prawomocne – napisał prok. Łukasz Błogowski, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.
Kotula skomentowała w TVP
Chociaż śledztwo zostało umorzone pięć miesięcy temu, informacja o tym nie przebiła się na czołówki najwiiększych polskich mediów. Zupełnie bebz echa przeszedł wywiad, ktorego Kotula udzieliła w "Trójkącie politycznym", programie wyemitowanym 29 października w TVP Info.
- Złożyła pani doniesienie do prokuratury, w którym oskarżyła pani dawnego trenera tenisa o molestowanie seksualne. Dlaczego prokuratura umorzyła to postępowanie? – zapytała Renata Grochal, co Kotula sprostowała, informując, że „prokuratura sama podjęła działania, w obliczu informacji medialnej”.
Następnie Ministra ds. Równości przyznała, że szczecińska prokuratura umorzyła postępowanie „ze względu na przedawnienie, oczywiście, bo takie sprawy się przedawniają”, słowem nie wspominając o drugiej części uzasadnienia („ze względu na brak danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu”). Na kolejne pytanie red. Grochal – „Ale może pani naszym widzom ujawnić, czy prokuratura przyznała, że do tego molestowania doszło?” – ministra Kotula nie zdecydowała się odpowiedzieć wprost.
- Powiem państwu tylko dzisiaj tyle, uchylając rąbka tajemnicy, że warto wierzyć w sprawiedliwość i że to jest temat trudny. Odgrzebywanie go wielokrotnie jest bardzo trudne, bo to tak jakby rana, która się zabliźniła, trzeba ją otworzyć jeszcze raz. Ale uważam, że warto się z tym zmierzyć także po to, aby zamknąć raz na zawsze za sobą te drzwi, bo myślę, że jest to doświadczenie, z którym idzie się przez cale życie. Przychodzi taki moment, gdy trzeba się z tym rozliczyć i zamknąć te drzwi – skomentowała na antenie TVP Info.
Zaakcentowała jednocześnie, że „nie jest to koniec tej historii.
- Myślę, że już wkrótce, w przeciągu tygodnia, bądź dwóch, bo jest także drugie postępowanie, które zakończyło się kilka dni temu. Będę obszernie informować o tym, co prokuratura ustaliła. Myślę, że są to ważne decyzje nie tylko dla mnie, ale również dla innych osób poszkodowanych w tej sprawie – powiedziała Kotula 29 października.
Chociaż minął miesiąc, nie przekazała żadnej nowej informacji w omawianej sprawie. Chcieliśmy zapytać gryfińską ministrę o tę kwestię, lecz od kilku dni nie odpowiada zarówno na nasze wiadomości, jak i próby kontaktu telefonicznego.
Skrzypczyński chce sprostowania
Dodzwoniliśmy się za to do Mirosława Skrzypczyńskiego.
- Oglądałem program „Trójkąt polityczny”. Złożyłem pismo do TVP żądając sprostowania. „Nie jest prawdą, że prokuratura wszczęła postępowanie w sprawie molestowania Katarzyny Kotuli. Nie jest także prawdą, że prowadzone postępowanie zostało wszczęte z urzędu, na podstawie informacji medialnej, albowiem zostało wszczęte wskutek zawiadomienia o popełnieniu przeze mnie przestępstwa, złożonego przez Katarzynę Kotulę” – odczytał Skrzypczyński, przechodząc do kolejnych wątków poruszonych w TVP Info.
- W uzasadnieniu prokuratury jest podane, że śledztwo zostało umorzono z uwagi na odpowiednio: „brak danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu” oraz „przedawnienie karalności”. Przy czym przedawnienie karalności dotyczy obozów sportowych i rzekomego maltretowania oraz znęcania się przeze mnie nad podopiecznymi, zaś „brak danych dostatecznie uzasadniających popełnienie czynu” odnosi się do kwestii molestowania seksualnego, chyba wobec Katarzyny Kotuli. Sprawa toczyła się bowiem in rem, czyli w sprawie molestowania, a nie przeciwko mnie. Najciekawsze w tym względzie jest, że dzwonili do mnie trenerzy z Gryfina, Łodzi, Warszawy, mówiąc, że zostali przesłuchani, podczas gdy ja… nie. Prokuratura nie tylko nie postawiła mi zarzutów, ale nawet nie wezwała na przesłuchanie, choć już na początku zakomunikowałem, że chętnie się stawię i o wszystkim opowiem – mówi były prezes PZT.
Mimo to decyzja prokuratury, kontynuuje Skrzypczyński, nie jest satysfakcjonująca.
- Z informacji, które posiadam, nikt z moich byłych podopiecznych, przesłuchanych przez prokuraturę, nie powiedział, że był przeze mnie dotykany, ani że zamykałem się z kimkolwiek w rzekomym kantorku. Wedle mojej wiedzy nikt nie poruszył też wątku bicia sztachetą oraz innej przemocy, której miałem się wobec nich dopuszczać. Wielu gryfińskich tenisistów i tenisistek już wcześniej było zdziwionych takimi faktami przedstawianymi przez K. Kotulę. Dlatego umorzenie tej sprawy, ze względu na przedawnienie, jest dla mnie krzywdzące, bo nie ma żadnych dowodów, poza słowami minister Kotuli, że takie zdarzenia miały miejsce – mówi Skrzypczyński.
Wygrał jedną sprawę
Podczas naszej rozmowy M. Skrzypczyński odniósł się również do pozostałych zarzutów, które pojawiły się w kilkuodcinkowym cyklu Onetu.
- Umorzona została już sprawa, w której zarzucano mi znęcanie się nad rodziną. Zeznawały moje córki i moja była żona, opowiadając, że opisane przez Onet sytuacje nie miały miejsca. Nie wiem jeszcze, czy zostałem również uwolniony od zarzutów pani Ciszek, kelnerki z Kozerek, która twierdziła, że napastowałem seksualnie kobiety podczas turnieju tenisowego w 2022 r. Wiem natomiast, iż przesłuchano w tym wątku 10-12 osób. Z tego co wiem żadna z kobiet nie potwierdziła, by takie sytuacje miały miejsce, a dwie z nich stwierdziły nawet, że pani Ciszek wypytywała przed turniejem: „Który to ten prezes Mirosław Skrzypczyński?”. Niedługo rusza proces karny, który wytoczyłem pani Ciszek – mówi 61-latek.
W międzyczasie – od momentu publikacji sprzed dwóch lat - zdołał wygrać już jedną ze spraw.
- W wyniku zawartej ugody wycofuję się z twierdzenia – odnoszącego się do tekstu opublikowanego przez Onet – że prezes Mirosław Skrzypczyński miał rozsyłać nagranie porno ze swoją córką w roli głównej. Przepraszam Mirosława Skrzypczyńskiego i jego rodzinę - napisał Szymon Jadczak za pośrednictwem „X” (Twitter).
W toku cały czas znajdują się natomiast sprawy (nie mają statusu jawnych), które były prezes PZT wytoczył Januszowi Schwertnerowi (dziś redaktor naczelny portalu „Goniec”) i Jackowi Harłukowiczowi.
- Katarzyna Kotula wielokrotnie mówiła na łamach mediów, że nie zrzeknie się immunitetu, dopóki trwają prace prokuratury i że decyzję podejmie dopiero, gdy dobiegną końca. Mam nadzieję, że będzie konsekwentna w swoich słowach, bo wniosek o uchylenie jej immunitetu czeka od dwudziestu miesięcy. Sąd Rejonowy w Warszawie już czterokrotnie zwracał się do Sejmu RP z pytaniem, co w tej sprawie. Podczas, gdy regularnie ściągane są immunitety posłów Zjednoczonej Prawicy, czyli dzisiejszej opozycji, w sprawie Minister ds. Równości Sejm ani razu nie udzielił nawet Sądowi Rejonowemu odpowiedzi – mówi Skrzypczyński.
Do sprawy wrócimy za pośrednictwem portalu gryfinska.pl. Podejmiemy też kolejne próby rozmowy z gryfińską Ministrą ds. Równości.

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Przecież to było wiadomo. Pi........ chciała zabłysnąć w tv. Gdzie ona grała w tenisa, metr pięć w kapelusz. Fantastyczne warunki do molestowania, a nie do grania.
Na miejscu bylego prezesa podał bym ją do sądu o znieslawienie.Jeżeli sąd przyznał by rację to ministra KK powinna podać się do dymisji.
Dokładnie masz rację
Nie bedzie zadnego procesu o znieslawienie bo sad w ww. sprawie orzekl, ze Kotula byla faktycznie molestowana, a w artykule wyzej sa glupoty. To ze nastapilo przedawnienie to jest inna sprawa.
Kotula jak i cale po. Pomówienia, oszczerstwa a potem to nie oni.
Właśnie po twoim przykładzie widać jak łatwo manipulować ludźmi. Jaki wyrok sądu, skoro sprawa nie wyszła poza prokuraturę?
Pan Skrzypczyński, nie można tego tak zostawić. Takim ludziom nie można darować. Za pomówienia trzeba ponosić konsekwencje. Milczenie te kobiety jest znamienne.
Dziś Kotula była gościem Radia Szczecin. "Dziennikarz" pytał ją o fryzurę, czy to trwała, nie poruszając słowem wątku umorzenia śledztwa przez prokuraturę...
największy powojenny wstyd dla Gryfina...Chroń kobeto życie a nie zezwalaj na jego niszczenie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Kotula Ministra od wszelkich zboczeń i odchyleń . Wstyd że Gryfino wybrało takie coś na Posłankę. I jeszcze oczenia ludzi. Pan Skrzypczak nie powinien tak tego odpuścić. Jego rodzina na tym strasznie ucierpiała powinna mu zapłacić zadośćuczynienie , publicznie przeprosić .
Witam. W zupełności, zgadzam się z p. Kolesiem, a mianowicie kotula dlaczego nie startowała z naszego regionu, proste. Oczerniała p. Skrzypczynskiego, a gdy wyszło na światło dzienne,że wszystko wymyślila postanowiła startować z Gdańska. I tym sposobem została posłem. Ale po niej, I tak zostanie "Smród ". Pozdrawiam p. Skrzypczynskiego. Zbigniew Brocki
wlasnie pojawilo sie uzasadnienie sadu, w ktorym zostalo potwierdzone, ze do czynu zabronionego wobec Kotuli doszlo, niestety sprawa sie przedawnila i pedofilowi nic nie grozi. Brak przeslanek czynu dotyczylo innych kobiet, ktore tez byly strona sprawy. Mam nadzieje, ze Gazeta Gryfinska odniesie sie do uzasadnienia i napisze sprostowanie?
Nic nie zostało umorzone. Kłamiecie w tej "gazecie".... https://wiadomosci.onet.pl/szczecin/prokuratura-potwierdza-ustalenia-onetu-skrzypczynski-molestowal-kotule/f7fscld

Przecież to było wiadomo. Pi........ chciała zabłysnąć w tv. Gdzie ona grała w tenisa, metr pięć w kapelusz. Fantastyczne warunki do molestowania, a nie do grania.
Na miejscu bylego prezesa podał bym ją do sądu o znieslawienie.Jeżeli sąd przyznał by rację to ministra KK powinna podać się do dymisji.
Dokładnie masz rację