- Od najmłodszych lat opowiadała mi różne ciekawe opowieści. Długo nie rozpoznawałem, co jest bajką, a co historią. Bo Zofia mówiła też o prawdziwych wydarzeniach, które brzmiały nierealnie, bajkowo właśnie. Były wszak o innym świecie, którego nie znałem… - mówi Marek Brzeziński, przytaczając dzieje swojej polsko-niemieckiej rodziny, której przedstawiciele pojawili się w Kreis Greifenhagen po I wojnie światowej
Dziadek wybrał paskudnie. Zmarł zanim pojawiłem się na świecie, więc nie mogłem go o to zapytać osobiście. Dlaczego w czerwcu 1945 roku, gdy w mieście było tyle pięknych, wolnych domów i mieszkań, oni wybrali taki nieciekawy, zrujnowany domek przy ulicy Słowiańskiej, spytałem babcię.
Odpowiedź okazała się bardzo ciekawa. Powiedziała, że byli przerażeni wszystkim, co ich spotkało. Podróżą, rosyjskimi wojskami, które wykradały wszystko, co miało jakąkolwiek wartość, koniecznością odbudowywania życia w nowym miejscu. Atmosfera pierwszych powojennych tygodni, to nie tylko radość, ale też trwoga.
Dziadek obawiał się tego, co jego rodzinę może czekać w nowym miejscu. Dlatego, gdy szukał w Gryfinie mieszkania, zdecydował się na… warownię. Nie dosłownie. To był normalny budynek, ale z jednej strony znajdował się wysoki mur miejski, a z dwóch kolejnych dwie stodoły. To był czworokąt zamknięty, który dawał poczucie względnego bezpieczeństwa. Bo mój dziadek, zamiast wygody, wybrał właśnie bezpieczeństwo dla swoich najbliższych.
Nie była to zbyteczna przezorność.Wystarczy poczytać relacje pionierów. Pan Cytrycki bardzo często opowiadał, że po wojnie ciągle pojawiały się jakieś groźne sytuacje. Po mieście chodziły bandy szabrowników, uzbrojeni ludzie nie wiadomo skąd. Pionierzy, chcąc obronić swojego niewielkiego dorobku, wychodzili na nich z kosami. Inni decydowali się na spolegliwość, a jeszcze inni, jak mój dziadek zamykali się na klucz w warowni i liczyli, że to pomoże.
Było dla niego mniej ważne, że ten dom się rozlatuje. Liczyło się, że stanowi zamkniętą całość. Takie to były czasy, że powojenni gryfinianie żyli w ciągłym strachu. Moi dziadkowie i tak znajdowali się w pozornie lepszym położeniu. Nie były to dla nich bowiem całkowicie obce tereny.
W Kreis Greifenhagen znaleźli się zanim wybuchła II wojna światowa.
Artykuł (trzy strony) o historii rodziny znajduje się w aktualnym wydaniu Gazety Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze