Bogdan Matławski napisał na naszych łamach również o tradycji kolędowania, która w jego ukochanej Żabnicy sięga 1945 roku
W swojej książce o Żabnicy prof. Matławski opisał to słowami pionierów.
- Szewc Zioła osiedlił się w Żabnicy jako jeden z pierwszych, tam gdzie Jabłońscy na ul Szkolnej. To on zorganizował grupę kolędniczą. Zrobił to bardzo ładnie, to było pierwsze takie kulturalne wydarzenie i to nie tylko dla mieszkańców Żabnicy, ale i Czepina, to był początek kultury, mieli ładne stroje dopasowane do kolędy i kolędników, herodów, po kilku latach władze nie pozwoliły już z tymi kolędnikami chodzić. Robił to z ludźmi miejscowymi chyba 10 osób, trzeba było wszystko przygotować, to był już teatr, a to było już przedstawieniem jak na tamte czasy to ja uważałem, że dość ambitne i zasługujące na uwagę. To były pierwsze działania kultury to mogło być już w 1945 roku, byli zapraszani do innych wsi tak się podobali – wspomina Jan Gazdecki.
Co ciekawe, ówczesnym zwyczajom nie sprzyjała władza.
- W święta Bożego Narodzenia, to po całej Żabnicy, chodziliśmy z Herodami, była to ośmioosobowa grupa: król, dwóch żołnierzy, feldmarszałek, Żyd, anioł, diabeł i śmierć, chodziliśmy m. in. ja, Marian Kudlewski, Mietek Wesołowski, Rysiek Wesołowski, chyba Bolek Wawrzonkowski. Różnie nas przyjmowano, ale w zasadzie dobrze, bo nawet radia nie było, to chętnie posłuchali jak my śpiewali. Teksty to mieliśmy z Hajnówki, bo tam mój brat chodził z Herodami i ja do niego napisałem i on mi je przysłał. Sami żeśmy tu ćwiczyli, to był taki zamknięty teatrzyk. Po kilku latach żeśmy przestali, bo zaczęła nas milicja ścigać, za to żeśmy antysemityzm rozsiewali, bo żyda się poniżało i o nim śpiewało – relacjonuje Bogusław Leczyk.
Jak dodaje, kolędowali też w Gryfinie.
- Raz weszliśmy do domu na szczecińskiej, goście siedzieli, przyjęli nas grzecznie, ale po cichu zadzwonili na UB, które mieściło się na ul. Szczecińskiej gdzie później WOP, tam zaraz po wojnie był szpital. Przyszło UB, ale nas tylko nastraszyli, zabrali nas i kazali uciekać do domu.Pamiętam jak żeśmy chodzili w Herodach, mieliśmy takie szable, mieszkał tu taki Kazik Rybaczewski i u niego żeśmy je zostawiali, ale ktoś to musiał podkablować, bo przyszli do nich z UB i te szable wszystkie pozabierali. Ja tam miałem też bagnet, jeszcze z 1819 r. Napoleona, takie długie oni mieli te bagnety, szable miałem, bo my buszowali w Podjuchach po tych koszarach wojskowych, a tam były różności, wszystko stało jeszcze puste, zanim wprowadzono tam wojsko, to wcześniej je zamknięto, żeby ludzie nie łazili – dopowiada.
Bogdan Matławski
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze