O brutalnym morderstwie, którego padł ofiarą, nie napisał ani „Kurier”, ani „Głos Szczeciński”. Jego śmierć przeszła więc w rodzinnym mieście bez echa. O upamiętnienie zadbali za to przyjaciele z Gryfina, którzy co roku rozgrywali memoriał ku pamięci jednego z najlepszych piłkarzy w historii Energetyka
Jako datę śmierci Krawczyka podaje się 17 lutego 1999 roku. Dzisiaj mija więc dwadzieścia lat odkąd „Krawiec” odszedł.
- Pod koniec życia trochę się zagubił. Został zabity młotkiem przez współlokatora w swoim własnym mieszkaniu, podczas „imprezy”. To była wielka tragedia. Miał tylko 44 lata – wspomina Blumka.
Mirosław Stelmach: Szkoda, że życie ułożyło mu się w właśnie taki sposób. Wspominam go bardzo ciepło i mogę mówić o nim w samych superlatywach. Był podporą Energetyka i przykładem dla młodych zawodników. Był dla nich bardzo koleżeński i życzliwy, nigdy ich nie obrażał. Dlatego wychowało się przy nim wielu gryfińskich obrońców. Potrafił operować obiema nogami i mimo wieku przewyższał nas umiejętnościami.
Cały artykuł o Krawczyku można przeczytać w Gazecie Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze