Reklama

Jan Fejge. Powstaniec Warszawski, który skrył się w Gryfinie

Jan Fejge (ps. Szary II), to Powstaniec Warszawski, który po wojnie zamieszkał w Gryfinie. Jego ojciec, przedwojenny policjant, zajął niewielką willę znajdującą się przy ul. 9 Maja, a następnie postanowił ściągnąć do niej całą, rozproszoną po kraju rodzinę. Jan przyjechał w kwietniu 1946 r., zdał w gryfińskim liceum maturę, po czym ruszył w świat. Jego rodzice zostali jednak w naszym mieście do swoich ostatnich dni. Pierwsza część opowieści o rodzinie Fejge dotyczy jednak czasu wojny i konieczności opuszczenia ukochanej Warszawy. Opowiada Barbara Bańkowska, siostra zapomnianego powstańca, który „skrył się w Gryfinie”

Urodził się 14 maja 1925 roku w Radzyminie. Kiedy miał cztery lata wraz z rodzicami przeniósł się do Wołomina pod Warszawę. Na obrzeżach miast podwarszawskich powstawały wówczas parcelacje pod nowe „miasta-ogrody”. Wykupiony przez rodziców dom przy ulicy Przejazd 22 był jednym z pierwszych zabudowań na takiej właśnie parcelacji, powstającej pomiędzy Górkami Mironowskimi, laskami sosnowymi, a koleją warszawską.

- Tata zapożyczył się w biurze (pracował w tym czasie w Komendzie Głównej Policji Państwowej w Warszawie) oraz u wujostwa Bierzyńskich. Drewniany domek z ogrodem kosztował 4000 zł. Trzeba było wprowadzić teraz reżim oszczędnościowy. Zaczęło się chodzenie w nicowanych ubrankach. Uprawa ogrodu i zakup kozy, pięknej białej holenderki to dalsze decyzje oszczędnościowe. Musiałem ją paść na pobliskich łąkach. I tu tragedia. Koledzy się podśmiewają, nie mówiąc już o koleżankach… Jedna Małgosia Zaleska, córka inżyniera chemika, zamieszkującego sąsiednią posesję, była wierna. Czytaliśmy książki i paśliśmy to zwierzę – zapisał w swoich wspomnieniach.

Reklama

W takim otoczeniu Janek dorastał przez dziesięć kolejnych lat.

Jego fascynacje przyrodą, zrodzone w surowym, piaszczystym krajobrazie, wzmocnione lekturą podróżniczo-przygodową, objawiły się znacznie później w jego działalności literackiej.  Poza książkami, pierwszych przygód własnych dostarczały mu polowania na grzyby i ryby. Wędkował i rozpoznawał obyczaje panujące w tym wodnym świecie, by później, w latach 70., własne przeżycia i emocje z różnych okresów życia, opisać językiem metaforycznym w „Listach z buszu”.  Nadał w nich sobie rolę „Walecznego Okonia”. W 1981 roku, w ostatnim rozliczeniowym „Liście z buszu”, kierowanym do samego siebie, tak opisywał ten najwcześniejszy, ważny dla niego czas. „…W zielonkawych wodach panował spokój, ład i miłość rodzicielska… młody okoń już wtedy był trochę czupurny, staczał walki z rówieśnikami, zawsze z tymi silniejszymi. Był ambitny i równocześnie nieśmiały… Stopniowo zarażał się bakcylem obserwacji zasad rządzących zielonkawym światem wielkiej rzeki…”

Reklama

Wędkowanie stało się dla niego wymarzonym miejscem zadumy i ciszy, gdzie można było spotkać się z samym sobą. Po wojnie, swój „wędkarski raj” znalazł na gryfińskim Międzyodrzu. Odwiedzając mieszkających w Gryfinie rodziców, pędzał tam niemal wszystkie wolne dni swoich urlopów.

 

Życie pod okupacją

W 1939 roku skończył sześć klas Publicznej Szkoły Powszechnej w Wołominie i został przyjęty do VIII Państwowego Liceum i Gimnazjum im. Króla Władysława IV w Warszawie. Ostatnie tygodnie przed wojną spędził na obozie młodzieżowym w Rybienku nad Bugiem, z którego zdołał wrócić do domu jednym z ostatnich pociągów. Kończyło się to co sielskie, a zaczynała się groza wojny i okupacji.

Reklama

Lata 40. Ta tragiczna, najdłuższa dekada zdominowała całe jego późniejsze życie. W spokojny czternastoletni świat wdarł się chaos. „…I nagle wzburzyły się fale i zadrżały tonie… Na spokojne wody runęły ławice piranii i rekinów-ludojadów, kałamarnic i płaszczek… tych płynących z zachodu. Zaczęły niszczyć, pożerać i prześladować wszystkie gatunki ryb spokojnych wód. Lała się krew, pękały skrzela… Młody okoń najpierw myślał, że to koniec świata gatunku rybiego… tego pogodnego; ale jeszcze nie wiele rozumiał… jeszcze go chronili matka i ojciec Okoniowie. Zaczynał rozumieć, że zdobywanie pożywienia to sprawa najważniejsza, to być albo nie być, dla rybiego stada spokojnych wód… a nade wszystko dla tych szarych okoni”.

W pierwszych dniach wojny instytucja jego ojca była internowana w kierunku wschodniej granicy. Zanim ojciec wrócił, po paru miesiącach przedzierania się przez kolejne linie frontu, jego czternastoletni syn zaczął pełnić funkcję głowy rodziny. Jego zadaniem stało sie zaopatrywanie w żywność. Jeździł rowerem po okolicznych wsiach w poszukiwaniu resztek zboża, ziemniaków czy spleśniałego chleba. Szybko dorastał.

Reklama

Po powrocie ojca rodzina przeniosła się na Pragę, na ulicę Targową 46 m 28. Było to bliskie sąsiedztwo Bazaru Różyckiego, gdzie przez całą okupację niemal codziennie zdarzały się obławy, łapanki i rewizje. Dwa, trzy razy w roku w naszym mieszkaniu pojawiali się żandarmi na lustracje, w poszukiwaniu czegoś podejrzanego. A było, i to dużo: tajne komplety, organizowane przez profesorów Liceum i Gimnazjum Władysława IV, szkolenie uczestników Szkoły Niższych Dowódców AK, Tata policjant działający w ruchu oporu i sporo prasy podziemnej. Ale jakoś się zawsze udawało,  działał sąsiedzki system ostrzegania.

 

Reklama

Wciągało go niebezpieczeństwo

W latach największego terroru 1943-1944, w atmosferze ciągłego zagrożenia, zdobywał szlify formalnej dorosłości. Na tajnych kompletach konspiracyjnego gimnazjum przerobił niezbędny program do zdobycia małej matury w 1943 roku. Pracował na kolei. Miał dobre papiery, prawo do munduru kolejarskiego, 300 złotych miesięcznie i dwie paczki papierosów machorkowych oraz codziennie zupę z mamałygi. Mógł znów  zajmować się szmuglem, bo do domu zaglądał głód. Do ruchu oporu formalnie wstąpił 6 marca 1943 roku. Przynależność organizacyjna to harcerski batalion AK „Wigry”. Zakres szkolenia obejmował: wiedzę teoretyczną niezbędną dla dowódców plutonu, ćwiczenia polowe w lasach otwockich i sporadyczne „akcje” na terenie Warszawy. Jego instynkt samozachowawczy zupełnie nie działał, jak ćmę wciągało go niebezpieczeństwo. Pisał wiersze patriotyczne, rozprowadzał ulotki. Gdy wieczorem po pracy i nauce zapadał w głęboki sen, ojciec przeszukiwał jego przepastne kieszenie i wszystko niszczył. W ten sposób przepadło wiele jego wspaniałych wierszy.

Reklama

Emocje tamtego czasu utrwalił w Listach „ …Umiłowanie spokojnych wód, walka o przeżycie, pogarda piranii i tych innych, udoroślała młode  okonie… coraz bardziej i częściej łączyły się w stadka najpierw małe – potem większe. Stare nieliczne własne szczupaki, rzadkie sumy i mądre karpie, ba, nawet tęczowe pstrągi i lipienie zaczynały uczyć młode okonie, życia walki z piraniami i taktyki atakowania silniejszych… tych podłych co zburzyli ład w zielonkawym świecie rzeki… Zielonkawe, kiedyś czyste wody potwornie zmętniały, stały się coraz bardziej cuchnące, zatrute. Walczono o byt, o przetrwanie. Stary sum, co uczył żyć i walczyć mawiał że przyjdzie  czas… że przyjdzie…

GODZINA”.

Reklama

 

Konsekwencje powstania

Miał 19 lat kiedy przyszła godzina „W” i wybuchło Powstanie Warszawskie. Przeżył całe piekło 63 dni walk na Woli, w Śródmieściu i na Starym Mieście. Kilkakrotnie przemieszczał się kanałami. Był ranny w Katedrze św. Jana i kontuzjowany na Bielańskiej. Przeżył kapitulację powstania oraz 550 dni tułaczki i obozów jenieckich. Zapłacił za to wszystko chorobą dwubiegunową. Cyklofrenia wracała do niego jeszcze kilkakrotnie. Cały koszmar tamtego czasu opisywał w latach 70. i 80. XX wieku. W 1975 roku napisał wstrząsający „List z przedpiekla”, który został opublikowany w „Gazecie Wrocławskiej” pod tytułem „Nie wiem”, tuż przed jego śmiercią.

Reklama

Językiem metaforycznym tak opisał te dni: „…I stało się …stary, najstarszy marylin zadecydował, że już czas …że trzeba bronić toni własnej …że czas na odwet za mękę, za poniżenia… za pogardę dla słabszych. Uderzyli… zakotłowało się w toni, ruszyły ławice szarych okoni i tych z czerwonymi skrzelami i szczupaków i karpi i… kilka sumów się ruszyło… A tam biło 100 piorunów, jak w czasie 100 burz wiosennych, woda zakotłowała… jakby  siła tektoniczna rozwarła wody, zapadało się dno …wokoło spływały trupy …tych okoni szarych  i czerwonych … ale i tamci krwawili …spływali krwią nareszcie i tamci …I była nadzieja na zwycięstwo … złudna nadzieja, nie pomogło bohaterstwo, hekatomba ofiar, zniszczenie matecznika też nie pomogło …Dlaczego ?...”.

Minęło już tyle dekad, a to pytanie ciągle jest ważne.

Reklama

 

Teraz Gryfino jest domem

Po wojennej zawierusze względnie bezpiecznym miejscem do życia dla rozbitków  warszawskich stały się tzw. Ziemie Odzyskane. Ojciec Janka, po wielu dramatycznych przejściach, w maju 1945 roku  melduje się w ekipie profesora Piotra Zaremby, pierwszego prezydenta miasta Szczecina. Zostaje oddelegowany do Greifenhagen, miasta znajdującego się na południe od Szczecina. Położone jest w pradolinie Odry, na wschodnim brzegu Regalicy. Podczas walk zostało zniszczone w 70 %, a jego centrum praktycznie przestało istnieć.

Reklama

Mając stabilny adres ojciec rozpoczął poszukiwanie syna, Janka. Wiadomo już było wówczas że „Szary II” przeżył Powstanie Warszawskie i został internowany. Dalsze jego losy nie były znane. Poszukiwaniem zaginionych zajmował się  Polski Czerwony Krzyż. Korzystając z tego pośrednictwa, co kilkanaście dni przez ponad pół roku ojciec wysyłał kartki z lakonicznymi komunikatami o losach rodziny i z powtarzającym się wezwaniem:

„ Synu wracaj, tu będzie nasz nowy dom”.

Dwie z tych kart dotarły do adresata i Janek, po dziewiętnastu miesiącach tułaczki, wrócił… Opisał ten czas w 1983 roku, po śmierci ojca, który spoczął na cmentarzu w Gryfinie.

Janek w Gryfinie pojawił się 17 kwietnia 1946 roku. Przez dwa miesiące przerabiał w trybie eksternistycznym braki programowe i na początku lipca otrzymał świadectwo dojrzałości na  kierunku matematyczno-fizycznym, w nowo utworzonym Gimnazjum i Liceum w Gryfinie. Natychmiast wyjeżdża do Szczecina. Nadrabia stracony czas, studiuje w latach 1946-1949 na Akademii Handlowej, pierwszej uczelni wyższej w Szczecinie.

Wtedy jego kombatancki życiorys nie był jeszcze przeszkodą.

 

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 01/08/2024 18:47
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    R.W - niezalogowany 2023-09-18 09:39:45

    Wzruszające i niezwykłe. Wiersze piękne i wymowne. Dziękuję

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama