Publikujemy w całości archiwalny wywiad z Gazety Gryfińskiej (z 25 sierpnia br.) z Tomaszem Milerem. W wywiadzie podsumowuje on dwanaście lat pracy na stanowisku wiceburmistrza Gryfina.
Decyzja o odejściu ze stanowiska wiceburmistrza zaskoczyła.
T. Miler: Pracowałem na tym stanowisku długo, uważam, że z określonymi sukcesami, z których jestem dumny. Dobrze znam PUK, więc, gdy spółka poszukiwała nowego prezesa zarządu, stwierdziłem, że to dobry moment, aby po dwunastu latach zmienić pracę.
To jednak spółka gminna, można uznać, że niższy poziom, nawet w roli prezesa, niż stanowisko wiceburmistrza.
- Nie patrzę na to w kategoriach wyższego czy niższego poziomu. PUK zatrudnia prawie 180 osób i jest ważną spółką dla naszej gminy. To po prostu inny rodzaj odpowiedzialności i kolejny etap zawodowy. Dobrze znam tę spółkę i wierzę, że moje doświadczenie może być dla niej wartością.
A co zamierzasz wnieść, zmienić?
- O konkretach najpierw dowiedzą się osoby zainteresowane, czyli pracownicy PUK. To spółka, która nie wymaga żadnej rewolucji, ale jak każda organizacja wymaga ciągłego usprawniania. Nie chciałbym, aby te słowa zostały odczytane, jako zapowiedź głębokich zmian. Natomiast, pewne rzeczy cały czas trzeba poprawiać, aby osiągać coraz lepsze wyniki.
Nie żal odchodzić po dwunastu latach z urzędu?
- Od początku traktowałem tę pracę, jako pewien etap, a nie dożywotnią nominację. Wiedziałem, że kiedyś przyjdzie czas na zmianę. Oczywiście po dwunastu latach zostają ludzie, relacje i wspólne doświadczenia, więc nie da się po prostu zamknąć drzwi i powiedzieć, że niczego nie będzie brakowało. Ale właśnie te relacje są dla mnie jedną z najcenniejszych rzeczy, które z tego czasu zabieram ze sobą.
Skąd takie podejście?
- Przez lata obserwowałem wiele osób pełniących funkcje publiczne i widziałem, jak łatwo można przyzwyczaić się do określonej roli. Dlatego zawsze miałem świadomość, że ta praca kiedyś się skończy i chciałem być na ten moment przygotowany.
Dwanaście lat temu zapewne postawiłeś sam sobie jakieś cele, długofalowe założenia. Udało się zrealizować choćby część z nich?
- Pamiętam moment, gdy zaczynałem swoją pracę, gdy pierwszy raz zalogowałem się do gminnego konta, gdy poczułem odpowiedzialność za nasze finanse. Mieliśmy określne plany, ale po niemal dwunastu latach oceniam, że zrobiliśmy więcej niż wówczas marzyłem. Aczkolwiek zawsze jest tak, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Najważniejsze jednak dla mnie jest to, że sytuacja Gminy Gryfino jest zasadniczo inna, znacznie lepsza. W 2014 roku nasz samorząd był bardzo zadłużony. Wręcz sparaliżowany finansowo. Nie mieliśmy środków na podstawowe rzeczy. Znalezienie choćby miliona złotych na drogę w skali roku było wyzwaniem. Musieliśmy spłacać olbrzymie raty kredytów. A jak dzisiaj spojrzymy na wartość finansową, ile stanowi nasze niemal w całości już spłacone zadłużenie, to różnica jest radykalna. Zaczynaliśmy na poziomie zadłużenia stanowiącego niemal 70% budżetu gminy, a dziś to jest około 8%. Powierzchnia budynków zajętych na prowadzenie działalności gospodarczej wzrosła o 40%.
Które inwestycje cieszyły cię najbardziej?
- Gdyby ktoś mi powiedział dwanaście lat temu, że pod SKM przygotowana będzie cała infrastruktura w mieście, że będzie obwodnica, że powstanie długo oczekiwana hala sportowa i sala w Radziszewie, że wybudowane zostanie kilkadziesiąt nowych ulic w mieście, że powstanie żłobek, zrewitalizowany będzie park miejski, rozpocznie się przebudowa Placu Ks. Barnima I oraz niezwykle kosztowna rewitalizacja Pałacyku pod Lwami, to nie wiem, czy wówczas mógłbym o tym marzyć. A to wszystko przy ogromnym wykorzystaniu środków zewnętrznych. Zdobyliśmy wiele dotacji na wymienione zadania. Wykonaliśmy wiele pracy, aby to osiągnąć. Zawsze będę wdzięczny burmistrzowi Mieczysławowi Sawarynowi, za zaufanie i powierzenie stanowiska. A jednocześnie chciałem podziękować całemu zespołowi z magistratu i gminnych jednostek, bo wspólnie zrobiliśmy naprawdę wiele. Gdy kiedyś ktoś porówna punkt naszego startu, czyli rok 2014 z rokiem 2026, to zauważy potężną różnicę, która nie wzięła się znikąd, tylko z odpowiedzialnej polityki finansowej.
Która inwestycja była dla ciebie osobiście najważniejsza?
- Budowa obwodnicy. Chociaż jako Gmina Gryfino jej nie realizowaliśmy, to nie ukrywam, że mieliśmy wiele pracy do wykonania przy tej inwestycji. To, że do niej doszło, to zasługa burmistrza i jego politycznej skuteczności w zabieganiu o pozyskanie na ten cel środków krajowych, ale przygotowanie całego procesu, porozumienie z GDDKiA w zakresie dróg towarzyszących, budowy rond i obsługi miasta, generowało wiele pracy. Sprawnie przeszliśmy przez ten etap, wszystko zostało szybko wykonane, a to nie jest reguła przy inwestycjach tej skali. Najważniejsze, że obwodnica jest, że zmieniła bezpieczeństwo i stan powietrza w mieście. Łatwo się mówi, że to w sumie „tylko generalna budowała”, ale przecież przez dziesięciolecia tylko mówiło się o potrzebie jej budowy, pamiętam, jak przed laty przyjeżdżali posłowie i zapowiadali, że już zaraz będzie. Ale dopiero działania burmistrza Sawaryna oraz posła Szałabawki miały realny wpływ na to, że dziś mamy obwodnicę. Mogę też opowiedzieć o najtrudniejszym momencie…
Proszę.
- Było to pozyskanie Zalando do naszej strefy przemysłowej. Sytuacja była wtedy trudna, ponieważ nie osiągnęliśmy wymaganych wskaźników zagospodarowania terenów i istniało realne ryzyko zwrotu dotacji otrzymanej na utworzenie strefy. Musieliśmy przygotować plan naprawczy, którego jednym z kluczowych elementów było stworzenie określonej liczby miejsc pracy. Pozyskanie tak dużej inwestycji, przy ogromnej konkurencji między lokalizacjami, nie było łatwe. Tym bardziej, że pojawiały się działania, które mogły doprowadzić do przeniesienia projektu w inne miejsce. To wszystko kosztowało nas dużo pracy, ale też mnóstwo emocji, bo mieliśmy świadomość, jak wiele od powodzenia tego projektu zależy. Gdyby inwestycja nie doszła do skutku, gminie groził zwrot wielu milionów złotych, a w tamtym czasie po prostu nie mieliśmy takich środków. Ostatecznie się udało – powstało centrum logistyczne, powstały miejsca pracy, a my uniknęliśmy ryzyka zwrotu dotacji.
Byłeś wymieniony z nazwiska podczas otwarcia Zalando. To największa satysfakcja jako wiceburmistrza?
- Niekoniecznie największa, ale to było miłe, że mogłem uczestniczyć w panelu dyskusyjnym podczas oficjalnego otwarcia centrum logistycznego. Pamiętam moment, gdy do mojego gabinetu weszło dwóch przedstawicieli firmy Goodman, dewelopera tej inwestycji. Od tego dnia przez wiele miesięcy trwała intensywna, codzienna praca burmistrza, moja i urzędników, aby cały projekt mógł zostać sprawnie zrealizowany. To były dziesiątki rozmów, telefonów i spotkań. Od momentu zakupu działki, do wybudowania tak wielkiego obiektu minęło jedenaście miesięcy. To zostało wykonane w rekordowym czasie. Sam deweloper powiedział, że tego wyniku zapewne już nigdy nie pobije w Polsce.
A co zrobiłbyś w inny sposób, gdybyś mógł cofnąć czas?
- Myślałem o tym wiele razy i mam takie spostrzeżenie, że każdą rzecz, którą się realizuje można wykonać trochę lepiej. Nie mówię o złych decyzjach, ale drobnych korektach. Można było zrobić nieco inaczej halę, można było lepiej zaprojektować ulicę, albo zaplanować nieco inaczej tę czy inną inwestycję. To tak jak z domem, nie wszystko można przewidzieć na etapie jego planowania czy budowy. Pewne spostrzeżenia pojawiają się wraz z użytkowaniem. Ale z wieloma kwestiami trafiliśmy, na przykład w praktyce wyszło, że lokalizacja hali sportowej w centrum, a nie przy Lagunie, była dobra.
Zaskakuje mnie, że nie wymieniłeś ścieżek rowerowych, bo dwanaście lat temu mieliśmy jedną, kończącą się w połowie lasu. Dziś jest ich wiele, część z nich to gminne.
- Tak, ścieżki rowerowe są ważne i rzeczywiście przez te lata udało nam się stworzyć sporą sieć. W porównaniu jednak z największymi inwestycjami nie były to zadania aż tak skomplikowane. Oczywiście każda z nich wymagała pozyskania środków zewnętrznych, przygotowania projektu i przeprowadzenia całego procesu inwestycyjnego. Po prostu wcześniej jako gmina nie wykorzystywaliśmy szansy, którą mieliśmy właściwie na wyciągnięcie ręki - tereny po rozebranych liniach kolejowych. Inne, sąsiednie gminy, nawet te biedniejsze, zaczęły budować ścieżki znacznie wcześniej niż my.
Nie żałujesz, że nie rozpoczęliście proces zagospodarowania kwartałów nadodrzańskich? Bo jednak mowa o strategicznym punkcie miasta. Oczywiście, jeszcze ul. Łużycka, ale ona od niedawna przeszła w majątek gminy.
- Jesteśmy w trakcie sporu sądowego z Powiatem Gryfińskim dotyczącym przejmowania ul. Łużyckiej. Tak, ona dopiero od niedawna jest w naszym zarządzie. Oczywiście, kwartały nadodrzańskie są niezwykle ważne. Zrobiliśmy w tej kwestii i dużo i mało. Zmieniliśmy plan miejscowy i koncepcję. W zarządzaniu gminą trzeba umieć odpowiednio ustalać kolejność działań – od najpilniejszych do tych, które mogą poczekać. W naszej ocenie, działania infrastrukturalne typu osiedla, były po prostu ważniejsze, łatwiej też było pozyskać na nie środki zewnętrzne niż na wielką przebudowę kwartałów.
Trzeba sobie jasno powiedzieć: zagospodarowanie frontu rzeki, nie tylko kwartałów przy nabrzeżu, ale dalej terenu przy ul. Rapackiego, plaży, aż do wysokości Laguny i terenu będącego własnością Portugalczyka, to zadanie, które rozpoczęliśmy na poziomie planowania, ale trzeba mieć świadomość, że zagospodarowanie całego frontu rzeki to perspektywa kilku kadencji, być może kilkunastu lat. Najlepszym przykładem jest kolej metropolitalna, która rusza na początku przyszłego roku, a gdy dwanaście lat temu zaczynałem swoją pracę w urzędzie, to był jeden z rozpoczynającym się projektów. Tak samo będzie z zagospodarowaniem wzdłuż rzeki. Należy spoglądać na to kompleksowo, jako czasochłonny proces.
Druga i trzecia kadencja, to mocna opozycja wobec burmistrza. Trudno było o osiągnięcie kompromisu.
- Oceniam to tak samo jak większość samorządowców, z którymi spotykam się na różnego rodzaju spotkaniach i konferencjach, że im więcej polityki partyjnej przenosi się do samorządu, tym trudniej o merytoryczną dyskusję. Widzimy to, że pewne decyzje nie są decyzjami merytorycznymi, tylko decyzjami politycznymi, a w mojej ocenie to, co mnie najbardziej razi w samorządzie, to populizm. Ja się z tym po prostu nie zgadzam. Po pierwsze, to samorząd gminny i decyzje powinny być podejmowane tutaj, a nie w oparciu o barwy partyjne, a po drugie, kwestia populizmu – mówi się, żeby zrobić więcej połączeń autobusowych, inwestycji, a z drugiej postuluje się obniżenie podatków i opłaty za śmieci. Nie da się tak zrobić.
Aczkolwiek, nie jest też tak, że oceniam współpracę z radami tych kadencji jednoznacznie źle. To, że burmistrz nie ma większości czasami motywuje do tego, aby szukać innych rozwiązań, bardziej kompromisowych, może wszechstronniejszych, bo przecież nikt nie ma monopolu na trafne decyzje. Nigdy nie unikałem rozmów z radnymi, cały czas omawiamy sprawy transportu, odpadów, strategicznych planów – ważne, aby efektem był wypracowany kompromis, a nie politycznie motywowana krytyka.
Od początku swojej pracy musiałeś się mierzyć z – nazwijmy to delikatnie - krytyką ze strony dziennikarza jednego z lokalnych portali. Uodporniłeś się na to?
- Mam ogromne szczęście, że mam wokół siebie rodzinę i przyjaciół, na których wsparcie zawsze mogę liczyć. Dzięki temu wiem, że o mojej wartości nie świadczą komentarze w internecie, które często więcej mówią o frustracji osób, które je piszą, niż o tej, której dotyczą. Niemniej jednak decydując się na działalność publiczną, trzeba liczyć się z krytyką. Ważne, aby umieć odróżnić konstruktywną ocenę, z której warto wyciągnąć wnioski, od zwykłej złośliwości czy hejtu. Na te ostatnie szkoda czasu i energii.
Dopytam – co miało wpływ na decyzję o przejściu do PUK?
- Uznałem, że to będzie dobry ruch zarówno dla spółki, jak i dla mnie. Przez dwanaście lat pracy w Gminie Gryfino zdobyłem duże doświadczenie zawodowe, które teraz mogę wykorzystać w zarządzaniu dużym podmiotem gospodarczym. Po tylu latach w magistracie naturalnie wchodzi się w pewien rytm, a ja poczułem, że to dobry moment, żeby z niego wyjść, postawić przed sobą nowe zadania i dalej się rozwijać.
Twoim następcą w UMiG zostać ma Marcin Para.
- Będę trzymał za niego kciuki i jeśli będzie tego potrzebował, chętnie podzielę się swoim doświadczeniem. Wiem, jak wymagające są początki na tym stanowisku i jak wiele rzeczy trzeba poznać od środka. Życzę mu powodzenia. Odchodzę z urzędu, ale nie od ludzi i relacji, które budowałem przez te dwanaście lat. Zarówno on, jak i burmistrz Sawaryn zawsze będą mogli na mnie liczyć.
/ Wywiad opublikowany w Gazecie Gryfińskiej 25 sierpnia br.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Brat podsuwa bratu odpowiednie pytania aby uzyskać satysfakcjonującą odpowiedź , nie można mówić że nic były wice burmistrz nie robił , ale dużo można było więcej a cieszyć się jednym Zalando , gdzie wszędzie dookoła powstają nowe miejsca pracy to słabo . Prawda jest taka że od momentu rządzenia Pana S. Nasze miasto umiera i tylko nowe miejsca pracy są wstanie coś zmienić .

Brat podsuwa bratu odpowiednie pytania aby uzyskać satysfakcjonującą odpowiedź , nie można mówić że nic były wice burmistrz nie robił , ale dużo można było więcej a cieszyć się jednym Zalando , gdzie wszędzie dookoła powstają nowe miejsca pracy to słabo . Prawda jest taka że od momentu rządzenia Pana S. Nasze miasto umiera i tylko nowe miejsca pracy są wstanie coś zmienić .