Równo osiemdziesiąt lat temu – 12 maja 1945 r. – w Gryfinie powieszono biało-czerwoną flagę. W mieście znajdowała się zaledwie garstka Polaków, głównie członkowie administracji i służb, choć z każdym dniem meldowali się kolejni rodacy. Zasiedlenie niedawnego Greifenhagen nie przebiegało jednak bezproblemowo. Na początku czerwca, a więc miesiąc po rozpoczęciu akcji osadniczej, w miasteczku przebywało zaledwie 45 osób. Kim byli pierwsi gryfinianie? Jak wyglądała ich droga?
- Przeprawiliśmy się przez rzekę po autostradzie. Mimo że droga była nowa, budowana przecież niedawno przez więźniów, to była poważnie zniszczona. W wyniku bombardowania powstał w niej spory lej. Udało nam się przez niego przejść. I wylądowaliśmy najpierw w Radziszewie. Wieś była zupełnie pusta, nikogo tam nie było. Wszyscy przenocowaliśmy w jednym z domów. Na drugi dzień we wsi pojawił się starosta z Gryfina, bo dowiedział się, że są tam więźniowie i jeńcy. Poprosił, byśmy pojawili się w mieście, bo potrzebowali ludzi do pracy – wspominała Bronisława Lewandowska.
Zapamiętała, że strasznie padało. Był 14 maja 1945 r., gdy po raz pierwszy znalazła się w pachnącym jeszcze wojną miasteczku Gryfin.
--------------
Relacje, które po sobie zostawiła są o tyle wyjątkowe, że dotyczą okresu, gdy w mieście przebywało zaledwie kilkudziesięciu gryfinian.
Bitwa o Greifenhagen zakończyła się niespełna dwa miesiące wcześniej (18-20 marca 1945 r.), lecz jeszcze w kwietniu, na terenie miasta, odnotowywano różne akcje dywersyjne. W dniach 16-20 kwietnia przeprowadzona było Forsowanie Odry, zdobycie Berlina miało miejsce 2 maja 1945 r., a 8 maja ogłoszono zakończenie II wojny światowej w Europie.
W obliczu wymienionych wydarzeń trudno wyobrazić sobie, że już niespełna tydzień później Kunik, razem „z żoną kobyłką”, przywitał pierwszych gryfinian. Znaczną część tej grupy stanowiły niedawne więźniarki obozów koncentracyjnych z Ravensbrück i Malchow oraz – co najmniej - dwaj jeńcy wojenni, których zadaniem było bezpieczne przetransportowanie kobiet do ojczyzny. Mowa o Edmundzie Łagodzińskim i Bogusławie Franciszku Lewandowskim, mężczyźnie z Szamotuł, który resztę życia spędził w Gryfinie.
------------------
Kolegą Bronisławy w Urzędzie Ziemskim został wkrótce Mieczysław Karbowski.
- W dniu 30 maja 1945 r. przyjechałem do Gryfina i osiedliłem się na stałe, obejmując z dniem 1 czerwca 1945 r. posadę w miejscowym Urzędzie Ziemskim. Zatrudniony byłem tam w akcji żniwno-siewnej. Z dniem 1 X 1945 r. przeszedłem do Powiatowego Biura Rolnego w Gryfinie, gdzie pełniłem funkcję sekretarza. Zaś z dniem 15 XI 1946 r., na własną prośbę, zostałem przyjęty do Starostwa Powiatowego w Gryfinie – pisał w 1948 r., gdy został ostatnim przewodniczącym gryfińskiej PPS.
To kolejny pionier, którego potomkowie do dziś zamieszkują miasto. Sam Mieczysław trafił do miasta tak szybko właśnie ze względu na swój wojenny status.
Obszerny, dwustronny artykuł znajduje się w aktualnym wydaniu Gazety Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze