O Annie Woźniakowskiej-Rumockiej (31 l.) z Wełtynia pisaliśmy prawie rok temu, gdy poddała się operacji zmniejszenia żołądka. Zabieg miał na celu utratę wagi, co kobiecie udało się osiągnąć. Ania nie poprzestała jednak na swojej korzyści. Postanowiła, że pomoże innym osobom z podobnymi problemami. Dlatego swoje doświadczenia opisała w książce pt. „Matka po sleeve. Walka z otyłością”. Świeżo upieczona autorka podzieliła się z nami kulisami wydania książki i planami na dalszą twórczość
Skąd pomysł na pisanie książki?
A. Woźniakowska-Rumocka: Zabiegi bariatryczne, czyli zmniejszające żołądek nie są jeszcze popularne w naszym kraju. W Szczecinie wykonują je od niedawna. Miałam mnóstwo pytań związanych z moją operacją, dlatego w końcu postanowiłam wszystko opisać. Myśl o książce pojawiła się u mnie po wywiadzie, którego udzieliłam waszej gazecie.
Tytuł książki nawiązuje do macierzyństwa. Co więc jest jej głównym tematem – problem otyłości czy bycia matką?
- W pewnym sensie jedno i drugie. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że otyłość często uniemożliwia zajście w ciążę. Tak było i u mnie. Lekarz powiedział mi wprost, że jestem za gruba i przez to nie mogę mieć dzieci.
Rozumiem, że operacja pozwoliła ci zostać matką…
- Tak, chociaż pierwsza córka – Julia (6 l.) po długich staraniach pojawiła się przed operacją, gdy na chwilę nieco schudłam. Chciałam mieć jednak dużą rodzinę, bo sama nie mam rodzeństwa i niedługo później znów byłam w ciąży. Kiedy lekarz zobaczył mnie w 10. tygodniu ciąży, bardzo na mnie krzyczał z powodu wagi. Powiedział, że mogę zostać rośliną. To była dla mnie traumatyczna wizyta. Spodziewałam się wtedy bliźniąt. Niestety wkrótce po tym dzieci umarły, poroniłam tę ciążę. Lekarze twierdzili, że to moja wina, bo byłam zbyt gruba, ale sekcja wykazała wady płodów.
Cały wywiad przeczytacie w aktualnym wydaniu Gazety Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze