Reklama

Jak wyglądały pierwsze dni wolności?

16 marca 1945 r. dobiegła końca Bitwa o Greifenhagen. Mimo to, echa wojny towarzyszyły miastu jeszcze przez kilka tygodni. Podobnie jak strach, tym razem powodowany jednak nie nalotami i ostrzałami miasta, lecz zagrożeniem ze strony „rosyjskich wyzwolicieli”

Czytelnicy, którzy na bieżąco śledzą nasz historyczny cykl, związany z II wojną światową, wiedzą dlaczego zwrot „pierwsze dni wolności” znalazł się w cudzysłowie.

To nawiązanie do tytułów tekstów, które przed ponad 50 laty ukazywały się na łamach „Kuriera Szczecińskiego”. Jeden z odcinków dotyczył „pierwszego, gryfińskiego dnia wolności”. Czytelnikom opowiadał o nim Cyprian Stefanowski.

- Gdy świtało, po szosie gnały już tylko małe grupki Niemców, a potem nie było już nikogo. A mimo to strach wyjść. Obserwatorom przy okienku oczy na wierzch wychodziły, a tu nic. Z miasta słychać tylko z rzadka pojedyncze strzały. Spod Daleszewa nadal grzmi bój. I akurat wschodziło słońce, gdy ten spod okienka krzyknął w naszą stronę: „Chodźcie no, partyzanty jakieś chyba idą”. Szło ich dwóch. Istotnie, kufajki, waciaki jak cywilne… ale przecież mają broń. I naramienniki ze stopniami. Rosjanie! Aleśmy gnali po drabinie na dół i na ulicę. Wystawili na nas pepeszę, ale na okrzyk „Polacy!”, uśmiechnęli się i zapytali o Niemców. Za chwilę nadeszło jeszcze trzech. Byliśmy wolni – relacjonował.

Reklama

Odnotował również moment spotkania z biało-czerwonymi wojskowymi.

Cały artykuł znajduje się w aktualnej Gazecie Gryfińskiej.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama