Jak często przypisujesz winę innym, za swoje niepowodzenia i problemy? Prezentujemy kolejny felieton Józefa Przemienieckiego /www.przemiany.org/
Przypisywanie winy innym za swoje problemy, niepowodzenia, za swoje lęki, przynosi ulgę. Wróg zewnętrzny pełni funkcję terapeutyczną. Wielokrotnie i w różnych obszarach życia obserwowałem to szczególne zjawisko.
O ile łatwiej znieść krytykę ze strony przełożonego, kiedy jego postawę wobec nas zinterpretujemy jako wrogą. Wówczas zwalniamy siebie z refleksji nad tym, co zostało źle zrobione, co można poprawić. Świadomość własnych niedostatków, braku kompetencji może być tak dolegliwa, iż szef postrzegany jako wróg przynosi ulgę. Łatwiej jest stawić czoła wrogowi zewnętrznemu (tu szefowi), niż świadomości, że to ja nie jestem OK.
Obszarem życia, w którym w sposób wyjątkowo destrukcyjny przejawia się to zjawisko, jest małżeństwo. Często obserwuję z jaką zaciętością i konsekwencją każdy z małżonków trzyma się koncepcji, iż to nie on jest winny pojawienia się małżeńskich konfliktów . Wzajemne oskarżenia, to klasyka zachowań osób będących w małżeńskim kryzysie. Postrzeganie życiowego partnera jako wroga, przynosi ulgę, i nie ma tu znaczenia jak destrukcyjne są konsekwencje takiej postawy. Z wrogiem należy walczyć, dlatego pojawiają się akty nie tylko złości, ale i agresji. Przemoc domowa to klasyczny przejaw tego zjawiska, które przyjmuje tu wyjątkowo drastyczny charakter. Wyładowanie emocji przynosi ulgę, a kiedy są one wyjątkowo dolegliwe, to i forma reakcji staje się wyjątkowo drastyczna. Coraz częściej zakładana rodzinom niebieska karta jest wyrazem powszechności tego zjawiska.
Nie zapomnę rozmowy z mężczyzną, który przyszedł na spotkanie ze mną, z postawą, która wpisywała się na listę przejawów depresji. Niemalże skulone ciało, przyciszony głos, w jego wypowiedziach dało się usłyszeć wyraz rezygnacji z życia i poczucia beznadziejności. Kiedy skierowałem rozmowę na jego żonę, na relacje małżeńskie, mężczyzna zaczął się ożywiać. Przywoływał kolejne sytuacje, które miały potwierdzić, iż to żona winna jest jego stanowi psychicznemu. Jego głos stawał się coraz silniejszy, ciało się wyprostowało, a po czasie zobaczyłem mężczyznę, z wypiekami na twarzy, który niemalże wykrzykiwał jaką ma okropną żonę. Rozmowa o jego żonie, postrzeganej jako wroga, niemalże przywróciła mu życie.
Wróg zewnętrzny
= lepsze samopoczucie
„Rzeczywisty lub nawet wyimaginowany wróg odkrywa niezwykle pożyteczną, unifikującą rolę społeczną….potrzebujemy czegoś lub kogoś, kogo moglibyśmy przeklinać i obwiniać o wszystko…Jeśli utracimy ten obiekt nienawiści, zaczynamy nienawidzić samych siebie. Dla niektórych nienawiść jest wręcz jedynym sensem istnienia, a zatem jedynym co trzyma ich przy życiu.” (Raj Persaud „Pozostać przy zdrowych zmysłach”). Stosunkowo łatwo rozpoznać ludzi z tą wyjątkowo destrukcyjną przypadłością. W rozmowach będą oni głównie krytykowali innych, najczęściej używając do tego emocji, a ich postawa jest charakterystyczną postawą walki. Praktycznie niemożliwe jest skierowanie rozmowy na lżejsze, neutralne tematy, a jeżeli już, to tylko na chwilę. Ich interesuje głównie rozmowa o wrogu/wrogach.
Wróg zewnętrzny
działa integrująco
O integracyjnym działaniu wroga zewnętrznego dobrze wiedzą marketingowcy polityczni. Wspólny wróg skutecznie integruje społeczeństwo. Pamiętam z czasów minionej epoki, jak straszono nas imperializmem zachodnim. A i dziś w ustach niektórych polityków pojawia się hasło zagrożenia ze strony zachodnich sąsiadów. Świadomość, iż jest wróg zewnętrzny, nie tylko przynosi ulgę (co wykazałem wyżej), ale i integruje z tymi, którzy myślą podobnie. To nasze mechanizmy psychologiczne sprawiają, że łatwiej jest się integrować w obliczu zagrożeń, niż dla szerzenia pokoju. Kiedy podczas spotkania towarzyskiego okazuje się, że wszyscy są zgodni w swojej niechęci do opozycji, albo do PiS, wówczas pojawia się większa wieź, poczucie wspólnoty. Jednakowe poglądy i odczuwana wspólnie niechęć staje się skutecznym, towarzyskim spoiwem.
Konsekwencje braku zewnętrznego wroga
Przywołam tu jeszcze inny fragment książki Raj Persauda. „Istnieje wiele dowodów na to, że obecność jakiejś przeszkody lub innych życiowych okoliczności, na które możemy zwalić winę za nasze kłopoty, choć wydaje się głęboko terapeutyczne, działa tylko na krótką metę. Kiedy wrogowie znikną lub zostaną pokonani a mimo to wiele problemów pozostanie, będziemy zdruzgotani nieuchronnymi wnioskami, że źródło trudności kryje się w nas samych.”
Zniknięcie wroga zewnętrznego, jak wynika z naukowych badań, może mieć bardzo negatywne konsekwencje. Osoby, które tego doświadczają odkrywają w tym momencie swoje głębokie lęki. Kiedy w 1998 roku w Irlandii Północnej został zawarty pokój, kiedy w Ulsterze po wielu latach zaprzestano krwawych zamachów terrorystycznych, okazało się, że dla niektórych osób sytuacja ta stała się nie do zniesienia. Zniknęło zagrożenie, zniknął wróg zewnętrzny, efekt: o 20% wzrósł odsetek udanych samobójstw, w stosunku do roku 1997. Wcześniej Irlandię Północną charakteryzował niski wskaźnik samobójstw w porównaniu z innymi krajami Europy.
Jak pisze Raj Parsaund: „rozłamy i okropności wojny osłabiają ludzką skłonność do podnoszenia ręki na samego siebie”. To szczególne zjawisko zostało również odkryte w przypadku innych wojen, w tym drugiej wojny światowej.
Kiedy rozejrzymy się dookoła, kiedy przyjrzymy się postawom niektórych osób, czy to w naszym otoczeniu, czy to na forum publicznym, czy politycznym, bez trudu dostrzeżemy tych, którzy za wszelką cenę pragnę widzieć świat jako miejsce zagrożeń. Wróg zewnętrzny jest im bardzo potrzebny, a kiedy tylko zniknie, prowokują rzeczywistość tak, aby mieć na horyzoncie nowego wroga. Jego brak grozi im destrukcyjnymi stanami ich psychiki.
Moim zdaniem obecne podziały zarówno te występujące w relacjach społecznych, rodzinnych, czy politycznych, wynikają właśnie z powodu tego zjawiska. Spokój, harmonia w relacjach z innymi, dla niektórych jest nie do zniesienia. Terapeutyczny dla nich jest wróg zewnętrzny, a integracja z innymi wokół działań walki z tym wrogiem, przynosi komfort psychiczny.
Czy można poczuć się lepiej bez zewnętrznego wroga?
Zdecydowanie tak. Trudność polega jedynie na tym, iż samemu trudno wyzbyć się tego destrukcyjnego mechanizmu przywiązania do wroga zewnętrznego. Nie robię tu automarketingu, a jedynie chcę podkreślić, iż warto znaleźć chociażby kogoś, kto ma już za sobą ten proces uwolnienia. Mam cichą nadzieję, że przez upublicznienie wiedzy na ten temat, pojawi się autorefleksja u niektórych czytelników. Oddaję się do dyspozycji tych, którzy chcieliby uzupełnić wiedzę na ten temat. Zapraszam do kontaktu: [email protected]
• Józef Przemieniecki
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze