„Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy”, powiedział w czerwcu 1945 r. Władysław Gomułka, ówczesny przywódca Polskiej Partii Robotniczej. O tym, że nie były to czcze zapowiedzi Polacy oraz polityczni rywale, przekonali się dokładnie 76 lat temu, gdy w kraju odbyły się pierwsze po wojnie wybory parlamentarne
O wyborach do Sejmu Ustawodawczego z 1947 roku nie można mówić w oderwaniu od Referendum Ludowego. Ostatniego dnia czerwca 1946 r. Polacy poszli do urn, by odpowiedzieć na trzy pytania:
1. Czy jesteś za zniesieniem Senatu?
2. Czy chcesz utrwalenia w przyszłej Konstytucji ustroju gospodarczego, zaprowadzonego przez reformę rolną i unarodowienie podstawowych gałęzi gospodarki krajowej, z zachowaniem ustawowych uprawnień inicjatywy prywatnej?
3. Czy chcesz utrwalenia zachodnich granic Państwa Polskiego na Bałtyku, Odrze i Nysie Łużyckiej?
Pozornie niewinne zagadnienia stanowiły element politycznej walki, która rozgrywała się w wyniszczonym przez wojnę kraju. Starcie toczyło się między dwiema siłami: Polską Partią Robotniczą (PPR) i jej „satelitami” oraz Narodowymi Siłami Zbrojnymi (NSZ) i Polskim Stronnictwem Ludowym (PSL). Pytania zostały sformułowane w taki sposób, aby „trzy razy tak”, zgodnie z wezwaniem komunistów, mogli odpowiedzieć zarówno ich zwolennicy, jak i przeciwnicy.
PSL, aby odróżnić się od komunistów, zaapelowało do Polaków, by na pierwsze pytanie odpowiedzieli „NIE”, zaś na dwa pozostałe „TAK”.
- Finalnie, jakiekolwiek działania nie miały znaczenia. Decyzja o sfałszowaniu wyników wyborów zapadła dużo wcześniej. Jak w połowie lipca 1946 roku ogłosił Generalny Komisarz Głosowania Ludowego, społeczeństwo zagłosowało „trzy razy tak”. Na pierwsze pytanie, w sposób twierdzący, oddać głos miało 66,15%, na drugie – 75,02%, zaś na trzecie aż 88,84%. Podobne wyniki „padły” w Gryfinie – pisaliśmy w poprzednim roku, z okazji jubileuszu referendum.
Prawdziwe wyniki wyborów (komuniści spisali je, by zobaczyć jakim rzeczywiście poparciem cieszą się u społeczeństwa) nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego. W referendum, które do historii przeszło jako „3x tak” nie chodziło bowiem o liczby, lecz sprawdzenie na jak wiele pozwolić sobie może PPR i wspierające je ugrupowania. Jako że zachód nie zareagował zarówno na terror, jak i fałszerstwo, Stalin wiedział, że droga do likwidacji opozycji stoi otworem. Za odpowiedni moment do tego uznano planowane wybory do wspomnianego Sejmu Ustawodawczego. W momencie ustalania daty, która przypadłą na 19 stycznia 1947 r., dni PSL były już policzone. Także w Gryfinie, gdzie sprawy przyjęły równie gwałtowny kształt, co w pozostałych częściach kraju.
Inwigilowani przez UB
Sprawą likwidacji gryfińskiego PSL zajął się profesor Radosław Ptaszyński z Uniwersytetu Szczecińskiego. Przed opisaniem ostatnich akordów działalności miejscowych ludowców, warto uprzednio przyjrzeć się tej grupie. Za datę zawiązania struktur PSL w naszym mieście przyjmuje się 4 lutego 1946 r. Władze partii wybrano nieco później, bo 14 marca 1946 r. Na czele Zarządu Powiatowego stanął Zygmunt Osiecki, zaś jego członkami zostali Władysław Wodzisławski (inspektor samorządu) i Roman Gromczewski (kierownik Powiatowego Urzędu Repatriacyjnego). W skład Powiatowej Komisji Rewizyjno-Werbunkowej weszli natomiast: Idziak (lekarz szpitala powiatowego), Jezierski (wójt gminy Borzym), Gadziński (kierownik Wydziału Przemysłu i Handlu), Hundert (intendent szpitala), Różalski i Karol Filipiak (kierownik Biura Rolnego).
Jak pisze prof. Makowski, wybory zapoczątkowały prężniejszą działalność gryfińskich ludowców. Zaalarmowały też miejscowy Urząd Bezpieczeństwa.
- Pretekstem do podjęcia i stopniowego nasilania inwigilacji tej partii był fakt, iż PSL nie powiadomił o swoim istnieniu, oraz donosy, iż w stronnictwie tym
szerzona jest „wroga propaganda przeciwko naszemu państwu demokratycznemu, organom bezpieczeństwa publicznego i Polskiej Partii Robotniczej” – czytamy w artykule Powiat gryfiński w aktach Urzędu Bezpieczeństwa 1945-1948.
Ślady po wspomnianej inwigilacji znajdują się w cytowanych przez prof. Radosława Ptaszyńskiego sprawozdaniach. Jak zapisano w Raporcie dekadowym szefa WUBP w Szczecinie za okres od 1-10 IV 1946, podczas zjazdu powiatowego PSL, który odbył się 31 marca 1946 r. w budynku gryfińskiego PCK, głos zabrać miał m.in. przedstawiciel Zarządu Wojewódzkiego PSL.
- Nazywają, że jest demokracja. Jak może być jeżeli w Bezpieczeństwie nie może być członek z P.S.L.-u bo gdy znajdą takiego to go za kołnierz wyrzucają. Co się tyczy żądania
75% mandatów to słusznie żądamy gdyż z 75% rekrutuje się chłop polski. Zarzucają nam, że my reakcjoniści, że łączymy się z N.S.Z.-em i Andersem jest to fałsz, gdyż nie chcemy być rozbijaczami bloku demokratycznego, ale nie chcemy także by w Polsce były kołchozy. Wciąż nam mówią, że są dla nas przychylni i wyciągają rękę
do porozumienia się… - zacytowano w piśmie, które Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego przesłał do Warszawy.
„Reakcyjne, peeselowskie podziemie”
Gryfińscy ludowcy mieli świadomość sytuacji i tego, że znaleźli się na celowniku UB. Świadczą o tym działania grupy. W kolejnych tygodniach politycy PSL nie afiszowali się publicznie. Organizowali jedynie tajne spotkania i odczyty. I o nich wiedzieli jednak przedstawiciele władzy. Fakt ten odnotowano m.in. w sprawozdaniu opisowym Stan kampanii wyborczej województwa szczecińskiego, które informowało, że „w powiecie gryfińskim PSL-owcy zbierali się niepoznanie w kawiarniach".
Ich przezorność nie dziwi. Do ludowców z powiatu gryfińskiego dochodziły wszak głosy o sytuacji w kraju, gdzie bojówki PPR i UB zakłócały wiece PSL, napadały na siedziby partii oraz oskarżali jej przedstawicieli o współpracę z „reakcyjnym podziemiem”.
Podobne działania stosowano zresztą w Gryfinie. O tym jak wyglądała atmosfera przed wyborami do Sejmu Ustawodawczego wiemy ze wspomnień Bolesława Chmury.
- Tak jak w referendum w czerwcu 1946 roku, tak i w dniu 19 stycznia 1947 roku stanęła do urny wyborczych, by w pierwszych wolnych wyborach, w nowej i niepodległej Polsce, udzielić poparcia słusznej polityce Krajowej Rady Narodowej i Rządu Jedności Narodowej. Te wielkie kampanie polityczne, jakimi było referendum ludowe oraz wybory do Sejmu, wyzwoliły w społeczeństwie ziemi gryfińskiej potężną energię społeczną i aktywność polityczną. Nikt wtedy nie stał na uboczu. Wiele w tym zasługi i umiejętności politycznego działania wykazanego przez kierownictwo powiatowe Polskiej Partii Robotniczej, jak i pozostałych partnerów wchodzących w skład Bloku Stronnictw Demokratycznych. I dziś, z perspektywy lat można powiedzieć, że wykazaliśmy wiele rozsądku politycznego potrafiąc zespolić społeczeństwo wokół listy wyborczej numer 3 – zapisał powojenny starosta gryfiński, przechodząc do opisu „kampanii wyborczej”.
- W tych ważnych dniach dużą aktywność wykazały wobec partii organizacje społeczne. Rzemieślnicy i kupcy wydają ulotkę podpisaną przez starszego cechmistrza Stanisława Łopatkę i prezesa Zrzeszenia Kupców Stanisława Dolatę, w której wzywano ludność do głosowania na listę Bloku Stronnictw Demokratycznych. Wspólną odezwę wydają: byli więźniowie hitlerowskich obozów koncentracyjnych, Związek Osadników Wojskowych, Powiatowy Komitet Stronnictwa Pracy oraz Powiatowa Rada Narodowa w Gryfinie – zapisał Bolesław Chmura, przytaczając treść wspomnianej odezwy, którą podpisał „w imieniu byłych więźniów hitlerowskich obozów koncentracyjnych”:
„Blok Demokratyczny - to tętniące życiem fabryki, to uruchomione polskie kopalnie, to chłop na własnej, polskiej ziemi, to Polska bez fabrykantów i obszarników, to od nikogo niezależna Polska na Odrze, Nysie i Bałtyku…. Tym wszystkim zdobyczom usiłują przeciwstawić się dzisiaj Niemcy z Schumacherem na czele i ich polscy przyjaciele w osobie pana Mikołajczyka i jego partnerzy z lasu… To reakcyjne peeselowskie bandy mordują z nienacka prawdziwych i wiernych synów Polski Ludowej, mordują robotników i chłopów, siejąc zamęt i postrach, aby stworzyć z Polski kolonie kapitału zagranicznego... 19 stycznia br. Polacy powiatu gryfińskiego zamanifestują swoją wierność i oddanie naszej Ojczyźnie i tak jak jeden maż oddadzą swe głosy na listę nr 3, na listę Bloku Stronnictw Demokratycznych…”.
Zaginięcie Rusika
W dalszej części wspomnień Świadectwo tamtych dni, spisanych w lutym 1972 r., Bolesław Chmura odnotował ulotka o tej treści została wydrukowana w dziesięciu tysiącach egzemplarzy, „które mocnym echem odbiły się wśród mieszkańców powiatu”. Do tego doszły propagandowe plakaty, wiszące na gryfińskich ulicach. Wobec powyższego nie dziwią słowa, które w monografii Gryfina napisał profesor Adam Makowski z Uniwersytetu Szczecińskiego. W jego ocenie, skala represji wobec gryfińskich ludowców była większa niż w większości powiatów Pomorza Zachodniego. Podobnie jak w przypadku całego kraju, nasiliła się po sfałszowanym Referendum Ludowym. Jedną z pierwszych ofiar „3x tak” w naszym mieście był Ignacy Rusik, pierwszy burmistrz Gryfina.
- 14 maja 1946 roku otrzymał pismo od starosty powiatowego Gracjana Wyrzykowskiego, który polecił Rusikowi sporządzić pismo z wykazem partii politycznych i organizacji młodzieżowych, które działają na terenie miasta, z zaznaczeniem stopnia ich aktywności – mówi Piotr Romanicz, który dotarł do rzeczonego dokumentu.
Burmistrz Rusik wykonał polecenie, przy swoim nazwisku dopisując skrót „PSL”.
- Wobec takiej odpowiedzi, już po Referendum Ludowym starosta powiatowy przysłał do Urzędu Miasta w Gryfinie pismo o następującej treści: „Zawiadamiam, że z dniem 7 IX 1946 r. został wyznaczony na burmistrza Gryfina ob. Grodzki Zygmunt”. Był to oczywiście członek PPR – cytuje Romanicz.
Lokalni historycy kilkukrotnie podejmowali próbę ustalenia dalszych losów Ignacego Rusika. Te do dziś pozostają nieznane.
- Można zakładać, że podobnie jak wielu innych członków PSL z tego okresu, skończył w więzieniu, lub jeszcze gorzej – ocenia Romanicz.
Szerzej poczytać o tym można w literaturze specjalistycznej, która
pokazuje, że skala terroru, rozpętanego przez wojsko, milicję i siły bezpieczeństwa, miała ogromną skalę.
- Od jesieni 1946 roku więzienia zapełniały się „wrogami ludu”, zwłaszcza działaczami PSL i ich zwolennikami, oskarżanymi m.in. o działalność na rzecz obcych wywiadów i kontakty z niepodległościowymi organizacjami. W gronie aresztowanych znaleźli się m.in. członek Naczelnego Komitetu Wykonawczego PSL, były więzień Łubianki, skazany w Procesie Szesnastu – Stanisław Mierzwa, a także dziennikarze: Karol Buczek (redaktor naczelny tygodnika „Piast”) oraz Zygmunt Augustyński (redaktor naczelny „Gazety Ludowej”) – wylicza Waldemar Kowalski z IPN.
„Ostatni peeselowiec”
Zniknięcie Rusika musiało podziałać na wyobraźnię jego kompanów z PSL. W kolejnych tygodniach PPR i UB nie siliły się na subtelności. Jak w książce Polskie Stronnictwo Ludowe w obronie demokracji 1945–1949 napisał prof. Romuald Turkowski z Uniwersytetu Warszawskiego, sekretarz PPR w Gryfinie Henryk Kuciński (w czerwcu 1946 r. stanął na czele Powiatowej Komisji Głosowania Ludowego) i wspomniany starosta Gracjan Wyrzykowski straszyli ludowców więzieniem, wysiedleniem, grożąc, że: „Po wyborach wszystkich PSL-ców porozstawiamy po ulicach i pluć im będziemy w twarz".
Gdyby tylko na pluciu miało się skończyć. Jak mówi prof. Ptaszyński, wielu gryfińskich ludowców obawiało się o bezpieczeństwo własne i swoich najbliższych. Spowodowało to nasilające się odejścia członków PSL oddział Gryfino. Jako pierwszy na ten krok, tuż przed referendum, zdecydował się lekarz powiatowy Idziak, który z miejsca rozpoczął agitowanie za „3x tak”.
- Od sierpnia 1946 r. odejścia z PSL przybrały już znaczne rozmiary. Dokonywano dalszych
aresztowań, bardzo często za nielegalne posiadanie broni. W materiałach źródłowych nie
znajduje się informacja, iż broń ta była podrzucana, choć z innych źródeł wiemy, iż tego typu prowokacje były przez UB stosowane. Z drugiej strony w tym czasie i na tym terenie posiadanie broni nie było sprawą rzadką – ocenia prof. Ptaszyński z US.
W cytowanym już artykule, opublikowanym w książce Gryfino i okolice na przestrzeni wieków, pisze, że jednym z ostatnich akordów działalności PSL w powiecie był zjazd powiatowy zorganizowany 18 sierpnia 1946 r. Kilka tygodni później, 30 października 1946 r., pod zarzutem nadużyć finansowych aresztowano wiceprezesa zarządu powiatowego PSL, Romana Gromczewskiego.
-W końcu 1946 r. z całego zarządu powiatowego pozostał jedynie prezes Osiecki. W całym powiecie PSL liczył tylko ok. 80 członków. Dla porównania PPR - 1080 członków, co stanowiło 10% wyborców – wylicza Ptaszyński.
Wobec wszystkich działań, powiat gryfiński władze uznawały za jeden z trzech spokojniejszych, w których – jak pisano w sprawozdaniu z grudnia 1946 r. - „organizacje PSL zlikwidowano”. W tym czasie usunięto też wszystkich przedstawicieli PSL z Powiatowej Rady Narodowej. Żeby mieć pewność co do wyniku wyborów, tuż przed 19 stycznia 1947 r. usunięto z list wyborczych „ostatniego peeselowca”, wspomnianego prezesa Zygmunta Osieckiego. Mimo sugestii, pozostał mieszkańcem Gryfina i jako kierownik tutejszej placówki PCK, podlegał inwigilacji nawet po wyborach parlamentarnych 1947, gdy PSL przestał istnieć.
Ks. Palica głosował za Blokiem
Dzięki Bolesławowi Chmurze wiemy jakie postawy wobec opozycji stosowali w Gryfinie przedstawiciele władz oraz jaki kształt przybierała propaganda wyborcza na ziemi gryfińskiej.
To jedno z nielicznych spisanych świadectw na ten temat. We wspomnieniach i pamiętnikach próżna szukać tego typu relacji. Przedstawiciele powojennej władzy rezygnowali z opisu kulisów politycznych zdarzeń. Brakuje ich jednak również we wspomnieniach pionierów niezaangażowanych politycznie. Być może wina leży po stronie lokalnych historyków, którzy nie dopytywali o te aspekty? Możliwa jest jednak również opcja, w myśl której pionierzy nie uznawali referendum i pierwszych wyborów parlamentarnych za coś istotnego.
Swoje w tej kwestii zrobiła też zapewne ówczesna propaganda. Wspomniane przez Chmurę ulotki szkalujące PSL, usuwanie przedstawicieli ludowców z przestrzeni publicznej oraz przedwyborcza wizyta marszałka Michała Żymierskiego w mieście. Swoją rolę odegrać mogły też działania… proboszcza Jana Palicy. Przeczytać o nich można w artykule Polskie Stronnictwo Ludowe na Pomorzu w kampanii przedwyborczej i wyborach do Sejmu Ustawodawczego.
- W powiecie Gryfino ksiądz wraz z podległym mu personelem przybyli do Komisji Obwodowej, gdzie oficjalnie oddali głosy na listę Bloku – odnotowała autorka Małgorzata Ryś, powołując się na Sprawozdanie z akcji wyborczej w woj. szczecińskim przesłane przez szefa WUBP w Szczecinie do dyrektora V Departamentu MBP w Warszawie z 3II 1947 r.
Jak wynika z danych opublikowanych przez Komitet Wojewódzki PPR w Szczecinie, z 12 500 osób uprawnionych do głosowania w powiecie Gryfin, do urn poszło 12 103 mieszkańców. Ważnych miało być 12 046 głosów, z czego 11 792 oddanych na Blok Demokratyczny. Dało to 97,89% poparcia, przy 2, 11% dla PSL (254 głosy). To oficjalne dane. Jak naprawdę głosowali w 1947 r. Polacy i mieszkańcy naszego regionu, nie wiadomo.
- Fałszerstwo odbywało się na tylu poziomach, że nie da się dziś tego zrekonstruować. Nie było też sondaży, z których można by wnosić, jak rozkładały się wtedy sympatie polityczne Polaków. Można tylko spekulować, że PSL uzyskało więcej głosów, niż to zostało oficjalnie ogłoszone. Ale tego, czy partia ludowców uzyskała większość (według Mikołajczaka nawet rzędu 60-70%) chyba nigdy się nie dowiemy – pisze Bartłomiej Noszczak, historyk z warszawskiego IPN.
W kontekście gryfińskim najbardziej wstrząsa fakt, że mowa o małym mieście, w którym propagandowe treści i zarzuty kierowano wobec sąsiadów i bliskich współpracowników.
- To reakcyjne peeselowskie bandy mordują z nienacka prawdziwych i wiernych synów Polski Ludowej, mordują robotników i chłopów, siejąc zamęt i postrach – pisał Bolesław Chmura, który dwa lata wcześniej, w październiku 1945 r., wspólnie m.in. z Ignacy Rusikiem i Zygmuntem Osieckim zakładał spółdzielnię spożywczą „Odra”.
Jak ma się do tego „pionierski mit”, przekazywany nam przez ostatnie dziesięciolecia?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze