Reklama

Z robót przymusowych do Żabnicy. Historia rodziny Matławskich

W sobotę odbędzie się Żabnickie Lato z Rybką. Impreza ta była dzieckiem Bogdana Matławskiego, zmarłego w październiku 2020 r. profesora, który całe życie spędził właśnie w Żabnicy. To dobra okazja, by przypomnieć dzieje jego rodziny. Zwłaszcza, że minęło właśnie 75 lat odkąd Matławscy zawitali w niewielkiej, podgryfińskiej wsi. Poniższy tekst pochodzi z monografii Żabnicy autorstwa prof. Matławskiego

Na początku kwietnia 1948 roku, wspólnie ze swoim sąsiadem z Janowa Bronisławem Gałkiem, Kazimiera i Józef Matławscy wagonem towarowym wyruszyli spod Sieradza do Żabnicy. Podróż trwała dwa tygodnie na dworzec do Gryfina dotarli 15 kwietnia 1948 roku, drogą nad Odrą, tzw. wałem dotarli do Mniszek na ul. Rybacką. Tam mieszkali już Dwornikowie, znajomi z Janowa, więc przez pewien czas zamieszkali u nich.

 

Wojenne losy

Życiorys  Józefa Matławskiego podobny do wielu innych mężczyzn z tamtych lat jest. Jego rodzice nie należeli do ludzi zamożnych, stąd też jego dzieciństwo i młodość w rodzinnej wsi, to lata niedostatku jedzenia i okres ciężkiej pracy.

Reklama

W roku 1936 został powołany do zasadniczej służby wojskowej, był żołnierzem 12 Pułku Ułanów Podolskich Krzemieniec. Po roku służby został przeniesiony do Korpusu Ochrony Pogranicza na granice polsko-radziecką, jak często z humorem wspominał, pilnować żeby komunizm nie dostał się do Polski. W 1938 roku ułan z Woli Rudlickiej został zwolniony ze służby zasadniczej, do cywila, ale nie na długo, bo już w sierpniu 1939 roku ponownie zmobilizowany zasilił szeregi 10 Dywizji „Łódź”. Tym razem stacjonował na granicy polsko-niemieckiej, tam zastała go wojna.

Pierwsza bitwa z Niemcami na granicy z jego udziałem trwała trzy dni, po czym nastąpiło wycofanie się i stworzono nowe zgrupowanie koło Garwolina, aby stamtąd iść na pomoc walczącej Warszawie. Potyczki z wrogiem trwały nieustannie, tam okazało się, że na pomoc Warszawie już było za późno. Drugiego października na rozkaz dowódcy zakopali broń w lesie i każdy z żołnierzy na własną rękę wybierał sobie swoją dalszą drogę. Ta też nie trwała długo. Po kilku dniach, przedzierania się w rodzinne strony,  został złapany przez wojsko Niemieckie, w okolicy Kalwarii koło Warszawy. Przez kilka dni trzymano go wraz z innymi Polakami-niewolnikami w tamtejszym kościele,  po czym został wywieziony na przymusowe roboty w głąb Niemiec do miejscowości Aschara, Gotha.

Reklama

 

Młode małżeństwo

W 1945  roku gdy Amerykanie weszli do tej miejscowości, został zwolniony z niewoli i wrócił do Polski, do rodzinnej wsi Janów. W rodzinnych stronach poznał Kazimierę Kasprzak, z którą w roku 1946 wzięli ślub w parafii Uników.

Kazimiera Matławska z d. Kasprzak urodziła się 11 sierpnia 1921 roku w Emilianowie. Od 1 września 1939 roku do 9 maja 1945 roku pracowała jako stały przymusowy robotnik rolny we wsi Emilianów w gospodarstwie Otto Winklera Niemca. Podczas pracy przy młóceniu zboża, w styczniu 1945 roku, rozcinała związane snopki podawała je innemu robotnikowi wpuszczającemu do maszyny, w pewnym momencie zarwał się tzw, stół na którym stała i nogi wpadły jej w obracający się bęben do młócenia. Straciła wówczas połowę lewej stopy, dla młodej dziewczyny, panny był to dramat.

Reklama

Po ślubie z Józefem Matławskim, jako młode małżeństwo szukali dla siebie lepszej niż dotychczas pracy i przyszłości i w poszukiwaniu tego Józef Matławski przyjechał do Żabnicy, było to dwunastego stycznia 1948 roku. Przyjechał,  jak wielokrotnie opowiadał, rozejrzeć się bo zewsząd zachęcano do wyjazdu na Zachód, następnego dnia zaczął pracę w tutejszej fabryce i postanowił ściągnąć tu swoją rodzinę, czyli żonę Kazimierę i syna Bogdana, co jak wyżej napisano uczynił.

 

Tym samym pociągiem

Matławscy przewijają się we wspomnieniach innych pionierów Żabnicy.

Reklama

- Moi rodzice, Zofia i Bronisław Gałkowie, również pochodzili z Janowa. . Tatuś w 1948 roku, razem ze swoim sąsiadem Józefem Matławskim. załatwili wagon, taki krowiak i wyruszyli do Żabnicy. Jedną stronę wagonu zajmowali Matławscy a drugą my, wieźliśmy też ze sobą kozę. W wagonie był też piec metalowy zwany kozą na którym gotowaliśmy sobie jedzenie, koza dawała mleko i mama mogła coś zawsze ugotować na mleku dla siebie i Matławskich razem wspomagaliśmy się. Jechaliśmy ok 2 tygodni, na stacjach były długie postoje a najdłużej staliśmy w Dąbiu, nie było miejsca na bocznicy tak nam mówiono, dopiero jak znaleziono na bocznicy miejsce to nas puszczono w dalszą drogę. Tam przy torach była ścieżka i na niej nauczyłam chodzić Bogdana syna Matławskich. Przyjechaliśmy na dworzec do Gryfina 15 kwietnia 1948 roku. była piękna ciepła pogoda a na górce gdzie są schody ze stacji już zieleniła się trawa. Poszliśmy nad Odrę koło dawnej przepompowni ścieków, melioracji i wałem doszliśmy do ul. Rybackiej w Mniszkach przy której mieszkali Dwornikowie – wspominała Teresa Szwajczuk.

 

Reklama

Bogdan Matławski

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama