We wtorek 21 marca ruszył proces w sprawie tragicznej śmierci Oskara Gajewskiego, 20-letniego strażaka z OSP Radziszewo. Przed sądem stanie jego kolega, 24-letni Michał M., były piłkarz Odrzanki. Na prośbę rodziny publikujemy tekst, który ukazał się w Gazecie Gryfińskiej
Mówienie o „tamtym dniu” cały czas przychodzi im z trudem.
- Nie ma dnia, byśmy nie myśleli o naszym synu – mówi Marcin Cholewa, dodając że to pustka, której nic nie jest w stanie wypełnić.
Tragedii dopełnia fakt, że do dziś nieznane są okoliczności śmierci Oskara. I wiele wskazuje na to, że prawda niekoniecznie musi wypłynąć. Uczestnicy „zdarzenia” zasłaniają się bowiem brakiem pamięci.
Nieszczęśliwy wypadek?
Wieczór nie zwiastował dramatycznego zakończenia. Grupa przyjaciół bawiła się nad rzeką, w miejscu spotkań miejscowej młodzieży. Do tragedii doszło kilkaset metrów dalej, na ulicy Topolowej, a więc przy skręcie z Radziszewa na Łubnicę. Chociaż od opisywanego poranka mija właśnie dziewięć miesięcy, cały czas nieznane są okoliczności, w których Oskar Gajewski stracił życie.
- Dzisiaj ok. godz. 7.00 doszło do makabrycznego zdarzenia na drodze z Radziszewa do Łubnicy. 20-letni pieszy został śmiertelnie potrącony przez nadjeżdżający samochód. Zginął na miejscu. Był strażakiem ochotnikiem miejscowej jednostki. Póki co, nie znamy zbyt wiele szczegółów, a informacje pochodzą z kilku nieoficjalnych źródeł. Faktem jest, że 20-latek znajdował się na trasie między Łubnicą, a Radziszewem (ok. 10 metrów za przejazdem kolejowym w stronę rzeki), gdzie wjechał w niego samochód osobowy. Przybyli na miejsce strażacy wyciągali swojego kolegę spod pojazdu. Niestety, poniósł on śmierć na miejscu – pisaliśmy „na gorąco”.
Z upływem godzin pojawiły się dodatkowe informacje, które zmodyfikowały naszą relację. Mówiły o tym, że tragicznie zmarły strażak-ochotnik nie został przejechany przez nadjeżdżający samochodów, lecz znalazł się pod nim na skutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności.
Media, w tym krajowe, pisały, że 20-latek miał siedzieć na masce samochodu i „niefortunnie” ześlizgnął się pod koła. Również nasze publikacje wpisywały się w podobną narrację.
- Dziś, gdy wiadomo nieco więcej, pojawiają się wątpliwości, czy rzeczywiście tak było – mówi ojczym zmarłego, dodając, że w sprawie śmierci Oskara więcej jest niewiadomych, niż niepodważalnych faktów.
Koledzy z Odrzanki
Jednym z nich jest, że 20-latek wracał znad rzeki z dwoma bliskimi kolegami. Jednego z nich, w czerwcowy poranek, policjanci „zabrali ze sobą”.
- Jak informują nas mieszkańcy, kierowca samochodu został zakuty w kajdanki przez policję, ponieważ prawdopodobnie był pod wpływem alkoholu. Pojazd, którym się poruszał miał szczecińskie rejestracje – pisaliśmy wówczas, po kilku godzinach potwierdzając te doniesienia.
W tym informację, że mężczyzna, który siedział za kierownicą samochodu, znajdował się w stanie nietrzeźwości.
- Badanie wykazało, że 23-letni kierowca ze Szczecina znajdował się pod wpływem alkoholu. Miał 0,87 mg/l, czyli ponad 1,7 promila – przekazał nam Jakub Kuźmowicz, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Gryfinie.
Społeczność radziszewsko-daleszewska jest niewielka. Już kilka godzin po tragedii znane były nazwiska dwóch towarzyszy Oskara. Byli nim jego bliscy koledzy. Do tego piłkarze Odrzanki Radziszewo, a więc klubu, którego prezesem i trenerem jest ojczym zmarłego.
Dezinformacja panowała jednak co do roli, którą mieli odegrać. W rozmowach, prowadzonych przez mieszkańców Radziszewa i Daleszewa, jako „pijany kierowca” pojawiał się raz jeden, raz drugi. To samo dotyczyło aresztowania. Mówiło się, że policja zabrała nie jednego, lecz dwóch mężczyzn, co okazało się nieprawdą.
- Prokuratura nałożyła okres trzymiesięcznego środka zapobiegawczego, w postaci aresztu, wobec 23-letniego Michała M. ze Szczecina – pisaliśmy w lipcu 2022 r., dodając, że został oskarżony o nieumyślne spowodowanie śmierci.
Rusza proces
Ostatecznie Michał M. spędził w areszcie pół roku.
- Wyszedł na wolność przed świętami Bożego Narodzenia. Za poręczeniem majątkowym i we wtorek będzie odpowiadał z wolnej stopy – mówi Marcin Cholewa.
Nie wiedzieliśmy o tym. Sprawa śmierci Oskara od kilku miesięcy nie funkcjonuje w lokalnej świadomości, co nie jest jednak winą indolencji miejscowych mediów.
Wysyłaliśmy w rzeczonej sprawie kilka maili do gryfińskiej prokuratury. Pozostały bez odpowiedzi. O pierwszej rozprawie, która została zaplanowana 21 marca o godzinie 10.30, dowiedzieliśmy się od rodziny Oskara.
Do sprawy wrócimy w kolejnych wydaniach.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze