Reklama

Self made. Muzyka to jego obsesja [WIDEO]

Jednym z wykonawców, którego usłyszeliśmy podczas lipcowej Wielkiej Bitwy Gryfińskiej był Kosa GRLD, czyli Kamil Szyszko. Z 25-letnim gryfinianinem rozmawiamy o jego przygodzie z muzyką, podejściu do twórczości oraz o artystycznych planach

Podczas WBG mówiłeś, że jest to twój pierwszy indywidualny koncert.

K. Szyszko: Wcześniej grywałem, ale jako support. Występowałem przed Malikiem Montaną, Alberto, Oliwką Brazil, Kazem Bałagane. Nie byłem jednak dotąd jedną z gwiazd imprezy.

 

Pierwszy koncert, do tego w rodzinnym mieście.

- To cieszy tym bardziej, że jeszcze nie było okazji, by wystąpić w Gryfinie. Poza Dniami Gryfina i Wielką Bitwą Gryfińską, która jest organizowana dopiero od dwóch lat, nie ma tu zbyt wielu imprez, na których mogliby pokazać się miejscowi wykonawcy.

Reklama

 

Podczas WBG mówiłeś, że po raz pierwszy grasz w całości tylko i wyłącznie swoje utwory.

- Kiedyś nie miałem wystarczającej bazy własnych numerów, by stworzyć spójny, ciekawy 30-minutowy program. Nie dlatego, że przez osiem lat stworzyłem tylko kilka utworów, bo mam ich sporo, ale nie wszystko wrzucam do sieci.

Dlaczego?

- Bo jestem wobec siebie bardzo krytyczny i wrzucam tylko te kawałki, które najbardziej mi się podobają. Między pomysłem, a nagraniem piosenki i teledyskiem mija wiele czasu. Samo pisanie to u mnie długi proces. Nie mam tak, jak niektórzy twórcy, że wynajmują studio na dwie godziny i w tym czasie nagrywają numer. Ja potrzebuję czasu na zastanowienie się. Teksty piszę w wolnej chwili, gdy najdzie mnie wena. Czasami mijają dni, zanim znajdę wspólny mianownik, który połączę w jeden wers. Jeszcze więcej zanim wymyślę chwytliwy refren.

Reklama

 

Ile mniej więcej ci to zajmuje?

- Czasem dwa tygodnie, czasami trzy albo cztery. Dopiero później szukam producenta. Dostaję paczki z bitami i przeszukuję aż coś nie wpadnie mi w ucho. Czasami trafię na ciekawy podkład i albo piszę coś nowego, albo nawinę stary tekst w nowy sposób. To długi proces i gdy nie jestem do końca zadowolony, to odkładam materiał na bok. By ewentualnie później do niego wrócić, poprawić, zmienić. Dawniej skupiałem się również na featuringach, co utrudniało kwestie koncertowe. To znaczy, nagrywałem zwrotkę lub refren i rozsyłałem do różnych raperów, czy nie chcą może się „dograć”. Od ponad dwóch lat od tego odszedłem. Lubię współprace, ale czuję, że mam za dużo do powiedzenia. Momentami dwie zwrotki i refren to dalej pewien niedosyt. „Featy”, zwłaszcza ze znanymi raperami, dają chwilowego „kopa” - ale pytanie czy raper, który w każdym numerze potrzebuje wsparcia, bo nie ma co powiedzieć, to dalej raper?

Reklama

 

Poruszyłeś kilka ciekawych wątków. Wielu młodych artystów liczy na szybki sukces, a gdy ten nie przychodzi w pół roku, bądź rok, to zniechęcają się, porzucają projekt. Twój przykład pokazuje, że często jest to dłuższy proces i że trzeba być konsekwentnym.

- Istotne jest podejście do sprawy. Muzyka jest moim największym hobby i życiową pasją. Wiadomo, że jak każdy wykonawca chciałbym zostać doceniony i mieć wierne grono odbiorców, ale nie mam też parcia na sukces. Nie robię tego dla sławy, ani dla pieniędzy. Najważniejsze jest dla mnie, by brzmieć autentycznie i nie zgubić siebie. Ale mówię to po ośmiu latach, bo kiedyś nieco inaczej podchodziłem do sprawy.

Reklama

Pełen wywiad znajduje się w aktualnej Gazecie Gryfińskiej. Kupisz ją również TUTAJ.

 

 

 

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 21/08/2025 11:21
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama