Reklama

Ziemia Gryfińska. Wybory do Sejmu 1952 i posłanka-dojarka

- W sierpniu 1952 r. do rąk gryfinian trafił pierwszy numer „Ziemi Gryfińskiej”. Nieprzypadkowo zbiegło się to w czasie z wyborami do Sejmu PRL - pisaliśmy w sierpniu 2022 roku w "Gazecie Gryfińskiej". Z okazji wyborów przypominamy archiwalny tekst

„Ziemia Gryfińska” pojawiała się na naszych łamach kilkukrotnie. Pierwsza powojenna gazeta, ukazująca się na terenie naszego regionu, była organem prasowym Komitetu Powiatowego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.

- Podobnie jak Radiowęzeł, funkcjonowała i była finansowana przez Powiatową Radę Narodową. Siedziba obu znajdowała się w jednym z pokojów w budynku PRN, przy ulicy Grunwaldzkiej 12 – pisaliśmy w jednym z tekstów.

Wracamy do tematu, gdyż niedawno minęło siedemdziesiąt lat, odkąd pojawił się pierwszy numer „Ziemi Gryfińskiej”. Czytelnicy dostali ją do rąk pod koniec sierpnia 1952 r. Chociaż na łamach gazety można było (czasami) przeczytać artykuły odnoszące się do życia miasta,

Reklama

wiadomości sportowe, a nawet dowiedzieć się, co będzie grane w kinie „Gryf”, dominująca była tematyka odnosząca się do polityki społeczno-partyjnej.  Linia redakcyjna została zresztą jasno sprecyzowana na tytułowej stronie.

- Wydając pierwszy numer „Ziemi Gryfińskiej”, pragniemy przedstawić czytelnikom cel i zadania tego czasopisma. Szybkie tempo realizacji Planu 6-letniego w naszym kraju przez robotników, chłopów i inteligencję pracującą, wymaga dalszego, trwalszego scementowania całego społeczeństwa w jednolitym Froncie Narodowym walko o pokój i Plan 6-letni – czytamy w manifeście, który zapowiadał wprost walkę z bumelanctwem oraz  „demaskowanie jednostek spekulacyjnych i kułackich, stanowiących resztki pozostałości starego ustroju kapitalistycznego”.

Reklama

 

Dojarka kandydatką do Sejmu

„Ziemia Gryfińska”, w odróżnieniu od współczesnych gazet, nie ukazywała się regularnie. Choć teoretycznie pismo funkcjonowało jako tygodnik, kolejny numer pojawił się w połowie września, a następny dopiero po upływie miesiąca. Podejście do cyklu wydawniczego zmieniło się w październiku, gdy ukazały się aż trzy wydania. Zwiększona częstotliwość nie wynikała z większej pracowitości lokalnych działaczo-dziennikarzy. Powodem były zaplanowane na 26 października 1952 r. wybory do Sejmu PRL, które zdominowały łamy „tygodnika”.  Z okładki pierwszego październikowego numeru, na gryfinian spoglądali kandydaci na posłów. Można było dowiedzieć się, że Pelagia Lewińska, 45-letnia polonistka i pedagożka, wstąpiła do Polskiej Partii Robotniczej już w 1942 r., dostając się do władz partyjnych w Krakowie. Schwytana przez Gestapo, więziona w obozach koncentracyjnych, w tym w Auschwitz. Po wojnie pracowała w Wydziale Oświaty KC PPR, była też posłanką na Sejm Ustawodawczy (1947-52) i sekretarzem generalnym

Reklama

Związku Harcerstwa Polskiego (przypisuje się jej ideologiczne przeorganizowanie ZHP).

Jan Jabłoński przedstawiany był jako I sekretarz KW PZPR w Szczecinie, który przyjechał na „Ziemie Odzyskane” z rodzinnego Piotrkowa Trybunalskiego, gdzie już w 1936 r. (mając 17 lat), wstąpił do Komunistycznego Związku Młodzieży. Starszy od niego o sześć lat Edmund Jan Osmańczyk był natomiast aktywnym działaczem Związku Polaków w Niemczech, „niestrudzonym propagatorem polskości ziem nadodrzańskich”, dziennikarzem pism polskich w Opolu, Olsztynie i Berlinie (zdecydował się na współpracę z komunistyczną władzą, gdyż uznał, że najważniejsze, aby „Ziemie Odzyskane” stały się częścią Polski, a nie Niemiec).

Reklama

Kolejną kobietą w tym gronie była rówieśniczka Lewińskiej – Olga Dubik. Pochodziła z małorolnej rodziny chłopskiej. Po wojnie odznaczyła się „wzorowym prowadzeniem swojej gospodarki i rzetelnym wywiązywaniem się z obowiązków wobec państwa, aktywną społeczną postawą zaskarbiła sobie szacunek i zaufanie w gminie i powiecie”. Dubik była jedyną kandydatką z szerokorozumianego regionu. Mieszkała bowiem i pracowała (jako dojarka i członkini zarządu Spółdzielni Produkcyjnej) w Smolnicy, która wchodziła w skład powiatu chojeńskiego. Posiadała jednak też „szczeciński sznyt”. Była aktywistką Ligi Kobiet i członkinią Wojewódzkiej Rady Narodowej w Szczecinie.

 

Reklama

Kampania wyborcza

Cała czwórka kandydatów należała do Frontu Narodowego, który zrzeszał członków PZPR, jego partii satelickich (Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego i Stronnictwa Demokratycznego) oraz Centralnej Rady Związków Zawodowych i innych ugrupowań w pełni kontrolowanych przez komunistyczne władze (

Samopomoc Chłopska, Związek Młodzieży Polskiej, Liga Kobiet). Wkrótce rozpoczęła się akcja agitacyjna. Obywatelka Dubik, wspólnie z Osmańczykiem (w późniejszych latach cenionym naukowcem i publicystą, redaktorem naczelnym – wraz z Jerzym Waldorfem – czasopisma „Świat” oraz – samodzielnie - „Szpilek”, od 1980 r. członkiem „Solidarności”, reprezentantem strony solidarnościowo-opozycyjnej podczas obrad Okrągłego Stołu). Odwiedziła Gryfino 7 października 1952 r.. Ich wizytę odnotowała oczywiście „Ziemia Gryfińska”.

Reklama

- Z tej okazji w sali kina „Gryf” odbyło się uroczyste spotkanie, w którym wzięła udział ludność miejscowa. W części oficjalnej spotkania kandydaci wystąpili ze swymi przemówieniami. Na mównicy oglądaliśmy ich postacie, opowiadające o swoich przeżyciach. Liczne delegacje różnych zakładów pracy składały im serdeczne życzenia owocnej pracy na przyszłość, przyrzekając jednocześnie wytężoną swoją pracą przyspieszyć realizację planów gospodarczych. Po części oficjalnej nastąpiła część artystyczna, w której wystąpił zespól artystyczny „Artos” ze Szczecina, z repertuarem „Tu mówi Warszawa” – napisał red. Piotr Tymański, dodając, że od godz. 19.00 do 21.00 kandydaci przyjmowali skargi i zażalenia w lokalu Powiatowego Komitetu Frontu Narodowego, przy ul. Niepodległości 26.

Osmańczyk, z „zastępcą kandydata” (o tym w dalszej części tekstu) o nazwisku Kwiatkowski, odwiedził również Swobnicę.

Reklama

- Spotkanie przebiegło w nastroju bardzo serdecznym. Kandydatom wręczono wiązanki kwiatów. Referat okolicznościowy, wygłoszony przez oficera Wojska Polskiego, zebrani przyjęli ze skandowaniem na cześć Pierwszego Obywatela Polski Ludowej Bolesława Bieruta oraz Chorążego Pokoju Józefa Stalina – napisał red. W. Kawecki, odnotowując, że następnie, z programem „Na fali humoru” , wystąpił zespół „Artos”, który najwidoczniej posiadał monopol na tego typu występy.

Czasami kandydaci nie byli nikomu potrzebni do szczęścia. W zakładach pracy organizowano też spotkania wyborcze bez „samych zainteresowanych”. „Ziemia Gryfińska” tworzyła z nich obszerne sprawozdania, cytując wypowiedzi chłopów chwalących system i agitujących do wzięcia udziału w wyborach. Innego przekazu nie było, gdyż jak przyznawał po latach red. Kazimierz Giernatowski: „Każdy materiał, który miał być zamieszczony w gazetce, musiał być zatwierdzony przez sekretarza propagandy w komitecie PZPR”.

Reklama

 

Tylko na Front Narodowy

W końcu nadszedł „wyczekiwany” dzień. Mimo, że 26 października przypadł w niedzielę, właśnie wtedy pojawiło się najnowsze wydanie „Ziemi Gryfińskiej”. Choćby dlatego, by przekazać mieszkańcom regionu odezwę Marszałka Konstantego Rokossowskiego i przypomnieć, co muszą zrobić. „Obywatelu! Obywatelko! Dnia 26 października br spełnij swój obowiązek świadomego obywatela i uczciwego Polaka . Oddaj swój głos na kandydatów Frontu Narodowego” oraz „Nie słuchaj! Podszeptów wroga Polski - głosuj na wszystkich kandydatów Frontu Narodowego Twego Okręgu”, biło w oczy z pierwszej i ostatniej strony wyborczego wydania. Dla pewności, Powiatowy Komitet Wyborczy Frontu Narodowego zadbał o agitatorów, którzy 26 października stawili się w… komisjach wyborczych, by nawoływać do głosowania na wskazaną listę! Dziś byłoby to złamanie ciszy wyborczej, czym wówczas nikt nie zawracał sobie głowy. Wszak kandydaci Frontu Narodowego byli… jedynymi, na których mogli głosować Polacy.

Reklama

- Wszyscy głosujemy na całą listę, tj. na czterech posłów i dwóch zastępców umieszczonych na karcie do głosowania. Kartę z kandydatami należy wrzucić do urny wyborczej – instruowała „Ziemia Gryfińska”.

Wśród kandydatów (okręg nr 41, tzw. stargardzki) znaleźli się wspomniani: Jabłoński, Osmańczyk, Lewińska oraz Dubik. I co zaskakujące, wszyscy zostali posłami Sejmu PRL I kadencji!  Skoro społeczeństwo nie miało wpływu na wybór swoich reprezentantów, a do Sejmu weszli ci, którzy byli do tego wytypowani przez partię, skąd cała wyborcza szopka i fikcja związana z głosowaniem na jedynych możliwych kandydatów?

Reklama

- Wszystkie systemy autorytarne i totalitarne legitymizują się poprzez wybory. Oczywiście tego rodzaju wybory nie mają nic wspólnego z wyborami w demokratycznym systemie. Są częścią systemu, w którym funkcjonują – tłumaczy Andrzej Zaćmiński, autor monografii „Kampania wyborcza i wybory do Sejmu PRL I kadencji z 1952 r. Studium totalitarnej elekcji parlamentarnej”.

Skoro głosować można było tylko na jedną listę, z góry wiadome było, że osiągnie ona… sukces. Według oficjalnych wyników Front Narodowy uzyskał 99,8% poparcia. W całej zabawie nie chodziło więc o ustalenie, który z kandydatów zdobędzie największe poparcie, lecz doprowadzenie do tego, by społeczeństwo dokonało całkowitego poparcia dla rządu.

Dlatego tak ważna dla komunistów była frekwencja oraz zmuszenie wyborców do zagłosowania na wszystkich kandydatów na liście, w tym także na rezerwowych! Właśnie o to – poza wyłapaniem „przeciwników politycznych” podczas kampanii wyborczej - zadbać mieli agitatorzy. W lokalach wyborczych zaglądali w karty do głosowań, upewniając się, że jest na nich (w przypadku Gryfina) sześć jednakowych krzyżyków.

- Dla wszystkich sensacją jest moje dopytywanie się o „parawan”. Widocznie nikt nie starał się o tak sumienne wypełnienie przepisów ordynacji wyborczej. Wracam z „wyborów” w niezwykle smutnym usposobieniu. Dla ludzi, którzy nigdy nie rozumieli wyborów – to właściwie wszystko jedno, nie inaczej dotąd głosowali. Ale dla ludzi znających życie polityczne i programy (ludzi) – to prawdziwy policzek – pisał w „Pro Memoria” kardynał Stefan Wyszyński.

 

Przeciw bumelantom i kułakom

Był to ostatni numer, który ukazał się w 1952 r. Po „zakończonych sukcesem wyborach” najwyraźniej nie było już żadnego istotnego tematu, ani potrzeby informowania społeczności. Dlatego „Ziemia Gryfińska” pojawiła się w domach mieszkańców regionu dopiero na początku 1953 roku, z klasycznym repertuarem.

Znów pisano o „życiu partii”, spotkaniach w zakładach pracy, realizacji planów gospodarczych, nawoływano do współzawodnictwa pomiędzy robotnikami, wyzywano bumelantów. W sumie, na łamach „Ziemi Gryfińskiej” oberwało się kilkunastu osobom. „Czy widzicie ludzie Grondysa z Czepina, najgorliwszego w świecie chyba bibisyna, jak to sobie siedzi nad radiem wsłuchany w tym co mówi Londyn bardzo rozkochany”. „W gromadzie Strzelczyn gm. Swobnica wykluczono ze spółdzielni produkcyjnej kułaka Gała, który zapisał się na członka po to, aby prowadzić rozbijacką politykę od wewnątrz (…). Spółdzielcy poznali się na kułackich sztuczkach. Kułak Gał został wykluczony ze spółdzielni, ale nie zaprzestał swych kułackich machinacji. Przekupił kilku członków spółdzielni”.

„Spokojni mieszkańcy tej ulicy słyszą ciągle awantury, krzyki i plotki pochodzące od obywatelki Kwiatek. Zakłócenie spokoju publicznego przez ob. Kwiatek nie ogranicza się tylko do gębo-czynów. Lecz również do rękoczynów w stosunku do słabszych kondycyjnie kobiet. Ob. Kwiatek jakoś to nie pasuje z nazwą tak niewinnej rośliny jakim jest Kwiatek”.

A to tylko niewielka kropla…

 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama