Czasami jeden dokument wystarczy, by wywrócić to, co zostało zapisane w historycznych książkach. Tworząc życiorysy zapomnianych powojennych działaczy, dotarliśmy do opinii, która wywraca „gryfiński życiorys” Ignacego Rusika. Okazuje się, że nie został zwolniony z urzędu burmistrza, ani nie trafił do więzienia, co również sugerowano. Nie opuścił też naszego miasta jesienią 1946 r. Został i przez kilkanaście kolejnych miesięcy pełnił inną kierowniczą funkcję. Dotarliśmy ponadto do członków jego rodziny, którzy opowiedzieli nam, co działo się z „drugim burmistrzem Gryfina”, po tym, gdy wrócił w rodzinne strony
Opisu dalszych losów Rusika próżno szukać w monografii gminy. W książce „Gryfino i okolice na przestrzeni wieków” przeczytać natomiast można, że „Po referendum [3x TAK z 1946 r. – przyp. red.] aresztowani zostali członkowie Zarządu Powiatowego PSL, burmistrz Ignacy Rusik musiał zrzec się funkcji na rzecz Zygmunta Grodzkiego z PPR”.
W rozmowach i komentarzach pojawiał się też wątek uwięzienia Rusika, bo taki los spotkał sporą część gryfińskich ludowców. Co ciekawe, wątek ten przewija się wśród „rodzinnych legend”.
- Ma pan szczęście, że moja siostra nie wyszła za mąż, bo innych Rusików nie ma już w Brzezinach. Tylko ich potomkowie, ale pod innymi nazwiskami – skomentowała Wiesława Sobkiewicz, jedna z dwóch żyjących bratanic Ignacego.
Szukając jego śladów zwróciliśmy się nie tylko do władz Uniwersytetu Łódzkiego, na którego Wydziale Prawa studiował w latach 1948-1952. Przeczesaliśmy też media społecznościowe. Dzięki temu natrafiliśmy na fejsbukowe konto Jolanty Rusik z Brzezin, która przekierowała nas do swojej siostry.
- Stryj nie doczekał się potomstwa. Dziś zostało już niewiele osób, które coś pamiętają. Rzeczy głównie zasłyszane, albo ze strzępków dokumentów, które znajdowały się w domu Ignacego - mówi Wiesława Sobkiewicz, przyznając, że gryfiński wątek życiorysu wujka nie jest jej obcy.
Więcej w aktualnej Gazecie Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze