18 czerwca minie miesiąc od śmierci 32-letniego mieszkańca gminy Banie. Co nowego w sprawie?
O Bartłomieju Miecznikowskim szeroko pisaliśmy w poprzednim wydaniu Gazety Gryfińskiej. Rozmawialiśmy wówczas z jego rodziną, która twierdziła, że 32-latek nie umarł z przyczyn naturalnych.
Jako dowód wskazywali esemsy, które wysyłali im więźniowie Zakładu Karnego w Czarnem (pisali o kilkugodzinym maltretowaniu Bartka przez strażników) oraz fotografie wykonane podczas okazania zwłok.
- Stan, w jakim znajdowało się ciało Bartka był straszny. A on nigdy nie chorował, nie miał schorzeń kardiologicznych. Nie leczył się na serce, ani żadne inne nadciśnienie. Nie przyjmował leków. Ani kardiologicznych, ani nasercowych, a nagle schodzi na zawał w wieku 32 lat. W prosektorium zaniemówiłem. Jestem emerytowanym policjantem. Przepracowałem w służbach 26 lat i byłem na niejednej sekcji. Wiem, jak wyglądają zwłoki wisielców, jak topielców, jak osób, które zginęły na skutek pobicia, a jak tych, którzy zeszli na zawał.
Wiem jak wyglądają ślady duszenia. Czy od padaczki miałby też całe sine ręce i dziurę w brzuchu? To rana od wielokrotnych kopnięć. Nie zdołałem uchwycić tego na fotografii, ale miał też mocno poobijane boki. Zrobiłem jeszcze jedno zdjęcie, proszę zobaczyć.
Miał też głębokie rany na nadgarstkach. Gdy przyjechaliśmy we wtorek, to były niezabliźnione, całe we krwi. Całe ciało Bartka było zmasakrowane. Dlatego we wnioskach, które złożyliśmy w prokuraturze jeszcze przed sekcją zwłok, napisałem o niezwłoczne zabezpieczenie oryginalnej dokumentacji medycznej. Pewnie już, na tę chwilę, jest ona uzupełniona o ataki padaczki - mówił wujek zmarłego.
Czy coś wydarzyło się w sprawie na przestrzeni ostatnich trzech tygodni?
- Śledztwo w sprawie nieumyślego spowodowania śmierci wszczęła Prokuratura Rejonowa w Człuchowie. Zwróciliśmy się o pomoc prawną do Przemysława Wiaczkisa, który zdecydował się nas reprezentować. Mecenas miał obawy, czy nie dojdzie do mataczenia. Dlatego zwrócił się, by przekazać sprawę prokuraturze rejonowej - powiedzieli nam członkowie rodziny.
- Pojawiają się wątpliwości co do rzeczywistego przebiegu zdarzenia i przyczyn zgonu Bartłomieja M., potęgujące brak zaufania do organów ścigania, oraz do administracji ZK w Czarnem, tamtejszej Policji, czy prokuratury prowadzącej sprawę. Rodzina zmarłego przekazała Prokuraturze Rejonowej w Człuchowie kopie wiadomości tekstowych wskazujących na obawę lub już występujące mataczenie w sprawie, w które mają być zaangażowani funkcjonariusze ZK w Czarnem. (,,,) Do tej sprawy winni zostać wyznaczeni doświadczeni śledczy, którzy bezstronnie i obiektywnie zbadają sprawę, a to oznacza, że nie powinna to być Prokuratura Rejonowa i Policja w Człuchowie - napisał mec. Wiaczkis, którego w piątkowym tekście zacytowała "Gazeta Wyborcza".
Tak też sie stało i to właśnie Prokuratura Rejonowa w Słupsku zbada sprawę. Do tematu jeszcze wrócimy. W najbliższym czasie znane mają być bowiem wyniki prywatnej sekcji zwłok.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze