Reklama

Pierwsi gryfinianie - jeńcy wojenni i więźniarki obozów koncentracyjnych

Równo osiemdziesiąt lat temu – 12 maja 1945 r. – w Gryfinie powieszono biało-czerwoną flagę. W mieście znajdowała się zaledwie garstka Polaków, głównie członkowie administracji i służb, choć z każdym dniem meldowali się kolejni rodacy. Pierwszą grupę stanowiły osoby, które cudem przeżyły wojnę

- Przeprawiliśmy się przez rzekę po autostradzie. Mimo że droga była nowa, budowana przecież niedawno przez więźniów, to była poważnie zniszczona. W wyniku bombardowania powstał w niej spory lej. Udało nam się przez niego przejść. 

I wylądowaliśmy najpierw w Radziszewie. Wieś była zupełnie pusta, nikogo tam nie było. Wszyscy przenocowaliśmy w jednym z domów. Na drugi dzień we wsi pojawił się starosta z Gryfina, bo dowiedział się, że są tam więźniowie i jeńcy. Poprosił, byśmy pojawili się w mieście, bo potrzebowali ludzi do pracy – wspominała Bronisława Lewandowska.

Reklama

Zapamiętała, że strasznie padało. Był 14 maja 1945 r., gdy po raz pierwszy znalazła się w pachnącym jeszcze wojną miasteczku Gryfin.

- W mieście byli praktycznie sami Ruscy i garstka Polaków, praktycznie tylko tzw. grupa operacyjna pod przewodnictwem starosty Edwarda Kunika. Pamiętam, że stanął przed nami, tymi kilkunastoma osobami i przedstawił się żartobliwie: „Nazywam się Kunik, a to jest moja kobyłka”. Mówiąc to wskazał ręką na swoją żonę – opowiadała nam ze śmiechem jedna z pierwszych osadniczek, która nie doczekała niestety 80. rocznicy swojego przyjazdu.

Reklama

Pani Bronisława odeszła w grudniu 2024 r., krótko przed 101 urodzinami.

Więcej przeczytasz w aktualnej Gazecie Gryfińskiej.

 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama