Reklama

Jak wyglądał strajk w Dolnej Odrze w czerwcu 1976?

"Na pewno na tle wszystkich protestów tego dnia, a było ich według IPN około 2000, wyglądał nietypowo. Od początku komunistycznej władzy w Polsce, protestów było bardzo wiele, jednak przeważająca większość z nich przebiegała według schematu: wiec, wymarsz, starcie z siłami porządkowymi, mniej lub bardziej krwawy, lecz zawsze bolesny koniec". Dziś przypada 47 rocznica Czerwca 1976. Przypominamy archiwalny tekst o wydarzeniach, które rozegrały się wówczas w elektrowni Dolna Odra

Robotnicy w elektrowni wyłamali się z tego schematu. Jako pierwsi wybrali komitet strajkowy (przemianowany w trakcie wystąpienia, zgodnie z ówczesną frazeologią, na „Komitet Robotniczy”) stworzyli straż strajkową (nazwaną w podobny sposób „Strażą Robotniczą”), spisali postulaty i rozpoczęli oczekiwanie na przybycie negocjatorów strony rządowej. Podobny sposób postępowania będzie standardem podczas strajków w sierpniu 1980 r. i kolejnych. Co mogło być przyczyną takiego obrotu wydarzeń – bezwzględnie jednym z nich była lokalizacja elektrowni - pomiędzy niewielkimi, mało znaczącymi wioskami Krajnik, Nowe Czarnowo i Pniewo, blisko 6 km od znowu lokalnego centrum administracyjnego, jakim jest Gryfino. Wymarsz zebranych w tej sytuacji, choćby nie wiadomo jak liczny – nie przyciągnąłby niczyjej uwagi, choć należy zauważyć z drugiej strony, nie spotkałby się pewnie z kontrakcją sił porządkowych skoncentrowanych podówczas w Szczecinie. Kolejnym z czynników było zachowanie władz elektrowni – dyrektorzy Dobrek i Duliban, wyszli rano do zgromadzonych w hali warsztatów robotników i spotkali się ze zrozumiałymi w tej sytuacji wyzwiskami i wrogimi okrzykami. Nie mogąc prowadzić zleconych im przez władze partyjne „konsultacji społecznych” (rząd najpierw wprowadził drakońskie podwyżki, a potem polecił je przekonsultować), zaproponowali wybranie po dwóch przedstawicieli każdej z firm pracujących na ternie elektrowni (o tym za chwilę) i powrócili do swoich gabinetów. Kolejnym bardzo istotnym czynnikiem, było zgromadzone przez niektórych robotników 6 lat wcześniej doświadczenie w trakcie krwawo zakończonych wydarzeń grudniowych w Szczecinie. Jeden z nich opowiada:

- Tego dnia zszedłem rano z nocnej zmiany i pojechałem do domu. Nieco przed południem przyjechali do mnie koledzy (wiedzieli że strajkowałem w 1970 roku) i poprosili mnie o pomoc. Natychmiast poradziłem spisanie postulatów i utworzenie straży strajkowej w celu uniknięcia prowokacji Służby Bezpieczeństwa.

Reklama

 

Nie chcieli niszczyć maszyn

Był jeszcze jeden specyficzny fakt, który przyczynił się do opisanej przez mnie sytuacji – elektrownia była w trakcie budowy, wprawdzie pracowało już 5 z docelowych 8 bloków i trwały prace nad oddaniem do użytku stacji energetycznej Krajnik, jednak do ukończenia prac było jeszcze daleko. Przy budowie wykonywało prace wiele specjalistycznych przedsiębiorstw podwykonawczych jak warszawski TERMOKOR, ENERGOBUDOWA Zachód, czy Pomorskie Przedsiębiorstwo Budowy Elektrowni ich załogi pochodziły z całej Polski. Podobnie jak na wszystkich budowach gospodarki niedoboru, tempo było wysokie zaś terminy krótkie. Sytuację potęgowało „współzawodnictwo pracy socjalistycznej” z powstającą w podobnym czasie elektrownią w Kozienicach. Pośród dostępnych w zbiorach Biblioteki Publicznej w Gryfinie meldunków z budowy zakładu znajduje się wiele informacji o niedoborach pracowników. W pewnym momencie ENERGOBUDOWA Zachód potrzebowała 200 dodatkowych ludzi. Przewodniczący Komitetu Robotniczego, śp. Jerzy Nowak, tak wspominał tę sytuację:

Reklama

„Dyrektor w trakcie rozmów ze mną podczas strajku wypomniał mi wysokie, jak na tamtejsze czasy zarobki sugerując, że przecież nie powinienem strajkować. Odpowiedziałem mu, że może zarabiam przyzwoicie, ale moja żona i dzieci prawie mnie nie widują. Żeby wykonać plan musiałem nieustannie brać nadgodziny”.

Radykalne postulaty podpalenia instalacji kablowych w kanałach czy zatrzymania lub zniszczenia turbin podnoszone przez reprezentantów załóg podwykonawców, spotkały się z oporem pracowników elektrowni. Po prostu nie było łatwo niszczyć coś, co w mozole właśnie skończono budować. Jeden ze strajkujących wspomina tak:

Reklama

„Powiedziałem im – jak chcecie niszczyć – niszczcie swoje maszyny, elektrownię zostawcie”.

Jerzy Nowak , który podczas pracy przy innej budowie przeżył pożar kabli w tunelach technicznych, tak zniechęcał do dewastacji:

„Krzyknąłem do nich – wy nie macie pojęcia jak wygląda pożar podziemnych kabli! Temperatura jest taka, że pęka beton, pożar gasi się tygodniami. Nie możemy sobie na to pozwolić – oni tylko czekają żebyśmy tak postąpili”.

 

Inna wersja w „aktach SB”

Strajk przebiegał na początku spontanicznie – olbrzymie podwyżki cen artykułów spożywczych (cena ryżu została podniesiona o 300%) oraz sposób ich rekompensowania – kwota podwyżki miała być wprost proporcjonalna od wysokości zarobków, spowodowały naturalne niezadowolenie. Sytuację potęgował brak jakichkolwiek konsultacji społecznych. Już od początku pierwszej zmiany w dniu 25 czerwca 1976 r. robotnicy nie kwapili się z przystąpieniem do pracy. Niewielkie grupki poruszały się po zakładzie intensywnie dyskutując. Jak wcześniej wspomniałem na hali warsztatów, gdzie było najwięcej miejsca, nastąpił pierwszy wiec, na który przybyli dyrektorzy Dobrek i Duliban. Nie obyło się bez wyzwisk, gwizdów i krzyków, psychologia tłumu zaczęła działać.

Reklama

- Obok mnie stał jeden z kolegów, który chwycił butelkę i chciał rzucić w Dulibana – mówi jeden z uczestników strajku – chwyciłem go w porę za rękę i powiedziałem: „Uspokój się, oni tylko na to czekają”.

Co ciekawe Jerzy Nowak, późniejszy przewodniczący Komitetu Robotniczego, nie miał pojęcia o rozwoju wydarzeń.

- Przyszedłem rano do pracy, wziąłem narzędzia i zeszliśmy z pomocnikiem pod ziemię pracować przy kablach – mówił.

W międzyczasie zaczęto wybierać przedstawicieli do „konsultacji społecznych”. Koło południa Jerzy Nowak człowiek przedsiębiorczy, śmiały, z inicjatywą, lubiany i szanowany przez kolegów wyszedł z kanału. Wspominał, iż spóźnił się na spotkanie wydelegowanych do „konsultacji” pracowników.

Reklama

Tu zaczyna się kolejny dość specyficzny wątek strajku – informacje spisane przez Służbę Bezpieczeństwa – „Sprawach operacyjnego sprawdzenia” dostępnych w IPN, zaczynają odbiegać od zapamiętanej przez strajkujących rzeczywistości. Według zapisów SB Jerzy Nowak zastał wybranego na przewodniczącego komitetu strajkowego Czesława Pogorzelskiego, po czym zdyskredytował go w oczach kolegów i sam stanął na czele strajkujących. Mieszkający do tej pory w Gryfinie Stanisław Kąkolewski, wówczas brygadzista zajmujący się montażem elektrofiltrów tak wspomina to wydarzenie:

- Chłopaki najpierw zaproponowali przewodniczenie komitetowi mnie. Odmówiłem. Powiedziałem  „Dajcie spokój – ja nie umiem robić takich rzeczy – weźcie kogo innego” – mówi.

Reklama

Jerzy Nowak tak opowiadał:

- Pogorzelski był moim najlepszym kolegą, do końca strajku mi pomagał, nie mogłem go zdyskredytować. Kiedy padło na mnie poprosiłem o pięć minut do namysłu. To było jak skok przez przeszkodę na koniu. Powiedziałem: „Tak, zgadzam się”. Zaraz przemianowaliśmy komitet strajkowy na Komitet Robotniczy, wszystko wtedy było „robotnicze” – partia, praca. Był tam jeden chłopak, co strajkował w 1970 r. mówił, że trzeba spisać postulaty i zadbać o porządek, bo będą prowokacje. Zrobiliśmy to”.

Reklama

 

Strajkujący nie byli sami

Jerzy Nowak kazał przygotować posiłki dla strajkujących i zwolnić do domu kobiety z pierwszej zmiany. Straż Robotnicza powstawała spontanicznie – trzeba było kontrolować bramy do zakładu oraz część od strony Krajnika, która nie miała ogrodzenia. Nie obyło się bez prowokacji. Jeden z członków Straży Robotniczej wspomina:

- Szedłem wzdłuż ogrodzenia elektrowni i zauważyłem, że dwaj ludzie próbują przerzucić nad nim skrzynkę z wódką. Podbiegłem. Jeden uciekł między zabudowania, drugi odszedł na zewnątrz ze skrzynką w ręku. Obserwowałem go. Zbliżył się do niego trzeci człowiek. „Panie poruczniku, teraz nie da rady” – usłyszałem.

Reklama

Należy zauważyć, iż czujna zawsze w takich sytuacjach Służba Bezpieczeństwa również działała. 24 czerwca przybyło do elektrowni trzech jej funkcjonariuszy m.in. z posterunku MO w Gryfinie z zadaniem obserwowania wydarzeń. Kiedy strajk przybrał formę zorganizowaną odcięto telefony. Dyrekcja zakładu przekonywała: „Strajk nic wam nie da – jesteście sami”.

Nikt nie przewidział, że strajkujący mieli dostęp do wydzielonej sieci telefonów energetycznych. Skontaktowano się ze Szczecinem – argument o samotności strajkujących upadł. Niestety doszło również do znacznie gorszych działań esbeków. Jerzy Nowak wspominał:

Reklama

- Pod koniec dnia wszedłem na piętro budynku, w którym urzędowaliśmy, żeby przez okno rozejrzeć się po zakładzie. Nagle poczułem uderzenie w kark. Gdy oprzytomniałem siedziałem przywiązany do krzesła plecami do tyłu. Zaczęli mnie bić pałką. Wrzeszczeli, bym skończył strajk – opowiadał.

Jerzy Nowak nie obwieścił publicznie tego faktu strajkującym. Pokazał sine plecy tylko kilku najbliższym współpracownikom.

Inny z członków Komitetu Robotniczego opowiada tak:

„Gdy poszedłem na górę wyskoczyli i wciągnęli do pokoju, tam przystawili pistolet do głowy. „Kończ to!” usłyszałem”.

Reklama

 

Zwolnienia z pracy

Strajk skończył się wieczorem razem z ogłoszeniem wycofania podwyżki przez premiera Jaroszewicza. Jerzy Nowak wyszedł do zgromadzonych wskoczył na jedno z urządzeń w hali warsztatów i krzyknął:

„Zwyciężyliśmy, nie byliśmy sami, z nami była cała Polska!”.

Skrupulatność i komunistyczna poprawność Służby Bezpieczeństwa kazała te słowa zapisać tak: „Sprawę wygraliśmy, nie byliśmy sami, z nami była cała Polska”. Członkom Komitetu Strajkowego nie poskąpiono represji – zwolniono lub wydalono z pracy w elektrowni wszystkich. Nie pomogły koncyliacyjne działania dyrektora Dobrka. Jerzego Nowaka prześladowano jeszcze wiele lat później uniemożliwiając znalezienie pracy. Odebrano mu broń myśliwską, pod fałszywym zarzutem zamknięto w więzieniu. Żona usłyszała: „Dostał krótki wyrok, ale nie wyjdzie. Zrobimy tak, że sąd przedłuży odsiadkę”.

Jerzy Nowak był zbyt dumnym człowiekiem, żeby prosić kogokolwiek o pomoc. Został zupełnie sam wobec wszechmocy Służby Bezpieczeństwa. Po podpisaniu Porozumień Sierpniowych zwolniono go z więzienia. Nikt na niego nie czekał. Po wielu przejściach i próbach samodzielnej egzystencji dożył ostatnich dni samotny w leśnym domku niedaleko Bobolic. Kiedy odnalazłem go tam parę lat temu i przypomniałem o strajku miał łzy w oczach.

- Nawet moja rodzina już o tym nie pamięta - powiedział.

Tablica z jego słowami kończącymi strajk znajduje się od 2017 r. na bramie elektrowni. Co roku dyrekcja elektrowni składa tam kwiaty.

 

Jakub Sieradzki

Gryfińskie Stowarzyszenie „Pamięć i Prawda”

 

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Turów - niezalogowany 2023-06-25 15:08:11

    Działania wymierzone przeciwko naszemu bezpieczeństwu energetycznemu leżą wyłącznie w interesie Niemiec i Rosji. Takim zdradzieckim czynom mówimy zdecydowane NIE!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama