Reklama

O tym jak gryfińska młodzież chciała obrabować skarbiec miejski i obalić władzę

W 1946 roku grupa młodych gryfinian została aresztowana, a następnie oskarżona o zdradę stanu. Nie byli to jednak żadni kryminaliści, a troje 20-latków, którzy wierzyli, że ich działania mogą zmienić sytuację w kraju. Sprawa otarła się o prezydenta Polski Ludowej, Bolesława Bieruta, do którego jedna z gryfińskich matek napisała w liście, że jej syn został „zbałamucony przez kolegów”

- Tata przykładał ogromną wagę do rodzinnych pamiątek. Zabierał nas na wycieczki: nad morze, do Szczecina, albo po Gryfinie i dokumentował każdy moment naszego życia - mówi Krystyna Kujawowicz, przerzucając kolejne strony zapełnione fotografiami.

Leszek Kujawowicz dzielił je na kategorie, tworząc oddzielne albumy dla każdego członka rodziny. Osobne tomy dotyczą czasów dzieciństwa i wizyty w Niemczech, którą odbył 20 lat po zesłaniu na roboty przymusowe. Pozostałe opowiadają o życiu w Gryfinie.  Wizyta w domu jego córki potwierdziła tezę, że u potomków „starych gryfinian” znaleźć można prawdziwe skarby.

Reklama

Do albumu z lat 40. wklejone są fotografie z pierwszych gryfińskich pochodów majowych i innych imprez, z którymi kojarzy się nam Polska Ludowa. Za trybuną, z której przemawia przedstawiciel lokalnej władzy, widać budynek zaledwie lekko naruszonego przez wojnę ratusza. W innym miejscu, z pierwszego planu spogląda grupa młodzieży.

- Tata stoi tutaj, w białej koszuli. Taki młodziutki, to musiało być jeszcze przed aresztowaniem – opowiada gospodyni, przechodząc do wydarzenia sprzed 75 lat, które odbiło się na całym życiu rodziny.

Reklama

- Tata nie był żadnym żołnierzem wyklętym, tylko 18-letnim chłopcem, który zaangażował się w coś w co nie powinien. Takie drastyczne posunięcie, jak zabicie kogoś, zupełnie do niego nie pasuje. Babcia mówiła, że w oskarżeniu było dużo nieprawdy.

UB preparowała dowody i żeby dać surowsze wyroki, dodawała fikcyjnych zarzutów. Zabójstwo nie było w stylu taty. Zawsze był prymusem, grzecznym, oczytanym chłopakiem. Wątpię, by chciał  zabijać – mówi z przekonaniem, przyznając jednocześnie, że niewiele wie o działalności ojca, który milczał na ten temat.

Reklama

Z jednym należy się zgodzić. Zarówno Leszek Kujawowicz, jak i troje jego równolatków nie byli żołnierzami wyklętymi. Raczej trójką nieco naiwnych młodych ludzi, którzy dali porwać się wizji i uwierzyli, że są w stanie obalić władzę ludową. Choć ostatecznie ich działalność nie wyszła poza ramy planowania, za młodzieńczy wybryk zapłacili wysoką cenę.

 

Cały artykuł znajduje się w Gazecie Gryfińskiej.

 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama