Reklama

Felieton: Przezroczyści

FELIETON.

Starość to temat drażliwy, trudny, niełatwy i na pewno nie radosny. Starość jest brzydka, a jej życiowej mądrości się nie widzi. I bez względu na to, kto ją wymyślił nie był to dobry pomysł. Stary człowiek na przestrzeni wieków nie zawsze i nie wszędzie był jednakowo postrzegany, ale żyjąc we wspólnocie rodzinnej był przeważnie otaczany opieką i poważaniem ze względu na jego życiowe doświadczenie i mądrość. Czas nie stoi w miejscu, a wraz z jego biegiem zmieniało się życie. Pojawiały się nowe potrzeby i nowe  możliwości. Wraz ze zmianami na świecie, ulegało zmianie również życie rodzinne. Przestały prawie istnieć wielopokoleniowe rodziny , a nowe warunki mieszkaniowe nie sprzyjały „bliskości”. Na przestrzeni wieków wszystko wokół ulegało zmianie. Zmieniały się obyczaje, moda, klimat, życie i tylko - czy nam się to podoba czy nie (raczej na pewno nie), pozostała wieczna i niezmienna, przychodząca do każdego starość. Nie lubię tego określenia, ale ono jest prawdziwe jak słońce i wiatr. Świat wraz ze swymi pomysłami stał się niezwykle szybki, często  prawie nieprzewidywalny. Sztuczna inteligencja, loty na księżyc i wieczne wojny. Czasy stały się niestabilne, a rzeczywistość zmienia się jak w kalejdoskopie. Jak w tym wszystkim ma się znaleźć – człowiek. Stary człowiek, który wśród pędzącego tłumu staje się przezroczysty. Jest tematem tabu. „Plącze” się wśród kultu młodości prawie niezauważony, nikomu niepotrzebny.

Starość nie interesuje młodych. Jest dla nich tak odległa, że bez sensu jest o niej nawet myśleć, a spotykani przez nich starzy ludzie to dla nich istoty jak z innego świata. Nasuwa się pytanie: czy ci wiekowi, którzy jeszcze tak niedawno byli młodzi, też są ludźmi?

Reklama

Ktoś powie - państwo pomaga. Owszem pomaga i nie pomaga. Starszy człowiek nie zawsze radzi sobie z przemijaniem, z utratą sprawności, chorobami i samotnością.  Chciałby porozmawiać, ale nie ma z kim. Zarejestrowanie się i dojście do lekarza często graniczy z cudem, czasami wchodząc do gabinetu nie wie czy powiedzieć „dzień dobry”, czy „przepraszam, że jeszcze żyję”. To nie są lekarze z odległej pamięci.

W pustym mieszkaniu z każdego kąta wygląda beznadziejność. Jeszcze niedawno ktoś był, ale już go nie ma, a tak trudno nagle samemu przesunąć stół. Często jego jedynym towarzyszem jest pies albo kot, który jest równocześnie jego zmartwieniem. Co będzie ze zwierzakiem, gdy przyjdzie czas odejścia? Komu uwierzyć? Komu zaufać? Kontakty sąsiedzkie uległy zmianie, przyjaciele odeszli, a istniejąca gdzieś rodzina jest zajęta myślą – co komu będzie się należało. Seniorzy co nieco młodsi radzą sobie, ale ci bardzo „dojrzali”, których mijamy na ulicy pochylonych z kulą lub z balkonikiem, schorowanych, nie mogących dotrzeć do lekarza. Czas pokreślił zmarszczkami twarz. Oczy przygasły i tak częste w nich łzy. Kto wie jak pomóc? Więc prośba - uśmiechnijcie się do siwowłosego. Uśmiech nic nie kosztuje, a często tak wiele znaczy. Paulo Coelho powiedział „Państwo, które korzystało z ich mądrości niech patrzy na nich jak na mądry, potrzebny jeszcze miniony świat”. A do młodych - „Idziecie również drogą, która któregoś dnia się skończy”.

Reklama

Tamara Szymańska

Felieton opublikowany 8 września w Gazecie Gryfińskiej.

Czytaj nas w Google
Dodaj do Google
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama