Reklama

Komisja Specjalna PZT nie potwierdziła zarzutów wobec Mirosława Skrzypczyńskiego. Posłanka podważa jej kompetencje i rzetelność

W ubiegłym tygodniu opublikowano raport Komisji Specjalnej, która została powołana przez Polski Związek Tenisowy do wyjaśnienia „okoliczności związanych z doniesieniami medialnymi o mobbingu i molestowaniu seksualnym w PZT”. Członkinie komisji przebywały również w Gryfinie, gdzie odbyły rozmowy z około dwudziestoma osobami. Byłymi zawodnikami i zawodniczkami oraz działaczami tenisowej sekcji Energetyka, którzy przedstawiają "tenisowe lata 90." w Gryfinie w innym świetle, niż można było przeczytać w ogólnopolskich mediach

W październiku 2022 roku Onet opublikował artykuł „Nieznane oblicze prezesa Polskiego Związku Tenisowego”. Obszerne fragmenty tekstu nawiązywały do początku lat 90., gdy Mirosław Skrzypczyński pracował jako trener w tenisowej sekcji gryfińskiego Energetyka.

- Do kantorka wołał zawsze tylko jedną dziewczynę, pod pretekstem omówienia elementów, jakie możemy poprawić w swojej grze: forehandy, backhandy, serwowanie, poruszanie się po korcie… Wszystkie wskazówki, które mogłyby nam się przydać. Zaraz po wejściu do środka, zamykał drzwi. Wszystko, co działo się wewnątrz, pozostawało tajemnicą między nim a zawodniczką. Gdy miałam 14 lat, dotknął mnie po raz pierwszy. Łapał za piersi, pupę, w miejsca intymne… Do dziś pamiętam ten jego śmiech. Traktował to jako dobrą zabawę. Ile razy to zrobił? Po latach większość wspomnień wyparłam. Jestem jednak przekonana, że obmacywał mnie co najmniej kilka razy. Starałam się przed nim uciekać, wymykać się. Z tego cholernego kantorka pamiętam szafki i ławkę… W okresie zimowym trenowaliśmy nie na korcie, a w szkole. Tam też był kantorek i też to się działo. Żadna z nas nie chciała się tam znaleźć. Kombinowałyśmy na wszelkie sposoby, żeby nie być z nim w sytuacji sam na sam, ale nigdy nie rozmawiałyśmy o tym między sobą. Może się bałyśmy? Ja miałam wtedy czternaście lat i choć wiedziałam, że coś jest nie tak, to obwiniałam siebie. Może więc chodziło o wstyd? – pisał Onet, cytując anonimowe wyznanie 40-kilkuletniej, byłej tenisistki.

Reklama

Okazała się nią Katarzyna Kotula. Gryfińska posłanka ponownie, już pod nazwiskiem, opowiedziała o swoich doświadczeniach pod koniec listopada 2022 r.

- Mirosław Skrzypczyński, powtarzając cynicznie: „jeśli chcecie mnie oskarżać, to podajcie nazwiska”, liczył na wywołanie efektu mrożącego, który zamknie wszystkim usta. Jest taki sam, jak wtedy, gdy nas krzywdził: przekonany o swojej sile i wyjątkowości. To jeden z powodów, dla których ja zdecydowałam się publicznie zabrać głos. Jeśli Mirosław Skrzypczyński chciał nazwisk, to proszę bardzo, nie boję się powiedzieć: nazywam się Katarzyna Kotula i przed laty, jako dziecko zostałam przez niego skrzywdzona. Nie boję się, bo dziś już wiem, że choć on był sprawcą, to ja nie jestem jego ofiarą – wyjaśniła, nazywając byłego trenera „seksualnym predatorem”.

Reklama

 

„Gryfino jak z Netflixa”

Oba cytowane teksty weszły w skład cyklu „Afera w Polskim Związku Tenisowym”, za który dziennikarze Onetu odebrali Grand Press (w kategorii „News”), najbardziej prestiżową nagrodę w branży. Ich artykuły doprowadziły do rezygnacji Skrzypczyńskiego z pełnionej funkcji i wywołały ogólnopolską dyskusję. Toczyła się również w Gryfinie, choć nie w każdym aspekcie z tych samych względów, co w pozostałych częściach kraju.

Po publikacji tekstów Onetu z naszą redakcją skontaktowało się wielu byłych członków sekcji tenisowej Energetyka, kobiet i mężczyzn, oburzonych w jaki sposób przedstawiono wiele wydarzeń sprzed trzech dekad.

Reklama

Żaden z naszych rozmówców nie odnosił się do głównego zarzutu, który posłanka postawiła przed byłym trenerem. Nikt nie negował jej doświadczeń, choć wielu podchodziło do opisanej rzeczywistości z rezerwą. Wynikało to z faktu, iż oni również trenowali pod okiem Mirosława Skrzypczyńskiego – w odróżnieniu od Kotuli w tzw. grupie zawodowej - i nie spotkali się z sytuacjami przemocowymi, o których opowiadała posłanka. Mieli też pretensje do koleżanki, że nie wypowiada się w mediach wyłącznie w swoim imieniu, lecz jako wspólny głos całego „gryfińskiego pokolenia”.

- Mówiła, że „zawodnicy mieli zakaz zbliżania się do kantorka, gdy trener zamykał się tam z zawodniczką”. Dodawała, że „groziły za to kary fizyczne”, bo „Mirosław Skrzypczyński nieustannie stosował wobec nas przemoc fizyczną i psychiczną”. Przez wiele lat byłem zawodnikiem i pierwsze słyszę, że mieliśmy zakaz zbliżania się do jakiegoś kantorka. Nigdy nie zostałem przez trenera wyzwany, ani tym bardziej uderzony – powiedział jeden z najlepszych zawodników sekcji, wielokrotny medalista krajowych turniejów.

Reklama

Oburzenie wśród byłych tenisistów wywołało też oświadczenie posłanki, która przyznała, że o całym procederze wiedzieli wszyscy, szeptali między sobą, ale nikt nie reagował.

- Przedstawiono nas jako osoby, które wiedziały o rzekomym molestowaniu, ale nic nie zrobiły, odwracały głowy. Kotula mówi, że „to nie były takie czasy, jak dzisiaj, gdy powszechną wiedzą jest, czym jest molestowanie albo zachowania pedofilskie”. Świat się zmienił, ale wiele kwestii jest niezmiennych. W latach 90. byliśmy nastolatkami i wiedzieliśmy, czym jest molestowanie seksualne. Nie jest to przecież proceder, który pojawił się w XXI w. W tamtym czasie na światło dzienne wyszła zresztą sprawa molestowania w jednej ze szkół, o której mówiło się głośno i nikt nie zamiatał jej pod dywan – przekazał jeden z rozmówców.

Reklama

Członkowie opisywanej społeczności mieli pretensje nie tylko o zarzucany im brak empatii i reakcji, ale również o „tło”.

- To, co przeczytałem w Onecie nie było opisem Gryfina, tylko jakiegoś miasteczka z serialu Netflixa o zatajonej zbrodni i nieprzepracowanej traumie społeczeństwa, które odwracało wzrok. Stereotypowy obraz prowincjonalnego miasteczka z lat 90., oczami osoby, która nie ma pojęcia jak wyglądała wtedy gryfińska rzeczywistość – usłyszeliśmy od byłego zawodnika, w którego opinii opis obiektu również odbiega od prawdy.

Reklama

- To nie były jakieś prowizoryczne korty z kantorkiem schowanym w lesie, ale obiekt nowocześniejszy niż choćby ten przy Wojska Polskiego w Szczecinie. Z całym zapleczem i przeszklonymi budynkami: biurami i kawiarnią, w której cały czas kręcili się rodzice, oglądając jak trenują ich pociechy. Ale autorzy z Onetu mogli tego nie wiedzieć, bo nie pojawili się w naszym mieście.  Rozmowy przeprowadzali telefonicznie. Czy takie artykuły śledcze nie powinny być przygotowywane z większą dokładnością? – wyliczali uwagi nasi rozmówcy.

Nie brakowało takich, którzy twierdzili, że ich wypowiedzi zostały zmanipulowane, albo wykorzystane „pod tezę”.

Reklama

- Rozmawialiśmy przez kilka dni, łącznie przez ponad trzy godziny, a w materiale znalazła się jedna moja wypowiedź i to akurat jedyna negatywna w stosunku do Mirosława Skrzypczyńskiego. Przemilczane zostały jego zasługi. Już w pierwszym zdaniu artykułu  Onetu pojawia się teza, że wybór Mirosława Skrzypczyńskiego na prezesa PZT w 2017 r. był zaskoczeniem, bo: „wcześniej nie dał się poznać ani jako aktywny działacz, ani wybitny trener”. Nieświadomy czytelnik od razu przyjmuje, że mowa o jakimś partyjnym karierowiczu. Nie wie, że tylko w Gryfinie wyszkolił kilku medalistów mistrzostw kraju i doprowadził seniorską drużynę kobiet do wicemistrzostwa Polski. To jako trener, bo jako działacz przyczynił się do przebudowy kortów oraz organizacji w 1992 r. międzynarodowego turnieju tenisa z pulą nagród  10 tys. dolarów. Wiem, że to wątek poboczny, bo tematyka artykułów dotyczyła innego, znacznie poważniejszego zarzutu, ale skoro nie zgadzają się fakty, to czy w jakiś sposób nie rzutuje to na całość materiału i staranność, z jaką do sprawy podeszli dziennikarze? – zastanawiał się jeden z działaczy.

U wielu byłych zawodników i działaczy pojawiło się poczucie niesprawiedliwości. Znalazło swoje odbicie w raporcie PZT.

Reklama

 

Komisja w naszym mieście

Zanim Komisja Specjalna PZT zawitała do Gryfina można było przeczytać o niej w mediach ogólnopolskich.

- Choć Polski Związek Tenisowy zapewnia, że komisja w sprawie Mirosława Skrzypczyńskiego będzie w pełni niezależna, to okazuje się, że jej członkowie pracują na podstawie odpłatnych umów zawartych z PZT – pisał sport.pl, cytując wypowiedzi mecenasa Jacka Duboisa.

- Zarzuty wobec byłego już prezesa są zarzutami karnymi. Zachodzi więc kolizja organizacyjna, bo komisja PZT wchodzi w buty prokuratury. Prokuratura powinna wydać jasny komunikat: tego typu działania są sprzeczne z interesem wymiaru sprawiedliwości i mogą stanowić zagrożenie dla dobra ofiar – mówił dla www.sport.pl,  nazywając komisję „organem towarzyskim” oraz „komisją śledczą”.

Reklama

- Nie jesteśmy komisją śledczą. Nie mamy takich kompetencji, ani uprawnień. Każdy świadek przychodzi do nas na własne życzenie. Nie możemy nakładać żadnych sankcji, ani przymuszać do mówienia. Rozmowa z nami odbywa się na zasadach dobrowolności – przekazały nam członkinie komisji.

Spotkaliśmy się 1 marca, w zamkniętej salce jednej z restauracji w centrum miasta, gdzie trzyosobowa komisja przez dwa dni rozmawiała z byłymi zawodnikami i zawodniczkami oraz działaczami i rodzicami, których dzieci przed trzydziestoma laty należały do sekcji tenisowej Energetyka.

Reklama

- Do każdej z nas zgłosiła się niezależnie zewnętrzna kancelaria prawnicza, wynajęta przez PZT. Jesteśmy znane w Polsce z naszej zawodowej i naukowej działalności. Posiadamy dorobek naukowy, wykładamy na uczelniach wyższych. Zostałyśmy wybrane, ponieważ żadna z nas nigdy nie miała związku z tenisem. Nigdy nie grałyśmy w klubach, nie znamy nikogo z działaczy zarządu PZT, ani w ogóle środowiska tenisowego. Nie mamy też żadnych związków zawodowych lub prywatnych z poszczególnymi członkami władz PZT, ich rodzinami, ani z klubami tenisowymi – powiedziała przewodnicząca mec. Monika Strus-Wołos, specjalizująca się w obszarze prawa gospodarczego i cywilnego, była członkini Prezydium Naczelnej Rady Adwokackiej.

Na pytanie, co zatem stanowiło ich motywację, zgodnie uznały, że było nim wyzwanie zawodowe.

- Mamy pewien dorobek zawodowy. Jesteśmy na takim etapie kariery, że interesują nas sprawy ciekawe. Skomplikowane, kontrowersyjne, niejednoznaczne, w których możemy wykorzystać nasze doświadczenie i kompetencje – wyjaśniła dr Monika Brzozowska-Pasieka, mecenas specjalizująca się w danych osobowych, dobrach osobistych, prawie prasowym i autorskim oraz prawie międzynarodowym.

Każda z trzech członkiń (w komisji zasiadła też psycholog dr Ewa Tokarczyk) dowiedziała się o składzie komisji w dniu jej powołania, wcześniej nie mając żadnych sygnałów z kim przyjdzie im współpracować.

- Pierwszy raz spotkałyśmy się już po uformowaniu komisji. Sporządziłyśmy regulamin, który odwołuje się do kodeksu postępowania cywilnego, a nie prawa karnego. Nie jest więc prawdą, że jesteśmy komisją śledczą. Członkowie komisji pracują na podstawie odpłatnych umów zleceń zawartych z PZT. Podobne komisje powoływane w zakładach pracy składają się na ogół z pracowników zakładu, którzy nie tylko otrzymują wynagrodzenie od tego pracodawcy, ale nadto są podporządkowani mu służbowo. Natomiast komisja powołana przez PZT jest całkowicie niezależna od PZT i jakiegokolwiek jego organu, nie podlega żadnym wskazówkom czy nadzorowi, będzie samodzielnie podejmować decyzje zarówno proceduralne, jak i merytoryczne  – zaznaczyła przewodnicząca.

Powoływanie podobnych komisji, kontynuowała, w razie doniesień o negatywnych zachowaniach o różnym charakterze wobec zawodników jest metodą stosowaną na całym świecie,  także na zlecenie związków sportowych, czy federacji sportowych.

- Wymienić tu można m.in.. raport dotyczący nadużyć słownych, psychicznych i seksualnych, sporządzony przez firmę prawniczą Sally Q. Yates and King&Spalding LLP, na zlecenie Federacji Piłkarskiej Stanów Zjednoczonych oraz Raport z Niezależnego Śledztwa sporządzony przez firmę prawniczą Ropes & Gray w sprawie molestowania seksualnego czołowych amerykańskich gimnastyczek przez lekarza kadry Larry’ego Nassara. Przeprowadzenie śledztwa i sporządzenie raportu zlecił Komitet Olimpijski Stanów Zjednoczonych, prace toczyły się niezależnie od śledztwa prowadzonego przez FBI – mówiła mec. Strus-Wołos.

Nawiązanie do „afery Nassara” nie jest przypadkowe. W wywiadzie dla Onetu mówiła o niej również Kotula.

- Ta sprawa[Skrzypczyńskiego – przyp. red.] powinna być zapalnikiem do poważnej debaty o przemocy i molestowaniu seksualnym w sporcie, by w przyszłości takie sytuacje się nie powtarzały. Nadszedł także moment, żeby pokazać innym, że nie trzeba się bać. W Stanach Zjednoczonych ogromna zmiana społeczna dokonała się po sprawie Larry Nassara, byłego fizjoterapeuty amerykańskich gimnastyczek, który przez blisko trzydzieści lat molestował setki nastoletnich zawodniczek – mówiła Kotula w rozmowie z Harłukowiczem i Schwertnerem.

 

Przyszło około 20 osób
Komisja Specjalna przebywała w Gryfinie na początku marca, rozmawiając w tym czasie z około dwudziestoma mieszkańcami regionu (dokładna liczba nie jest znana z powodu anonimizacji wypowiedzi).

- Ich nazwiska pozostaną tylko i wyłącznie do wiadomości naszej komisji. W raporcie będziemy posługiwać się numerami („Świadek nr 3 powiedział”, „Jak opowiedział świadek nr 2” itp.). Ujawnione nie zostaną również inne informacje, które mogłyby doprowadzić do identyfikacji świadków – mówiły nasze rozmówczynie, zaznaczając jednak, że niektóre zeznania będą ściśle powiązane z konkretnymi miejscami.

Świadek mówiący o wydarzeniach dziejących się w Gryfinie siłą rzeczy musiał pochodzić z danego środowiska i być członkiem tutejszej społeczności tenisowej. Jako że nie była wielka, własnymi kanałami udało się nam dotrzeć do osób, które zdecydowały się na rozmowę z komisją. W wielu przypadkach byli to czytelnicy, którzy skontaktowali się z naszą redakcją po głośnych publikacjach Onetu. Po wyjeździe Komisji Specjalnej PZT z Gryfina rozmawialiśmy z kilkoma świadkami, uzyskując potwierdzenie, że zdecydowały się rozmawiać dobrowolnie, by pomóc w wyjaśnieniu sprawy. Wiemy więc, że pod „numerkami”, które pojawiły się w raporcie, znajdują się „rzeczywiste osoby”, w większości cały czas zamieszkujące nasz region.

- Celem komisji jest wyjaśnienie okoliczności związanych z doniesieniami medialnymi zawartymi w publikacjach dotyczących pana Mirosława Skrzypczyńskiego, w tym zbadania doniesień o mobbingu lub molestowaniu seksualnym.  Komisja postanowiła zbadać to zagadnienie m.in. na podstawie rozmów ze świadkami i osobami dysponującymi odpowiednią wiedzą oraz analizy treści publikacji medialnych, analizy odnośnej dokumentacji znajdującej się w PZT, a także anonimowych badań ankietowych wśród trenerów i zawodników – przekazała nam komisja.

Jej zadaniem było również sprawdzić, czy opisane sytuacje rzeczywiście mają miejsce w kraju, a jeżeli tak, to w jakiej skali.

- Pani dr Tokarczyk, z zachowaniem metodologii badawczej, opracowała anonimowe ankiety, zarówno dla trenerów, jak i zawodników. Zawierała pytania o zjawiska mobbingu, molestowania, przemocy, czy nierównego traktowania. W tym celu wylosowano 30 klubów z całego kraju. Zarówno z małych miasteczek, jak i dużych ośrodków. Jeśli zawodnik był małoletni, to rodzice musieli wyrażać zgodę. Młodzi tenisiści wypełniali je bez obecności trenerów. Takie badania dadzą PZT możliwość wypracowania procedur zachowawczych na przyszłość – przekazała przewodnicząca.

 

 Kotula odmówiła spotkania

Prace komisji zbiegły się w czasie z akcją „Lewica w trasie”. 2 marca, w innej gryfińskiej restauracji, odbyło się otwarte spotkanie posłów Lewicy z mieszkańcami miasta. Uczestniczyła w nim m.in. Katarzyna Kotula.

- Jestem zaskoczona. Nie wiedziałam, że taka komisja przebywa aktualnie na terenie Gryfina – przyznała posłanka, gdy skontaktowaliśmy się z nią w tej sprawie.

Zapytaliśmy, czy zamierza spotkać się z jej członkiniami.

-Mam bardzo pracowity dzień. Razem z trójką posłów mamy objazd po województwie, a o godzinie 17.00 wizytę w Gryfinie. Poza tym ta komisja nie ma żadnego prawnego umocowania. Jest finansowana przez PZT, na co mamy dowody w postaci dokumentów - kategorycznie stwierdziła Kotula, zapewniając, że prześle nam ten dokument.

Nazajutrz, za pośrednictwem Messengera, otrzymaliśmy od niej link do artykułu zmieszczonego na stronie www.sport.pl. Zgodnie z zapowiedzią, nie spotkała się z przedstawicielkami komisji. Nie była w tym odosobniona.

- Panie z komisji zadzwoniły do innej dawnej tenisistki Energetyka, która w tym momencie znajdowała się na naszym spotkaniu. Namawiały ją do przyjścia, żeby opowiedziała o swoich doświadczeniach z Mirosławem Skrzypczyńskim, ale ona również odmówiła. Wystarczy, że złożyła w tej sprawie zeznania przed prokuraturą. Nie musi tłumaczyć się przed żadną komisją – przekazała nam Katarzyna Kotula.

Nie znalazła czasu na spotkanie i rozmowę z naszą gazetą. Do sprawy szerzej odniosła się na łamach „Wysokich Obcasów”.

- Były już prezes postanowił uruchomić całą machinę, która działa według klasycznego schematu odwracania uwagi od sprawcy i przerzucania winy na ofiarę. Powstała wewnętrzna komisja w PZT, która jeździ po Polsce i przesłuchuje świadków. Wątpliwa jest podstawa prawna, na podstawie której ta komisja działa, i wątpliwe zasady. Wiemy, że częściowo oparta jest na przepisach Kodeksu cywilnego, ale korzysta tylko z części zapisów, innej części nie stosuje. Od lokalnego dziennikarza dowiedziałam się jakieś dwa tygodnie temu, że taka komisja jest i w moim mieście, obraduje w lokalnej restauracji, a panie obdzwaniają zawodników. Pan Skrzypczyński będzie próbował się obronić, wybielić, a także odwrócić role. Tymczasem prokuratura w Szczecinie prowadzi postępowanie w sprawie, byłam już przesłuchana. Dopóki prokuratura nie zakończy działania, nie będę podejmować żadnych decyzji. Ale rozumiem, że pan były prezes stawia się w roli osoby pokrzywdzonej. To klasyczny mechanizm odwracania ról, kiedy oprawca próbuje się wybielić – powiedziała 23 marca Katarzyna Kotula.

Na sugestię redaktor Anny J. Dudek, iż „to dobrze, że jest komisja – niech zbada sprawę”, odpowiedziała, że komisja „jest całkowicie zależna od Polskiego Związku Tenisowego, której członkowie i członkinie są opłacani przez tenże związek”.

- Trudno więc mówić o niezależności takiej komisji. Ta komisja, jak twierdzą prawnicy, może służyć do tego, żeby przed działaniem w prokuraturze wyciągać informacje, zeznania świadków. Jestem przekonana, że ta komisja nie ma służyć do rzetelnego wyjaśnienia czegokolwiek. Ona może służyć do badania spraw wewnętrznych związku, natomiast inne sprawy niech bada prokuratura – skomentowała posłanka.

 

Relacje: trener-zawodniczka

Piszemy o wydarzeniach sprzed niemal pięciu miesięcy, gdyż w ostatnich dniach opublikowany został raport z półrocznych działań Komisji Specjalnej PZT. Osobny punkt odnosi się do Gryfina i „sprawy Katarzyny Kotuli”. Wypowiedzi rozmówców są anonimowe. Wyjątek stanowią słowa Mirosława Skrzypczyńskiego oraz jego byłej żony, przed trzema dekadami czołowej tenisistki Energetyka Gryfino.

- Od całkowitej anonimizacji odstąpiłyśmy na ich wniosek – tłumaczą członkinie komisji, dodając że „przesłuchanie” byłego prezesa PZT trwało przez dwa dni.

Sporo miejsca zajął „wątek gryfiński”.

- M. Skrzypczyński stanowczo zaprzeczył temu zarzutowi. Podał, że w tamtym czasie mieszkał w Gryfinie wraz z żoną Renatą Skrzypczyńską, która wtedy była czołową zawodniczką Polski. W Gryfinie trenowała do zawodów, ale także była trenerką innych zawodników. Wobec tego przebywali praktycznie cały czas razem, od wczesnych godzin porannych  do późnego wieczora. „Na obiekcie zawsze było 50-60 dzieciaków, 4-5 trenerów,
te opowieści są znikąd” – czytamy w raporcie.

W dalszej części Skrzypczyński wspomina pierwszy kontakt z Katarzyną Kotulą i jej ojcem, który „pracował w Berlinie i zarabiał bardzo dobrze”.

- Któregoś dnia poprosił M. Skrzypczyńskiego o kilka treningów komercyjnych z K. Kotulą, płacąc za to
w markach niemieckich. M. Skrzypczyński zgodził się. Ponieważ była to zima, zajęcia odbywały się wówczas w szkolnej sali gimnastycznej. Przeprowadził trzy treningi  wraz z żoną. M. Skrzypczyński ocenił, że ze względu na budowę ciała i stosunkowo niski wzrost a także kłopoty z koordynacją ruchową K. Kotula nie rokuje, że wejdzie do czołówki polskich zawodniczek. Ponieważ M. Skrzypczyński prowadził treningi indywidualne głównie z najlepszymi zawodnikami, powiedział ojcu K. Kotuli, że nie będzie z nią trenował indywidualnie – zapisano w sprawozdaniu.

Podobnie zapamiętało to kilku świadków, ówczesnych kolegów Katarzyny Kotuli z sekcji.

- M. Skrzypczyński po testach sprawnościowych wprowadził podział zawodników i utworzył grupę wyczynową. To była wąska grupa z osobnym cyklem trenowania. K. Kotula nie weszła do tej grupy, więc mogła poczuć się odsunięta, bo trener  od początku widział, że ona nie rokuje – powiedział świadek nr 25.

- M. Skrzypczyński nie trenował długo K. Kotuli, bo zobaczył, że ona nie ma talentu i on takimi dziećmi się nie zajmował. Trener chce osiągnąć sukces z zawodnikiem. Ona była  w tzw. drugim garniturze. M. Skrzypczyński poświęcał czas rokującym zawodnikom. Ona była bardzo średnia i na pewno nie rokowała na świetnego zawodnika. M. Skrzypczyński trenował jedynie z najlepszymi – opowiedział świadek nr 5.

 

Co działo się w kantorku?

Inaczej sprawę w wywiadzie dla Onetu przedstawiała Katarzyna Kotula, opowiadając o relacjach ze szkoleniowcem.

- W pewnym momencie, podczas treningów, Skrzypczyński zaczął szukać okazji do kontaktu fizycznego: dotykał, ocierał się. A po treningach, często indywidualnych, pod pretekstem znoszenia sprzętu czy konieczności odbycia rozmowy o popełnianych na korcie błędach, wybrane zawodniczki, w tym mnie, zaczął „zapraszać” do kantorka. Kantorkiem czasami była dziewczęca szatnia, czasem biuro trenera, a innym razem miejsce składowania sprzętu. To były zawsze spotkania jeden na jeden [długa pauza]. Zamykał od środka drzwi i krzywdził nas – mówiła Januszowi Schwertnerowi i Jackowi Harłukowiczowi.

Nieprzypadkowo więc „kwestia kantorka” potraktowana jest w raporcie szczegółowo.

- To, co się nazywa kantorek, ja nazywam biuro. Z nikim się nikt nie zamykał w biurze. Później był remont w 92 r. i biuro było u góry, przeszklone, a zawodnicy mieli szatnie na dole. Tam można zrobić kawę, herbatę – mówił Mirosław Skrzypczyński, mając na myśli nieistniejący dziś budynek z klubokawiarnią „Gem”.

 

Świadek nr 12: „Jeśli chodzi o pomieszczenia – wchodziło się na korty,  dwa korty były obok budynku. Najpierw był pokój trenerów, szatnia dziewcząt, chłopaków  i na samym końcu był taki pokój, gdzie był sprzęt treningowy, który miał okno na ulicę, wchodziło się do tego z zewnątrz. Na górze był bar zaszklony, były stoliki, można było obserwować. Każde z pomieszczeń miało okna z dwóch stron. Tam drzwi były otwarte,  tam nie było zakazu wejścia. Tam się . Korytarz zewnętrzny był  pod dachem, były ławki, można było siąść. Poza tym tam wszędzie były okna, więc można było obserwować, co się w pokojach dzieje”.

 

Świadek nr 4: „To było raczej pomieszczenie socjalne, gospodarcze”, w którym „trener trzymał piłki i swoje papiery, to było pomieszczenie, gdzie  z każdej strony miało okna”.

 

Świadek nr 7: „Były szatnie, natryski, pomieszczenia  na sprzęt sportowy, był też pokój trenera. Nie było jakiegoś kantorka, to był chwyt retoryczny, by podkreślić, że brudne rzeczy się działy”. I dalej: „na sali gimnastycznej (zwanej także halą) był kantorek przy szatniach, ale wtedy trenowała tylko jedna cała grupa i obecni byli oboje małżonkowie Skrzypczyńscy. Tam nie było treningów indywidualnych. Gdyby jednak trener zamknął się z jedną osobą w kantorku, to pozostali zawodnicy, by to zauważyli”.

 

- Autorzy artykułu nie przyjechali do Gryfina, więc nie widzieli na własne oczy, jak wyglądał obiekt – mówili już w rozmowie z nami.

Wskazywali też, że choć po wpisaniu w wyszukiwarkę internetową „korty tenisowe Gryfino”, pojawia się kilkadziesiąt dawnych i aktualnych fotografii, w artykule Onetu nie znalazło się ani jedno zdjęcie opisywanego miejsca.

 Zamiast tego, jako ilustrację do tekstu, zamieszczono okładkę gryfińskiej gazetki turniejowej, na której widać tenisistkę „od tyłu”, z wysoko podwiniętą spódniczką.

 

Była żona zaprzecza

O relacjach byłego męża z K. Kotulą komisji opowiedziała również była żona Skrzypczyńskiego.

- Zawsze byłam obecna na treningach, bo mieszkaliśmy daleko od miejsca treningu, więc jechaliśmy razem. Obserwowałam treningi w czasie, gdy sama  nie trenowałam. Nigdy nie zauważyłam jakiejś niepokojącej sytuacji w stosunku do dziewczynki, ani że K. Kotula podobała się mężowi. Ja sobie nie wyobrażam, że jesteśmy wszyscy na korcie (rodzice, dzieci, ja), a on zamyka się w kantorku. Tam zawsze było pełno ludzi. Było tam kilku trenerów trenujących z dziećmi. Ja nigdy nie zauważyłam, by mąż interesował się jakimiś innymi kobietami lub dziewczynkami. Zresztą to nie było możliwości, bo od razu ja bym widziała, że męża nie ma – przytoczyła Renata Skrzypczyńska.

Jak dalej piszą autorki raportu: „to, że R. Skrzypczyńska była na treningach prowadzonych przez męża, potwierdzają także świadkowie (np. świadkowie nr 4, 7, 12, 32)”.

 Katarzyna Kotula, pytana przez Monikę Olejnik, o to czy żona trenera była świadkiem „tych sytuacji”, odpowiedziała twierdząco.

- Pani Renata Skrzypczyńska była obecna na kortach. Musiała być, na pewno była, świadkiem wielu tych różnych sytuacji, bo zdarzały się sytuacje, w których reagowała, stopując trenera, kiedy przekraczał pewną granicę – mówiła w listopadzie 2022 r. w „Kropce nad i”.

To rozwinięcie wątku z wywiadu udzielonego Onetowi, gdzie uznała, że molestowanie tenisistek przez trenera nie było tajemnicą.

- Zawodnicy mieli zakaz zbliżania się do kantorka, gdy trener zamykał się tam z zawodniczką. Groziły za to kary fizyczne. Zresztą Mirosław Skrzypczyński nieustannie stosował wobec nas przemoc fizyczną i psychiczną – opowiadała na łamach Onetu.

Żadna z kilkunastu osób, które rozmawiały w Gryfinie z komisją, nie potwierdziła słów posłanki.

-W latach 90. kręciło się na kortach dużo osób, bo korty  były wówczas „oknem na świat”. Zresztą nie dałoby się zamykać z jakąś zawodniczką. Nas było tam non stop wiele osób: rodzice, dzieci, trenerzy – powiedział świadek numer 25.

W relacjach kolejnych osób również pojawia się wątek „tłoku”, który panował na kortach i w ich najbliższej okolicy. Energetyk posiadał wówczas dziewięć sekcji, w każdej po kilku trenerów i kilkudziesięciu, a nawet kilkuset zawodników (wyż demograficzny „roczników 80.”). Dodatkowo, nad kortami górowała kawiarenka tenisowa. Słynny „Gem”, przy którego witrynach siedzieli rodzice, obserwując postępy swoich dzieci w treningach.

- Wszyscy świadkowie wysłuchiwani na okoliczność zdarzeń w Gryfinie zgodnie twierdzili,  że ze względu na dużą liczbę osób przebywających na terenie klubu oraz ze względu  na małe środowisko mało prawdopodobne lub wręcz nieprawdopodobne jest, aby akty molestowania mogły mieć miejsce niezauważone i informacja o tym nie wyszłaby do osób trzecich – czytamy w raporcie, w którym znalazł się też wątek głośnej wówczas, choć niezwiązanej z tenisem sprawy.

- Informacji o jakimś niestosownym zachowaniu w stosunku  do dziewcząt nie dałoby się ukryć. Była taka historia w III klasie szkoły podstawowej, gdzie dziewczynka była molestowana i wówczas to wyszło, w klasie szybko się rozeszło – mówił świadek nr 12, odnosząc się do opinii, że „to nie były takie czasy, jak dzisiaj, gdy powszechną wiedzą jest, czym jest molestowanie albo zachowania pedofilskie”.

 

To nie koniec sprawy

Żaden ze świadków nie potwierdził też, aby M. Skrzypczyński podczas treningów mówił  do dziewcząt seksistowskie teksty, ani zachęcał chłopców co „obmacywania” dziewcząt lub to sugerował (K. Kotula dla Onetu: „Podczas treningów pozwalał sobie - wobec nas, kilkunastoletnich dziewczynek - na obrzydliwe komentarze. Komentował dojrzewanie naszych ciał, krzyczał: „ale masz cycuszki!”. Innym razem potrafił powiedzieć, że mamy „fajne tyłki”. Chłopców pytał, czy mieliby ochotę nas pomacać). To samo dotyczy też zarzutu o przemoc i bicie podopiecznych. Po szczegóły odsyłamy do raportu, który znaleźć można m.in. na naszym portalu.

- Komisja z zadowoleniem przyjmuje fakt, że w czasie jej pracy nikt z Zarządu PZT ani innych władz PZT nie podejmował żadnych prób bezpośredniego lub pośredniego wpływu  na przebieg prac i treść Raportu ani nie przedstawiał oczekiwań co do jego wyników – czytamy w raporcie Komisji Specjalnej PZT, która w podsumowaniu sprawozdania akcentuje, iż: „Zarzuty dotyczące molestowania seksualnego, potajemnego podania zawodniczce leku nasennego oraz stosowania przemocowych metod trenerskich przez Pana Mirosława Skrzypczyńskiego, opisane w cyklu publikacji na portalu Onet w okresie od dnia 28 października 2022 r. do dnia 1 grudnia 2022 r., nie znajdują potwierdzenia w zebranym przez Komisję materiale dowodowym”.

Zakończenie prac komisji nie zamyka oczywiście sprawy. Mirosław Skrzypczyński zamieścił w mediach społecznościowych oświadczenie, w którym informuje o złożeniu pięciu prywatnych aktów oskarżenia, w tym wobec gryfińskiej posłanki oraz dziennikarzy Onetu.

- Złożyłem także wniosek do Marszałka Sejmu o wyrażenie przez Sejm zgody na pociągnięcie posłanki Katarzyny Kotuli do odpowiedzialności karnej. Czekam na decyzję Sejmu z uwagi na to, że pani Katarzyna Kotula nie odpowiedziała na wniosek złożony przez moją pełnomocniczkę na adres biura poselskiego pani poseł o dobrowolnym zrzeczeniu się immunitetu poselskiego. Czy taka postawa pani Kotuli nie jest wprost sprzeczna z jej wcześniejszymi deklaracjami o gotowości wyjaśnienia sprawy w sądzie? To retoryczne pytanie, oczywiście – skomentował były prezes PZT.

- Pan prezes pyta, czy zrzeknę się immunitetu. Powtarzam: decyzję podejmę, kiedy prokuratura zakończy prace – odpowiada posłanka Kotula.

 

….

Po zakończeniu prac, do Komisji Specjalnej PZT zgłosiła się szczecińska prokuratura, prosząc o udostępnienie wszystkich zebranych materiałów (również nagrań) wraz z nazwiskami osób, które kryją się w raporcie pod poszczególnymi numerami. Całość ma zostać włączona do materiału dowodowego toczącego się postępowania.

 

Kto zasiadł w komisji PZT?

 

Dr Monika Strus-Wołos

Adwokat, od 1996 roku wspólnik w kancelarii adwokackiej „Strus-Wołos i Wołos” s.c., doktor nauk prawnych. Praktykuje w obszarze prawa gospodarczego i cywilnego,  w tym prawa medycznego, a także prawa UE. Specjalizuje się w postępowaniach kasacyjnych przed Sądem Najwyższym. Wykładowca akademicki oraz na szkoleniach zawodowych adwokatów. Jej zainteresowania naukowe dotyczą przede wszystkim postępowania cywilnego. Autorka kilkudziesięciu prac naukowych, a także książek dydaktycznych. W latach 2007-2013 członek Naczelnej Rady Adwokackiej, w tym jedna kadencja w Prezydium NRA. Członek Kolegium Redakcyjnego miesięcznika naukowego „Palestra”. Ekspert Instytutu Legislacji i Prac Parlamentarnych NRA. Ekspert Instytutu Allerhanda.  Laureatka nagrody Dziennika Gazety Prawnej „Złoty Paragraf” w kategorii „Najlepszy Adwokat” (2008). Wyróżniona przez dziennik „Rzeczpospolita” w konkursie „Prawnik
Pro Bono”. Laureatka nagrody „Profesjonaliści Forbesa”. W 2008 roku odznaczona przez Naczelną Radę Adwokacką odznaką „Adwokatura Zasłużonym”.

 

Doktor Ewa Tokarczyk

Psycholog, doktor nauk humanistycznych w zakresie psychologii. Absolwentka Instytutu Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalizacja: psychologia kliniczna dziecka  oraz psychologia sądowa. Pracownik naukowo-badawczy (m.in. Instytut Problematyki Przestępczości w Warszawie), dydaktyczny (m.in. Pedagogium. Wyższa Szkoła Nauk Społecznych w Warszawie, aktualnie Wydział Socjologii i Pedagogiki Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie).  Autorka prac i publikacji z zakresu metodyki prowadzenia badań psychologicznych. Przez cały okres pracy zawodowej biegły sądowy w zakresie psychologii (okresowo na liście, okresowo spoza listy biegłych). Aktualnie współpracuje, jako biegły psycholog, z Instytutem Psychologii i Psychiatrii Sądowej im. dr Ewy Milewskiej w Warszawie badając i opiniując m.in. w sprawach rodzinnych, gdzie padały zarzuty przemocy i molestowania (w tym dzieci), w sprawach o molestowanie i zgwałcenia (psychologiczna ocena zeznań) oraz o mobbing w miejscu pracy.

 

Dr Monika Brzozowska-Pasieka

Adwokat, partner w kancelarii Pasieka, Brzozowska i Partnerzy, dr nauk prawnych. Specjalizacja: dane osobowe, dobra osobiste, prawo prasowe i autorskie, prawo międzynarodowe (immunitet państwa w sporach cywilnych). Autorka lub współautorka wielu pozycji książkowych z zakresu swojej specjalizacji. a także szeregu innych. Od 2019 r. certyfikowany trenera programu HELP Rady Europy - programu prowadzony przez Radę Europy dla prawników.  Od maja 2018 r. Inspektor Danych Osobowych w Muzeum Auschwitz – Birkenau.

Od 2014 r. - Wykładowca w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury z zakresu swojej specjalizacji – prowadzenie szkoleń dla sędziów, prokuratorów oraz urzędników sądowych,  a także prowadzenie wykładów w szkoleniach językowych dla  sędziów i prokuratorów  z Grupy Wyszehradzkiej (tematyka: prawo międzynarodowe i immunitety państw w sprawach cywilnych).

 

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 24/04/2024 11:05
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    śmiech na sali - niezalogowany 2023-07-18 16:33:00

    Niby na jakiej podstawie prawnej działa ta tenisowa komisja śledcza d/s wybielania swoich działaczy?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • za raportem PZT - niezalogowany 2023-07-18 17:40:40

    Powoływanie podobnych komisji w razie doniesień o negatywnych zachowaniach o różnym charakterze wobec zawodników jest metodą stosowaną na całym świecie, także na zlecenie związków sportowych czy federacji sportowych. W dniu 10 grudnia 2018 r. został opublikowany Raport z Niezależnego Śledztwa sporządzony przez firmę prawniczą Ropes & Gray w sprawie molestowania seksualnego czołowych amerykańskich gimnastyczek przez lekarza kadry Larry'ego Nassara. Przeprowadzenie śledztwa i sporządzenie raportu zlecił Komitet Olimpijski Stanów Zjednoczonych. Prace te toczyły się niezależnie od śledztwa prowadzonego przez FBI. W dniu 3 października 2018 r. opublikowano podobny raport dotyczący nadużyć słownych, psychicznych i seksualnych, sporządzony przez firmę prawniczą Sally Q. Yates and King & Spalding LLP, na zlecenie Federacji Piłkarskiej Stanów Zjednoczonych. W Wielkiej Brytanii adwokat Anne Whyte QC w czerwcu 2022 r. sporządziła raport dotyczący nadużyć wobec czołowych młodocianych gimnastyczek brytyjskich, w tym olimpijek. Zleceniodawcami były organizacje zajmujące się m.in. bezpieczeństwem w sporcie: UK Sport i Sport England. Z kolei raport o nadużyciach wobec małoletnich sportowców w Japonii opublikowała w 2020 r. organizacja Human Rights Watch.

    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    chodź do kantorka - niezalogowany 2023-07-18 17:35:53

    Skoro ta "komisja" nie rozmawiała nawet z główna pokrzywdzoną w sprawie to niby na jakiej podstawie ma czelność publikować "efekty swojej pracy"?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama