Reklama

Pani Wirka. Wspólnie z synem i wychowankami wspominamy Elwirę Alchimowicz

- O swoich dolegliwościach mówiła, że są „przywilejem wieku”. Pytana przez znajomych, sąsiadów lub wychowanków o zdrowie, choćby nie wiadomo co się działo, zawsze odpowiadała: „Ma być dobre”. Gdy choroba coraz bardziej dawała jej się we znaki, robiła wszystko, by nie pokazywać, że coś jest nie tak. Walczyła do końca, czyniąc to z godnością – mówi Michał Alchimowicz. Wspólnie z synem i wychowankami wspominamy Elwirę Alchimowicz, gryfińską nauczycielkę, którą pożegnaliśmy w listopadzie 2025 r.

Do naszego miasta przyjechała świeżo po studiach. Jesienią 1962 r., jako absolwentka Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Marii Skłodowskiej-Curie w Lublinie, otrzymała etat w I Liceum Ogólnokształcącym w Gryfinie. Dziś mało kto wie, że nauczanie nie było jej pierwszym wyborem.

- Mama urodziła się 9 sierpnia 1937 r. Pochodziła z Turbina, wsi na Lubelszczyźnie, która straciła prawa miejskie po Powstaniu Styczniowym. Mimo że pochodziła z tak małej miejscowości, w której zresztą ukończyła liceum, w 1956 r. zdała egzaminy na medycynę. Podjęła studia na UMSC w Lublinie, ale kilka miesięcy później zrezygnowała – opowiada Michał, jej najmłodszy syn.

Reklama

Zadecydowały kwestie ekonomiczne.

--------------------------------------------

W Gryfinie poznała Ludwika Alchimowicza, który po niespełna pół roku został jej mężeme. Rozwojowi uczucia sprzyjały wszelkie okoliczności.

- Nie tylko pracowali w jednej szkole, ale mieszkali obok siebie w internacie, który znajdował się w dzisiejszym przedszkolu przy ul. Sprzymierzonych. Po latach rodzice opowiadali, że gdy jedno przychodziło w odwiedziny do drugiego, to za chwilę ktoś otwierał drzwi pokoju i uciekał. To uczniowie pilnowali moralności swoich nauczycieli – uśmiecha się Michał Alchimowicz.

Reklama

Gryfino było niewielkim miasteczkiem, w którym pedagodzy znajdowali się na świeczniku. Miłość Ludwika i Elwiry rozkwitała na oczach ich uczniów oraz kolegów z pracy. Wszyscy mocno dopingowali temu związkowi. Świadczy o tym wpis, który w swoich wspomnieniach zawarł Zbigniew Danisz. Wieloletni nauczyciel gryfińskiego LO, relacjonując rok szkolny 1962/63, opisał jak wyglądały „początki tej miłości”.

- W czasie wakacji prof. Bolesław Sikora ożenił się z naszą nauczycielką Julią Korowaj… W stanie kawalerskim pozostaje jak na razie tylko Ludwiczek! Ale chyba to się szybko skończy, bo nasz Ludwiczek coś za często wozi na swoim Junaku polonistkę z lubelskiego, panią Wirkę. Nawet „wykropili” się kiedyś na tej maszynie i pani Wirka paskudnie rozharatała sobie nogę. Ludwik był strasznie tym poruszony – odnotował Danisz w książce „Jaki pan, taki kram…”,

Reklama

Cały artykuł, mieszczący się na trzech stronach, znajduje się w aktualnej Gazecie Gryfińskiej.

 

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Cezary - niezalogowany 2026-01-16 18:05:54

    Moja Pani od polskiego w podstawówce.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama