Przez ostatnich kilka miesięcy przedstawialiśmy życiorysy zapomnianych działaczy: burmistrzów, starostów i urzędników. Postaci, które znalazły się w Gryfinie, gdy nie wiadomo było, na jak długo znajdzie się w granicach Polski. Na sam koniec cyklu "Ludzie bez twarzy" prezentujemy niezwykłe odkrycie. Znalezisko, które pozwala nam nie tylko odtworzyć życiowe losy członków tzw. Grupy Operacyjnej na Okręg Gryfin (a więc działaczy, którzy dotąd nie doczekali się ani jednej notki biograficznej),ale przede wszystkim rozwiązać zagadkę nagłego wyjazdu Edwarda Kunika
Pierwszy Pełnomocnik Rządu na Obwód Gryfino (czyli w dzisiejszej nomenklaturze – starosta powiatowy, pod którego jurysdykcją znajdowało się m.in. gryfiński magistrat oraz burmistrz) przez ostatnich kilkadziesiąt lat (do czasu publikacji naszego cyklu) znany był w gryfińskiej historii z zaledwie dwóch faktów: krótkiego pełnienia swojej funkcji oraz anegdoty, którą przytoczyła jedna z pionierek miasta.
Starosta Kunik, witając się z pierwszą grupką osadników (więźniarek obozów koncentracyjnych i towarzyszących im jeńców wojennych) miał powiedzieć: „„Nazywam się Kunik” – po czym wskazał na towarzyszącą mu kobietę: „A to jest moja żona kobyłka”.
Okazała się nią 23-letnia Aniela, z d. Plasła. Co ciekawe, nie była jego pierwszą wybranką.
- W maju 1940 r. wziął w Przemyślu ślub z Wilhelminą, o trudnym do rozczytania nazwisku. Ich małżeństwo nie przetrwało, ale z nienzanych mi względów - mówi Grzegorz Dygoń, badacz historii swojej rodziny, której jedną z odnóg stanowią Kunikowie.
Z Anielą Plasło, 30-letni wówczas Kunik, ożenił się 26 września 1944 r. Kilka miesięcy po tym, gdy uciekł z więzienia. Wiemy o tym z własnoręcznie napisanego życiorysu, który w zupełnym zapomnieniu „przeleżał” kilkadziesiąt lat… na końcu Polski. Odnaleźliśmy go w Międzyzdrojach, gdzie natrafiliśmy na kilkanaście akt osobowych, wytworzonych w latach 40. XX w. przez Urząd Wojewódzki Szczeciński.
To niezwykłe odkrycie. Informacje o tych teczkach nie znajdują się bowiem w żadnym dostępnym spisie archiwalnym, wobec czego nie dotarli do nich nawet akademiccy badacze, autorzy dwóch książek na temat historii ziemi gryfińskiej.
Do akt czlonków tzw. Grupy Operacyjnej Gryfin dotarliśmy za sprawą "analizy" obiegu dokumentacji. „Po nitce, do kłębka”, począwszy od wytwórcy, którym był UWS. Dzięki temu znaleźliśmy się w posiadaniu unikatowych materiałów, które nie tylko wyjaśniają zagadkę zwolnienia pierwszego starosty, ale również opowiadają o jego najbliższej świcie.
Piszemy o tym jako pierwsi.
Do Gryfina z restauracji
- Urodziłem się w Rzeszowie, dnia 28 lutego 1914 r., jako syn Władysława i Janiny Raszko. W roku 1935-36 złożyłem egzm. Dojrzałości w Państw. Seminarium Naucz. Męsk. w Rzeszowie. W rok potem otrzymałem pracę urzędniczą w Dyrekcji Kolei Państwowych w Chełmie, gdzie pracowałem bez przerwy do wybuchu wojny. W czasie wojny pracowałem również przy kolei – relacjonował, przechodząc do momentu uwięzienia.
- Dnia 19 października 1943 r. popadłem w łapankę, a następstwem tego było, że znalazłem się na Pawiaku w Warszawie. Po ucieczce z więzienia (8 marca 1944 r. – przyp. red.) skryłem się na wsi, aż do czasu nadejścia Armii Czerwonej. W kilka dni później ożeniłem się i przystąpiłem do pracy w Polskim Komitecie Wyzwolenia Narodowego (PKWN) celem organizowania powiatu przemyskiego, a następnie województwa – opisywał dość lakonicznie.
Trudno nie odnieść bowiem wrażenia, że każdy z poruszonych wątków mógłby stanowić osobną opowieść.
Na rzecz „odbudowy państwa” Kunik pracował przez trzy miesiące. Następnie postanowił spróbować z własnym interesem.
- Otrzymałem koncesję na restaurację więc przestałem pracować społecznie. Dnia 25 kwietnia postanowiłem zwinąć interes i zacząć w dalszym ciągu pracować dla Polski. W następstwie tego otrzymałem nominację w Pile dnia 4 maja 1945 r. – wyjaśniał swoje motywacje.
Został skierowany do Greifenhagen, zostając szefem 5-osobowej Grupy Operacyjnej. Towarzyszyli mu Konrad Pasiciel, Tadeusz Pasławski, Witold Nowacki i „bezimienny” Gloger. Inżynierowie, podczas gdy sam Kunik mógł pochwalić się „jedynie” średnim wykształceniem. W odróżnieniu od podwładnych – choć przepracował wiele lat w dyrekcji kolei – nie był bezpośrednio związany z samorządem. Dlaczego więc to on został Pełnomocnikiem? Dokumenty milczą na ten temat. Zachował się jedynie „wniosek o przyjęcie do służby państwowej w Urzędzie Pełnomocnika Rządu Tymczasowego R.P. na Okręg Pomorze Zachodnie”, bez odpowiedzi, która musiała nadejść. Wszak Kunik uzyskał stanowisko, o które się ubiegał.
„Ob. Kunik wprowadza w błąd”
Nie na długo. Jak pisaliśmy w poprzednich częściach, gdy już powstały pierwsze urzędy, a miasto nieco się zaludniło, Edward Kunik otrzymał… wypowiedzenie.
- Dla dobra służby z dniem dzisiejszym odwołuję obywatela z zajmowanego dotychczas stanowiska p.o. Pełnomocnika Rządu RP na Obwód Gryfin i stanowisko to powierzam ob. Janowi Daszyńskiego, któremu proszę przekazać urzędowanie – napisał w oficjalnym piśmie, datowanym na 26 lipca 1945 r., wojewoda Leonard Borkowicz.
Edward Kunik miał poczucie głębokiej niesprawiedliwości z powodu, w jaki został potraktowany.
- Organizowałem tutaj wszystko od podstaw, a oni chcą mnie przenieść - mówił pod koniec lipca 1945 roku, gdy otrzymał odwołanie z funkcji Pełnomocnika Rządu na Obwód Gryfin.
Nie przeniesienie w inne miejsce, lecz całkowitą rezygnację z jego usług. Uważał, że potraktowano go zbyt surowo, nie doceniając dotychczasowych zasług. Złość potęgował fakt, że nie znał powodów takiej decyzji zwierzchników.
Nie zamierzał zostawić tej sprawy. Postanowił walczyć o swoje, angażując w to nie tylko dawnych podwładnych, ale też… najwyższe władze państwowe.
- Ob. Kunik, zdając mi urząd oświadczył, że czuje się dotknięty tą decyzją i że z tego tytułu dochodzić będzie swych praw u Premiera Rządu R.P. ob. Osóbki-Morawskiego, którego jak oświadczył zna osobiście. Swoją zapamiętałość posunął tak dalece, że kolejno odwiedza Zarządy Gminne i Posterunku Milicji Obywatelskiej w Obwodzie Gryfin, wyłudzając w podstępny sposób podpisy szeregu osób – pisał jego następca, informując że w ten sposób Kunik tworzy listę poparcia u nieświadomych sprawy urzędników i funkcjonariuszy.
- Ob. Kunik wprowadza w błąd poszczególnych pracowników, oświadczając im, że jest przeniesiony ze stanowiska Pełnomocnika Rządu R.P. na Obwód Gryfin na identyczne stanowisko w Szczecinku – pisał Jan Daszyński do wojewody Leonarda Borkowicza, apelując o „ukrócenie karygodnej działalności ob. Kunika”.
Nad wyrzuconym starostą zlitowali się m.in. lekarz powiatowy Władysław Goździk oraz sekretarz Biura Techniczno-Budowlanego, Wojciech Gliński. Gdy zostali wyprowadzeni z błędu, pisemnie wycofali swoje „poparcie”. Ich rękopisy również znajdują się w międzyzdrojskiej filii Archiwum Państwowego, pokazując że nie wystarczyła słowna skrucha.
Szukał pomocy u „kolegi premiera”
Chociaż wszystko i wszyscy zdawali się obracać przeciwko niemu, Kunik nie tracił nadziei. Pomocy szukał też wśród gryfińskich mundurowych.
- Były Pełnomocnik Rządu RP ob. Kunik Edward przyszedł na posterunek o godz. 11.30, oświadczając Pow. Komendantowi M.O., por. Zientarze, że jest przeniesiony z Gryfina do Szczecinka – czytamy w raporcie z 1 sierpnia 1945 r.
Szef gryfińskiej milicji opisał w nim przebieg spotkania.
- P. Starosta przyszedł z teczką i flaszką wódki, był bardzo zdenerwowany. Płacząc prosił, by wszyscy złożyli podpisy, ponieważ chce udać się do Premiera z prośbą, by pozostać nadal w Gryfinie, zaznaczając, że wszystko sam organizował, zakładał i musi wrócić tu z powrotem – napisał por. Jan Zientara w piśmie, które podpisał również Henryk Pawlik (szef Wydziału Krym. Śledczego KP MO w Gryfinie).
Nie wiadomo czy Kunik rzeczywiście znał się z Osóbką-Morawskim, ani w jak bardzo zażyłych stosunkach się znajdowali. Bez względu na to, nawet „kolega premier” nie wpłynął na zmianę decyzji. Pierwszy gryfiński starosta wyjechał wkrótce po tym do Wrocławia, by niemal dwa lata później, 26 czerwca 1947 r., przypomnieć o sobie dawnym zwierzchnikom.
W piśmie, kierowanym do Urzędu Wojewódzkiego w Szczecinie, prosił o referencje w sprawie stanowiska, o które się ubiegał.
- Wydział Personalny zawiadamia, że Ob. KUNIK Edward jest osobnikiem małowartościowym i otrzymuje za swoje zachowanie się na terenie tut. opinię ujemną – odnotował krótko i dosadnie Tadeusz Smolik, Naczelnik Wydziału Personalnego Urzędu Wojewódzkiego Szczecińskiego, przesyłając opinię do Centralnego Zarządu Przemysłu Zbrojeniowego w Warszawie.
Nie ma zdjęcia
Nawet dwa lata później pamięć o nim była silna, choć nie w taki sposób, jakby sam sobie tego życzył. Nie znamy dokładnych, dalszych losów E. Kunika. Znaleźliśmy jedynie informację, o jego powrocie do powiatu przemyskiego, skąd miał wyemigrować do Stanów Zjednoczonych.
- Raczej nie wrócił do kraju. Aniela Kunik zmarła w 1987 r. Jest pochowana w Jarosławiu, razem ze swoją mamą. Edward Kunik na pewno nie spoczął w tym grobie, ani w Rzeszowie, gdzie złożono zwłoki jego dziadka. Niestety, nie mam zdjęcia Edwarda – powiedział nam Grzegorz Dygoń
Pierwszy gryfiński starosta jest więc jedynym „człowiekiem bez twarzy”, którego fotografii nie udało się nam uzyskać.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze