Reklama

M. Wirski: Dziewięć lat czekaliśmy na ten wyrok

Maciej Wirski to aktywny zawodowo mieszkaniec Gryfina, często uśmiechnięty, z pozytywnym nastawieniem do życia. Łatwo w nim jednak nie miał. Dziewięć lat temu jego partnerka zmarła zaledwie dwa dni po narodzinach ich syna. Samotny ojciec zajął się wychowaniem Stasia, a kancelaria adwokacka wyjaśnieniem przyczyn śmierci Beaty i odpowiedzialnych za to osób. Kilka dni temu, po dziewięciu latach, zakończył się proces sądowy.

Gdy Beata miała 26 lat lekarze zapewniali ją, że mimo problemów ze zdrowiem, to najlepszy dla niej czas by zajść w ciążę i urodzić dziecko. Tak mówi nam jej były partner, Maciej Wirski.

- Braliśmy wszystko pod uwagę, ale nie to. Nawet poród, na wszelki wypadek miał miejsce w klinice kardiologicznej na Pomorzanach, a nie w zwykłym szpitalu. Pełen nadzór ze strony prowadzącego lekarza itd. – relacjonował wydarzenia z 2014 roku Maciej.

 

Najpierw radość, potem rozpacz

Stasiu przyszedł na świat 12 kwietnia. Imię wymyślili mu wspólnie z Beatą, gdy ta była jeszcze w ciąży. Dwa dni później kobieta zmarła.

Reklama

- Najgorszy był dzień po, gdy się obudziłem. Nagle stałem się tatą i mamą w jednym. Nie wszystko do mnie docierało. Byłem totalnie rozstrojony. Nie wiedziałem, czy w danej chwili cieszyć się z syna, czy płakać po stracie mojej partnerki. Pamiętam telefon od mojej siostry, że muszę stanąć na wysokości zadania, zostawić na boku wszystko, upodobania, pasje itp. […] Moment narodzin dziecka zmienił wszystko. Wszystkie głupoty przestały dla mnie istnieć. Nie zakładałem jednak, że będę sam. To było najgorsze. Kiedy mama Staśka odeszła powiedziałem sobie, że zrobię wszystko, żeby to dziecko miało takie życie, na jakie zasługuje – mówił Maciek cztery lata temu na naszych łamach w obszernym wywiadzie.

 

Reklama

W sądzie

Gdy mężczyzna skupił się na wychowaniu dziecka, sprawy związane z odszkodowaniem przejęła Kancelaria Adwokacka Krzysztofa Tumielewicza. O poważne błędy oskarżono lekarzy. Rozpoczęły się procesy zarówno w Sądzie Karnym jak i w Sądzie Cywilnym. Ten pierwszy, w którym oskarżycielem była również prokuratura, dobiegł końca 10 lipca.

- Sąd uznał za winnych lekarzy tego, że pracując w SPSK w Szczecinie, gdy ciążył na nich szczególny, prawny obowiązek opieki nad pacjentką, najpierw popełnili błąd medyczny podczas zabiegu wkłucia centralnego co dokonano w sposób nieprawidłowy (końcówka cewnika została umieszczona w tętnicy podobojczykowej). Następnie dopuścili się szeregu zaniedbań w opiece nad pacjentką. Nie skontrolowano owego wkłucia (zaniechano niezwłocznej kontroli RTG, USG i tomografii komputerowej), co stanowiło działanie niezgodne z przyjętymi standardami prawidłowego postępowania i wiedzą medyczną. Nie przeprowadzono konsultacji. Zignorowano procedury diagnostyczne przez co nie ustalono przyczyn pogarszającego się stanu pacjentki. Nie wykorzystano istniejących możliwości podstawowej i dostępnej w szpitalu „od ręki” diagnostyki co uniemożliwiło leczenie. W końcu wyjęcia owego cewnika dokonała na polecenie lekarza pielęgniarka choć powinien być usunięty podczas zabiegu chirurgicznego co w ocenie Sądu stanowiło umyślne narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Działania lekarzy doprowadziły do krwawienia z tętnicy podobojczykowej, wstrząsu krwotocznego a następnie do śmierci – komunikuje Kancelaria Adwokacka Krzysztofa Tumielewicza. - Zabrakło staranności i pokory. Zabrakło także przeprosin, czy szczerego żalu w miejsce których nieudolnie próbowano wprowadzić rodzinę w błąd, że „doszło do nieszczęśliwego wypadku”, której nieprofesjonalnym, wręcz agresywnym zachowaniem odmówiono prawa do godnego przeżycia tej straty – ocenia oskarżyciel posiłkowy M. Wirskiego.

Reklama

Sąd uznał obu za winnych, obu wymierzając karę jednego roku pozbawienia wolności, zawieszając ją na trzy lata próby. Ponadto, wymierzył im grzywny (41,4 tys. zł) oraz wymierzył oskarżonym solidarne nawiązki w kwotach (łącznie) 500 tys. zł. Muszą również pokryć koszty sądowe. Jak podkreśla kancelaria K. Tumielewicza, to kary ponad wnioski prokuratury, a także maksymalne nawiązki na rzecz członków rodziny.

Wyrok jest nieprawomocny. Pracownicy służby zdrowia, mogą więc odwołać się od niego.

- Sprawa ma ponadto swój bieg przed Sądem Okręgowym w Szczecinie, I Wydziałem Cywilnym, gdzie domagamy się zadośćuczynienia i renty, dla między innymi syna zmarłej kobiety, który nigdy nie poznał mamy – informuje kancelaria K. Tumielewicza.

Reklama

 

Mówi Maciej Wirski

To wciąż trudny temat dla mnie, jak i całej mojej rodziny. Po tym wyroku poczułem jednak ulgę na sercu. Staśkowi jeszcze nic o całej sytuacji nie mówiłem i nie planuję mówić, poczekam do jego pełnoletności i wtedy dokładnie opowiem. Od samego początku kierownictwo szpitala i lekarze wmawiali nam, że wina zgonu mamy Stasia leży po stanie zdrowia w jakim dotarła do szpitala, z czym akurat ja, jak i jej najbliżsi, absolutnie się nie zgadzaliśmy. Do szpitala w Szczecinie trafiła w pełni zdrowa, po wszystkich niezbędnych badaniach, które nie wykazały żadnych przeciwskazań do zajścia w ciąże. Na prośbę lekarza prowadzącego ją od dzieciństwa w kontekście jej wady serca, specjalnie po to, aby mieć najlepszą pomoc medyczną podczas porodu.

Reklama

Jedyne co mnie cieszy po tych dziewięciu latach, to, że mogę spokojnie spojrzeć sobie w lustro i powiedzieć, że śmierć mamy Stasia to nie jest ani moja, ani jej wina, tylko szereg błędów popełnionych przez lekarzy prowadzący.

Nie ukrywam, iż była to bardzo trudna przeprawa. Te 9 lat obfitowały w liczne przesłuchania, powroty do tego, co się wydarzyło 14 kwietnia 2014 roku. Nie było to przyjemne, ale najważniejsze, że mamy to już za sobą.

Po śmierci Beatki dostałem telefon od jednej z bliskich mi osób, która powiedziała mi – Maciek szukaj najlepszych adwokatów i walcz o prawdę. Nie ukrywam, bałem się tego, bo wygrać z lekarzami jest ogromnie ciężko, bardziej skupiłem się na tym, aby mój Staśko miał choć w miarę normalną rodzinę i niczego mu nie brakowało. Ale zaryzykowaliśmy i absolutnie tego nie żałuje.

Reklama

Chciałbym ogromnie podziękować duetowi adwokackiemu, pani Ewie Buksza-Biernackiej i panu Mecenasowi Krzysztofowi Tumielewiczowi za poprowadzenie tej, jak i innych spraw związanych z tą sytuacją. Nie mogłem trafić na lepszych adwokatów, zawsze byli przy mnie i walczyli dosłownie do ostatniej chwili, aby prawda w którą wszyscy wierzyliśmy od samego początku, wyszła na jaw i światło dzienne. Serdecznie Wam dziękuję. •

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Wandzia - niezalogowany 2023-07-28 21:09:41

    Czasem warto powalczyć

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Ola - niezalogowany 2023-07-29 20:23:03

    na unii lubelskiej tez zmarl mlody chlopak przez złe wkłucie centralne.. Boże chroń przed takimi błedami. A tych konowałow to nazwiska podać!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Katarzyna - niezalogowany 2023-07-30 18:35:25

    Każda procedura medyczna jest obarczona ryzykiem powikłań w tym zgonu włącznie. Pacjent podpisuje świadomą zgodę na leczenie i osobne zgody na procedury inwazyjne. Ciekawi mnie, po co ? I jaką mają wartość prawną. Dziwi mnie też, że Pan dziękuje wspaniałym adwokatom zwracając się per Pani do Pani adwokat, która jest siostrą zmarłej i per Pan adwokata zaprzyjaźnionego z rodziną zmarłej. Prawda proszę Państwa często jest inna niż ta pokazana w prasie czy nawet w sądzie. Oczywiście, że synkowi i ojcu należy się zadośćuczynienie, ale obarczanie winą wyłącznie lekarzy, którzy leczyli pacjentkę pozostaje w mojej ocenie pod znakiem zapytania.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama