Reklama

Jan Daszyński. Przedwojenny komunista z Warszawy

W powojennym Gryfinie zauważalne były dwie tendencje. Pierwszymi burmistrzami zostawali jeńcy wojenni i robotnicy przymusowi, zaś na starostów powoływano więźniów obozów koncentracyjnych. W ich gronie znajdował się Jan Daszyński. Prawdziwy towarzysz spod znaku Komunistycznej Partii Polski, który trafił do Gryfina, by posprzątać po poprzedniku. Ostatecznie jednak spotkał go identyczny los

Edward Kunik, podczas niespełna trzech miesięcy sprawowania urzędu regularnie prosił o przysłanie większej liczby fachowców. Jego prośby zostały spełnione pod koniec lipca 1945 r. Z Warszawskiego Wojewódzkiego Komitetu PPR skierowano do Gryfin samorządowego specjalistę, który… zastąpił Kunika na stanowisku Pełnomocnika Obwodu.

- Pracuje od tygodnia. Należy do PPR. Energiczny. Moralność na poziomie. Rokuje dobre wyniki na swym stanowisku. Wrogów będzie miał wiele ze względów służbowych. Robi posunięcia w myśl „odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu” – napisał na  początku sierpnia delegat partii, opisując 42-letniego Jana Daszyńskiego.

Reklama

Miał stanowić odtrutkę na poprzednika. O jego nieprzejednanym podejściu do spraw zawodowych szybko przekonał się Jerzy Urbanowski. Pierwszy burmistrz Gryfina niemal z miejsca został zwolniony z urzędu (Zarząd Miejski podległ pod starostwo), co uczyniono ze względu na przywary jego charakteru. Z ówczesnych dokumentów wynika, iż Urbanowskiego cechowało luźne podejście do życia. Naraził się ponadto posiadaniem niemieckiej kochanki.

 

Zarzut… zbytniej poufałości

Zupełnie bez powodu ukarany mógł za to zostać Witold Nowacki. Z punktu widzenia historycznego jest to postać legendarna, choć nie występująca w żadnym opracowaniu dotyczącym dziejów miasta. W maju 1945 r. Nowacki znalazł się w pięcioosobowej grupie, która ruszyła z Piły, by przemianować niemieckie Greifenhagen w polskie Gryfin.

Reklama

Inż. Konrad Pasiciel został kierownikiem Referatu Przemysłu i Rzemiosła, „bezimienny” Gloger kierownikiem Referatu Aprowizacji i Handlu, inż. Tadeuszowi Pasławskiemu przypadła organizacja Urzędu Ziemskiego, zaś inż. Witold  Nowacki zajął się tworzeniem Referatu Budowlano-Drogowego.

Urodził się 21 października 1910 r. w Poznaniu, gdzie przed wojną pracował właśnie w wydziałach drogowych. Biorąc pod uwagę losowe przydzielanie stanowisk, należał do nielicznej grupy działaczy rzeczywiście posiadających właściwe uprawnienia. Świadczyć o tym może również skrót „inż.”, który podawał przed nazwiskiem.

Reklama

Współpracował z Kunikiem, lecz musiał równie dobrze dogadywać się z jego następcą. Niektórzy twierdzili, że aż za dobrze. W dokumentach z pierwszych miesięcy polskiego Gryfin przebija, choć nie wprost, „zarzut” o zbytnią poufałość i faworyzowanie inż. Nowackiego. Jan Daszyński postanowił ukrócić plotki. Oficjalnie odciął się od wszelkich insynuacji.

- Pragnę zaznaczyć, że zasadą moją jest utrzymywać z każdym moim pracownikiem bliższych stosunków, by tym samym związać ich służbą oraz moją osobą dla dobra służby. Bez względu na stosunek łączący mnie z tym czy innym pracownikiem, ścigam bezwzględnie wszelkie nadużycia przez nich popełniane, co i w wypadku ob. Nowackiego, po udowodnieniu mu stawianych zarzutów, uczynię skierowując sprawę do Prokuratury oraz na drogę postępowania dyscyplinarnego – zadeklarował na piśmie.

Reklama

Starosta Daszyński postanowił też profilaktycznie… wszcząć postępowanie wobec urzędnika.

- Ostatnio dochodziły mnie słuchy o rzekomych nadużyciach popełnianych przez dotychczasowego i obecnego kierownika Powiatowego Wydziału Drogowego oraz Biura Techniczno0Budowlanego, ob. Nowackiego Witolda. Sprawę celem ujawnienia właściwości zarzutów skierowałem  Powiatowej Komendzie M.O. oraz Obwodowemu Urzędowi Bezpieczeństwa w Gryfinie. O wyniku przeprowadzonych dochodzeń powiadomię natychmiast Obywatela Pełnomocnika Rządu – pisał J. Daszyński 24 września do Leonarda Borkowicza.

Reklama

Miesiąc później Nowacki wystosował do starostwa pismo z pytaniem, czy toczy się w stosunku do niego jakieś postępowanie.

- Zawiadamiam, że nie znam treści zarzutów skierowanych przeciwko ob. Nowackiemu, podkreślając że ze strony tutejszego Urzędu nie  przeprowadzono jakiegokolwiek śledztwa, nie mając do tego podstaw - przyznał na piśmie, datowanym na 15 grudnia, Bolesław Chmura.

Termin odpisania jest o tyle istotny, że J. Daszyński nie pełnił już funkcji starosty, a czasowo stanowisko przejął jego dotychczasowy zastępca. Nie znając żadnych szczegółów Chmura udał się z pytaniem do właściwych temu organów.

Reklama

- Według pisma Powiatowej Komendy Milicji Obywatelskiej w Gryfinie – b. Pełnomocnik Obwodu ob. Jan Daszyński podniósł swego czasu zarzuty przeciw ob. Nowackiemu, które nie opierały się na faktach oraz dowodach rzeczowych, wobec czego M.O. nie przeprowadzała żadnych dochodzeń przeciw ob. Nowackiemu. Obecnie jednak prowadzi M.O. dochodzenie przeciw ob. Nowackiemu w sprawie samochodu. O wynikach śledztwa powiadomiony zostanie tut. Urząd  po ich zakończeniu – odpisał Chmura.

Finalnie Nowacki został skierowany na stanowisko zastępcy wydziału, lecz stało się to w 1946 r. Był tym faktem rozżalony, gdyż nie utrzymał uprzednio żadnej nagany. Z jego akt osobowych wynika, że degradacja na niższą funkcję odbiła się na jego morale. W marcu 1947 r., choć miał nie dostać zgody na urlop wypoczynkowy, nie stawił się w pracy i przez kilka dni miało nie być z nim kontaktu.

Reklama

Wkrótce po tym opuścił Gryfino, ze złą opinią zostając przeniesiony (na własny wniosek) do innego miasta na Pomorzu Zachodnim.

 

Przedwojenny komunista

Wszystkie problemy inż. Nowackiego zaczęły się od pisma Jana Daszyńskiego. Kim był ten nadgorliwiec i służbista? Przez kilka miesięcy, ze strzępów pojedynczych informacji, udało nam się odtworzyć jego życiorys. Ze względu na odkrycie, dokonane zaledwie przed kilkoma dniami, zdecydowaliśmy się oddać mu glos we własnej sprawie.

- Urodziłem się 27 marca 1903 r. w Warszawie, z ojca Jana i matki Władysławy z Rayzacherów. Jako dziecko rodziny mieszczańsko-urzędniczej ukończyłem w 1919 Gimnazjum im. Czackiego w Warszawie (dawna Szkoła Realna W. Wróblewskiego). W marcu 1920 r. zostałem powołany do wojska i po odbyciu czynnej służby wojskowej w 80 p.p. w Wilnie (ówczesny Nowogródzki), w XI 1921 r. zostałem przeniesiony do rezerwy w stopniu kaprala – relacjonował Jan Daszyński już po II wojnie światowej.

Reklama

We własnoręcznie pisanym życiorysie nieprzypadkowo pominął wątek wojny 1920 roku, w której jego pułk stoczył kilka bitew z Armią Czerwoną. Jak twierdził bowiem w dalszej części swojej opowieści, z komunistami miał współpracować jeszcze w okresie II Rzeczpospolitej.

- Stała zmiana przeze mnie stanowisk służbowych i urzędów znajduje swe uzasadnienie w moich przekonaniach politycznych, które zostały w pełni wynagrodzone przez zaszczytne zaszeregowanie mnie w roku 11928 w poczet członków czynnych Komunistycznej Partii Polski - pisał zaraz po obszernym fragmencie, w którym wymieniał litanię wszystkich miejsc zatrudnienia.

Reklama

Od 1 grudnia 1921 r.  do 1 maja 1922 r. pracował w Inspektoracie Szkolnym w Wilejce (jako sekretarz), do 31 grudnia 1923 r. w Urzędzie Emigracyjnym w Mołodecznie (jako zastępca komisarza etapu),od 25 stycznia 1924 r. do 30 czerwca 1928 r. w Inspektoracie Szkolnym w miejscowości Oszmiana (jako sekretarz), od 15 września 1928 r. do 1 maja 1930 r. w Powiatowym Zarządzie Drogowym w Ostrowi Mazowieckiej (jako rachmistrz), zaś najdłużej, bo od 1 maja 1930 r. aż do 1 czerwca 1941 r. w Zarządzie Miejskim tego ostatniego miasta.

- Z Zarządu Miejskiego w Ostrowi Maz. Zostałem zwolniony bez podstaw prawnych przez burmistrza okupacyjnego Ukraińca-volksdeutscha inż. Wasiuta Józefa i przypuszczam, że na jego oskarżenie do Gestapo, w dniu 1.x.1942 r. zostałem aresztowany z całą moją rodziną, złożoną z żony Michaliny i córki Władysławy i osadzony początkowo w areszcie przy Al. Szucha w Warszawie, następnie na Pawiaku, wreszcie wywieziony do obozu koncentracyjnego w Oranienburgu, a ostatnio w Mathausen – opisywał swoje wojenne przeżycia.

Reklama

Wolność odzyskał 11 maja 1945 r., jak sam zaakcentował, „przez wojska radzieckie”.

- Po przybyciu do Odrodzonej Demokratycznie Polski natychmiast zgłosiłem się pod sztandar Polskiej Partii Robotniczej. Jako długoletni pracownik administracyjno-samorządowy pragnąc swe doświadczenie złożyć dla dobra organizacji terenów odzyskanych przez okupanta – napisał 23 lipca 1945 r. w Koszalinie, gdzie wyposażony w bilet przejazdu, został delegowany ze stołecznej PPR.

Tydzień później odebrał Obwód Gryfin z rąk rozżalonego Edwarda Kunika, zajmując się naprawą tego, czego nie zrobił, bądź zrobił źle jego poprzednik.

 

Gojny gardził ustrojem

Przykład Nowackiego pokazuje, że starosta Jan Daszyński rządził twardą ręką, lecz niekoniecznie z chłodną głową. Podczas swojego krótkiego, bo czteromiesięcznego pobytu, dał się jednak poznać również z racjonalnej strony. Objawiła się w stosunku do problematycznego zastępcy, a konkretniej rozbieżności między jego umiejętnościami zawodowymi a świadomością ideologiczną.

Walter Gojny był bohaterem poprzedniej części naszego cyklu „Ludzie bez twarzy”. Uchodził za świetnego fachowca z dwunastoletnią praktykę w administracji państwowej. Jak informuje akt nominacji na wicestarostę gryfińskiego: „Był zatrudniony przed wybuchem wojny niemiecko-polskiej w Urzędzie Wojewódzkim Śląskim w Katowicach. (…) Wyżej wspomniany posiada kwalifikacje na to stanowisko i z obowiązków swoich wywiązuje się b. solidnie”, pisał E. Kunik.

Dokument przemilcza nie tylko ośmiomiesięczną pracę w Urzędzie Miejskim w Chrzanowie, w okresie niemieckiej okupacji (15.04.1940-18.12.1940), ale także prywatną działalność Gojnego, który zapisał się w historii katowickiej konspiracji. Był członkiem przedwojennego harcerstwa, a następnie Służby Zwycięstwu Polski (protoplasta Związku Walki Zbrojnej, który z kolei dał początek Armii Krajowej). Dodatkowo uczestnikiem „dramatu Okręgu Śląskiego ZWZ”, gdy w jedną noc, między 18 a 19 grudnia 1940 r., na skutek zmasowanej niemieckiej akcji przestało istnieć całe tamtejsze podziemie niepodległościowe.

34-letni wówczas Gojny trafił do KL Auschwitz, gdzie otrzymał numer obozowy 7448 i spędził cztery następne lata. Przeżył również marsz śmierci (styczeń 1940), trafiając do więzienia pod Rostockiem, gdzie wiosną doczekał wyzwolenia. Idąc do kraju przechodził przez gryfiński most. Przy przeprawie zatrzymywani byli wprawdzie wszyscy wracający, lecz Gojnego zatrzymano ze szczególnych względów. Raporty sprzed 80 lat charakteryzują go jako „bezpartyjnego, dobrego i sumiennego samorządowca, który cieszy się dobrą opinią”.

39-latka cenił nie tylko E. Kunik, przekazując mu funkcję wicestarosty, ale również Jan Daszyński.

 To znamienne, gdyż dzielił ich światopogląd.

- Uważam ob. Gojnego Waltera za bardzo zdolnego urzędnika pod względem zawodowym, z drugiej zaś strony W. Gojny zajmując nieczołowe stanowisko w administracji państwowej nie będzie mógł mieć żadnego wpływu na kierunek polityczny – pisał 19 sierpnia 1945 r.

Przekładając na nasze: usunięcie Gojnego ze stanowiska, które daje mu bardzo duże uprawnienia, miało okazać się z korzyścią dla wprowadzania w Gryfinie „właściwego systemu władzy”. Co ciekawe, sam zainteresowany już wcześniej poprosił o… zwolnienie z urzędu. Nie krył bowiem swojej niechęci do komunistów.

- Niniejszym uprzejmie proszę, dla dobra służby o odwołanie ze stanowiska mego Zastępcy Ob. Gojnego Walter, który pomimo że pod względem wyksztalcenia jak i praktyki swej zawodowej odpowiada  wymogom urzędnika w służbie państwowej, to jednak pod względem politycznym pozostawia wiele do życzenia. Ob. Gojny nie kryje wcale swych przekonań reakcyjnych krytykując zarządzenia Władz wydawanych na podstawie ogólnych zasad polityki Rządu Jedności Narodowej, a jak zdołałem wywnioskować jest zdecydowanym wrogiem Demokracji Polskiej i jako taki na stanowisku Zastępcy Pełnomocnika Rządu R.P. na Obwód Gryfin jest szkodliwym. Wobec powyższego jeszcze raz wnoszę o przeniesienie go z mego Obwodu, który jako graniczny, dla ludzi o przekonaniach W. Gojnego winien być zamkniętym – pisał starosta Daszyński.

Gojny wkrótce po tym, bez dodatkowych represji, wrócił na Śląsk, a jego miejsce zajął Bolesław Chmura, który był elementem bardziej pożądanym, bo należącym do PPR. Gdy uległo to zmianie i przeszedł pod szyld Polskiej Partii Socjalistycznej, jego urzędnicza kariera również dobiegła końca.

 

Fałszował wybory

Sympatie polityczne nie przysłaniały jednak staroście Daszyńskiemu rzeczywistych problemów, które napotkał w Gryfinie.

- Pełnomocnik (starosta) z obwodu Gryfin, ob. Jan Daszyński narzeka na kompromitujące zachowanie się przedstawicieli urzędu bezpieczeństwa i milicji obywatelskiej. Ludzie narzekają na samowolę żołnierzy radzieckich... – pisał we wrześniu 1945 r. wojewoda Leonard Borkowicz, w sprawozdaniu sytuacyjnym przesłanym do Warszawy.

Kwestii tej, jak również sylwetkom pierwszych funkcjonariuszy UB i MO Gryfino, szczegółowiej przyjrzymy się w osobnym cyklu. Czytając akta osobowe J. Daszyńskiego widać, że niemal „zginął od własnej broni”.

W grudniu 1945 r. przestał pełnić funkcję starosty gryfińskiego. Stało się tak na skutek zarzutów o oszustwo, postawionych Daszyńskiemu oraz Jerzemu Cybulskiemu (był kierownikiem Powiatowego Referatu Aprowizacji i Handlu w Gryfinie), jego zastępcy Władysławowi Strukowi, a także Janowi Żelazce, kierownikowi Referatu Ogólnego w Gryfinie i Wacławowi Grzebielusze – wójtowi gminy Wełtyń.

- Zachowanie się ob. Jana Daszyńskiego w służbie nie nasuwało żadnych zastrzeżeń. Obowiązki swoje wykonywał dobrze, wykazując dużą inicjatywę – napisał dr Stanisław Put, kierownik Wydziału Ogólnego przy Urzędzie Pełnomocnika Rządu R.P. na Okręg Pomorze Zachodnie.

Zrehabilitowany, 18 czerwca 1946 r. został zastępcą Naczelnika Wydziału Samorządowego w Urzędzie Wojewódzkim Szczecińskim. Władze wojewódzkie najwyraźniej uznały, że ideologiczny zapał czystego od zarzutów Jana Daszyńskiego nie może zostać zmarnowany na jeden z  niewielkich powiatów. W Szczecinie otrzymał znacznie większe pole do działania.

- Poziom moralny i zachowanie się wzorowe. Inteligentny. Aktywność w pracy społecznej znaczna. Wartość pracownicza i fachowa bardzo dobra. Stopień uzdolnienia na piastowane stanowisko bez zastrzeżeń – pisał wojewoda.

22 listopada 1946 r. powołano Wojewódzkie Biuro dla Spraw Wyborczych, co miało związek z zaplanowanymi na 19 stycznia 1947 t. wyborami do Sejmu Ustawodawczego. 43-letniemu Daszyńskiemu powierzono funkcję przewodniczącego. W praktyce stanowił łącznik między wojewodą a przewodniczącymi okręgowych komisji wyborczych (województwo podzielono na trzy okręgi, obwody: Szczecinek, Sławno, Słupsk, Bytów, Miastko, Człuchów i Złotów, miasto Szczecin i obwody: Kamień, Nowogard, Pyrzyce, Lipiany, Gryfino, Chojna, Wolin i pow. szczeciński, a także obwody: Łobez, Gryfice, Koszalin, Kołobrzeg, Choszczno, Białogard, Stargard Szczeciński, Drawsko i Wałcz).

- Starostowie mieli mu dwa razy w tygodniu, we wtorki i piątki, składać sprawozdania z prac przygotowawczych. Ponadto z polecenia MZO zorganizowano stały nadzór telefoniczny w urzędzie i analogicznie w zarządach powiatów – czytamy w książce „Wybory i Referenda w PRL”.

Działo się to już po Referendum 3xTAK, którego wyniki zostały sfałszowane. Do kolejnego boju, o przejęcie całkowitej władzy, komuniści przygotowali się już znacznie dokładniej.

- Referendum Ludowe stanowiło preludium dla dalszych politycznych walk. I w tym przypadku Gryfino stało się ich małą areną. Po czerwcu 1946 roku na sile przybrało zwalczanie lokalnych struktur Polskiego Stronnictwa Ludowego. Ślad tego znajdujemy w dokumentach z tamtego okresu. Jak pisano w sprawozdaniu opisowym „Stan kampanii wyborczej województwa szczecińskiego”: „PSL-owcy zbierali się niepoznanie w kawiarniach", gdzie mieli dyskutować o politycznych planach. Stali na przegranej pozycji. Jak tłumaczy Adam Makowski, represje były coraz silniejsze i widoczniejsze – pisaliśmy w tekście o stosunkach politycznych powojennego Gryfina.

Już jesienią 1946 roku, a więc zaledwie kilka tygodni od Referendum Ludowego, działalność opozycyjna w mieście przestała być odnotowywana.

 

Nie taki kompetentny

W Szczecinie okazało się, że jego umiejętności zostały przecenione. Pracując w dużym mieście J. Daszyński dał poznać się dużo lepiej, ale też z gorszej strony. Pisano, że jest ambitny i lojalny, ale „w traktowaniu służby państwowej wykazuje niezrozumienie ważności pełnionych funkcji”. Jednocześnie wskazywano na duże poczucie godności osobistej i wartości własnej.

- Inteligencja przeciętna, pamięć normalna, skupienie w pracy małe, orientacja i decyzja zwyczaje – opisywano Daszyńskiego w rubryce „wartości umysłowe”.

Przy „wartości pracownicze” linijek było znacznie więcej.

- Obowiązkowy, ale mniej wytrwały i systematyczny. W samej pracy mniej samodzielny i dokładny. Zmysł organizacyjny bez godniejszych uwag. Umiejętność współpracy koleżeńskiej – dobra. Orientacja w zagadnieniach publicznych – dostateczna. Aktywność w życiu polityczno-społecznym znaczna. Przywiązanie do Obozu Demokratycznego: wielkie – odnotowano.

Oceniano ponadto jego zachowanie ogólne jako bez zastrzeżeń, ale wyronienie służbowe już na poziomie niezadawalającym. Cechować miał się do tego dyskrecją służbową i właściwym zachowaniem poza służbą.

W końcu Jan Daszyński doczekał się jednak losu, którego sam chciał zgotować inż. Nowackiemu.

- Był zatrudniony jako pracownik o dużym zmyśle organizacyjnym. Został jednak zwolniony decyzją Ob. Wojewody z dn. 30. listopada 1947 r. ze służby państwowej, wskutek aresztowania do przez Komisję Specjalną pod zarzutem popełnienia nadużycia. Jednocześnie został wykluczony z szeregów PPR – pisał dwa lata później Naczelnik Wydziału Personalnego Urzędu Wojewódzkiego, do Państwowego Budownictwa  elektrycznego Oddział Szczecin-Pogodno, gdzie starał się o pracę. 

Nie otrzymał jej, a jego dalsze losy nie są znane.

 

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 18/01/2026 22:50
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama