- W reportażu "Śmierć Bartłomieja Miecznikowskiego" przygotowanego w serii "Polsat News Ujawnia" (premiera w niedzielę 7 września o godzinie 21.00 w Polsat News) rodzina Bartka obwinia o jego nagłą śmierć strażników więziennych - czytamy w zapowiedzi dzisiejszego programu
To sprawa, która gościła na naszych łamach już w maju. Z rodziną 32-latka rozmawiailiśmy sześć dni po jego nieoczkiwanej śmierci. Już wówczas mieli wątpliwości, czy ich bliski odszedł z powodów naturalnych, bez udziału osób trzecich.
- Gołym okiem widać ślady po brutalnym pobiciu. Bartek miał śliwę na połowę czoła, poharatane ciało. Gdy go zobaczyłam, jego grymas twarzy. Znam swoje dziecko. To był grymas walki, bo miał zaciśnięte usta. Zawsze tak robił, gdy był zły, albo się siłował. Tutaj nie miał szans na obronę, bo miał skute dłonie. Dlaczego go nie rozkuli? Nie dali mu szans na przeżycie… - mówila jego mama.
Sprawa zaintrygowała jedną z największych polskich telewizji. Dziś, o godzinie 21.00 w Polsacie News wyemitowany zostanie reportaż "Śmierć Bartłomieja Miecznikowskiego".
- Monika Gawrońska i Jacek Smaruj przeanalizowali nagrania z kamer z zakładu karnego. Polsat News pokaże je jako pierwszy. Ponadto rozmawiali z ekspertami, władzami zakładu karnego, a także z byłym strażnikiem, który tamtego dnia miał być na służbie - czytamy w zapowiedzi.
Poniżej prezentujemy artykuł, który ukazał się 12 sierpnia w Gazecie Gryfińskiej. Zaprezentowaliśmy w nim najnowsze ustalenia oraz niepublikowane dotąd informacje.
---------------------------------------------------
Co dotąd ustalono w sprawie śmierci Bartka?
- Postępowanie o sygn. 3009-1.Ds.47.2025 w przedmiotowej sprawie pozostaje w toku, w fazie in rem. Śledztwo wszczęto 19 maja 2025 r. – informuje Prokuratura Okręgowa w Słupsku. Od śmierci Bartka Miecznikowskiego mijają właśnie trzy miesiące
O sprawie napisaliśmy jeszcze w maju. Bartek Miecznikowski zmarł za murami Zakładu Karnego w Czarnem, gdzie odsiadywał sześcioletni wyrok. Zgon nastąpił w niedzielę 18 maja, o godzinie 22.33. Z rodziną 32-latka spotkaliśmy się już sześć dni po jego nieoczekiwanej śmierci. Mieli bowiem podejrzenie, że odejście ich bliskiego nie było spowodowane względami naturalnymi.
- Zakład karny poinformował nas o nagłym zatrzymaniu serca i krążenia. Mój syn nigdy nie chorował kardiologicznie. Nie miał żadnych przewlekłych dolegliwości. Wychowawczyni powiedziała mi, że „Bartuś miał tego dnia trzykrotny atak padaczki”. Dodała, że zażył jakieś środki. Powiedziała chyba, że dopalacze – mówiła nam Krystyna Miecznikowska.
Zanim bliscy pojechali na okazanie zwłok, otrzymali kilka SMS-ów „zza krat”.
- Więźniowie mają telefony komórkowe. Bartek też miał, bo zapłaciliśmy pieniądze przelewem i dostał taką malutką komórkę, z której dzwonił do nas wieczorami. 19 maja osadzony z celi obok napisał wiadomość, że mój brat został brutalnie pobity przez „Gada i trzech GiSW-ów” (Grupa Interwencyjna Służby Więziennej – przyp. red.) – opowiadał nam Wojciech, brat zmarłego.
- W kolejnych dniach pisali też inni więźniowie. Że strażnicy wyciągali Bartka kilka razy. W pewnym momencie wrócił do celi i „Był OK”. „Zapalił jeszcze”, skręta chyba. I, że „przyszli po niego drugi raz”. Mieli już potwierdzenie, że zażył narkotyki. I wtedy zaczęła się cała akcja. Bili go od godz. 18.20 do godz. 22.33, gdy stwierdzono zgon – dopowiadała jego mama.
Dzięki tym informacjom rodzina nie zwlekała z wyjazdem do województwa pomorskiego. Bliscy zdążyli jeszcze przed sekcją zwłok, którą zarządziła prokuratura.
- Dzięki temu zobaczyliśmy jak Bartek wyglądał „świeżo” po śmierci. Jego ciało znajdowało się w strasznym stanie. Nigdy nie chorował, nie miał schorzeń kardiologicznych. Nie leczył się na serce, ani żadne inne nadciśnienie. Nie przyjmował leków. Ani kardiologicznych, ani nasercowych, a nagle schodzi na zawał w wieku 32 lat. W prosektorium zaniemówiłem. Jestem emerytowanym policjantem. Przepracowałem w służbach 26 lat i byłem na niejednej sekcji. Wiem, jak wyglądają zwłoki wisielców, jak topielców, jak osób, które zginęły na skutek pobicia, a jak tych, którzy zeszli na zawał. Proszę zwrócić uwagę na szyję. Wiem jak wyglądają ślady duszenia. Czy od padaczki miałby też całe sine ręce? Nie zdołałem uchwycić tego na fotografii, ale miał też mocno poobijane boki. Do tego głębokie rany na nadgarstkach. Gdy przyjechaliśmy we wtorek, to były niezabliźnione, całe we krwi. Całe ciało Bartka było zmasakrowane. Dlatego we wnioskach, które złożyliśmy w prokuraturze jeszcze przed sekcją zwłok, napisałem o niezwłoczne zabezpieczenie oryginalnej dokumentacji – mówił Dariusz Chmielewski, wujek Bartka, pokazując nam fotografie.
Są wyniki sekcji zwłok
Jeszcze w maju rodzina zwróciła się po pomoc prawną. Ich pełnomocnikiem został mecenas Przemysław Wiaczkis.
- Przyjąłem sprawę, bo znałem Bartka wcześniej. Przed laty prowadziłem jego sprawę o posiadanie narkotyków. Poznałem również jego mamę i wujka. Polubiłem ich, to normalni i fajni ludzie, którzy przeżywają tragedię. Uznałem, że chcę im pomóc. Mam bowiem przekonanie, że moja wiedza i umiejętności mogą zostać wykorzystane w dobrym kierunku - mówi szczeciński adwokat.
Zgodził się reprezentować Miecznikowskich, choć jak przyznaje, nie znał jeszcze wówczas szczegółowych okoliczności oraz dowodów.
- Nie godzę się z krzywdą ludzką, a tajemnicze zgony w zakładach karnych mnie nie przekonują. Z doświadczenia zawodowego wiem, że twierdzenie, jakoby młody i zdrowy człowiek umarł na zawał po trzech atakach padaczki, nasuwa pewne podejrzenia i wątpliwości. Dlatego historia, którą przedstawiła rodzina, wydała mi się co najmniej prawdopodobna, a na pewno wymagająca wyjaśnienia. Nie mówię, że doszło do zabójstwa, ale możliwe, że do pobicia ze skutkiem śmiertelnym, nieudzielenia pomocy. Takie sytuacje, jak nieumyślne spowodowanie śmierci, zdarzają się w zakładach karnych. Dlatego wówczas, a mam na myśli końcówkę maja, uznałem, że Miecznikowskim należy pomóc. Złożyć odpowiedni wniosek, skonfrontować dokumenty z relacjami świadków. Postarać się dojść jak najbliżej prawdy – tłumaczy mec. Wiaczkis.
Co wiadomo po niemal trzech miesiącach?
- Mamy dwie opinie biegłych z zakresu medycyny sądowej. Pierwszą wykonaną przez Prokuraturę Rejonową w Człuchowie oraz drugą prywatną, przez lekarzy ze Szczecina, z tym, że mieli utrudnione zadanie. Pracowali na ciele, nazywajmy to po imieniu, które już było „naruszone”. Nie mogli wykorzystać więc całości materiału, który został wcześniej wykorzystany do badań w Człuchowie – mówi adwokat.
Biegli nie przesądzają, że zgon Bartka był spowodowany „karygodnym działaniem osób trzecich”.
- Jednocześnie nie są w stanie ustalić, co było bezpośrednią przyczyną śmierci. Było to „jakieś zdarzenie, które mogło spowodować tzw. incydent kardiologiczny”. Wskazywałyby na to obrażenia płuc oraz ciemna ciecz w jamie brzusznej. Może ona być efektem krwotoku. Na skutek kopnięcia? Nie wiemy, bo nie dało się tego ustalić biegłym. Tę kwestię mamy nadal otwartą – mówi Wiaczkis.
Ustalenie, co było przyczyną zgonu, otwierałoby drogę do dalszych kroków. Ustaliło kierunek śledztwa.
- W tej sytuacji śledczy muszą więc przyjąć kilka wersji. Zarówno, że nie było żadnego działania osób trzecich, jak i że takie działanie miało miejsce. Pytanie jednak: jakie konkretne? Pobicie, a może zabójstwo z zamiarem ewentualnym? Nikt nikogo nie chce zabić, ale wielokrotnie dochodzi do nadużycia siły. Specyfiką pracy funkcjonariuszy formacji więziennej jest, że pojawiają się różnego rodzaju napięcia i dynamiczne sytuacje, które powodują stres. Zdarza się, że strażnicy mogą przesadzić, przez co może dochodzić do pobić ze skutkiem śmiertelnym. Znane są liczne przykłady z całego kraju, gdy strażnik zbyt mocno uderzył osadzonego, albo więzień, pod wpływem siły strażnika, przewrócił się i uderzył. Faktem jest, że więzieniach dochodzi do zgonów i dlatego nie można wykluczyć żadnych okoliczności – opisuje szczeciński mecenas.
Brak padaczki w karcie medycznej
Gdy pierwszy raz poruszaliśmy ten temat, wystąpiliśmy do Prokuratury Rejonowej w Człuchowie o informację dotyczącą liczby zgonów, które odnotowano na terenie ZK w Czarnem w okresie od 1 stycznia do 27 maja br.
- Było ich dziewięć. Przyczynami zgonów były: śmierć z przyczyn chorobowych w sześciu przypadkach, ostra niewydolność krążeniowo-oddechowa w dwóch przypadkach, uduszenie w jednym przypadku – odpisał Prokurator Rejonowy Mariusz Radomski.
Śmierć 32-latka ze Swobnicy „zaklasyfikowano” do grupy z ostrą niewydolnością krążeniowo-oddechową.
- Co interesujące, w maju powiedziano nam, że śmierć mogła być wynikiem trzech ataków padaczki, po których doszło u Bartka do zatrzymania akcji serca. Tymczasem w karcie medycznej brak jakiejkolwiek wzmianki o atakach padaczki. Nie ma też żadnych informacji o przyjmowaniu leków przeciwpadaczkowych, czy kardiologicznych – wylicza Dariusz Chmielewski.
W jego opinii ciekawie prezentuje się również kwestia badań toksykologicznych.
- We wnioskach, które złożyliśmy w prokuraturze 20 maja, czyli jeszcze przed sekcją zwłok, napisałem o niezwłoczne zabezpieczenie oryginalnej dokumentacji medycznej, a także o wykonanie badań toksykologicznych. Zarówno na obecność alkoholu, jak i narkotyków. Mimo to wykonano toksykologię tylko pod kątem alkoholu. Dlaczego zrezygnowano ze sprawdzenia, czy Bartek zażył jakieś substancje psychoaktywne? Zwłaszcza, że mówili o tym wprost współosadzeni? – pyta wujek ex-policjant.
W odpowiedzi sugeruje, że dla ZK w Czarnym najgorsza byłaby sytuacja, w której wyszłoby, że więźniowie znajdują się w posiadaniu narkotyków („Bo w jaki sposób miałyby trafić na teren zakładu karnego?”).
- Pozostając w sferze dowodów, toksykologia wyszła „dla nas” pozytywnie. Wynika z niej, że Bartek nie był pod wpływem środków. Dlaczego więc u zdrowego, 32-letni mężczyzny, który nie przyjmował żadnych leków, doszło do ostrej niewydolności krążeniowo-oddechowej? – zastanawia się adwokat.
Aktualnie czynności prowadzi Prokuratura Okręgowa w Słupsku, która przejęła sprawę od Prokuratury Rejonowej w Człuchowie.
- Pozytywne wiadomości są takie, że tamtejsza prokuratura i policja udostępniły nam wszystko, co mają. Nie mówię, że jest tego przesadnie dużo, ale odbieram to jako pozytywny sygnał. Nie tają niczego przed nami. Jestem umówiony z funkcjonariuszem policji, że będzie mnie powiadamiał o każdych przeprowadzonych czynnościach. W tym o planowanych przesłuchaniach świadków, bym mógł być przy nich obecny – mówi Przemysław Wiaczkis.
Pytania – na razie – bez odpowiedzi
Pełnomocnik Miecznikowskich jest w trakcie przygotowywania dużego wniosku dowodowego.
- Nie rozumiem wielu kwestii. Na przykład dlaczego do celi Bartka przyszło trzech normalnie umundurowanych strażników, by w momencie, gdy miał być reanimowany, pojawiło się kilku GISW-ów, czyli funkcjonariuszy wyposażonych w kaski, tarcze i cały sprzęt bojowy. Po co? Do reanimowanego chłopaka? Albo dlaczego „na koniec” pod celą znajdowało się łącznie dwunastu strażników? – zastanawia się adwokat.
W momencie, gdy spotkaliśmy się w jego kancelarii, rodzina była już w posiadaniu monitoringu z ZK w Czarnem. Na jego podstawie można ustalić jak dokładnie wyglądały ostatnie chwile życia Bartka Miecznikowskiego. Godzina po godzinie, od momentu pierwszego wyprowadzenia z celi (godz. 13.31), aż do zgonu, który został stwierdzony o godz. 22.33.
- Wbrew temu, co usłyszeliśmy przed trzema miesiącami, Bartek nie otrzymał pomocy po każdym z trzech rzekomych ataków. Ratownicy medyczni pojawili się dopiero o godz. 22.08, podczas gdy wcześniej był regularnie wyciągany z celi. Za każdym razem wyglądał coraz słabiej. Już o godz. 17.15 nie był w stanie samemu iść. Na nagraniach widać, jak przysiada na schodach, a około godz. 21.30 zostaje z niej wyciągnięty z bezwładnymi rękoma – relacjonują członkowie rodziny, licząc że nagrania okażą się dla sprawy kluczowe.
Osobny wątek stanowią działania Zbigniewa Stonogi, który od początku mocno zaangażował się w sprawę. Na skutek jego prowokacji doszło do zatrzymania jednego ze strażników więziennych. Nie mając świadomości, że jest nagrywany, opowiadał „anegdotycznie” jak wygląda traktowanie więźniów.
- Prokuratura Rejonowa w Człuchowie prowadzi śledztwo w zakresie działalności podejrzanego Michała B. na terenie ZK w Czarnem. Nie zdołałem (jeszcze) ustalić czy a jeśli tak jakie usłyszał on zarzuty, a także jakie były ewentualne decyzje procesowe w przedmiocie środków zapobiegawczych. Jednocześnie Prokuratura Rejonowa w Szczecinku prowadzi śledztwo, w ramach którego Michał B. usłyszał zarzut nielegalnego posiadania broni palnej. W związku z powyższym zastosowano wobec niego środki zapobiegawcze w postaci poręczenia majątkowego w kwocie 10 000 zł, zakazu opuszczania kraju połączonego z zatrzymaniem paszportu - informuje Kanał Sto, prowadzony przez Stonogę.
- Mam taką informację, że ta sprawa została połączona z naszym postępowaniem. Co ciekawe funkcjonariusz Michał B. mówił dziennikarce Polsatu (materiał zostanie wyemitowany 7 września – przyp. red.), że tego dnia nie było go w pracy, ale nagrania temu przeczą – mówi P. Wiaczkis.
Minie jeszcze sporo czasu
Zapytaliśmy o to Prokuraturę Okręgową w Słupsku. Odpowiedź nadeszła szybko, lecz nie odnosiła się do żadnej z interesujących nas kwestii.
- Postępowanie o sygn. 3009-1.Ds.47.2025 w przedmiotowej sprawie pozostaje w toku, w fazie in rem. Śledztwo wszczęto 19 maja 2025 r. – poinformował lakonicznie prok. Patryk Wegner.
- Sprawa jest w powijakach, na bardzo wstępnym etapie. Nie znamy odpowiedzi na wiele pytań, w tym o wnioski, które płyną z prowadzonego jednocześnie, wewnętrznego śledztwa, zleconego przez Służbę Więzienną. Wiemy, że przesłuchani zostali strażnicy, ale jestem ciekaw, czy przesłuchano również współosadzonych z celi Bartka oraz więźniów z cel sąsiadujących. Co istotne, tych osadzonych nie ma już w ZK w Czarnem. Wkrótce po śmierci Bartka zostali rozwiezieni po całym kraju. Prawdopodobnie, by nie uzgadniali ze sobą zeznań, chociaż ktoś może też uznać, że jest to pewna forma represji przeciwko nim. Nie wiemy tego. Przede wszystkim wciąż nie mamy jednak odpowiedzi na podstawowe pytanie, którym jest dlaczego Bartek nie żyje – wylicza szczeciński prawnik.
Minie jeszcze sporo czasu, zanim będzie można mówić o konkretach.
- Gorąco wierzymy jednak, że sprawa zostanie wyjaśniona. Wiemy, że sprawiedliwość zwycięży – akcentują bliscy zmarłego.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.

Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.