Konrad Pasiciel należał do Grupy Operacyjnej, która wiosną 1945 r. została wysłana do Greifenhagen, by "tworzyć polskość". Udało nam się stworzyć biogram tej kompletnie zapomnianej i tragicznej postaci. Zginął bowiem w trakcie wykonywania obowiązków służbowych.
Podczas krótkiego, „gryfińskiego epizodu”, Konrad Pasiciel mieszkał w domu przy ul. Szczecińskiej 51. We wrześniu do budynku weszła delegacja z Zarządu Miejskiego, bo pod taką nazwą działał wówczas magistrat. Z wizyty powstał protokół. Wyblakła kartka opisująca dobytek zmarłego.
Udało się nam bowiem ustalić, że jego nagła śmierć nie wynikała z choroby. Zmarł na skutek nieszczęśliwego i tragicznego wypadku, do którego doszło 30 sierpnia 1945 r., podczas wykonywania obowiązków służbowych.
- Około godz. 20.00, jadąc w sprawach organizacyjnych obwodu z Gryfina do Koszalina samochodem półciężarowym PKS, na 14 km przed Koszalinem, ok. wsi Bicykier (dzisiejszy Biesiekierz – przyp. red.), zdarzył się wypadek – napisał starosta Jan Daszyński (pod koniec lipca zastąpił E. Kunika) w piśmie do Wojewody Leonarda Borkowicza.
Dzięki dokumentowi, który uzyskaliśmy po wielu miesiącach poszukiwań, znamy dokładny przebieg zdarzenia.
----------------------------------------------------
Tuż przed świętami udało nam się odkryć powód, dla którego Pasiciel zamieszkał w Gryfinie bez członków najbliższej rodziny. Jego żona znajdowała się bowiem w zaawansowanej ciąży. Córkę urodziła 1 września 1945 r., dzień po śmierci swojego męża.
Wątpliwe, by w tych okolicznościach Wanda Pasiciel uczestniczyła w jego ostatniej ziemskiej drodze. Nekrolog, który został dołączony do liczącej zaledwie 23 strony teczki, informuje bowiem, że pogrzeb inżyniera odbył się już w poniedziałek 3 września. I to nie w jego rodzinnym Poznaniu, lecz w Koszalinie.
Cały artykuł znajduje się w aktualnej Gazecie Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze