Reklama

Bitwa o Greifenhagen

8 marca 1945 rozpoczęła się bitwa o Greifenhagen. To jeden z tysięcy „niewielkich” epizodów II wojny światowej, który miał jednak niebagatelne znaczenie w kontekście historii naszego regionu. Stracone przez Niemców – 16 marca – miasto już nigdy nie wróciło w ich władanie. Nieco ponad tygodniowy przebieg walk znamy nie tylko z wojennych raportów i relacji, ale również wspomnień cywilów. Polskich i niemieckich mieszkańców

3 marca padły nie tylko Banie. Rosjanie zajęli też Kłodowo, Żarczyn, Swochowo. Dzień później Babinek, Lubicz, Lubanowo i Sosnowo, zaś 5 marca Pacholęta i Rożnowo. Droga do Greifenhagen, niemal zewsząd, była otwarta. Zwłaszcza, że już 7 marca Sowieci zdobyli Bartkowo, Mielenko Gryfińskie i Glinną. Trwały zacięte boje  o Gardno, które padło nazajutrz. Podobnie jak Kołowo, Wysoka Gryfińska, Wirów i Żórawie.

Właśnie 8 marca, na przedpola Greifenhagen, podeszły czołgi 219 Brygady Pancernej, zaś swoje stanowiska zajęła I Polska Samodzielna Brygada Moździerzy.

Reklama

-----------------------------

Nie wiadomo ilu mieszkańców znajdowało się wówczas na terenie miasta. Na początku roku nazistowskie władze niechętnie zezwalały na wyjazdy mieszkańców. Wprawdzie już pod koniec 1944 r. zaczęto wywozić dzieci i seniorów „za Odrę”, lecz jednocześnie starano się utrzymać w granicach Greifenhagen jak największą liczbę osób w sile wieku. W pierwszej fazie przygotowań kierowano ich do budowy stanowisk obronnych, a im głośniejsze były echa wojny, do bezpośredniej obrony miasta.

Reklama

- W połowie lutego 1945 roku do Gryfina z wizytą przyjechał Hermann Goering. Niemcy, wykorzystując autorytet marszałka z początków wojny, chcieli uzyskać od swoich żołnierzy maksymalny wysiłek i poświęcenie przy obronie miasta. H. Goering w tym czasie odwiedził jeszcze kilka innych miast na Pomorzu Zachodnim.  Podczas wizyty marszałek rozmawiał z mieszkańcami, żołnierzom rozdawał cygara – pisał Maciej Lisiecki w swojej pracy dyplomowej „Gryfino w trudnej dekadzie 1939-1949”.

Wspomniany już Dietrich Barske skonstatował po latach, że „niewiele to dało”. Nie zmienia to faktu, że miejscowi mężczyźni, „chcąc nie chcąc”, zostali wezwani do broni.

Reklama

 

Cały artykuł znajduje się w aktualnej Gazecie Gryfińskiej. Kupisz ją również TUTAJ.

 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama