- Dzisiaj wybrałbym zawód, który jest lżejszy do ogarnięcia. Praca z uczniem w dzisiejszych czasach jest bardzo trudna, gdyż odebrano nam wiele możliwości oddziaływania na ucznia i środowisko – mówi Jerzy Bednarczyk, w latach 1991-2007 dyrektor I LO w Gryfinie, z którym porozmawialiśmy przy okazji jubileuszu 80-lecia działalności „liceum w parku”.
Co skłoniło pana do wyboru zawodu nauczyciela?
Jerzy Bednarczyk: Była to w pełni przemyślana decyzja. Pochodzę z wioski Piasek niedaleko Cedyni, gdzie wciąż mieszka moja rodzina. Wybrałem liceum w Chojnie, gdzie uczęszczałem do klasy humanistycznej. Już wówczas wiedziałem, że chcę studiować polonistykę i zostać nauczycielem.
W szkole średniej znalazły się właściwe osoby, które potrafiły pana ukierunkować zawodowo?
- Na pewno duży wpływ na moje życiowe wybory mieli właśnie nauczyciele z liceum. Zwłaszcza polonistka Alina Słodkowska oraz mój wychowawca, anglista i nauczyciel łaciny Tadeusz Łabędzki, a także inni nauczyciele przedmiotów humanistycznych. Po maturze dostałem się na filologię polską z przygotowaniem pedagogicznym. Wtedy nie było zresztą innych specjalizacji, ale mi to nie przeszkadzało, bo chciałem pracować w szkole. Tak się zresztą złożyło, że przez całą karierę pracowałem tylko w oświacie.
W Gryfinie znalazł się pan od razu po studiach?
- Nie. Zaczynałem pracę w SP nr 48 w Szczecinie. Podczas stanu wojennego przez dwa lata pracowałem w Mechowie, w gminie Golczewo. Dla młodego nauczyciela, którym wtedy byłem, największym wyzwaniem okazało się przełożenie wiedzy teoretycznej, zdobytej na studiach, na praktykę szkolną. Bardzo pomogły mi rady starszych kolegów. Nauczyłem się także rozwiązywać problemy z uczniami indywidualnie, nie angażując od razu rodziców, zwłaszcza w drobnych przypadkach.
Cały wywiad znajduje się w aktualnej Gazecie Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze