Zbliża się weekend. Fanom historii lokalnego sportu polecamy artykuł ze stron 30-31 aktualnego wydania Gazety Gryfińskiej. Tym razem, w ramach prac nad książką o dziejach Energetyka przypominamy obozy sportowe z czasów PRL
KSE jeździł na obozy dwa razy do roku. Sporo opowiedzieć o nich może Marek Blumka.
- Połowa lat 80., w Polsce kryzys gospodarczy, ale my mieliśmy dobrze. Wspierała nas elektrownia. To był chyba 1985 r., jechaliśmy na obóz do Szklarskiej Poręby. Bojąc się, że na miejscu nie będzie odpowiedniej ilości jedzenia, zahaczyliśmy o Chojną skąd wzięliśmy ze sobą na obóz dwa świniaki. Już sama podróż była tragiczna. Autobusik mały, zupełnie nieogrzewany, a na zewnątrz burze śnieżne. Usiedliśmy wszyscy razem z przodu, żeby było nam cieplej – zaczyna opowieść nasz rozmówca.
Energetyk został zakwaterowany w Ośrodku „Gardno”.
- Daliśmy im nasze świniaki, w takich dużych pojemnikach. Mija dzień, drugi, trzeci, a my ciągle jemy coś innego. Ktoś poszedł do kucharek z interwencją i okazało się, że personel rozgrabił miedzy sobą całe mięso. Uznali, że to… prezent dla nich, który dostali z góry za wyżywienie i opiekę – śmieje się gryfiński trener.
Zawodnicy chodzili na dożywianie na miasto, uzupełniając kalorie w knajpach Szklarskiej Poręby.
Więcej w Gazecie Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze