Reklama

To już dwadzieścia lat. Wspominamy Andrzeja Krawczyka

O brutalnym morderstwie, którego padł ofiarą, nie napisał ani „Kurier”, ani „Głos Szczeciński”. Jego śmierć przeszła więc w rodzinnym mieście bez echa. O upamiętnienie zadbali za to przyjaciele z Gryfina, którzy co roku rozgrywali memoriał ku pamięci jednego z najlepszych piłkarzy w historii Energetyka

Jako datę śmierci Krawczyka podaje się 17 lutego 1999 roku. Dzisiaj mija więc dwadzieścia lat odkąd „Krawiec” odszedł.

- Pod koniec życia trochę się zagubił. Został zabity młotkiem przez współlokatora w swoim własnym mieszkaniu, podczas „imprezy”. To była wielka tragedia. Miał tylko 44 lata – wspomina Blumka.

Mirosław Stelmach: Szkoda, że życie ułożyło mu się w właśnie taki sposób. Wspominam go bardzo ciepło i mogę mówić o nim w samych superlatywach. Był podporą Energetyka i przykładem dla młodych zawodników. Był dla nich bardzo koleżeński i życzliwy, nigdy ich nie obrażał. Dlatego wychowało się przy nim wielu gryfińskich obrońców. Potrafił operować obiema nogami i mimo wieku przewyższał nas umiejętnościami.

Reklama

 

Cały artykuł o Krawczyku można przeczytać w Gazecie Gryfińskiej.

 

 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama