Żydzi urodzeni i wychowani w Kreis Greifenhagen tracili życie na terenie całej okupowanej Europy. Najwcześniej ofiarami Zagłady zostali przedstawiciele rejencji szczecińskiej, którzy w ramach „wprawki”, jak ich wywózkę nazwała Hannah Arendt, zostali umieszczeni w gettach na wschodzie dzisiejszej Polski. Świat pomorskich Żydów skończył się w nocy z 12 na 13 lutego 1940 r. Przeżyć udało się jedynie nielicznym
Podróż w nieznane zakończyła się po trzech dniach i zebrała krwawe żniwo. Jak opowiadali nieliczni, którym udało się przeżyć, 1120 transportowanych Żydów musiało poradzić sobie w tym czasie bez wody oraz ogrzewania. Luty 1940 r. był wyjątkowo zimny. To oraz ścisk w wagonach czwartej klasy sprawiły, że już po pierwszej dobie odnotowano ofiary śmiertelne.
Na stacji w Pile wyciągnięte zostało ciało 60-letniej Ernestine Badenski ze Stettina. Liczba zgonów rosła z każdą godziną. Odnotowywano odmrożenia, przypadki obłąkania, a nawet samobójstwa. Trwająca 690 kilometrów podróż zakończyła się na dworcu w Lublinie. W książce Juden in Vorpommern Wolfgang Wilhelmus wyliczył, że na stacji docelowej doliczono się łącznie 71 zmarłych.
- We wspomnieniach znaleźć można informacje, że wysiedlonych przywitano w przerażający sposób. Do wagonów doskoczyć mieli natychmiast członkowie policji porządkowej i kolejno wywlekać z nich przerażonych pasażerów. Bito ich przy tym kolbami i kopano. Zmaltretowanych trzydniową podróżą, ledwie trzymających się na nogach ludzi, zapędzono czwórkami do obozu przy ulicy Lipowej 7. Podczas upokarzającego marszu przez lubelskie ulice umrzeć miało kolejnych 10 osób – pisze Eryk Krasucki w Historia kręci drejdlem. Z dziejów (nie tylko) szczecińskich Żydów.
Na miejscu rozdzielono przyjezdnych między baraki i dokonano „przeglądu”. Nazistowska „maszyna zagłady” w lubelskim dystrykcie Generalnego Gubernatorstwa nie działała jeszcze, jak powinna. Przyjęcie tak dużej liczby osób w jednym miejscu nie było wówczas możliwe. Dlatego też pomorscy Żydzi zostali rozdzieleni między kilka miejscowości okręgu: 525 osób trafiło do Piasków, 245 do Bełżyc, zaś 69 do Głuska. W każdym z nich znaleźli się dawni mieszkańcy Kreis Greifenhagen, stając się pierwszymi ofiarami.
Wspomnianego 16 lutego 1940 r. w Bełżycach zmarła Taubchen Brenner, 76-latka pochodząca z Bienenwerder, czyli Łubnicy. Być może zginęła podczas marszu z Lublina, gdy kilkudziesięciostopniowy mróz, w połączeniu ze skrajnym wycieńczeniem, podwyższyły i tak wysokie statystyki śmiertelności.
22 lutego w Głusku śmierć poniosła natomiast Hedwiga Pincus, wychowana w Woltinie (Wełtyń) a mieszkająca w Greifenhagen siostra Otto Pincusa – przewodniczącego miejscowej gminy żydowskiej.
To fragment liczącego pięć odcinków cyklu "Jaki los spotkał Żydów z Greifenhagen", który w ubiegłym roku ukazywał się na łamach Gazety Gryfińskiej. Historię tej grupy poznać będzie można w czwartek 24 lutego, o godz. 18.45 w Gryfińskim Domu Kultury. W ramach festiwalu Włóczykij odbędzie się też spacer śladami "greifenhaskich Żydów". Więcej informacji można znaleźć TUTAJ.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze