Jan Fejge (ps. Szary II), to Powstaniec Warszawski, który po wojnie zamieszkał w Gryfinie. Jego ojciec, przedwojenny policjant, zajął niewielką willę znajdującą się przy ul. 9 Maja, a następnie postanowił ściągnąć do niej całą, rozproszoną po kraju rodzinę. Jan przyjechał w kwietniu 1946 r., zdał w gryfińskim liceum maturę, po czym ruszył w świat. Jego rodzice zostali jednak w naszym mieście do swoich ostatnich dni. Pierwsza część opowieści o rodzinie Fejge dotyczy jednak czasu wojny i konieczności opuszczenia ukochanej Warszawy. Opowiada Barbara Bańkowska, siostra zapomnianego powstańca, który „skrył się w Gryfinie”
W latach największego terroru 1943-1944, w atmosferze ciągłego zagrożenia, zdobywał szlify formalnej dorosłości. Na tajnych kompletach konspiracyjnego gimnazjum przerobił niezbędny program do zdobycia małej matury w 1943 roku.
Pracował na kolei. Miał dobre papiery, prawo do munduru kolejarskiego, 300 złotych miesięcznie i dwie paczki papierosów machorkowych oraz codziennie zupę z mamałygi. Mógł znów zajmować się szmuglem, bo do domu zaglądał głód. Do ruchu oporu formalnie wstąpił 6 marca 1943 roku.
Przynależność organizacyjna to harcerski batalion AK „Wigry”. Zakres szkolenia obejmował: wiedzę teoretyczną niezbędną dla dowódców plutonu, ćwiczenia polowe w lasach otwockich i sporadyczne „akcje” na terenie Warszawy. Jego instynkt samozachowawczy zupełnie nie działał, jak ćmę wciągało go niebezpieczeństwo. Pisał wiersze patriotyczne, rozprowadzał ulotki.
Gdy wieczorem po pracy i nauce zapadał w głęboki sen, ojciec przeszukiwał jego przepastne kieszenie i wszystko niszczył. W ten sposób przepadło wiele jego wspaniałych wierszy.
--------------
Miał 19 lat kiedy przyszła godzina „W” i wybuchło Powstanie Warszawskie. Przeżył całe piekło 63 dni walk na Woli, w Śródmieściu i na Starym Mieście. Kilkakrotnie przemieszczał się kanałami. Był ranny w Katedrze św. Jana i kontuzjowany na Bielańskiej.
Przeżył kapitulację powstania oraz 550 dni tułaczki i obozów jenieckich. Zapłacił za to wszystko chorobą dwubiegunową. Cyklofrenia wracała do niego jeszcze kilkakrotnie. Cały koszmar tamtego czasu opisywał w latach 70. i 80. XX wieku.
W 1975 roku napisał wstrząsający „List z przedpiekla”, który został opublikowany w „Gazecie Wrocławskiej” pod tytułem „Nie wiem”, tuż przed jego śmiercią.
Więcej w Gazecie Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze