„W przeszłości publikowaliśmy na naszych łamach poruszającą historię Stefanii Haniak. Ta dzielna kobieta pod koniec II Wojny Światowej wraz z dwójką swoich dzieci przeżyła jedną z największych katastrof morskich współczesności. Zatopienie statku pasażerskiego MS Wilhelm Gustloff. Kilka lat temu zmarła jej córka, która w trakcie katastrofy miała niespełna pięć lat. Jadwiga Binert spoczęła na gryfińskim cmentarzu”. Z okazji 80 rocznicy zatonięcia Gusloffa przypominamy archiwalny tekst Jakuba Stankiewicza
- Z tragedii Gustloffa niewiele sobie przypominam. Pamiętam, że jak pierwsza torpeda uderzyła (pierwsza trafiła w kwatery załogi znajdujące się na dolnym pokładzie - przyp. red.), statek się zakołysał, po drugim trafieniu, w basen, gdzie umieszczono pielęgniarki, zgasły światła. Nie wiem, jak to się stało, ale jakoś znaleźliśmy się na górnym pokładzie przy barierce. Tłumy ludzi zaczęły krzyczeć, biegać, tratować się, płakać. Szalało wzburzone morze, czułam przenikliwe zimno. Przypominam sobie moment, kiedy wrzucano nas do szalupy i krzyki, że tylko kobiety i dzieci mogą wejść do łodzi. Mnie i Teodora jakaś pani wzięła na ręce – swoimi wspomnieniami pani Jadwiga podzieliła się niegdyś z dziennikarzami.
Opublikował je w 2010 roku portal interia. Teodor, brat pani Jadwigi, miał wtedy osiem lat. Co ciekawe, tragiczne doświadczenie nie przeszkodziło mu w dorosłym życiu swoje życie zawodowe związać z morzem. Gdy w ubiegłym roku pracowaliśmy nad artykułem, dowiedzieliśmy się, że już nie żyje.
Jedyną żyjącą osobą, być może ostatnią z ocalałych z Gustloffa, była jego siostra. Rodzina sygnalizowała jednak, by ze względu na stan jej zdrowia uszanować spokój pani Jadwigi. Publikacje oparliśmy więc na wspomnieniach, który już kiedyś ujrzały światło dzienne.
Statek zatonął 30 stycznia 1945 roku. Późnym wieczorem trzy torpedy wystrzelone z radzieckiej łodzi podwodnej S-13 przerwały rejs Gustloffa z Gdyni. Pasażerowie uciekali przed radziecką ofensywą do nadal opierającej się aliantom III Rzeszy. Większość była związana z upadającym nazistowskim reżimem. Według pogłosek na jego pokładzie miały znajdować się również pakowane naprędce złoto, srebro, porcelana, a także cenne dzieła sztuki zrabowane z kościoła Mariackiego w Gdańsku, a nawet kosztowności pochodzące z obozu koncentracyjnego Stutthof.
- Marynarz, który opuszczał mnie do szalupy, zasłonił mi ręką twarz, żebym się nie bała. Tonący rozbitkowie czepiali się naszej łodzi, która w końcu przechyliła się i "wysypała" nas do wody – to z kolei fragment wspomnień pani Jadwigi, opublikowany w serwisie www.przewodnikgdanski.pl
- Na szczęście mieliśmy kapoki. Mama, abyśmy nie rozłączyli się i nie pogubili, powiązała nas sznurkami od kamizelek. Było potwornie zimno, styczeń, mróz i lodowata woda. Byliśmy wycieńczeni... Wokół pełno ludzi umarłych, rąk, głów. Straciłam przytomność. Uratował nas statek, raczej okręt wojenny, dali nam jeść i pić, pamiętam przypaloną kaszę, która wówczas smakowała jak nigdy. Nie pamiętam, gdzie po uratowaniu dopłynęliśmy – wspominała w 2010 r. siedemdziesięcioletnia wówczas gryfinianka, którą stała się, gdy wraz z matka i bratem wrócili do Polski z amerykańskiej strefy okupacyjnej.
- Nawet obecnie, kiedy sprawa Gustloffa jest powszechnie znana, nie czuję, że przeżyłam największą katastrofę morską w dziejach – zwierzyła się swego czasu.
Mroźna bałtycka toń, według niektórych źródeł, pochłonęła blisko siedem tysięcy ofiar. Pani Jadwiga zmarła 20 stycznia 2022 r. w wieku osiemdziesięciu jeden lat.
Jakub Stankiewicz
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ciocia moja Helena siostra dziadka była pomocą domową u Huth-a w domu w Gdańsku zastępcy Forstera. Dostała nakaz pracy .W domu był do wspaniały człowiek, ale niestety w pracy już nie i dostał karę śmierci po wojnie. Był z żoną na statku i został ewakuowany w szalupie. Ciocię moją sprowadził po linach młody niemiecki żołnierz kładąc ja na drewnianych drzwiach nakrywając jeszcze plandeką. Żołnierz ten jak i ciocia uratowali się. Ciocia była potem chora na zapalenie płuc, a leczyli ją niemieccy rybacy w swoim domu. Była piękną kobietą. Możecie dopisać ja do uratowanych Helena Szczepanowska. Może to jedyna uratowana Polka.

Ciocia moja Helena siostra dziadka była pomocą domową u Huth-a w domu w Gdańsku zastępcy Forstera. Dostała nakaz pracy .W domu był do wspaniały człowiek, ale niestety w pracy już nie i dostał karę śmierci po wojnie. Był z żoną na statku i został ewakuowany w szalupie. Ciocię moją sprowadził po linach młody niemiecki żołnierz kładąc ja na drewnianych drzwiach nakrywając jeszcze plandeką. Żołnierz ten jak i ciocia uratowali się. Ciocia była potem chora na zapalenie płuc, a leczyli ją niemieccy rybacy w swoim domu. Była piękną kobietą. Możecie dopisać ja do uratowanych Helena Szczepanowska. Może to jedyna uratowana Polka.