Gdy dziennikarz trafia do TAAAAAKIEGO fachowca, trudno żeby nie powstał z tego materiał do publikacji.
Pracownia Adama Cieślaka jest jedynym oficjalnie działającym w okolicy warsztatem szewskim. On sam przyznaje po cichu, że nieoficjalnie wie o innym dorywczo działającym szewcu z Górnego Tarasu. W Chojnie był kiedyś szewc, ale już go nie ma. Kolejny mistrz szewski jest dopiero w Szczecinie. Poniższy materiał ukazał się na łamach Gazety Gryfińskiej w ostatnim styczniowym numerze.
---------------------------------------------------------------------------------------------------
Prozaiczne bolączki, z jakimi przychodzi się nam borykać, dla dziennikarza stanowią czasami wdzięczny temat do pracy. Tak było w naszym przypadku. Warunki atmosferyczne w połączeniu z upodobaniem do terenowych eskapad doprowadziły parę naszych markowych butów na skraj dezintegracji. Jako, że bliska jest nam idea materialnego minimalizmu, nad kupno nowej pary butów przedkładamy wizytę u szewca. A że fachowca w Gryfinie mamy jakich mało, stąd taka publikacja
Krótkie, choć intensywne, śniegowe ekscesy tej zimy wystarczyły, by podeszwa rzekomo markowych butów zechciała stanowić odrębny od cholewki byt. Do tego wilgoć w połączeniu z tym, co też teraz sypie się na chodniki jako antypoślizgowe remedium, spowodowały na nubukowej powierzchni buta tajemnicze białe plamy osadowe.
PORADY ZA DARMO
Rzemieślniczym talentom Adama Cieślaka, który swój zakład szewski na ul. Szczecińskiej prowadzi już tyyyyyle lat (w 1989 r. przejął zakład po teściu), ufamy równie długo. Piszący te słowa pamięta, jak prowadzała go tam jego rodzicielka, chwaląc jakość świadczonych usług. Z biegiem lat nałożyła się na to niezgodna na bezrefleksyjny konsumpcjonizm oraz – co za tym idzie - fakt, że przedmiotów w dzisiejszych czasach na ogół się nie naprawia.
W każdym razie, wybierając się tym razem do pana Adama, zabraliśmy ze sobą rozklejone buty za kostkę i całkiem znośny plecak, którego dno wytarło się z biegiem lat, choć cała reszta dzielnie trzyma się kupy. Przy okazji wzięliśmy ze sobą okazyjnie kupione wojskowe trapery, które sąsiad (były weteran misji w Afganistanie) polecił odpowiednio konserwować, bo inaczej „zatkamy pory i przestaną oddychać”. Postanowiliśmy to skonsultować z fachowcem, którego tuż po godzinie dziewiątej zastaliśmy przy pracy. W jego imieniu, zza lady powitała nas poczciwa psina, której aparycja nakazuje spuścić nieco z tonu, gdyby ktoś był na bakier z kindersztubą.
- Solą sypnęli – zagadnęliśmy tuż po wymianie zwrotów grzecznościowych i streszczeniu celu naszej wizyty.
- Nie za bardzo, u mnie tutaj chodniki były śliskie. Kobietki mało się nie pozabijały. Ledwie tu do mnie doszły i wracały do domów – odparł pan Adam.
- Poza tym solą się nie powinno sypać, a już byle nie piaskiem. Lód w końcu puszcza i tylko się do domu wnosi. Mają teraz jakąś delikatna chemię, to wszystko potem znika, ładnie się wchłania… - dodał.
Pośpiesznie sprecyzowaliśmy, że o soli nawiązaliśmy w kontekście pielęgnacji obuwia. Szewc roześmiał się i odparł, że jakby wszyscy postępowali tak, jak my, konsultując zakup odpowiedniego środka do konserwacji konkretnych butów, to i sól nic nie zrobi.
- Normalne pastowanie przy takiej pogodzie, przy takiej soli, to jest tragedia. Sól wszystko pozjada, wyjdą plamy, cuda się porobią – zdaniem A. Cieślaka odpowiednia pielęgnacja musi być poparta wiedzą.
Choć tworzyw z jakich współcześnie produkuje się obuwie jest co niemiara, każdy but można zabezpieczyć. Tajemnica leży w tym, by stosowane środki dobierać także pod kątem aktualnej pogody.
Ze zdziwieniem zareagowaliśmy na słowa, że całkiem dużo ludzi przychodzi do gryfińskiego szewca właśnie na takie konsultacje.
- Udzielam takich ustnych porad, znam się na tym i chcę pomóc. Niektórzy przychodzą profesjonalnie buty wyczyścić, inni zabezpieczyć nowe zaraz po zakupie. To nie są pojedyncze osoby, jest ich coraz więcej – szewc przyznał, że za podobne porady nie pobiera opłat.
FACHOWCY KONTRA MARKETY
Nawiązaliśmy do coraz liczniejszych marketów dużych sieci, wyspecjalizowanych w sprzedaży obuwia. Wręcz obowiązkową regułką wypowiadaną przez ich obsługę są propozycje sprzedaży środków pielęgnacyjnych.
- Nie mam do tych środków zaufania. Nie tyle nawet, że to konkurencja. Życzyłbym sobie, żeby szewców i fachowców od butów było coraz więcej. Niestety wszystko pada. Chodzi o to, że te dziewczyny w sklepach często nie mają wiedzy. Sprzedają środki, które do danych butów wcale nie są potrzebne. Mają „prikaz” od szefa, by sprzedawać i tak to idzie. Zdarza się, że powstają przez to plamy na butach. Liczba rodzajów skór i materiałów skóropodobnych jest taka duża, że trzeba mieć naprawdę solidną wiedzę – zdaniem pana Adama nie da się tego przyswoić w ramach obowiązków obsługi klienta.
- Mam takie zboczenie zawodowe, że chodzę, sprawdzam, oglądam te wszystkie tworzywa, środki, nowe pasty do butów. Tego tyle jest, że mnie to przeraża, takie oszukiwanie ludzi. Proszę wypastować sobie buty pastą za trzy złote z supermarketu… Zobaczymy, jaki będzie efekt. Tymczasem wciska się to ludziom, mówiąc że będzie dobrze. Na szczęście dużo ludzi, którzy decydują się na buty za te dwieście, trzysta złotych, woli do sprawy podejść poważnie. Przyjść po poradę, dopytać – przyznaje A. Cieślak.
Jako przykład dobrego producenta środków pielęgnacyjnych padają niewiele nam mówiące nazwy Bama czy Coccine. Szewc po raz kolejny zwraca jednak uwagę, że podstawą jest wiedzieć na jakie tworzywo dobieramy środek.
- Dawniej często posługiwano się różnymi zamiennikami skóry. Nie tylko skajem. Niektóre były mocniejsze od skóry. Wtedy wystarczyło maznąć zwykłą pastą czy woskiem, bo innych z resztą nie było i było ok. Teraz nie. Zwłaszcza, że to, co wydaje się nam skórą wcale nią być nie musi. Skóry potrafią być podrabiane. Niektóre buty robione są z mielonki, która wygląda jak skóra, ale to nie jest skóra – gryfiński szewc przyznaje, że po tylu latach w swoim fachu nie ma problemów z rozszyfrowaniem materiału, z jakim ma do czynienia.
Ciekawostką jest, że producenci często z premedytacją kamuflują zakończenia elementów tak, by nie było widać cięć. To na ich podstawie najłatwiej dojść do tego, czym jest dany materiał.
REFLEKSJE
- Żeby się chociaż który zapytał o naukę zawodu… - taka odpowiedź padał, gdy dociekaliśmy, dlaczego pan Adam nie ma pod ręką wprawnego ucznia.
Ponoć obecnie sytuacja wygląda tak, że na całe województwo trafi się może jeden uczeń szewskiego fachu na rok.
- Syna wyuczyłem. Miałem kiedyś pracownika, to go wyuczyłem – wspomina szewc, choć podobnego przypadku nie przypomina sobie już od dwudziestu lat.
- Szewcy padają, bo nie ma już takiej opcji, żeby jak kiedyś robić sobie tylko fleki, zelóweczki i klejenie. Latem, gdy pełno jest adidasów, szycia, naprawy zapiętek, zwężania lub poszerzania cholewek, taki ktoś już by nie przeżył – zdaniem A. Cieślaka, nie ma już kto tego nauczyć.
Złowrogo zabrzmiało w jego ustach stwierdzenie, że na to, by te rzemiosło odbiło się od obecnego poziomu nie ma już szans.
- I nie ma żadnej pomocy. W tej chwili przy tym pięknym ładzie rzemiosło całkowicie dobiją. Przykład pana Wsuła, o którym pisaliście o tym świadczy. Przecież to fajny facet, bystry. Mógłby prowadzić ten sklep dalej. Te małe osiedlowe sklepiki u nas już prawie zaginęły. W Policach jeszcze tego trochę widać. Tyle, że by móc teraz wziąć pracownika, to nie ma szans! Inny prosty przykład. Unikałem tego terminala płatniczego, ale przyszedł odgórny nakaz i musiałem na to wydać pieniądze. Co chwila jakieś zmiany, jakies podwyżki… - szewc ze zdegustowaniem pokiwał głową.
- Już mam tyle lat, że spokojnie sobie przy tym grzebię, bawię się. Dla mnie to jest przyjemność. Bardzo dużo okazuje mi wdzięczność, proszą by zakład jak najdłużej istniał, bo wokół wszystko pada. Już mi nie zależy, nie mam tylu sił, żeby tak działać ostro, rozwijać biznes, walczyć o jakieś dotacje. Ale ja to kocham, będę z tym żył do końca, umrę z tym – z uśmiechem zakończył konwersację A. Cieślak.
Oby jak najdłużej – pomyśleliśmy w duchu, żegnając się z Panem Szewcem (celowo piszemy to wielką literą) po tym, jak wyznaczył nam datę odbioru wszystkich zostawionych mu do naprawy rzeczy. A! I jeszcze jedno… Gryfiński szewc nigdy nie odesłał nas z kwitkiem, tłumacząc że czegoś nie zrobi.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze