Reklama

"Byłam współzałożycielką Solidarności w Dolnej Odrze"

Jadwiga Boral to jednak z osób związanych z Gryfinem (obok braci Witkowskich i śp. Zdzisława Podolskiego), które zostały internowane podczas stanu wojennego. To współzałożycielka Solidarności w Dolnej Odrze, która dotąd nie miała sposobności do opowiedzenia swojej historii na łamach gryfińskiej prasy

Nazwiska Witkowskich i Podolskiego cały czas funkcjonują w świadomości społecznej gryfinian. Pani jest w tym gronie nieco zapomniana.

Jadwiga Boral: Od niemal czterdziestu lat mieszkam poza granicami kraju. W 1984 roku wyjechałam do Szwecji, mając paszport tylko w jedną stronę. Z biegiem czasu wiele osób zaczęło przypisywać sobie wszystkie zasługi, pisać opozycyjną historię od nowa. Nie było mnie na miejscu, więc nie mogłam zabrać głosu w „tej dyskusji”.

 

Jak wyglądały początku Solidarności w Dolnej Odrze?

Reklama

- Zaczęło się we wrześniu 1980 r. Zostałam przewodniczącą Komitetu Założycielskiego „S”. W tym czasie działaczami byli m.in. Kąkolewski, Waliszewski, Witkowski i Bałaszek. Kierowałam działaniami związku do stycznia 1981 r. do pierwszych wyborów Komisji Zakładowej Solidarności. Ale o ich przebiegu nie mogę mówić.

 

Dlaczego?

- Bo nie brałam udziału w wyborach. Nie było mnie wtedy w Gryfinie, pojechałam do Częstochowy do umierającego ojca. Po powrocie dowiedziałam się, że przewodniczącym został Antoni Anweiler. Był to dla mnie dziwny wybór, bo Anweiler nie działał z nami w sierpniu 1980 r., gdy wszystko się zaczęło. Krótko po tym wprowadził swoje rządy.

Reklama

 

Na czym polegały?

- Robił wszystko tak, jak mu się podobało, bez konsultacji. Zresztą żadne rozmowy z nim nie przynosiły skutku. Nie mogłam dowiedzieć się, co zamierza, ani jak to będzie funkcjonowało. Mówił, że jestem z administracji i nie można mi ufać. Podkreślał, że reprezentuję nie robotników, ale drugą stronę. Gdy po latach opisywał historię Solidarności, nie znalazło się w niej moje nazwisko. Podczas jednej z moich wizyt w ojczyźnie zapytałam go, dlaczego nie ma o mnie nawet pół słowa. Użył takiego określenia: „A co mi się miała tu pętać jakaś kobieta w dokumentach?”. Anweiler nie był dla mnie człowiekiem do rozmowy.

Reklama

 

Więcej w Gazecie Gryfińskiej.

 

 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama